III Niedziela Adwentu C

1. „Przychodzi Pan w swoim Słowie. Wyznając tę prawdę myślmy o niedzielnym wsłuchiwaniu się w Liturgię Słowa, w to co do nas mówi Pan. Myślmy o katechizacji, na której przekazuje się dzieciom, młodzieży i dorosłym Słowo Pana. Niech więc Adwent stanie się czasem odnowy naszej gorliwości w słuchaniu Słowa Pana. […] Przychodzi Pan swoją mocą w sakramentach. To On chrzci, to On odpuszcza winy, to On karmi swoim Ciałem, to On działa we wszystkich sakramentach. Zachęcam gorąco do udziału w rekolekcjach adwentowych, które pomogą nam z właściwym usposobieniem serca przystąpić do Sakramentu pojednania, do spowiedzi świętej. Apeluję do tych, którzy żyją w niesakramentalnym związku małżeńskim, aby właśnie teraz w tym Adwencie, uregulowali swój związek z Bogiem i przez to przygotowali drogę Panu do wszystkich spraw stanowiących życie rodziny”[1]. ( Bp Edward Materski).

2. Św. Jan Chrzciciel ukazuje drogę prowadzącą do prawdziwej radości[2]: wydawajcie owoce godne nawrócenia, niech z waszego postępowania będzie widać to, że się nawróciliście. Przestrzega również przed tym, by nadziei na zbawienie nie pokładać w formalnej jedynie przynależności do Kościoła, przynależności wyzutej z życia zgodnego z Bożymi przykazaniami, z życia wiarą. Podobnie jak tylko formalna przynależność do narodu wybranego nie mogła zbawić Żydów, … nie próbujcie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca ( Łk 3, 8), tak również powoływanie się jedynie na to, że w tej parafii byłem chrzczony, czy: w tej parafii byłem u Pierwszej Komunii, czy też jedynie zewnętrzne odbębnienie przedświątecznej spowiedzi, dokonywane bez autentycznego nawrócenia serca i bez konsekwentnego trwania w łasce uświęcającej, nie wystarczą do osiągnięcia wiecznej szczęśliwości z Bogiem. Kościół nie tyle rozporządza, ile jest sługą Bożej radości skierowanej do całego świata i każdego człowieka. Kościół nie decyduje w arbitralny sposób: temu człowiekowi udzielimy prawdziwej radości, a temu nie udzielimy… Kościół ukazuje człowiekowi na jakiej drodze można osiągnąć Boży dar radości. Ecclesia jest pośrednikiem, sakramentem radości prawdziwej, która swe źródło odnajduje zawsze w wierności Bożemu przymierzu i w wierności Bożym przykazaniom. Radość jest skutkiem, produktem ubocznym, zachowywania Bożych przykazań; rodzi się w duszy człowieka, który decyduje się postępować w wierności wobec Bożej woli. Gdzie zachowywane są szczerze Boże przykazania, tam radość rodzi się niejako sama z siebie – w istocie rzeczy nie rodzi się ona jednak sama z siebie, ale właśnie jako owoc zachowywania Bożych przykazań. Papież Franciszek ofiarował ludziom współczesnym piękny dar – Adhortację Evangelii Gaudium – Radość Ewangelii, o głoszeniu Ewangelii we współczesnym świecie ( 24 XI 2013 r.). Jest to dar tym cenniejszy, że przedstawiony w formie zrozumiałej dla każdego człowieka dobrej woli; niektórzy komentatorzy uznają tę Adhortację za pierwszy oficjalny dokument Kościoła, który może ze zrozumieniem czytać nawet osoba pozbawiona profesjonalnego przygotowania teologicznego. Jest to zasługą specyficznego języka papieża Franciszka, który czasem określa się mianem wzorca języka nowej ewangelizacji. W dokumencie tym papież m.in. tak opisuje zadanie składania chrześcijańskiego świadectwa: nie chodzi o to, aby biec do świata bez kierunku i bez sensu ( EG 46). W słowach tych ukrył się papieski apel o wyraźną tożsamość głoszenia Ewangelii i Jej głosiciela. Z czym przychodzę do świata? Co światu proponuję moją postawą życiową i moimi słowami? Jakie świadectwo daję pełnej prawdzie o Bogu, człowieku i świecie? Czy w mojej osobie inni mogą dostrzec obecność Bożej radości? Święci – św. Jan Paweł II, święci i błogosławieni sandomierscy – stanowią godny