1. „Ewangeliści niewiele odnotowali słów Maryi, istotne są dwa Jej wskazania. Pierwszym z nich jest odpowiedź skierowana do anioła Gabriela: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego ( Łk 1, 38). Matka Boża uczy nas przezwyciężania egoizmu i przyjmowania woli Bożej, co wyzwala nas z grzechu i zapewnia wewnętrzną wolność. Drugą ważną wypowiedzią Maryi są Jej słowa wypowiedziane w Kanie Galilejskiej skierowane do sług: Wykonajcie wszystko, co wam powie [ Jezus] ( J 2, 5). Ona była posłuszna Bogu i tego nas uczy, Boże przykazania – Dekalog nie są tworem człowieka czy Kościoła, one pochodzą od Stwórcy. Mamy prawo prosić Maryję o potrzebne nam rzeczy, ale powinniśmy także naśladować jej życie. Matka Boża w Betlejem swym osobistym przykładem głosi ewangelię świętości życia i ofiarnego macierzyństwa, w Nazarecie ewangelię miłości małżeńsko – rodzinnej i pracy, na Golgocie ewangelię ufności w cierpieniu. Niezwykle trudne było życie Maryi: narodziny syna w pomieszczeniu zwierząt, ucieczka przed barbarzyństwem panującego w kraju władcy, trud codziennej egzystencji w Nazarecie, bolesne przeżywanie niebezpieczeństw grożących Synowi, bezsilny ból przy Ukrzyżowanym. Jej droga życiowa wytycza drogę wiernych uczniów Chrystusa. Maryja wniebowzięta ukazuje nam właściwą drogę i ostateczny cel życia człowieka. Jest naszą Matką, ale czy słowa modlitwy do Niej skierowane są potwierdzone codziennym życiem? Czy postulat prawa kobiety, rozumianego jako decydowanie o śmierci własnego niewinnego dziecka, nie jest odrzuceniem ewangelii życia i miłości Maryi? Najświętsza Maryja Panna razem ze swym Synem od ponad tysiąca lat włączyła się w historię narodu i państwa polskiego. Nazywamy Ją Królową Polski, króluje nam z jasnogórskiej ikony. Polacy kilkakrotnie składali ślubowania przed Jej cudownym obrazem. To miejsce uświęcone cudownym wizerunkiem Matki Bożej było zawsze duchowym azylem Polaków, tam czuli się w pełni wolni. Czy obecne pokolenie dotrzyma wierności Temu, którego na jasnogórskim obrazie trzyma na swym ręku Maryja? Potrzebujemy Jej nieustannej pomocy, słowa modlitwy wymagają jednak potwierdzenia pokutą życia i poszanowaniem Bożych przykazań”[1]. ( Ks. Stanisław Kowalczyk).
2. W opisie sytuacji na przyjęciu weselnym w Kanie Galilejskiej Najświętsza Maryja Panna ukazuje się jako Orędowniczka wstawiająca się w macierzyński sposób w intencjach ludzi, którzy wina nie mają. Znaczeniu terminu „wino” w języku biblijnym odpowiadają takie wyrażenia jak: dostatek, radość, istota, treść, sens[2]. Stąd prośbę Maryi można przedstawić równie poprawnie w następującym sformułowaniu: ich życie jest puste, pozbawione sensu, treści. Jednocześnie Matka Boża jest Tą, która ukazuje ludziom drogę, na której życie uzyskuje na nowo sens, treść, spełnienie – Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie ( J 2, 5). Tym samym Maryja wskazuje najskuteczniejszą broń w walce z przeciwnikiem naszego zbawienia – szatanem. Często odnajdujemy świadectwa egzorcystów ukazujące niezwykłą moc, udzieloną przez Pana Boga Najświętszej Maryi Pannie w deptaniu głowy starodawnego węża – w niszczeniu dewiacji szatańskich[3]. Poprzez polecenie – Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie, Maryja przypomina nam również o tym, co powinno być zawsze najważniejsze w naszym postępowaniu. Podczas podejmowania każdej decyzji, chrześcijanin powinien zadawać sobie przede wszystkim pytanie o to, czy jest ona zgodna z tym, czego od niego oczekuje Jezus[4]. Wielki kamień, można powiedzieć kamień węgielny