1. „Pycha prowadzi do wszelkich występków, ogłupia i poniża człowieka i naraża go na wieczne potępienie, odbiera także wartość dobrym uczynkom. Pycha w szczególności wiedzie do nieposłuszeństwa ( jak u Absaloma), do niego zwodzi ( jak u Heroda – dzieciobójcy), do odpadnięcia od wiary ( jak u Lota). Prowadzi też do sporów, zemsty, niewdzięczności, a zwłaszcza do nieczystości. Pyszny wpada w głupotę i popełnia mnóstwo niedorzeczności. Komicznie stąpa i śmiesznie się ubiera. Nie tylko więc pyszny grzeszy, ale i cierpi przy tym. Każdy, kto się wywyższa, będzie poniżonym. Pycha musi umrzeć. Pysznego czeka wieczne potępienie. Pycha wypędziła wielu archaniołów z nieba, a pierwszych rodziców z raju. Jak rdza żelazo, tak pycha niszczy dobre uczynki, psuje cnoty. Wedle nauki świętych Pańskich grzesznik pokorny lepszy jest od pysznego niewinnego, sprawiedliwego. Porachujmy się z sumieniem, czy ta szkarada nie panuje w nas i czy nas nie gubi. Natomiast ukochajmy pokorę, do której dochodzi się przez rozważanie majestatu Boga i znikomość rzeczy ziemskich. Najpiękniejszy wzór pokory dał nam Zbawiciel, który przybrał na się postać sługi, żył dobrowolnie w poniżeniu, zniżył się do ciągłego obcowania z ludźmi, nie okazując nikomu swej wyższości, wreszcie umarł dobrowolnie haniebną śmiercią krzyżową. Przez pokorę zyskujemy oświecenie rozumu, prawdziwy spokój duszy, odpuszczenie grzechów, rychłe wysłuchanie modlitw, a także łatwo odpieramy wszelkie pokusy”[1]. ( Błogosławiony ksiądz Antoni Rewera).
2. Autor Listu do Hebrajczyków przypomina nam dzisiaj prawdziwą naturę każdego zgromadzenia liturgicznego – udział w liturgii niebieskiej. Właśnie w takiej liturgii dokonuje się, w otoczeniu aniołów i świętych, doskonałe uwielbienie Boga w Trójcy Przenajświętszej Jedynego. Drogą prowadzącą do uczestnictwa w autentycznym wielbieniu Boga jest droga pokory, czyli trwanie w prawdzie. Trudno by pewnie było znaleźć drugą rzeczywistość poddaną tak karykaturalnej deformacji, jakiej podporządkowano pokorę. Pomimo tych prób deformacji, a być może należałoby powiedzieć – z powodu tak licznych prób deformacji pokory, uczniowie Chrystusa tym wyraźniej muszą przypominać prawdę o tym, że prawdziwa pokora nie polega na smętno – cierpiętniczym zwieszaniu głowy, przybieraniu zgarbionej sylwetki ciała i ospałego kroku oraz na mówieniu głosem tak cichym, że praktycznie niemożliwym do zrozumienia, ale na częstym przypominaniu sobie i innym prawdy o naturze ludzkiej – o właściwym miejscu, jakie ona zajmuje przy stole stworzenia. Człowiek nie jest zwierzęciem ( chociaż, gdy trwa grzechu, to może czasem osiągnąć nawet stan niższy od animalnego), ani nie jest Bogiem, ale uprzywilejowanym cielesno – duchowym stworzeniem, którego ostatecznym przeznaczeniem jest udział w wiecznym szczęściu Boga. W konsekwencji do powyższego, człowiek nie jest więc autonomicznym kreatorem, ale lektorem norm moralnych; takim lektorem, który powinien uważnie słuchać treści Bożych przykazań. Poprzez takie słuchanie i wierne zachowywanie Bożych Słów człowiek osiąga pokój duszy tutaj, na ziemi, oraz Bożą szczęśliwość w niebie. Pokora jest uprzywilejowaną i wyjątkowo szybką drogą prowadzącą do zdobycia tego celu. Jest ona jednocześnie znakiem rozpoznawczym umiłowanych Boga, czyli tych, którzy pozwalają się prowadzić Temu, który istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi[2] ( Flp 2, 6-7). Ci Boży umiłowani są jednocześnie wpatrzeni z miłością w Tę, która określiła siebie jako Służebnica Pańska, w Tę, której życiowym zadaniem było posłuszeństwo Słowu Pana ( Łk 1, 38). Umiłowani Pańscy