naśladowania przykład pasterzy, którzy w przekaz Ewangelii włożyli całych siebie ( Totus Tuus), całe swoje serce, umysł, sumienie, duszę. Nie ukrywali w swojej osobowości i życiu niczego, co pozostawałoby nie rozjaśnione światłem Ewangelii. Dlatego właśnie stali się uczestnikami radości prawdziwej. Z drugiej strony, osoba, która zamyka swa życie na Bożą prawdę, w sposób nieunikniony popada coraz bardziej w przepaść smutku, rozgoryczenia i depresji, nawet gdyby ten stan próbowała przykrywać krzykliwością, powierzchowną wesołkowatością, hedonizmem, zabawowym stylem życia, posuniętym aż do autodestrukcji. Rozdział II Adhortacji Evangelii Gaudium stanowi prawdopodobnie jedną z najbardziej przenikliwych analiz przyczyn smutku współczesnego człowieka; człowieka przyzwyczajonego do wygody i do unikania wysiłku, do chciwości, człowieka poszukującego w sposób chorobliwy, egoistyczny i histeryczny powierzchownych przyjemności, człowieka o wyizolowanym sumieniu. Przyzwyczajenie do wygody unieruchamia, paraliżuje. Pewien kapłan wspominał wydarzenie, które dobrze oddaje ten stan paraliżu spowodowany dobrobytem i wygodą. Po odprawieniu wigilijnego nabożeństwa właściwego dla narodów latynoskich ( El Niňo), zaproponowano mu odwiezienie samochodem na plebanię. Samochód był właściwie luksusową limuzyną, wyposażoną w urządzenia sterowane satelitarnie, w kino samochodowe, barki z alkoholem i inne tego typu udogodnienia. Mijając w drodze powrotnej różne miejsca, w pewnym momencie można było dostrzec za szybami samochodu kilka osób leżących na chodniku… pijanych, znarkotyzowanych. Na ten widok właścicielka pojazdu powiedziała: żal mi tych ludzi, że nie będą obchodzić świąt Bożego Narodzenia. Jej reakcja jest reakcją większości osób współczesnych, większości z nas. Jesteśmy unieruchomieni, sparaliżowani naszym przywiązaniem do dobrobytu, naszym pragnieniem wygody i świętego spokoju. Jesteśmy sparaliżowani przeciwko czynnemu wyjściu z konkretnym przejawem miłości bliźniego. Często, wszystko to na co nas stać w zetknięciu z ludzką biedą i cierpieniem, sprowadza się jedynie do emocjonalnych poruszeń i werbalnego współczucia – formy samousprawiedliwiania własnej bezczynności; żal mi tych wszystkich biednych i zagubionych… Papież Franciszek na wyspie Lampedusa, wyspie do której próbują dotrzeć uchodźcy z Afryki, mówił o tym, że osiągnęliśmy stan niemal całkowitej obojętności wobec cierpienia innych[3]. W tym wymiarze naszego postępowania zachowujemy się w taki sposób, jakbyśmy byli niezdolni do podjęcia jakichkolwiek działań. W każdej innej dziedzinie człowiek współczesny potrafi przejawiać superaktywność, posuniętą aż do granicy histerii, tylko w wymiarze czynnej miłości bliźniego zdaje się być sparaliżowanym. Działania spowodowane dostrzeżeniem cierpienia pozostawiamy świętym, zagłuszając głos Boga, skierowany wprost do nas, wzywający do dawania świadectwa poprzez czynienie dobra najmniejszym ( Wszystko, co uczyniliście…). Wiemy bardzo dobrze, że właściwą postawą wobec cierpienia jest ta, którą odnajdujemy w osobie św. Matki Teresy z Kalkuty, wiemy, że każdy z nas powinien postępować w taki sam sposób, lecząc rany i podnosząc z błota grzechowej choroby, tych, którzy w nim leżą, a pomimo tej wiedzy, pozostajemy niejednokrotnie unieruchomieni w naszym działaniu, właśnie – sparaliżowani… Czy wobec tego możemy się jeszcze łudzić, że Pan Bóg będzie się z nami dzielił swoją radością? Nie ma powodów, dla których ktoś mógłby uważać, że zaproszenie do osobistego spotkania z Chrystusem nie jest skierowane do niego ( EG 3). Nie ma również innej drogi do stania się uczestnikiem prawdziwej radości oprócz tej, na której człowiek spotyka autentycznie Chrystusa i z miłością słucha Jego słów oraz wprowadza je w swoje postępowanie.