naszego życia, zawsze powinien polegać na wiernym trwaniu w łasce uświęcającej zakorzenionym w pełnym uczestnictwie w sakramentach. Zagubiony chrześcijanin w miejsce tego fundamentu wsypuje żwir niewierności Bożym przykazaniom – piasek grzechu. W miejsce niedzielnego spotkania z Chrystusem we wspólnocie Kościoła na Mszy Świętej wprowadza on niedzielny handel. Jak głęboko życiowa prawda została zawarta w opowiadaniu przytoczonym przez kard. Saraha; stopniowe odchodzenie od niedzielnego uczestnictwa w liturgii często przybiera następującą postać: na początku próbuje się jeszcze znaleźć świątynię, gdzie sprawuje się Mszę Świętą o późniejszej porze, planuje się dłuższą modlitwę indywidualną, uczestniczy się we Mszy Świętej sprawowanej w dzień powszedni, a później, właśnie stopniowo, już nie daje się rady umieścić dużych kamieni w słoju życia i zupełnie rezygnuje się z systematycznego trwania w jedności z Chrystusem obecnym w sakramentach. Polecenie Maryi – Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie, wypowiedziane w środowisku tworzącej się rodziny, stanowiło przez wieki niepisany fundament zdrowego procesu wychowawczego[5]. Żyjemy w czasach, gdy zarówno wielkie, jak i mniejsze osiągnięcie normalnego wychowania ulegają brutalnej i radykalnej destrukcji. W miejsce wychowania do, w pierwszym rzędzie, respektowania Bożych przykazań, do honorowego odniesienia do drugiego człowieka oraz do szczerej i bezinteresownej miłości wspólnoty ( ojczyzny, Kościoła), próbuje się wprowadzić zasadę totalnego wyzucia z jakiejkolwiek dyscypliny, z wyrzeczenia, z obowiązkowości, z szacunku dla starszych, w tym z szacunku dla autorytetu. Pewnie już niewielu rodziców buduje swój proces wychowawczy na przekazie Maryi z Kany Galilejskiej – Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie. Częściej spotykamy domy, przykładowo podczas wizyty duszpasterskiej – kolędy, w których rodzice bez większego, czasem nawet bez żadnego, zażenowania stawiają kapłana w obliczu swojego i swych dzieci grzechu, przedstawiając swoją córkę i jej partnera, lub syna i jego partnerkę, ich potomstwo, które dobrze by było może i nawet kiedyś ochrzcić… tylko, że to głównie chodzi o ten lokal, wraz z odkładaniem kwestii uregulowania spraw małżeńskich na bliżej nieokreśloną przyszłość – gdy się dotrą, albo, gdy się dorobią, albo, gdy się usamodzielnią, albo, gdy cokolwiek…
3. Św. Andrzej Bobola ( 1591-1657) – kapłan duszochwat, kapłan męczennik, jezuita urodzony na terenach Sandomierszczyzny. Św. Andrzej Bobla jest świadkiem tego, jak wiele może zdziałać łaska Boża nawet w duszy człowieka, który w opinii otoczenia uchodzi, przynajmniej w początkowych fazach swego rozwoju, za jednostkę przeciętną, nie wyróżniającą się niczym szczególnym[6]. Ukazuje tym samym prawdę, że niekiedy, osoby mniej uzdolnione, ale wytrwałe i konsekwentne w sumiennej współpracy z łaską uświęcającą, osiągają nawet wyższy stopień świętości od tych, którzy, chociaż zostali obdarzeni wielkimi darami, to jednak zaniedbują ich pomnażanie i rozwój. Św. Andrzej przypomina nam jednocześnie jedynie skuteczny sposób głoszenia Słowa Bożego, tj. przepowiadanie Ewangelii oparte na autentycznym jej przyjęciu do swego serca i życia[7]. Wreszcie, wyjątkowe pod względem okrucieństwa, nawet w porównaniu z innymi męczennikami męczeństwo św. Andrzeja Boboli, ukazuje z jednej strony moc Chrystusowej łaski, a z drugiej, pozbawioną jakichkolwiek zahamowań, szatańską wściekłość w dążeniu do zniszczenia Bożego światła mądrości, świętości i miłości[8].
