VI Niedziela wielkanocna B

  1. Być uczniem Chrystusa jest tytułem pełnym chwały, ale i pełnym znaczenia. W przypowieści o krzewie winnym, domagając się od swych uczniów, by stanowili z Nim jedno – co dokonuje się przez uczestnictwo w Eucharystii – Chrystus dopowiada: Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami ( J 15, 8). Ale ten wzrost chwały jest możliwy tylko wtedy, gdy uczeń Chrystusa idzie za Nim ( Mt 8, 21-22; J 12, 26), dzieli Jego los ( J 13, 8), jest do Niego podobny ( Mt 10, 24; Mk 8, 34; J 14, 12), i przede wszystkim wierzy w Niego, w Jego osobę i w Jego naukę ( J 2, 11.22). Zwróćmy jeszcze uwagę na ważny akcent. Chrystus mówi: będziecie uczniami moimi ( en emoì). Znaczenie tej przynależności widać w zestawieniu ze wspomnianą przypowieścią o krzewie winnym. Chrystus mówi: Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy ( J 15, 2). Eucharystycznocentryczny kontekst tego zdania – wypowiedział je Jezus w Wieczerniku wraz z promulgowaniem nowego przykazania, po umyciu nóg swoim uczniom – mocno więc podkreśla, że wzajemna miłość uczniów Chrystusa jest wyrazem kontynuacji i przedłużenia miłości samego Zbawiciela. Z dotychczasowych rozważań wynika, że chrześcijanin określa siebie przez miłość: człowiek jest chrześcijaninem miłując ( ho agapõn)! Każdy więc – pisze św. Jan – kto miłuje swoich braci ( 1 J 2, 10), narodził się z Boga ( 1 J 4, 7) i przeszedł już ze śmierci do życia ( 1 J 3, 14; por. J 5, 24). Należąc do świata miłości Boga jest obcy dla świata ciemności, który go nienawidzi ( 1 J 3, 13). […] Ten fakt ma swoje daleko idące konsekwencje w ujęciu postaw przeciwnych: kto nie miłuje, jest synem Złego ( Mt 13, 38), dzieckiem diabła ( ( 1 J 3, 10). Pamiętamy scenę dialogu Żydów z Jezusem na temat relacji ciemności do światła. Jezus mówi: Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie. Kto z was udowodni Mi grzech? Jeśli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście ( J 8, 43-47). Porwali wtedy kamienie, jak pamiętamy, aby je rzucić na Niego, On jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni ( J 8, 59). A w Wieczerniku modlił się za swoimi uczniami: Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od Złego ( J 17, 15; por. 1 J 2, 13 – 17). Właśnie, oto jeden z największych paradoksów: chrześcijanin nie może miłować świata i spraw jego bez utraty miłości Boga – chodzi tu o świat grzechu, a nie o świat stworzenia – jak i świat nie może nie nienawidzić chrześcijan. Takie jest bowiem prawo świata: pokrewieństwo rodzi sympatię jak różnorodność nienawiść. Jezus sam tego doświadczył i powiedział to swoim: będą was mieć w nienawiści jak Mnie ( J 15, 18-20) i ze względu na Mnie ( J 15, 21-25). Nawracający się z tego świata, świata grzesznego, do Chrystusa wymykają się spod panowania Księcia ciemności ( Hbr 2, 14-15), spod panowania szatana i przez wiarę przechodzą ze śmierci do życia ( 1 J 3, 14). I wtedy miłość braterska, kryterium przynależności do Chrystusa, jest tego świadectwem. Tak dla tych, którzy miłują, jak i dla tych, którzy są przez tę miłość ogarnięci”[1]. ( Bp Wacław Świerzawski).
  2. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna ( J 15,11). Przez cały okres wielkanocny jednym z najczęściej powtarzających się modlitewnych wezwań liturgicznych jest zachęta do radości; sama aklamacja Alleluja pobudza do wdzięczności i radości z powodu dzieła zbawienia. Pan Jezus pozostawia swoim uczniom przykazanie miłości Boga i bliźniego również jako drogę prowadzącą w sposób pewny do osiągnięcia radości. Radość przynależy do takiej kategorii doświadczeń, których najbardziej pożąda człowiek współczesny; jednocześnie stanowi ona rzeczywistość niezwykle rzadko osiąganą przez dzisiejszych ludzi. Stąd radość próbuje się czasami zastępować głupkowatą wesołkowatością, nieokiełznanym dążeniem do doświadczania przyjemności[2], zagłuszaniem swego sumienia agresją, krzykliwością, otumanianiem swej wrażliwości duchowo – moralnej nałogami, pieniędzmi, władzą, uzależnieniami. Żadne jednak z tych środków zastępczych nie przynosi człowiekowi autentycznego zadowolenia, ale fizyczną, osobowościową i duchową destrukcję. Wielu współczesnych nie rozumie zupełnie na czym polega radość prawdziwa i na jakiej drodze jest ona osiągana, zapominają oni również o prawdzie, że Bóg jest także Radością i zaprasza nas do udziału w Jego radości; ta niepamięć o Bogu – Radości jest tak głęboko wszczepiona w człowieka żyjącego współcześnie, że dla wielu osób rzecz niemal niemożliwą stanowi wyobrażenie sobie radosnego, uśmiechniętego Jezusa, z serdecznością zapraszającego człowieka do dającej właśnie prawdziwą radość i pełnię życia wspólnoty. Dlatego właśnie autentyczny uczeń Chrystusa swoim trwaniem w łasce uświęcającej przypomina, że radość jest Bożym darem, który rodzi się z konsekwentnego trwania w wierności Bożym przykazaniom i z kierowania się w swoim postępowaniu przykazaniem miłości Boga i bliźniego. Inna droga prowadząca do doświadczenia prawdziwej radości nie została człowiekowi ofiarowana.
  3. Kościół sandomierski bezustannie przypominał i w dalszym ciągu przypomina, że jedynie w konsekwentnym zjednoczeniu z Chrystusem obecnym w Eucharystii człowiek może doświadczać Bożego pokoju i radości, może postępować drogą zbawienia. Wśród inicjatyw pomagających głębiej zrozumieć tę prawdę, należy pamiętać o postulacie często przywoływanym przez bpa Wacława Świerzawskiego, który nalegał by czas przygotowania do przyjęcia Komunii Świętej przez dzieci był nazywany i przeżywany nie tyle jako przygotowanie do Pierwszej Komunii Świętej, ile raczej przygotowanie do częstej Komunii Świętej[3]. Taka modyfikacja tego wymiaru życia eucharystycznego byłaby ze wszech miar zbawienną, zakładałaby jednak jednocześnie konieczność dojrzałej współpracy rodziców i często istotną zmianę ich nawyków uczestniczenia we Mszy Świętej. Trudno byłoby wszak oczekiwać od dziecka częstego przyjmowania Komunii Świętej bez przejrzystego przykładu dawanego w tym względzie przez rodziców tegoż dziecka. By dziecko często przystępowało do Stołu Pańskiego, razem z nim musieliby to czynić jego rodzice.