3. Święty Wojciech, biskup i męczennik ( + 997). Święty ten jest, wraz z Najświętszą Maryją Panną Królową Polski oraz św. Stanisławem również biskupem i męczennikiem, głównym patronem Polski. Trudno więc nie uwzględnić św. Wojciecha przy omawianiu duchowej rzeczywistości Kościoła sandomierskiego, stanowiącego wszak część Kościoła katolickiego w Polsce. Młodego kapłana Wojciecha, przyszłego świętego, można uznać, nawet jedynie w ludzkich kategoriach, za osobę nieprzeciętną, genialną. Istnieje bowiem powiedzenie, przekazujące prawdę o tym, że to właśnie ludzie genialni uczą się na błędach innych; ludzie przeciętni uczą się na własnych błędach, a ludziom poniżej przeciętnym do wyciągnięcia wniosków nie wystarczają nawet własne błędy. W swej młodości ks. Wojciech był obecny przy biskupie, który na łożu śmierci złożył poruszające wyznanie[4]. Prawdopodobnie więc, św. Wojciech zapragnął uniknąć powtórzenia takiego samego błędu; postanowił więc przez całe swe życie doczesne być takim, jakim pragnąłby być w chwili śmierci: czysty przed Bogiem, świadomy dobrze wykorzystanego Bożego daru czasu i składający przejrzyste świadectwo wierności Chrystusowi. W procesie składania tego świadectwa napotykał szereg trudności nie zarezerwowanych bynajmniej dniom przeszłości. Opór półpogańskich diecezjan byłby niczym, gdyby gorliwy biskup znalazł wsparcie tam, gdzie miał prawo je szukać; niestety, sytuacja wyglądała inaczej[5]. Stając się więc praktycznie biskupem – tułaczem, bosym biskupem, szukającym swego miejsca m.in. w życiu zakonnym, w Rzymie i na Węgrzech, przyjął również zaproszenie Bolesława Chrobrego do ewangelizowania Prus. W czasie tej misji Pan zechciał ukoronować świadectwo chrześcijańskiego życia św. Wojciecha jego męczeńską śmiercią. Ziarno w ziemię zostało wrzucone, plon pojawił się szybko… niezwykle obfity. Stało się to możliwe dzięki świadectwu człowieka, który bez wyrachowania, z miłością szczerą, w pełni oddał swe życie Chrystusowi i Jego sprawie[6]. Święty Wojciechu – módl się za nami.  


[1] E. Materski. Odezwa adwentowa. KDS 78 ( 1985) s. 6.

[2] „Orędzie Jana Chrzciciela powinno być odczytywane pozytywnie. Jest Dobrą Nowiną zwiastującą przyjście Mesjasza, a co za tym idzie, zbawczą obecność Boga. Wiele też innych upomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę ( Łk 3, 18). Zapowiada nawrócenie ludzi i przywrócenie sprawiedliwości w świecie. Bóg nie pozostaje bierny wobec problemów człowieka. Interweniuje, aby mu pomóc odzyskać utraconą godność dziecka Bożego i doprowadzić do pozytywnej przemiany. Z tej racji orędzie to zostało wybrane na trzecią niedzielę Adwentu – niedzielę radości”. M. Dzik. Co mamy czynić? ( Łk 3, 10-18). „Krąg bibiliny” 28 ( 2015) s. 131.

[3]Adamie, gdzie jesteś?: to pierwsze pytanie, jakie Bóg kieruje do człowieka po grzechu. Gdzie jesteś? Jest to człowiek zdezorientowany, który utracił swoje miejsce w stworzeniu, ponieważ wierzy, że jest potężny, że może nad wszystkim panować, że może być Bogiem. I harmonia załamuje się, człowiek się myli, a to powtarza się również w odniesieniu do drugiego, który nie jest już bratem, którego się kocha, ale zwyczajnie innym, który przeszkadza w moim życiu, w moim dobrobycie. I Bóg zadaje drugie pytanie: Kainie, gdzie jest brat twój? Sen o potędze, o tym, żeby być wielkim jak Bóg, więcej, by być Bogiem, prowadzi do łańcucha pomyłek, który jest łańcuchem śmierci, prowadzi do przelania krwi brata! Te dwa pytanie Boga brzmią także dzisiaj z całą ich mocą! Wielu z nas, włącznie ze mną, jesteśmy zdezorientowani, nie zwracamy już uwagi na świat, w którym żyjemy, nie troszczymy się, nie strzeżemy tego, co stworzył Bóg dla wszystkich i nie jesteśmy nawet zdolni do wzajemnej troski o siebie. A gdy ta dezorientacja przybiera rozmiary światowe, dochodzi do tragedii, jak ta, której byliśmy świadkami. Gdzie jest twój brat?, głos jego krwi wznosi się aż do mnie, mówi Bóg. To pytanie nie jest skierowane do innych – jest skierowane do mnie, do ciebie, do każdego z nas”. Franciszek. Homilia na wyspie Lampedusa ( 8 VII 2013 r.).