[1] S. Kowalczyk. Rozważania w kręgu Słowa Bożego. Sandomierz 2018 s. 107-108.
[2] „Ewangelista mówi dziś – taki to początek znaków uczynił Jezus, czyli Jezus zaczął działać odtąd wyraźnie jako Mesjasz. Zaczęły się obficie rozlewać wszelkie dobra mesjańskie, ich istotą było ponowne nawiązanie kontaktu człowieka z Bogiem, naprawienie zerwanego z Bogiem przymierza, przywrócenie dziecięctwa Bożego. Wszystkie uzdrowienia, wszystkie cuda Jezusa były jeno znakiem, rąbkiem tej wielkiej duchowej rzeczywistości. Uczta w Kanie jest obrazem uczty eschatologicznej w wieczności, gdzie poznamy w pełni wielkość, dobroć i mądrość Bożą”. Głoście Ewangelię. T. III. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek 1991 s. 58-59.
[3] „Modlitwa do Maryi posiada szczególną moc. Starano się zrozumieć, dlaczego podczas egzorcyzmów opętanym wydaje się, że demon reaguje z większą gwałtownością, gdy wymawia się imię Maryi niż wtedy, gdy wymawia się imię Jezusa. Wydaje się, że można wytłumaczyć to faktem, iż stosunek siły między nim a Jezusem jest już policzony, gdyż Jezus jest prawdziwym Bogiem, a występując przeciwko Bogu, diabeł już ciężko potłukł sobie pysk w momencie swego buntu. Natomiast z Maryją rzecz się ma nieco inaczej: jest Ona najpokorniejszym stworzeniem. Bóg wejrzał na pokorę swojej Służebnicy ( por. Łk 1, 48), i na podstawie uznania tej swojej rzeczywistości, nigdy nie ośmieliłaby się przypisać sobie coś ważnego: Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa ( Łk 1, 38). Zatem fakt, że poprzez stworzenie, na pozór nic nie znaczące, Bóg zwalcza demona w jego niezmiernej pysze, która sprawiła, że śniło mu się, że zajmie Jego miejsce, denerwuje go w niewypowiedziany sposób. Można by powiedzieć, że Bóg najpokorniejszym spośród wszystkich swoich stworzeń frustruje najbardziej pyszne stworzenie”. R. Salvucci. Podręcznik egzorcysty. Jasne słowa na temat ciemnej rzeczywistości. Kraków 2009 s. 271-272.
[4] „Każdy z nas bezwzględnie musi zaprogramować i zbudować każdego dnia swoje życie modlitwy. Jak? Opowiem panu pewną historyjkę, która skłania do refleksji. Pewnego razu zatrudniono starego profesora, żeby nauczył grupę kilkunastu dyrektorów wielkich przedsiębiorstw, jak skutecznie planować swój czas. Zajęcia te stanowiły jeden z pięciu warsztatów podczas ich całodziennego szkolenia. Stary profesor miał więc tylko jedną godzinę. Stojąc, kolejno zmierzył ich wzrokiem, po czym powiedział: Zrobimy doświadczenie. Spod stołu wyjął ogromny, wielolitrowy słój i delikatnie postawił go przed sobą. Potem wyjął kilkanaście kamieni, wielkości mniej więcej piłki tenisowej, i delikatnie, pojedynczo włożył je do wielkiego słoja. Kiedy słój wypełnił się po brzegi, tak że nie mieścił się w nim ani jeden kamień więcej, podniósł oczy na swoich kursantów i spytał: Czy słój jest pełen? Wszyscy odpowiedzieli: Tak. Odczekał kilka sekund i dodał: Naprawdę? Wtedy znowu się schylił i wyjął spod stołu pojemnik ze żwirem. Starannie wsypał ten żwir na duże kamyki i lekko potrząsnął słojem. Żwir przesypał się między kamieniami do samego dna słoja. Stary profesor znowu podniósł wzrok na swoich słuchaczy i kolejny raz zapytał: Czy słój jest pełen? Tym razem błyskotliwi kursanci zaczęli rozumieć jego fortel. Jeden z nich odpowiedział: Prawdopodobnie nie! – Dobrze!, odparł stary profesor. Znowu schylił się i wydobył spod stołu piasek. Wsypał go do słoja. Piasek wypełnił przestrzeń między kamykami a żwirem. Po raz kolejny zadał pytanie: Czy słój jest pełen? Tym razem bez wahania, jednym chórem kursanci odpowiedzieli: Nie! – Dobrze!, odparł stary profesor. I tak jak spodziewali się kursanci, wziął stojący na stole