2. Król niebieski k`nam zawitał,
Jako śliczny kwiat zakwitał:
Po śmierci się nam pokazał.
Alleluja, Alleluja!

3. Piekielne moce zwojował,
Nieprzyjaciele podeptał,
Nad nędznymi się zmiłował.
Alleluja, Alleluja!

4. Do trzeciego dnia tam mieszkał,
Ojce święte tam pocieszał.
Potem iść za sobą kazał.
Alleluja, Alleluja!

5. Którzy w otchłaniach mieszkali,
Płaczliwie tam zawołali.
Gdy Zbawiciela. ujrzeli.
Alleluja, Alleluja!

6. „Zawitaj, przybywający –
Boży Synu wszechmogący,
Wybaw nas z piekielnej mocy”.
Alleluja, Alleluja!

7. Wielkie tam wesele mieli
Gdy Zbawiciela ujrzeli.
Którego z dawna żądali.
Alleluja, Alleluja!

8. Potem swą mocą zmartwychwstał,
Pieczęci z grobu nie ruszał.
Na stróżach wielki strach powstał.
Alleluja, Alleluja!

9. A gdy Chrystus Pan zmartwychwstał,
Miłośnikom się pokazał,
Anioły do Matki posłał.
Alleluja! Alleluja!

10. „O Anieli najmilejsi,
idźcież do Panny Najświętszej,
do Matki mej najmilejszej!”
Alleluja, alleluja!

11. „Ode mnie Ją pozdrawiajcie
i wesoło zaśpiewajcie:
Królowo rajska wesel się!”
Alleluja, alleluja!

12. Potem z wielką swą światłością
do Matki swej przystąpiwszy,
pocieszył Ją pozdrowiwszy.
Alleluja, alleluja!

13. „Napełniona bądź słodkości,
Matko moja i radości
po onej wielkiej żałości”.
Alleluja, alleluja!

14. „Witajże, Jezu najsłodszy,
Synaczku mój najmilejszy,
pocieszenie wszelkiej duszy”.
Alleluja, alleluja!

15. „Jestem już bardzo wesoła,
gdym Cię Żywego ujrzała,
jakobym się narodziła”.
Alleluja, alleluja!

16. Radośnie z Nim rozmawiała,
usta Jego całowała,
w radości się z Nim rozstała.
Alleluja, alleluja!

17. Przez Twe święte Zmartwychwstanie,
daj nam grzechów odpuszczenie,
a potem wieczne zbawienie!
Alleluja, alleluja!


[1] W. Świerzawski. Naucz nas czynić wolę Twoją. Kraków 1990 s. 248-249.

