- „Mijają wieki! Barbarzyńcy rzucają się na Imperium Rzymskie i pokonywają je, lecz Jezus Chrystus – Król triumfuje nad zwycięzcami, ujarzmia ich i poddaje pod panowanie krzyża. Karol Wielki, pierwszy imperator wznowionego świeżo państwa rzymskiego, też ogłasza się zastępcą Chrystusa Króla. Słynne kapitularze tego imperatora rozpoczynają się od słów: Za panowania po wszystkie czasy naszego Pana Jezusa Chrystusa. […] Jeśli ludzkość chce osiągnąć swój cel właściwy, jeżeli istotnie pragnie życie ziemskie uczynić szczęśliwem – to musi koniecznie uznać panowanie Chrystusa nad sobą, musi wznieść tron dla Chrystusa. Tron ten będzie trwały, o ile zostanie zbudowany na fundamencie wiary, czystości obyczajów i ofiary. Wiara musi być punktem wyjścia dla wiedzy. Czystość obyczajów – musi wyrugować obecne dążenie do użycia ziemskiego. Ofiara – ujarzmić nasze ludzkie ja. Przy budowie tronu należy się trzymać planu, a planem tym jest wola Boża, której całkowicie należy się poddać”. ( Ks. Edward Górski).
- „Królestwo prawdy i życia, świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju”; tam gdzie nie ma prawdziwej Komunii z Chrystusem, gdzie nie ma trwania w łasce uświęcającej, tam królestwo Boże jest zastępowane przeciwnymi wobec wymienionych w dzisiejszej prefacji przymiotami: fałszem, zakłamaniem, manipulacją, śmiercią doczesną i wieczną, nienawiścią, chaosem wewnętrznym i zewnętrznym. Z relacji kapłana – katechety diecezji sandomierskiej: W pokoju nauczycielskim podchodzi do mnie jedna z nauczycielek i mówi: – a, to ksiądz uczy religii…a wie ksiądz co, mnie to religia w ogóle nie interesuje. Odpowiedziałem: -Kwestia czasu. Mogę panią zapewnić, że przyjdzie taki czas, że religia zostanie jedyną rzeczą, którą się pani zainteresuje. Ona na to: – a kiedy, księże, kiedy? Może przed śmiercią? Mówię: – albo przed śmiercią, albo po śmierci, ale powtarzam: religia zainteresuje panią, dosłownie, w sposób najbardziej żywotny. Jak bardzo potrzebny współcześnie jest opis Sądu Ostatecznego, w którym Chrystus tak bardzo jednoznacznie oddziela dobrych od złych; współcześnie, gdy króluje tyrania relatywizmu, lokująca się blisko udawanej ignorancji, w którą człowiek ucieka stwierdzeniami typu: a to trudno odróżnić, co jest dobre, a co złe, wszystko jest szare, pełne światłocienia, niejednoznaczne, a kto to wie, co to jest prawda? Bóg odpowiada: masz sumienie, o którego wrażliwość musisz dbać, masz Dekalog i Kościół przekazujący wiernie naukę Chrystusa, nie udawaj, że nie wiesz, co jest dobre, a co złe. Wiesz, że pijaństwo jest złe, wiesz, że masz szanować żonę, męża, że masz troszczyć się o to, by dzieci przyprowadzać do stóp Jezusa i wychowywać je w zgodzie z Bożą wolą. Odpowiedzialność za twoje czyny sięga swymi konsekwencjami w wieczność i twoje czyny decydującą o jej kształcie, o niebie, albo o piekle….nic z myślenia typu: a to właściwie do końca nie wiadomo, a może tak, a może nie, albo to ktoś wie jak tam jest, itp. Przyjęcie Chrystusa za Króla swego życia powinno się również wyrażać w częstym ponawianiu przyrzeczeń chrzcielnych i przyrzeczeń uczynionych w czasie przyjmowania innych sakramentów. To praktyka, według świadectw egzorcystów, znienawidzona przez szatana, który nie znosi, czynionego w ten sposób procesu dojrzewania w wierze i miłości oraz umacniania swej więzi z Bogiem.