odnajdują również różne odcienie wielobarwnego witraża pokory w osobach świętych i błogosławionych. Jednocześnie są oni świadomi, że pokora stanowi wieczne zdziwienie i rzecz nie do pojęcia dla szatana i jego sług. To właśnie ten kosmiczny przeciwnik Boga miał zaobserwować, według jednego z Ojców pustyni, niepokojące podobieństwo zachodzące pomiędzy zewnętrzną warstwą życia pewnego świątobliwego męża, a jego własnymi zwyczajami. Jak to jest? – pytał szatan pokornego sługę Boga – Ty praktykujesz ostre posty… ja wcale nie jadam; ty często odmawiasz sobie snu… ja nigdy nie zaznaję sennego odpoczynku. Skoro więc jesteśmy tak bardzo podobni w zewnętrznym trybie życia, to dlaczego ty nosisz w sobie ten głęboki pokój duszy, a ja ciągle jestem tak straszliwie rozrywany w moim wnętrzu? Odpowiedź na to szatańskie zadziwienie znajduje się właśnie w obecności pokory w osobie świętego i jej całkowitej absencji w szatanie. Ci, którzy prawdziwie zjednoczyli się z Bogiem, który, powtórzmy, uniżył samego siebie i przyjął postać Sługi, również uniżają się przed Bogiem i Jego świętą wolą, i w takim uniżeniu odnajdują najwyższe do osiągnięcia wyniesienie samych siebie. Ci zaś, którzy połączyli swe życie, poprzez swe uczynki, z ojcem kłamstwa, zajmują się głównie upadlaniem innych, czasem dodatkowo próbując przedstawiać tego rodzaju działania jako proces uczenia innych pokory[3]. Oczywiście, taka postawa jest dokładnym zaprzeczeniem zarówno prawdziwej pokory, jak i przykazania miłości Boga i bliźniego, miłości, która zawsze uszlachetnia, podnosi w godności, dowartościowuje[4]. Niestety, nie brak jednak i takich, którzy stają się wielkimi piewcami pokory, wtedy, gdy już zdobyli, często wcale niepokornymi środkami, cel swych ambicjonalnych dążeń. W takich przypadkach, fałszywi apostołowie pokory posługują się tym pojęciem jedynie w celu trzymania innych niżej, w celu ustawicznego deprecjonowania ich wartości oraz powstrzymywania ich rzekomo chorych ambicji i równie niezdrowych aspiracji. Manipulatorowi każda sytuacja życiowa dostarcza dogodnych i szerokich możliwości praktykowania jego dewiacyjnych zachowań. Sam Bóg, sam Chrystus jest wzorem szanowania ludzkiej wolności i godności – Chrystusowe: jeśli chcesz… Chrystus szanuje ludzką wolność i godność do tego stopnia, że godzi się nawet na odejście człowieka od Niego, godzi się na wybór przez człowieka drogi potępienia, nieszczęścia. Ta cecha Chrystusa, czyli Jego bezgraniczne uszanowanie ludzkiej wolności i godności, pociągała w sposób szczególny, decydujący o szczerym pójściu za Nim, decydujący o zawierzeniu swego życia Jemu, serca wielu Jego uczniów. Nie brak i dzisiaj takich, dla których właśnie ta cecha Zbawiciela przyczynia się wydatnie do ich trwania przy Nim… Próby zewnętrznego, apodyktycznego uczenia innych pokory są najkrótszą drogą do umacniania niesubordynacji, destrukcji ludzkiej psychiki, ducha, osoby, samego człowieczeństwa, rozluźniania autentycznych więzi z prawdziwym Bogiem oraz do uczenia postawy jedynie zewnętrznego przestrzegania zasad prawa, bądź to prawa ludzkiego, bądź Bożego. Czy nie brak i współcześnie jedynie takich zewnętrznych, chodzących paradygmatów wiary, moralności, postępowania i duszpastersko – gospodarczego zaangażowania, z sercami i duszami znajdującymi się na dokładnych antypodach Ewangelii, mydlących oczy przełożonych i otoczenia swoją rzekomą doskonałością i heroicznym spalaniem się w służbie Bogu i bliźnim, a objawiających swe prawdziwe barwy dopiero w gronie swoich, tego samego autoramentu, pobratymców? Najlepszą drogą zdobywania pokory wydaje się