dzbanuszek z wodą i wypełnił nią słój aż po brzegi. Po czym stary profesor zapytał: Jaką wielką prawdę udowadnia nam to doświadczenie? Trzeźwy i najśmielszy z kursantów, myśląc o temacie wykładu, odpowiedział: To nam udowadnia, że nawet gdy nam się wydaje, że nasz kalendarz jest całkowicie wypełniony, jeśli naprawdę chcemy, możemy do niego dodać jeszcze więcej spotkań i rzeczy do zrobienia. – Nie – odparł stary profesor – to wcale nie tak! Wielka prawda, jaką nam udowadnia to doświadczenie, brzmi następująco: jeśli w pierwszej kolejności do słoja nie włożymy dużych kamieni, to potem nigdy nam się nie uda ich włożyć. Zapanowała głęboka cisza, każdy sobie uświadamiał oczywistość tego wniosku. Stary profesor powiedział im wtedy: Co w waszym życiu jest dużymi kamieniami? Wasze zdrowie, wasza rodzina, przyjaciele, marzenia, kariera zawodowa? Zapamiętać trzeba, że najważniejsze jest położenie dużych kamieni w waszym życiu na samym początku, inaczej narażamy się na to, że już nam się to nie uda. Jeśli damy pierwszeństwo tandecie – żwirowi i piaskowi – to wypełnimy swoje życie drobnostkami, rzeczami bez znaczenia i bez wartości, i już nie starczy nam czasu na ważne sprawy. Nie zapominajcie więc o zadawaniu sobie pytania: co jest dużymi kamieniami w moim życiu? A potem połóżcie je jako pierwsze w słoju waszego życia”. R. Sarah. N. Diat. Bóg albo nic. Rozmowa o wierze. Warszawa 2016 s. 171-172.
[5] „Póki mama sama udzielała mi lekcji, nauki szły dość gładko. Mama uczyła mnie czytać i pisać, zaznajamiała z katechizmem i historią Polski. […] Gdy pociąg ruszył, wyjrzałam przez okno i zobaczyłam mamę czyniącą w powietrzu znak krzyża. Niewiele trzeba, by dzieciństwo upłynęło szczęśliwie. Wystarczy prawdziwa miłość i rozsądek, żeby wychować zdrowego, normalnego człowieka. Potomstwo biednych rodziców wiedzie często radosny żywot, natomiast zbytek czy nadmiar wygód niekiedy psują charakter, ale tylko umysłowe i moralne ubóstwo spowodowane brakiem miłości pozostawia w dziecięcych duszach rany, które nigdy się nie zabliźniają. Gdy niemowlę zmienia się w małego człowieka, matczyna miłość także powinna okrzepnąć, by można było wpoić maleństwu dobre nawyki; niezbędna jest roztropność, która pozwala radzić sobie z trudnościami, a także bezinteresowność w zaspokajaniu dziecięcych potrzeb. Od lat pewne środowiska pouczają kobiety, zarówno bogate, jak i ubogie, że trzeba żyć własnym życiem i zaniechać nudnego prowadzenia domu z myślą o mężu i dzieciach. Co gorsza, podważa się sens wielkiego daru udzielonego nam przez Boga – poświęcenia dla innych. Magiczne słowo postęp sprawia, że rodzina stanowiąca podstawę dobrze zorganizowanych społeczeństw, upada wolno, ale nieuchronnie. Panoszy się egoizm, wspólne życie jest nie do zniesienia, mnożą się rozwody. W owym zamęcie, w klimacie nieustannej konfrontacji, zdrady i cynizmu rośnie młode pokolenie, które musi stawić czoło odwiecznemu dylematowi ludzkości: jak osiągnąć równowagę między potrzebami duchowymi i materialnymi. Skąd kolejne pokolenia mają czerpać wiedzę i świadomość potrzebną do znalezienia własnej drogi, siłę niezbędną do urzeczywistnienia zamierzeń oraz przekonanie o rozwoju ludzkości, skoro brak im w dzieciństwie matczynej czułości, która stanowi trwałą podstawę szacunku dla ideałów, a także wiary w ich istnienie? Moją matkę cechowała niezrównana świadomość hierarchii rozmaitych powinności. Wiedziała, że przede wszystkim ma obowiązek wychować dzieci i nauczyć je przestrzegania Bożych przykazań. Skupiała nas wokół siebie w poczuciu rodzinnej jedności. Wpływ mamy nie ustał, mimo że odeszła”. M. Tarnowska. Wspomnienia. Warszawa 2002 s. 12. 33-34.