[4]Biada mi, żem nie był taki, jakim być pragnąłbym teraz! Oszukałeś mnie świecie kłamliwy… gorze mi! Gorze!”. I. Ziembicki. Święci rodzą świętych. Sandomierz 1999 s. 7.

[5] „W swych poczynaniach był odosobniony, nie było kapłanów, którzy – jak Wojciech przesiąknięci duchem Bożym – chcieliby poświęcić bez reszty samych siebie – Bogu i ludziom”. Tamże s. 8.

[6] „W pierwszych dniach kwietnia 997 r. wyruszył na misję. Towarzyszył mu brat Radzym i benedyktyn Bogusz. Lądem dotarli do Gdańska, a następnie morzem na polskim statku do kraju Prusów. 23 kwietnia, po Mszy św. odprawionej przez Radzyma ( św. Wojciech przyjął Ciało Pańskie), zostali napadnięci przez tubylców. Św. Wojciech został przebity oszczepem. Towarzysze jego ocaleli. Bolesław Chrobry dowiedziawszy się o śmierci Wojciecha, wykupił jego zwłoki i złożył je w gnieźnieńskim kościele Najśw. Maryi Panny. W dwa lata po śmierci Wojciecha, w 999 r., na prośbę Bolesława Chrobrego i cesarza Ottona III papież Sylwester II ogłosił go świętym, polecając umieścić jego imię w katalogu świętych męczęnników. Po ludzku sądząc, św. Wojciech stracił bardzo dużo. Zginął śmiercią tragiczną, przedwcześnie, mając zaledwie 41 lat. Lecz to my tak patrzymy. Bóg widzi inaczej. Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze – mówił Chrystus – zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity ( J 12, 24). Do grobu świętego Męczennika przybył w 1000 r. jako pielgrzym cesarz Otton III. Wtedy to decyzją papieża została utworzona metropolia gnieźnieńska, niezależna od Magdeburga oraz trzy biskupstwa: krakowskie, ( do ktorego przez wieki, tj. od początku XI wieku do 1780 roku, należały tereny dzisiejszej diecezji sandomierskiej – dopisek J. B), kołobrzeskie i wrocławskie. Polska stała się znana jako nowe państwo chrześcijańskie”. Tamże s. 10-11.

2. Pan Bóg w Trójcy Świętej radził,
By świat zbawił, grzechy zgładził,
Przez wcielenie Syna swego,
Sprawą Ducha Najświętszego.

3. Panna od wieków przejrzana,
Od Anioła powitana,
Żeby na to przyzwoliła,
Matką Najwyższego była.

4. Mówi: „Zdrowaś bądź Maryja,
Łaskiś pełna, żadna inna,
Pan jest z Tobą od stworzenia,
Nie lękaj się pozdrowienia.

5. Oto poczniesz Najwyższego,
Syna Boga wszechmocnego,
I porodzisz Boską mocą,
Ducha Świętego pomocą”.

6. Panna się z tego zdumiała,
Czego przedtem nie słyszała,
Wolą Bożą być baczyła,
Woli Bożej przyzwoliła.

7. O czem sprawnie wysłuchawszy
Rzekła posłowi powstawszy:
„Służebnicam Pana mego,
Stań się według słowa twego”.

8. Duch Święty natychmiast zstąpił,
Ciało panieńskie poświęcił,
Słowo Boże jest wcielone,
Ludzkie plemię wybawione.

9. Przy tej tak wdzięcznej nowinie,
Którąć Anioł prawi ninie,
Pełna łaski, Panno, prosim,
Łaskę Pańską niech odnosim.

10. W Tobie jest obfitość wszelka,
A w nas jej potrzeba wielka,
Maryjo, morzem łask słynąc,
Dozwól łaskom na nas spłynąć.