autoedukacja; samokształcenie w pokorze jest rzeczywiście trudną sztuką, domagającą się swego odświeżania na każdym etapie życia. Łatwiej jest powtarzać za świętymi słowa o tym, że Bóg sam wystarczy, łatwiej jest nawet wyśpiewywać te słowa w nostalgiczno – ckliwym otoczeniu melodycznym, niż ciągle dojrzewać do prawdy mówiącej o tym, że wraz z obecnością Boga w mojej duszy mam rzeczywiście wszystko, czego potrzebuję, i że On z pewnością zatroszczy się również o te sprawy, które tak bardzo niepokoją moje potrzeby, ambicje, pragnienia i dążenia. Pewien człowiek, przyszedłszy do mędrca po radę, powiedział: ojcze, odrzuciłem za siebie wszelką pychę i wszelkie niezdrowe ambicje. Nie ma we mnie żadnych chorych dążeń, ani pokusy wywyższania się, ani żądzy władzy, ani ambicji niepohamowanego posiadania… a jednak nie odnajduję w sobie pełnego pokoju. Dlaczego tak jest? Mędrzec odpowiedział: to prawda, odrzuciłeś za siebie wszelką chorą ambicję… ale ciągle się oglądasz, czy przypadkiem ona cię nie goni. Ta historia może nas pouczyć w wielu sprawach. Uczy nas tego, że i owszem, istnieją tacy mędrcy, których cała mądrość sprowadza się do wprowadzania człowieka w ustawiczne poczucie winy, tacy, którzy nawet w niemal idealnym stanie potrafią wynajdywać i podkreślać jakieś skazy. Ale ta historia uczy jeszcze czegoś więcej; uczy o przypadku niezupełnego rozstania się z pychą, o możliwości jedynie pozornego zażegnania pychy, służącej w gruncie rzeczy temu, by pod płaszczykiem udawanej pokory właśnie osiągnąć nieszczerze porzucone dobra. Podobnie, jak w przypadku starożytnych filozofów – rzekomych abnegatów, którzy przychodzili do jednego z cesarzy rzymskich i deklarowali swe wewnętrzne odłączenie od pragnienia posiadania dóbr doczesnych, w nadziei poruszenia serca cesarza swymi wyznaniami i otrzymania w tegoż efekcie całkiem materialnych profitów. No bo skoro są aż tak głęboko wyzuci z wszelkich ziemskich pożądań – powinien pomyśleć cesarz – to z pewnością będą sprawiedliwie wypełniać obowiązki związane z zarządzaniem dobrami materialnymi. Chrystus uczy nas dzisiaj nie udawanej, ale prawdziwej skromności… uczy nie pozornej, ale autentycznej bezinteresowności[5]. Ludzkie wyrachowanie może obejmować również fałszywą pokorę. Nawet dzisiejsze pouczenie Chrystusa można zdeformować i poszukiwać na przyjęciach ostatniego miejsca, jedynie w tym celu, aby zostać zaproszonym do posunięcia się wyżej. Kto pozostaje zawsze interesowny w swym postępowaniu, ten zamyka Panu Bogu drogę do obdarzania go niewyobrażalnie wielkimi łaskami. Zaproszenie Jezusa na posiłek przez faryzeusza nie cieszyło się szczerymi i przejrzystymi intencjami; w rzeczywistości chodziło o pochwycenie Jezusa w mowie, o wprowadzenie Go, na podstawie nauki przez Niego głoszonej, w kłopotliwą sytuację, w obszar podejrzenia, występowania przeciwko ortodoksyjnej nauce judaistycznej, albo o zdobycie możliwości oskarżania Go o nieżyczliwe wypowiadanie się pod adresem określonych osób lub spraw; takie traktowanie człowieka i relacji międzyludzkich jest częstym zjawiskiem u faryzeuszy. Czy współcześnie coś zmieniło się znacznie pod tym względem? Do niezwykłej rzadkości należą już pewnie takie spotkania, które miałyby na celu jedynie wspólne cieszenie się czasem i wzajemną obecnością, bez ukrytych podtekstów, insynuacji, prób załatwiania różnorakich spraw, uzyskania przychylności ważnej osoby, przedstawiania w złym świetle tych, których uznajemy za naszych wrogów lub, których po prostu nie lubimy. Dzisiejsza Ewangelia jest więc zachętą, byśmy oczyścili nasze motywacje i postępowanie również w tym względzie.