[2] „Bardzo dużo ludzi wchodzi na drogę cierpienia dlatego, że myli radość z przyjemnością. Zanim popatrzymy na tajemnicę cierpienia, musimy dokonać bardzo precyzyjnego rozróżnienia pojęć, gdyż w przeciwnym razie możemy popełnić wręcz śmiertelnie groźny błąd, jaki polega na myleniu radości z czymś, co wydaje się do niej podobne, a co radością nie jest. Często ludzie cierpią z tego powodu, że popełnili taki właśnie błąd, gdyż wtedy – jak syn marnotrawny – zaczęli szukać radości tam, gdzie nie można jej znaleźć. Nieszczęsny i fundamentalny błąd w tym względzie polega na myleniu radości z tym, co ledwie przyjemne. Chwili cielesnej czy emocjonalnej przyjemności mogą doświadczyć zarówno ludzie, jak i zwierzęta. Gdy dajemy psu jego ulubioną kiełbasę, lub podrzucamy kotu jakiś przysmak, to dla tych zwierząt jest to niewątpliwa przyjemność. Jeśli jeszcze je przy tym pogłaszczemy i znajdziemy dla nich czas, to już będą na swój sposób bardzo szczęśliwe. My – ludzie – podobnie doświadczamy doraźnych, chwilowych przyjemności. Natomiast radość jest stanem zarezerwowanym wyłącznie dla ludzi, czyli dla istot duchowych. Radość jest bowiem stanem ducha, a nie stanem ciała czy psychiki. To dlatego nie wystarczy człowiekowi do szczęścia to, co w zupełności starcza zwierzętom. Popatrzmy teraz na szczegółowe różnice między przyjemnością a radością, żebyśmy wiedzieli, co w nasze życie wnosi Jezus i żebyśmy czasem – nie daj Boże! – nie pomylili radości z przyjemnością. Po pierwsze, przyjemność jest pospolita, czyli osiągalna dla wszystkich mieszkańców ziemi, czy to zwierząt, czy ludzi. Przyjemność jest pospolita również w tym sensie, że nie jest czymś nadzwyczajnym, gdyż każdy z ludzi może jej zaznać. Chwili cielesnej czy emocjonalnej przyjemności doświadczają nie tylko ludzie szlachetni, Boży i szczęśliwi, lecz także ludzie podli, grzeszni, egoiści, osoby prymitywne, wulgarne czy uzależnione. Także ci, którzy tu i teraz tkwią w głębokim kryzysie, mogą zaznać chwili przyjemności. W tym celu wystarczy się najeść, zwłaszcza jeśli na stole są potrawy, które bardzo lubimy. Podobnie wystarczy się wyspać, dobrze wypocząć, zaspokoić jakiś popęd, odreagować napięcie czy stres. Niektóre formy przyjemności mają głębszą naturę i mogą się wiązać z doświadczaniem radości. Tak dzieje się na przykład wtedy, gdy czerpiemy przyjemność ze słuchania pięknej muzyki. Powtórzmy raz jeszcze podstawową zasadę: fizyczna czy psychiczna przyjemność jest osiągalna dla wszystkich, radość natomiast jest arystokratyczna, niepospolita, dostępna tylko dla osób z duchowej elity. Gdy obserwujemy ludzi wokół nas, począwszy od samych siebie i naszych bliskich, widzimy, że prawdziwej, trwałej i pełnej radości zaznają nieliczni. Wielu natomiast nie tylko nie doświadcza radości, lecz bardzo cierpi. Niektórzy deklarują, że nigdy jeszcze nie doświadczyli w życiu radości i entuzjazmu życia. Kto chce być szczęśliwy, ten powinien strzec się mylenia przyjemności, która jest pospolita, z radością, która jest arystokratyczna i okazuje się prawdziwym błogosławieństwem dla każdego z nas. Druga istotna różnica polega nam tym, że przyjemność jest osiągalna wprost, podczas gdy radość zwykle wprost osiągalna nie jest. Moją mocą jestem w stanie jakąś przyjemność sobie zagwarantować i precyzyjnie wręcz ją zaprogramować. Mogę na przykład zaplanować, że dzisiaj zjem na obiad to czy tamto ulubione danie, że pospaceruję w słońcu i po pięknej okolicy, że pokonam na rowerze moją ulubioną trasę. Radość natomiast zawsze mnie zaskakuje. Nie da się jej własną mocą zapewnić ani zaprogramować, gdyż nie jest ona osiągalna wprost. Jest ona efektem czegoś innego, a konkretnie mojego sposobu postępowania. Radość to owoc, a nie drzewo. To skutek określonej postawy życiowej, a nie jej przyczyna. To właśnie dlatego im bardziej pragnę zapewnić sobie radość, tym bardziej się od niej oddalam. Radość przynosi