II Niedziela Wielkiego Postu C

„W Środę Popielcową przyjęliśmy wszyscy popiół na głowy – po to, aby odświeżyć pamięć o znikomości życia i jego przemijaniu. Bo to jest ważne przypomnienie: pamiętaj, człowieku, że twoje życie zmierza do kresu. Na tle Chrystusowej śmierci i naszej własnej śmierci, która kiedyś nastąpi, widać wyraźniej, że wierność Chrystusowi i Jego Ewangelii jest sprawą najważniejszą na świecie. Wszystko przeminie – i to jedno tylko pozostanie: więź z Chrystusem, który przeprowadzi nas przez śmierć do życia”[1]. ( Bp Wacław Świerzawski).

W początkowej fazie Wielkiego Postu Kościół uobecnia opis Przemienienia Pana Jezusa. Celem tego opisu jest przekazanie wszystkim osobom wrażliwym na głos Boga tego samego przesłania, jakie Pan Bóg pragnął zakomunikować Apostołom towarzyszącym Jezusowi na Górze Przemienienia. Pamiętamy, jaką reakcję wywoływały wśród uczniów słowa Pana Jezusa o Cierpiącym Mesjaszu: I zaczął ich nauczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz on obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie ( Mk 8, 31-33; por. Łk 9, 44-45). Reakcją uczniów na słowa Pana Jezusa o tym, że Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi, że będzie sądzony, męczony i ukrzyżowany było zaprzeczanie, niezrozumienie, lęk… zgorszenie. W tym właśnie kontekście należy umieścić opis Przemienienia zamieszczony w Ewangelii według św. Łukasza. Ewangelista ten traktuje opis Przemienienia jako pomoc dla ociemniałych na perspektywę cierpienia Jezusowych uczniów. Elementy Przemienienia, tj. góra[2], modlitwa, zmiana wyglądu twarzy, odzienie w bieli i światłości, korespondowały z takimi wyobrażeniami Mesjasza, jakie przechowywali w swej pamięci Apostołowie; tak właśnie wyobrażali sobie chwałę zarezerwowaną dla Oczekiwanego. W takim właśnie otoczeniu z łatwością identyfikowali i akceptowali prawdę o tym, że ten Jezus, któremu towarzyszyli przez trzy lata, jest prawdziwie Chrystusem, jest Mesjaszem zapowiadanym i oczekiwanym przez wieki. To jednak, czego się nie spodziewali, to, czego nie oczekiwali, miało dopiero objawić się w wydarzeniach następujących po Przemienieniu; nie przypuszczali, że droga do chwały będzie prowadziła przez mękę i cierpienie, chociaż o Cierpiącym Mesjaszu mówiło Prawo – obecność Mojżesza podczas Przemienienia, mówili Prorocy – obecność Eliasza przy Przemienieniu i sam Jezus. Oni wszyscy rozmawiali o Wyjściu, jakie miało dopełnić się w Jerozolimie ( Łk 9, 31). Uczniowie otrzymali więc potwierdzenie przez Prawo i Proroków prawdy o tym, że Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem oraz, że dzieło zbawienia dokona się w sposób bolesny, przez Mękę; Exodus Jezusa[3] to Jego Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie. Nawet więcej, prawda ta została potwierdzona przez samego Boga – Ojca, którego głos obwieścił: To jest mój Syn, Wybrany, Jego słuchajcie! ( Łk 9, 35). Zdanie to zawiera jedyne w całym Nowym Testamencie słowa Ojca wypowiedziane w trybie rozkazującym; przez ten fakt zostało podkreślone znaczenie słuchania nauki Syna. Słowa Ojca: Jego słuchajcie, były  skierowane do Apostołów obecnych przy Przemienieniu i są w dalszym ciągu skierowane do serca i sumienia każdego człowieka, każdego z nas. Jak mocno poruszające jest podobieństwo elementów występujących pomiędzy opisem Przemienienia i przedstawieniem agonii Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym; w obydwu przypadkach Jezus wychodzi na górę, aby się modlić; bierze ze sobą trzech uczniów; wygląd Jezusa ulega przemianie – świetliście chwalebny podczas Przemienienia, maltretowany krwawym potem w Ogrodzie Oliwnym. W obydwu sytuacjach przybywają niebiańskie istoty, by pocieszać Jezusa – przy Przemienieniu Mojżesz i Eliasz, w Ogrójcu – anioł. Tragicznie, zarówno podczas Przemienienia jak i w Ogrójcu, Apostołowie śpią; zdają się być pozostający na zewnątrz wydarzeń, nie zaangażowani w te wydarzenia prawdziwie, autentycznie, nie rozumiejący niemal niczego. Przy końcu obydwu wydarzeń to Jezus wraca do Apostołów i ponownie z nimi nawiązuje wspólnotę. Św. Łukasz podkreślił właśnie te podobieństwa pomiędzy Przemienieniem i Ogrójcem, by przypomnieć prawdę o tym, że aby wejść do obiecanej chwały wiecznej, najpierw trzeba koniecznie rzucić się całkowicie i szczerze w Chrystusowy Exodus, Chrystusową Pasję, Jego cierpienie, śmierć… i zmartwychwstanie. Tę samą prawdę przypomina w dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł ( Flp 3, 17- 4,1). Mówi on o wielu sobie współczesnych, że zachowują się jak nieprzyjaciele krzyża Chrystusowego, koncentrując swoje myśli na rzeczach tego świata. Prawdziwy zaś uczeń Chrystusowy postępuje dokładnie odwrotnie; wie on doskonale o tym, że jego ojczyzna jest w niebie i rozumie, że dlatego właśnie został wezwany do tego, by być przyjacielem krzyża Chrystusowego; wierność miłości Bożej objawionej w krzyżu Chrystusowym prowadzi go bowiem wprost do jego prawdziwej ojczyzny, do nieba. My