3. Błogosławiony alumn Tadeusz Dulny ( 1914 – 1942); jak dobra jest dobroć. Osoba pokorna, czyli pozostająca w prawdzie o Bogu, świecie i człowieku, wie również o tym, że ostateczne zwycięstwo należy do Boga, który jest pełnią dobra. Chrystusowe dobro tryumfuje w osobie i życiu każdego świętego oraz błogosławionego; nawet w warunkach bezdennej ciemności, w okolicznościach szatańskiej dominacji, przebijają się przez tych Bożych świadków promienie odwiecznej dobroci. Tak było również w przypadku bł. alumna Tadeusza Dulnego, urodzonego na terenie diecezji sandomierskiej kleryka Seminarium Duchownego we Włocławku, więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau[6]. Potrafił on w najciemniejszej sytuacji dojrzeć jasny promień Miłosierdzia Bożego i wskazać go innym[7]. Alumn Tadeusz zmarł w Dachau 7 sierpnia 1942 roku. Święty papież Jan Paweł II dokonał beatyfikacji kleryka Tadeusza Dulnego, w gronie 108 polskich męczenników z czasów drugiej wojny światowej, dnia 13 czerwca 1999 roku, w Warszawie.
2. O Pasterzu, zgromadź w jednej swej owczarni,
zabłąkane owce, które giną.
W jeden Kościół zbierz na nowo i przygarnij,
byśmy jedną stali się rodziną.
3. Na ramiona swoje weź, o Panie,
tych, co sami wrócić już nie mogą!
Niechaj zjednoczenia cud się stanie,
prowadź nas ku niebu wspólną drogą.
[1] Bł. Antoni Rewera wzorem kapłana. Opr. tekstu F. Goś. Sandomierz 2010 s. 376-377.
[2] „W godzinie, kiedy zostawi im pamiątkę swojej miłości i kiedy zdrada Judasza przeszyje Jego czułe serce, okazali pogardę dla Jego ofiary próżną dyskusją o pierwszeństwie. On kierował swe myśli ku krzyżowi, oni sprzeczali się tak, jakby nie oznaczało to zaparcia się samego siebie. Ich ambicja zaślepiała ich na wszystkie Jego lekcje na temat zwierzchnictwa; myśleli, że człowiek jest wielki, ponieważ sprawuje władzę. Taka była idea wielkości pośród pogan, którą muszą zastąpić nieograniczoną służbą dla innych. Lecz On rzekł do nich: Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przybierają miano dobroczyńców. Wy zaś nie tak macie postępować. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa. Któż bowiem jest większy? Ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czyż nie ten, kto siedzi za stołem? Otóż Ja jestem pośród was jako ten, kto służy ( Łk 22, 25-27). Nasz Pan przyznawał, że w pewnym sensie Jego apostołowie są królami. Nie kwestionował też ich wrodzonego pociągu do arystokracji, ale tą ich arystokratycznością miała być szlachetność pokory – postawy największych, którzy stają się najmniejszymi. Aby im to uświadomić, przypomniał o tym, jaką pozycję zajmuje wśród nich jako Mistrz i Pan stołu, który odrzuca wszelki odcień wyższości. Wiele razy powiedział im, że przyszedł nie po to, aby Jemu służono, ale by służyć. Nieść brzemiona innych, a w szczególności ich winę, to był powód, dla którego przyszedł jako cierpiący Sługa przepowiedziany przez Izajasza. Swoje poprzednie słowa o tym, że mają się stać sługami, teraz wzmocnił przykładem. Wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany ( J 13, 4)”. F. Sheen. Życie Jezusa Chrystusa. Kraków 2018 s. 426-427.