[6]„Jako kleryk niczym specjalnie się nie wyróżniał. Wprawdzie widziano w nim cnoty, jak ducha modlitwy i pokory, ale widziano też i wady. Jeszcze w kapłaństwie zdarzały mu się wybuchy niecierpliwości i upierania się przy własnym zdaniu. Było wszakże w nim coś, co zaprowadziło go do chwały męczeństwa. Było to niezwykłe ukochanie dusz ludzkich. Przełożony określił to jako rzucający się w oczy postęp we wzroście miłości bliźniego. Zwyczajny ten człowiek stawał się niezwyczajny tam, gdzie chodziło o ratowanie dusz ludzkich. Całymi miesiącami odbywał piesze podróże po na pół dzikim Polesiu, szukając ludzkich siedzib po lasach, bagnach… Umiłowanie dusz ludziach u tego człowieka doszło do rozmiarów wprost niewiarygodnych”. I. Ziembicki. Święci rodzą świętych. Sandomierz 1999 s. 21.
[7]„Święty Andrzej cieszył się opinią wybitnego mówcy, jego kazania, głoszone z wiarą i głębokim przekonaniem, nawracały wielu ludzi. Zasłynął jako ludowy misjonarz. Terenem jego wypraw misyjnych były ludzkie osiedla wśród lasów i bagien między Pińskiem a Janowem Poleskim. Jego pełna poświęcenia praca duszpasterska budziła u jednych podziw i miłość, u innych – sprzeciw”. Tamże s. 22.
[8]„15 maja 1657 r. wpadł w ręce Kozaków nasz Męczennik św. Andrzej Bobola. Groźbami i torturami zmuszano go do zaparcia się wiary. Okrutnie męczony pozostał wierny Chrystusowi. Wśród mąk wzywał imienia Jezusa i Maryi. Poniósł śmierć męczeńską 16 maja 1657 r. w Janowie Poleskim. Przerazić może – pisał papież Pius XII – wspomnienie okrutnych cierpień, które zniósł nieustraszony w wierze polski męczennik, a świadectwo przez niego złożone zalicza się do najszlachetniejszych wśród tych, które sławi Kościół”.Tamże s. 24.
2. Przez Ciebie o Matko miłości,
łask wszelkich udziela nam Bóg;
a my Ci hołd dajem wdzięczności,
upadłszy do Twoich stóp
Ref.: O Lilijo, jakżeś Ty wspaniała,
wszelkich cnót rozlewasz woń!…
3. O Tronie Ty Boga Wiecznego,
o Słońce nadziei i łask;
o Różdżko przedziwna Jessego,
Jak wielki cnót Twych jest blask!
Ref. O Maryjo! Bądź nam pozdrowiona,
Bądź Ty zawsze Matką nam!…
4. Ty widzisz Matko nasza droga
jak smutno na łez dolinie;
jak zewsząd piekielna moc wroga
rozlana po nizinie.
Ref. O Maryjo! Zgnieć pychę szatana
Cudem pokory Twojej!…
5. Pod białą szatą niewinności,
Maryjo pokryj ziemię tę;
szafirem płaszcza Twej wierności
Matko pokryj ziemię tę.
Ref. By czysta, bez grzechowej zmazy,
zajaśniała wdziękiem cnót!…