głosimy wam Chrystusa ukrzyżowanego – woła św. Paweł w swym  Pierwszym Liście do Koryntian ( 1 Kor 1, 23-25). W Kościele pierwszych wieków to właśnie Pasja Chrystusowa – Jego Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie – stanowiła niemalże wyłączną treść przepowiadania apostolskiego. Apostołowie ukazywali ciągle, możemy nawet powiedzieć – w obsesyjny sposób, głębię Bożej miłości wobec grzesznika objawioną w Chrystusowej Pasji. I ponieważ ta właśnie treść stawała się poprzez intensywność swego proklamowania tak wyraziście widoczna, powodowała ona wśród odbiorców nauczania trzy rodzaje reakcji: ukrzyżowany Chrystus był zgorszeniem dla Żydów, głupstwem dla pogan, a dla powołanych przez Boga – siłą i mądrością. Przeżywając czas naszego przygotowania do wejścia w Chrystusowy Exodus, Jego Pasję, prośmy Boga o łaskę takiej wiary, jaką posiadał Abraham, o łaskę dokładnego i szczerego słuchania Umiłowanego Syna Ojca i o łaskę bycia autentycznymi przyjaciółmi Chrystusowego krzyża. Aby ta łaska mogła się urzeczywistniać w naszym życiu, musimy trwać na drodze prawdziwego nawrócenia. Pan Jezus oczekuje od każdego z nas autentycznej i permanentnej przemiany życia, dla której wzorem – lustrem ma być Jego Osoba i postępowanie, Boże przykazania oraz nauka Ewangelii. Obecnie, trudno nie zauważyć, że niektóre osoby, zwłaszcza te uwikłane w ciężkie grzechy, zarzuciły proces przemieniania swego postępowania; w miejsce tego próbują różnymi sposobami przemieniać – dopasowywać Ewangelię do swojego życia. Nie przemieniają samych siebie, ale próbują zmieniać Ewangelię i Boże przykazania według swoich upodobań, a zwłaszcza według swojego grzesznego stylu życia. Proces ten jest wyraźnie widoczny w podejściu osoby uwikłanej w grzeszne relacje z drugim człowiekiem. Ks. Marek Dziewiecki często powtarza zaskakujące w pierwszym momencie wyrażenie: Prawdziwa miłość wyklucza współżycie płciowe; jedyny wyjątek od tej zasady, ukazujący tym samym wielkość i godność powołania małżeńskiego, stanowi właśnie miłość małżeńska. Każda inna miłość, która próbuje włączyć w swoją treść pożycie płciowe jest fałszem. Pomimo tego, coraz częściej spotyka się w kancelarii parafialnej próby przypisania dziecku, które przedstawia się do chrztu, ojca chrzestnego lub chrzestnej matki żyjących w tzw. związkach niesakramentalnych. Rodzice dziecka przybierają często pozę udawanej ignorancji, rzekomo nie dostrzegając głębokiej nielogiczności – sprzeczności ukrytej w tego rodzaju próbie: człowiek żyjący w publicznym i ciężkim grzechu nadaje się – według nich – do spełniania funkcji świadka wiary wobec dziecka. Przy tym czasami, tacy pożałowania godni rodzice, próbują dodatkowo przepchnąć swój zamysł poprzez ukrywanie faktycznego stanu moralnego planowanego chrzestnego/chrzestnej, ukazywanie w swym zachowaniu agresywnych postaw i słów dążących do wymuszenia na kapłanie zgody na takiego chrzestnego, szantażowanie zamiarem wypisania się z parafii albo z Kościoła. Tego rodzaju sytuacje boleśnie i wyraźnie ukazują, jak rozwija się grzech w życiu człowieka, zwłaszcza gdy jest on lekceważony albo przyklepywany w swojej początkowej fazie. Pomocna dłoń, jaką Kościół wyciąga w stronę tzw. związków niesakramentalnych, jest traktowana przez niektóre osoby znajdujące się w grzesznej sytuacji cudzołóstwa nie jako bodziec do nawrócenia, ale jako okazja, nie tylko do pozostawania w grzechu, ale nawet do dalszego brnięcia w grzeszną sytuację i zmuszania swego otoczenia do traktowania tejże sytuacji jako całkowicie normalnej, bo rzekomo nie zamykającej drogi do żadnej funkcji czy godności wynikających z wiernego życia wiarą. Przymykanie oczu na grzech i poklepywanie jawnych grzeszników po plecach, połączone z ciągłym zapewnianiem, że oni też są OK, że Pan Bóg i tak ich miłuje, że Bóg jest miłosierny, bez nawet zdawkowego wspominania o konieczności nawrócenia, przynosi właśnie takie, opisane syntetycznie powyżej, rezultaty. Niech się zmieni Chrystus i Jego wymagania, Bóg i Jego przykazania, Kościół i Jego nauczanie, a nie my. To do nas grzeszników ma się dopasować Bóg i Jego zasady, a nie my, trwający w grzechu, do Niego! – tak brzmi naczelny slogan współczesnego grzesznika. Jest to równocześnie pokłosie postępowania tych, którzy przymykali oczy niemal na wszystko przez pokolenia, dodatkowo odgrywając jeszcze czasami na zewnątrz komedię bycia nadzwyczajnie surowymi i rygorystycznymi albo/i komedię bycia rygorystycznymi w stopniu niezwykle selektywnym, tzn. byli daleko idący w pobłażliwości oraz zrozumieniu dla współtowarzyszy ze swojej kliki, stając się równocześnie święcie i srodze zacietrzewionymi wrogami dla tych, którzy do tejże kliki nie należeli. Autentyczne nawrócenie polega również na zrywaniu więzów właściwych klice, budowanych zazwyczaj na kryteriach oportunistyczno – merkantylnych i na zawiązywaniu więzi charakterystycznych dla wspólnoty Kościoła, których jedynym kryterium jest prawda Chrystusowej Ewangelii.