[3] „W pewnej chwili przywołała mnie jedna ze starszych matek i jakby z jasnego nieba zaczęły się gromy ogniste, tak że nawet nie wiedziałam, o co się rozchodzi. Jednak pokrótce zrozumiałam, że to jest za to, co wcale ode mnie nie zależy. Mówi mi, że: Niech siostra sobie wybije z głowy, żeby Pan Jezus miał z siostrą tak poufale przestawać, z taką nędzną, z taką niedoskonałą. Pan Jezus tylko ze świętymi duszami obcuje, zapamiętaj to sobie. – Przyznałam, że ma wielką rację, bo jestem nędzna, ale jednak ufam miłosierdziu Bożemu. Kiedy się spotkałam z Panem, upokorzałam się i mówiłam: Jezu, Ty z takimi nędznymi podobno nie obcujesz? – Bądź spokojna, córko moja, właśnie przez taką nędzę chcę okazać moc miłosierdzia swego. Poznałam, że matka ta raczej chciała mnie tylko upokorzyć”. Święta siostra Maria Faustyna Kowalska. Dzienniczek, nr 133.
[4] „Supplices – głęboko pochyleni – to jakby zewnętrzny wyraz tego, co Biblia nazywa pokorą ( Flp 2, 8: uniżył samego siebie). Dla Greków pokora była nieakceptowaną przez nich postawą niewolniczą. Przyniesione przez chrześcijaństwo przewartościowanie pozwala dojrzeć w tym coś innego. Pokora jako zgodność z własnym bytem i zaakceptowanie prawdy człowieka staje się fundamentalną postawą chrześcijańskiej egzystencji. Augustyn całą swą chrystologię – a nawet powiedziałbym, całą swą apologię chrześcijaństwa – zbudował na pojęciu humilitas ( pokora). Mógł tu nawiązać do wiedzy starożytnych, także właśnie świata greckiego i rzymskiego, stwierdzając, że hybris – autorytarna pycha – jest prawdziwie grzechem wszystkich grzechów, jak we wzorcowy sposób pokazuje nam to historia upadku Adama. Pycha będąca ontycznym kłamstwem, kiedy człowiek czyni siebie Bogiem, zostaje pokonana przez pokorę Boga, który sam stał się niewolnikiem, który pochyla się ku nam. Kto chce się zbliżyć do Boga, ten musi być zdolny do patrzenia ku górze – to ma istotne znaczenie. Musi jednak nauczyć się także uniżania się, ponieważ sam Bóg się uniżył; znajdujemy Go w geście pokornej miłości – klęczącego u naszych stóp podczas umywania nóg”. ( J. Ratzinger).
[5] „Faryzeusze bardzo lubili pierwsze miejsca przy stole ( Por. Mt 23, 6; Łk 20, 46). Widząc jak je wybierali, Jezus poucza ich o skromności i bezinteresowności. W pierwszym przypadku nie chodzi o czysto ludzkie wyrachowanie, ale o wolność od ambicji i zabiegania o zaszczyty. W drugim wypadku chodzi o bezinteresowność. Bezinteresowna życzliwość zobowiązuje Boga do jej wynagrodzenia”. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Nowy Testament. Red. M. Peter. M. Wolniewicz. Poznań 1994 s. 190-191.
[6] „W obozie, w sytuacjach nieludzkiego poniżania, pracy ponad siły, przy nieustannym zagrożeniu utraty życia, zajaśniały jego cnoty. Dają o tym świadectwo ci, którzy z nim byli w obozie. Alumn Tadeusz Dulny starał się pomagać kapłanom starszym, schorowanym, wyręczać ich, a nawet oddawać słabszym od siebie głodową porcję pożywienia. Zdarzały się w obozie wypadki, że więźniowie wykradali sobie resztki odłożonego jedzenia, on – dzielił się z innymi tym, co udało mu się zdobyć. Alumn Tadeusz Dulny – pisali więźniowie, którzy przeżyli obóz – połowę swojej brukwianej zupy oddawał temu, którego życie uważał za cenniejsze od swego. Wzniesienie się ponad potrzebę jedzenia w czasie, gdy głód skręcał bólem kiszki przez wiele dni, tygodni i miesięcy, było czynem niezwykłym, bohaterskim, który należy przekazać potomnym. Alumn Tadeusz należał do grupy modlitewnej kapłanów, zawiązanej w wielkiej dyskrecji. Należało do tej grupy kilkudziesięciu kapłanów. Przez wspólną modlitwę, medytację, posługę sakramentów starali się wzajemnie umacniać duchowo, by po chrześcijańsku przeżyć doświadczenia obozowe”. I. Ziembicki. Święci rodzą świętych. Sandomierz 1999 s. 96-97.
[7] E. Czerwińska. Polscy święci i błogosławieni. Warszawa 2013 s. 184.