- Patron diecezji sandomierskiej bł. Wincenty Kadłubek jest pierwszym potwierdzonym przez źródła pisane Polakiem noszącym imię Wincenty. Imię to nadano temu błogosławionemu mężowi prawdopodobnie pod wpływem rodzącego się w tamtym czasie kultu św. Wincentego biskupa z Bevanga, którego relikwie zostały sprowadzone do Wrocławia w 1145 roku. Fakt ten rzuca pozytywne światło na wiarę i pobożność środowiska rodzinnego bł. Wincentego Kadłubka, które szybko wezwało opieki nad życiem nowo narodzonego dziecka świeżo zadomowionego w obrzędowości i wierze Polaków świętego patrona[1]. Bł. Wincenty Kadłubek jest prawdopodobnie także pierwszym Polakiem, który zdobył uniwersytecki tytuł naukowy oparty na rzeczywiście imponujących wiedzy i talencie[2].
Chrystusowi cześć i chwała
harm.: ks. Jerzy Bisztyga
- Jezusowi cześć i chwała
On nasz Ojciec, On nasz Bóg.
Dzisiaj miłość spotężniała,
Dziś padamy do Twych stóp,
Serca w darze Ci niesiemy,
Przysięgamy wierność Ci,
W Twojej łasce wytrwać chcemy
Aż do końca naszych dni.
- Chrystusowi cześć i chwała,
Hymn serdeczny niechaj brzmi.
Dziś diecezja nasza cała
Składa smutki, składa łzy.
Pobłogosław Hostio biała,
Nasze prace i nasz trud,
Tyś potężna, chociaż mała,
Pobłogosław wierny lud. - Jezus Panem! Jezus Królem!
Sandomierski słyszy Gród.
Krwią zbroczone niegdyś wzgórze,
Pieśń praojców nuci wciąż.
Twe Oblicze pełne blasku,
Siłę da, zwycięstwa moc,
Króluj, władaj nami zawsze,
Panem bądź dla Twoich sług.
[1] J. Stabińska. Mistrz Wincenty. Kraków 1973 s. 10-11.
[2] „Ale magister Vincentius, jak go do chwili sakry biskupiej zwą nadal źródła, tytuł naukowy zdobędzie na uniwersytecie jako pierwszy, być może, rdzenny Polak. Przykład ten okaże się zaraźliwy, gdyż do roku 1208 pojawi się w Polsce, mimo fragmentaryczności dokumentacji, 15-18 magistrów – graduatów. […] Wincenty czytał tak dużo, że i on, jak autor Historia Ecclesiastica, zasłużyłby sobie na miano Comestor, zjadacz ksiąg. […] W każdym razie oba ośrodki, zarówno Nowe Ateny – uniwersytet paryski, jak i Bolonia docta, jeżeli w niej był, pozwoliły mu przyjrzeć się elicie umysłowej Europy, która często pozostawała już tu na zawsze. Uzyskawszy licentia ubique docendi, prawo nauczania wszędzie, mistrz Wincenty powrócił do ojczyzny, z jednej strony olśniony Zachodem i zdobyczami starożytnych, z drugiej bynajmniej nie przekonany o niższości Polaków. Gall Anonim twierdził, że kraj ten oddalony od szlaków pielgrzymich i mało komu znany…zasługuje na wywyższenie ponad inne kraje. Mistrz Wincenty wprzęgnie swą erudycję dla wykazania słuszności tej tezy. Jego uczoność będzie zaś do tego stopnia zdumiewała rodaków, że przekonani o jego bezkonkurencyjności wyrażą się o nim: Vir literatissimus in toto mundo, najbardziej uczony z mężów na obszarze ziemi. […] Łacinę posiadł w stopniu dla nas niedościgłym i chyba rywalizować mógłby jedynie ze zmarłym niedawno kardynałem Bacci. Podobnie jak on stanie się autorem wielu neologizmów, prawie zawsze udanych i odpowiadających duchowi języka ( na przykład kot – murilegos).”. J. Stabińska. Mistrz Wincenty. Kraków 1973 s. 25-26.29. 18. „Po jego lekturach i przytaczanych autorach widać, że pozostawał pod wpływem francuskiego renesansu XII wieku. Był jednym z pierwszych Polaków, który otrzymał uniwersytecki tytuł magistra – co wówczas było równoznaczne z dzisiejszym tytułem doktora – dlatego nazywany jest zawsze Mistrzem Wincentym”. M. Bachowska. Święci w historii Polski. Kraków 2015 s. 59.