Postać św. Józefa, cichego i pokornego Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, została głęboko wpisana w duchową rzeczywistość sandomierskiego Kościoła. Już w wiekach poprzedzających powstanie diecezji sandomierskiej kult św. Józefa szerzyli na tych ziemiach m.in. duchacy i reformaci, łącząc postać świętego głównie z procesem należytego przygotowania do śmierci[4]. W latach 20-tych dwudziestego wieku rekolekcje ścisłe w sandomierskim Seminarium organizowano przed Zesłaniem Ducha Świętego, przed uroczystością św. Stanisława Kostki oraz właśnie przed św. Józefem[5]. Wielu biskupów sandomierskich polecało praktycznie całość działalności duszpasterskiej wstawiennictwu św. Józefa[6]. Bp Jan Kanty Lorek nakazał, w czasie trwania Soboru Watykańskiego II ( 1962-1965), podjecie w diecezji sandomierskiej specjalnych modlitw skierowanych głównie do Ducha Świętego, Chrystusa Obecnego w Najświętszym Sakramencie oraz wzywających wstawiennictwa św. Józefa[7]. Wśród licznych zgromadzeń zakonnych obecnych w diecezji sandomierskiej odnajdujemy również Zgromadzenie Sióstr  Świętego Józefa ( CSSJ), czyli tzw. siostry józefitki[8] przebywające w miejscowości Radna Góra, a wśród lokalnych sanktuariów diecezji sandomierskiej Sanktuarium Świętego Józefa w Nisku[9].


[1] W. Świerzawski. List pasterski Biskupa sandomierskiego do wiernych na Wielki Post 2000. KDS 93 ( 2000) s. 151.