nam bowiem Bóg, który kocha i uczy kochać. Jego radości doświadczają jedynie ci ludzie, którzy przyjmują miłość i którzy odpowiadają miłością na miłość. Im bardziej ktoś skupia się na szukaniu radości, tym mocniej koncentruje się na samym sobie i tym większym staje się egocentrykiem. W konsekwencji taki człowiek skupia się coraz mniej na Bogu i na ludziach, których On stawia na jego drodze. A to oznacza, że człowiek natrętnie szukający radości jest coraz mniej skłonny do tego, by okazywać miłość i by troszczyć się o radość swoich bliskich. W konsekwencji sam nie zazna radości. Gdy Jezus zaprasza nas do tego, byśmy zaparli się samych siebie i skupili na naśladowaniu Jego miłości, wtedy podpowiada nam najpewniejszą drogę do radości. On wie doskonale, że trwała radość to stan ducha, który jest owocem miłości okazywanej przez nas Bogu i bliźniemu. To właśnie dlatego najpełniej doświadczamy radości wtedy, gdy ofiarnie kochamy, zapominając o samych sobie. Po trzecie, przyjemność – w przeciwieństwie do radości – jest nie tylko pospolita i osiągalna wprost, lecz także krótkotrwała. Żeby nie wiadomo co smacznego było na stole, jak długo można jeść? Dziesięć minut? Dwadzieścia? Pięć godzin? Zawsze wcześniej czy później kończy się przyjemność z jedzenia i z poczucia sytości. Krótkotrwałość jest cechą każdej przyjemności. Dotyczy to także przyjemności seksualnej czy jakiejkolwiek innej formy przeżywania tego, co miłe. Przyjemność nie tylko szybko przemija, lecz – co gorsze – pozostawia po sobie jakąś formę pustki, niedosytu, rozczarowania, zawodu. Raz doświadczona przyjemność pociąga, by ją powtórzyć, na nowo przeżyć – jeszcze mocniej, intensywniej, dłużej niż poprzednio. To właśnie dlatego osoby, które współżyją po to, by doznać chwili przyjemności, a nie po to, żeby komunikować miłość, czułość i bliskość, szukają coraz bardziej wyrafinowanych form seksualnej przyjemności. Nic zatem dziwnego, że takie zachowanie prowadzi do jakże nieprzyjemnych skutków, na przykład erotomanii, seksualnego wyuzdania czy seksualnych patologii, zdrad małżeńskich, molestowania seksualnego, z gwałtami włącznie. Skupianie się na chwilowej i szybko przemijającej przyjemności domaga się cykliczności tego typu zachowań. Dlatego szukanie przyjemności kończy się zwykle popadaniem w różnego rodzaju nałogi i uzależnienia. Wszelkie formy uzależnień – jak alkoholizm, narkomania, erotomania, hazard, uzależnienia od gier komputerowych, Internetu, urządzeń elektronicznych, leków, zakupów, pracy, pieniędzy – zaczynają się właśnie od tego, że ktoś pomylił radość z przyjemnością i zaczął w życiu szukać głównie tego, co tu i teraz przyjemne. Tymczasem radość – w przeciwieństwie do przyjemności – nie uzależnia i nie zniewala. Nie przemija tak szybko, jak przyjemność. Nawet wtedy, gdy słabnie, nie wywołuje dręczącego poczucia pustki. Boża radość nie tylko nie ogranicza naszej wolności, lecz przeciwnie – umacnia ją, daje nam entuzjazm i siłę, by żyć, trwać w miłości, zachować nadzieję także wtedy, gdy przyjdą trudne dni, gdy pojawi się zmęczenie czy wielki niepokój o naszych bliskich albo o nas samych. Bóg wie, że gdy doświadczamy Jego radości, jesteśmy w stanie góry przenosić. Jeszcze wyraźniej niż u mężczyzn widać ten mechanizm u pań. Wiele kobiet mówi mi z całkowitym przekonaniem: Proszę Księdza, gdy jestem radosna, wtedy nie istnieją dla mnie żadne przeszkody nie do pokonania. Gdy czuję się szczęśliwa i bezpieczna, świetnie radzę sobie z każdym ciężarem życia – z małżeństwem i z rodziną, z pracą zawodową, z chorobą, czuwaniem przy chorej mamie. Wszystko potrafię przetrzymać i każde dobro jestem w stanie wykonać, jeśli tylko jestem radosna”. M. Dziewiecki. Bóg vs cierpienie. Dlaczego Bóg nie chce żebyś cierpiał. Nowy Sącz 2018 s. 20 -23.

[3] W. Świerzawski. Gloria Passionis. Chrystus obecny w liturgii i życie chrześcijańskie. Częstochowa 1987 s. 110.