WNIEBOWSTĄPIENIE PAŃSKIE – UROCZYSTOŚĆ, ROK A

Foto. Archiwum prywatne

Prawdę o niezniszczalnym sensie stworzenia przedstawił trapista w następujących słowach: „W połowie odmawiania Benedictus zauważyłem ogrom słońca, które akurat podniosło się za ścianą cedrowych drzew. A teraz pod sosnami stworzyło ono wielką, złotą bazylikę z ognia i wody. Perspektywa: wronie sejmikowanie na wschodzie, psi rejwach na zachodzie, a jednak ponad tym wszystkim majestatyczny spokój niedzieli. Czyżby to był, mimo wszystko, prawdziwy obraz naszego świata? Deus cuius providentia in sui dispositione non fallitur…[1]. ( Thomas Merton).

„Wniebowstąpienie” sandomierskich męczenników dominikańskich w ujęciu malarskim: „Nad umierającymi mnichami unoszą się postacie aniołów, przynoszących korony i gałęzie palmowe – symbole męczeństwa, ale także chwały i odniesionego zwycięstwa duchowego. Widać słowa zamykające antyfonę Salve Regina: exilium – przy postaci zakonnika leżącego na posadzce, i dalej: ostaende, o clemenso pia, o dulcis Virgo Maria. Słowa te unoszą się coraz wyżej, jak gdyby w myśl opowieści Bzowskiego: Przerwaną przez śmierć pieśń Bogurodzicy Dziewicy śpiewają dalej, idąc do nieba[2]. Wniebowstąpienie Pańskie można również uznać za najbardziej „czyśćcowe” święto; cały bowiem czyściec to przecież wznoszenie się do nieba – wniebowstępowanie

„Mario, pociecho strapionych, Tyś ucieczką opuszczonych. Tyś tarczą co nas zasłania, Od wszelkich grzechów obrania. Ciebie kochamy w cierpieniu, Z Tobą cierpimy w milczeniu. Zagój nasze ciężkie rany, Ześlij pokój pożądany. Bądź przy nas w śmierci godzinie, Niech dusza nasza nie zginie. Amen”. ( Ks. A. Knothe. Godzinki o siedmiu boleściach NMP).


[1] T. Merton. Domysły współwinnego widza. Kraków 1971 s. 63.

[2] U. Stępień. B. Sadoch Polonus Hungariae coapostolus…- czyli nowy przyczynek ikonograficzny do legendy o Męczennikach Dominikańskich. „Studia Sandomierskie” 15 ( 2008) s. 164. „W ramach kultu męczenników sandomierskich, który początkowo obejmował świeckich i duchownych, z czasem pojawia się nurt dominikański. Posiada on szerszy stan badań. Pierwsze fakty o męczeństwie braci z konwentu przy kościele Świętego Jakuba przekazał Jan Długosz. Pisząc w Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis o męczeństwie dominikanów sandomierskich, wzmiankuje o liczbie pomordowanych zakonników w czasie najazdu ( 46) oraz o tym, że zginęli śpiewając pieśń Salve Regina”. T. Giergiel. Męczennicy Sandomierscy – 750 lat obecności. „Zeszyty Sandomierskie” 29 ( 2010) s. 7. Warto pamiętać o tym, że wśród ponoszących męczeństwo dominikanów znajdował się również organista klasztorny. „Za właściwy początek historii organów w Polsce można uważać dopiero wiek XII. Wtedy bowiem pojawiają się wzmianki o istnieniu tego instrumentu na dworze Kazimierza Sprawiedliwego ( 1177-1194), w opactwie cystersek w Trzebnicy ( 1218) oraz w klasztorze dominikanów w Sandomierzu, który musiał je posiadać jeszcze przed rokiem 1260, gdyż wśród zabitych przez Tatarów zakonników był także organista”. I. Pawlak. O pozycję organisty w parafii. W: De musica sacra  in Polonia. Ouaestiones selectae. T. III. Red. S. Garnczarski. Tarnów 2015 s. 213.