[2] „Trzy ważne sceny w życiu naszego Pana rozegrały się na szczytach gór. Na jednym z nich głosił osiem błogosławieństw, których praktykowanie miało przynieść krzyż od świata; na drugim pokazał chwałę, która kryła się za krzyżem; a na trzecim ofiarował siebie w śmierci jako preludium do swojej chwały oraz chwały tych wszystkich, którzy uwierzą w Jego imię. Drugi incydent miał miejsce w ciągu co najwyżej kilku tygodni przed Kalwarią, kiedy zabrał ze sobą na wysoką górę Piotra, Jakuba i Jana: Piotra – Skałę, Jakuba, którego przeznaczeniem było stać się pierwszym apostołem męczennikiem oraz Jana – wizjonera przyszłej chwały Apokalipsy. Ci trzej byli obecni, kiedy wskrzesił z martwych córkę Jaira. Wszyscy trzej musieli nauczyć się lekcji krzyża i sprostować swoje fałszywe pojmowanie Mesjasza. Piotr gwałtownie protestował przeciwko krzyżowi, podczas gdy Jakub i Jan ubiegali się o tron. Wszyscy trzej będą później spali podczas trwogi, jaką przeżywał, modląc się w Ogrójcu. Aby uwierzyli w Jego Kalwarię, muszą ujrzeć chwałę, która lśniła po drugiej stronie skandalu krzyża”. F. Sheen. Życie Jezusa Chrystusa. Kraków 2018 s. 233.

[3] „Mojżesz i Eliasz są dwoma postaciami, których powrót w wielu miejscach Starego Testamentu i literaturze pozabiblijnej ( = Qumran) miał być zapowiedzią nastania czasów mesjańskich. Większość biblistów widzi w nich też pewne symbole: Mojżesz jest uosobieniem Prawa, a Eliasz – Proroków, w których to księgach w wielu miejscach zapowiadane jest nadejście Mesjasza, co sam św. Łukasz skrzętnie odnotowuje ( por. Łk 24, 25-27). Mojżesz i Eliasz ukazali się w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem  ( Łk 9,31). Św. Łukasz dodaje w swoim tekście blask chwały, w którym pojawiają się Mojżesz i Eliasz. W Starym Testamencie chwała ( doxa) oznacza obecność Bożą ( por. Wj 24,17;40,34). Twarz Mojżesza promieniała pod wpływem obcowania z chwałą Pana. Tutaj, w momencie Przemienienia, chwała ogarnia Mojżesza, Eliasza i Jezusa – wszyscy oni są uczestnikami chwały Boga; ale nie uczniowie, którzy weszli na górę z Mistrzem. Rozmowa pomiędzy Mojżeszem, Eliaszem i Jezusem dotyczyła Jego odejścia – użyte jest tu greckie słowo exodos, które w sposób bezpośredni nawiązuje do wyjścia Izraela z Egiptu. W tym kontekście na podróż Jezusa z Galilei do Jerozolimy i jej dopełnienie w tragicznych wydarzeniach, w centrum których się znajdzie, należy patrzeć jak na nowy Exodus, nowe wyjście, ukonstytuowanie się nowego ludu Bożego wokół Jezusa. Mojżesz i Eliasz w tym kontekście są postaciami historycznymi, które ten Exodus uwierzytelniają swoją obecnością. Taką lekturę tego wydarzenia narzuca ostatni rozdział Ewangelii św. Łukasza, w którym sam zmartwychwstały Jezus w ten sposób interpretuje wydarzenia z ostatnich dni: Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego ( Łk 24, 26-27)”. J. Stefanów. Ujrzeli Jego chwałę ( Łk 9, 28b-30). „Krąg biblijny” 11 ( 2009) s. 105-106.

[4] „Duchacy rozpowszechniali również kult Matki Bożej Uzdrowienia Chorych i św. Józefa, patrona dobrej śmierci”. K. Antosiewicz. Duchacy. EK IV Red. R. Łukaszyk. Lublin 1985 szp. 301. Reformaci byli odłamem franciszkanów, tzw. franciszkanami ścisłej obserwancji, obecnymi w Polsce od 1606 roku. S. Brzozecki. Reformaci. EK XVI Red. E. Gigilewicz Lublin 2012 szp. 1300. Reformaci wywarli głęboki wpływ na religijne życie Sandomierza i okolic tworząc w latach 1672 – 1864 konwent przy kościele św. Józefa. Prostota życia, ubóstwo, świętość życia wielu zakonników, szerzenie kultu Jezusa Chrystusa w Jego człowieczeństwie – żłóbek w okresie Bożego Narodzenia; Droga Krzyżowa w Wielkim Poście gromadząca tak licznie uczestników, że ich rzesza nie mogła pomieścić się wewnątrz kościoła, stąd koniecznością stała się budowa stacji pasyjnych na zewnątrz świątyni, nabożeństwo do Matki Bożej – przy kościele funkcjonował stały kaznodzieja maryjny, kult świętych, wierna posługa w konfesjonale, troska o chorych, nauka poważnego przygotowania się do śmierci ( Śmierć uważali za największe wydarzenie w życiu ludzkim) odcisnęły trwały ślad na duchowości i pobożności sandomierskiej wspólnoty wiary. J. Lewiński. Ciebie Boga wysławiamy za 1000-lecie chrześcijańskiego Sandomierza. KDS 73 ( 1980) s. 280.

[5] J. Wiśniewski. Seminarjum Duchowne w Sandomierzu. W: Rocznik diecezji sandomierskiej na rok 1929. Red. S. Grelewski. Radom 1928 s. 29.

[6] „Idźmy przeto z całym zaufaniem do św. Józefa. On pomaga w sprawach codziennych, w trudnościach i niebezpieczeństwach. W latach okupacji diecezja nasza doznała szczególnej opieki św. Józefa, któremu zwłaszcza przypisujemy ocalenie Seminarium Duchownego. Z tym większą ufnością zwracajmy się do św. Józefa w sprawach duchowych. Polecajmy mu pracę w parafiach naszych: rekolekcje, budzenie sumień z uśpienia, obowiązek katolicki spowiedzi i Komunii Świętej, wzajemne darowanie uraz, odnowienie rodzin, zaprowadzenie jedności i zgody z bliźnimi. Przedstawiajmy też św. Józefowi wielkie sprawy Ojczyzny naszej i całego Kościoła świętego”. J. Lorek. Odezwa pasterska w sprawie czci św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. KDS 57 ( 1964) s. 15.

[7] J. Lorek. Odezwa Pasterska w sprawie modłów w intencji Soboru Powszechnego Watykańskiego drugiego. KDS 55 ( 1962) s. 48-49.

[8] „Siostry świętego Józefa podejmują samarytańską służbę ubogim, starszym, samotnym i chorym w szpitalach, domach pomocy społecznej i domach prywatnych. Otaczają opieką dzieci i młodzież w specjalnych ośrodkach wychowawczych i leczniczych. Prowadzą przedszkola, świetlice, domy dziecka, katechizują w szkołach. Podejmują też pracę misyjną i ekumeniczną. Pomagają w kuriach diecezjalnych i w seminariach duchownych. Angażują się również w prace parafialne jako zakrystianki i organistki. Wszystkie wykonywane przez nie prace wynikają z misji zgromadzenia. Są inspirowane przykładem patrona sióstr – św. Józefa – człowieka czynu, wzoru bezgranicznego zaufania Bogu, dyspozycyjności wobec Jego zamierzeń oraz pokornej i cichej służby innym”. R. Pomarańska. Z dziedzictwem w przyszłość. 200 lat diecezji sandomierskiej.  Sandomierz 2018 s. 229.

[9] „Diecezjalne sanktuarium św. Józefa Opiekuna Rodzin w Nisku zostało erygowane dekretem biskupa Wacława Świerzawskiego, wydanym 3 października 1998 roku. Inspiracją do jego powołania była troska ordynariusza o rodziny. Pragnął on, aby nowo powołane sanktuarium w sposób szczególny gromadziło na modlitwie ojców rodzin. Intencja biskupa została szybko odczytana, a liczne działania duszpasterskie zmierzały w kierunku wskazanym przez pasterza diecezji. Jedną z inicjatyw było powołanie do istnienia Bractwa św. Józefa Dom, erygowanego przez biskupa Świerzawskiego. Początkowo należało do niego ponad trzystu mężczyzn. Z czasem grupa się znacznie rozrosła. Modlą się oni za własne rodziny, polecając św. Józefowi opiekę nad żonami i dziećmi”. Tamże s. 315.

2. On w świętości i czystości
po Maryi pierwszym był.
Przy Panience on w stajence
pierwszy Boże Dziecię czcił. Z nami chwałę…

3. Na swym łonie, jak na tronie,
Króla niebios Józef niósł.
W Nazarecie Boskie Dziecię,
słodki Jezus, przy nim rósł. Z nami chwałę…

4. Z Jego ręki, wznosząc dzięki,
nasz Zbawiciel pokarm brał.
I Piastuna, Opiekuna
Bóg Wcielony Ojcem zwał. Z nami chwałę…

5. O, wzywajmy i błagajmy,
By opieką świecił nam.
By z ziemskiego życia tego
Do niebieskich powiódł bram. Z nami chwałę…