- „Krzyż jest znakiem mocy Bożej, wspierającej człowieka na drodze życia. Święty Paweł pisał w pierwszym liście do Koryntian, że krzyż jest dla Żydów i pogan zgorszeniem i głupstwem, ale dla powołanych jest mądrością i mocą Bożą. Są przykłady ludzi, którzy świadomie idą przez życie z krzyżem. Wystarczy wspomnieć matkę czyniącą wieczorem znak krzyża na czole swego dziecka, siostrę szpitalną, która bez szemrania stara się widzieć w chorych nie tylko przypadki, ale ludzi, dla których trzeba zawsze poświęcać się. Mocy Bożej na drogę do wieczności szuka chrześcijanin, który z krzyżem w ręku umiera. Nowej siły od krzyża oczekują wierni, którzy co niedzielę gromadzą się wokół ołtarza, aby w ofierze eucharystycznej przeżywać na nowo tajemnicę zbawienia. W ten sposób wciąż spływa z krzyża Boże błogosławieństwa na ludzi. Warunkiem otrzymania tego daru z nieba jest przyjęcie swego krzyża życiowego, przekonanie, że przez krzyż Bóg pochyla się nad człowiekiem, dotyka odwieczną miłością najboleśniejszych ran ludzkich, że przez krzyż moc Boża przybliża się do korzeni zła w grzechu i śmierci, aby je przezwyciężyć i aby uratować i podnieść godność człowieka”[1]. ( Bp Walenty Wójcik).
- W krzyżu miłości nauka. Spotkała się Miłość i grzech. W krzyżowej karze śmierci jest wyraźnie widoczny element ludzkiego sadyzmu; dla skazujących na tę karę człowieka wydaje się, że sama śmierć nie wystarczała, trzeba było jeszcze przysporzyć ofierze ogromu przeraźliwego cierpienia poprzez jej maltretowanie. Pamięć o tym, że kara krzyża zawierała w sobie element odstraszający ( ukazanie tego, co czekało zbuntowanego niewolnika, który zamarzył o wolności) nie pomniejsza wcale tego sadystycznego wymiaru krzyża. Chrystus ukazuje, poprzez przyjęcie cierpienia krzyża, swoją bezgraniczną miłość Ojca i człowieka, rzuca swą miłość w przepaść krzyżowej męki. Stąd, każde spojrzenie na krzyż, wlewa na nowo w serce ucznia Chrystusa pamięć o tej nieskończonej miłości Zbawiciela do każdego człowieka; każde spojrzenie na krzyż przypomina nam jak bezgranicznie jesteśmy kochani przez Boga – naszego Ojca. Krzyż Chrystusa już na zawsze pozostanie objawieniem tej miłości Bożej, miłości nie cofającej się nawet przed tak drastycznym cierpieniem jak właśnie cierpienie krzyża, miłości, przez którą dokonuje się zbawienie człowieka i świata[2]. Zadaniem każdego ucznia Chrystusowego pozostaje przekazywanie tej miłości drugim, poprzez trwanie w więzi łaski uświęcającej ze Zbawicielem, nigdy zaś narzucanie drugim krzyży przez siebie wymyślonych. Nie jest autentycznym uczniem Chrystusa ten, który, zamiast przekazywać miłość Chrystusa swoimi słowami i czynami, zamiast troszczyć się o poszerzanie przestrzeni prawdy, piękna i dobra w swoim otoczeniu, próbuje doszukiwać się „głębszych” teologicznie racji w postawie dręczenia innych, narzucania innym bezsensownych cierpień. Jedynym owocem tego rodzaju postawy pozostaje zawsze wzbudzanie odrazy i niechęci do życia oraz niszczenie miłości Boga i człowieka. Sadyzm nie przynosi nigdy żadnych pozytywnych efektów: Chrystus na krzyżu nie dziękował Bogu za sadystów, którzy Go maltretowali, ale w swojej nieskończonej miłości, prosił Boga o miłosierdzie dla tych, którzy nie wiedzą, co czynią. Nie było żadnej „zasługi” w sadyzmie oprawców mordujących na antycznych arenach pierwszych męczenników chrześcijańskich; zasługą w tym przypadku była miłość męczenników do Chrystusa przyjmujących swój krzyż w sposób dosłowny, na podobieństwo ich Mistrza, i przebaczających swoim prześladowcom. Podobnie, nie można doszukiwać się żadnej „zasługi” w sadyzmie niemieckich zbrodniarzy męczących św. Maksymiliana Marię Kolbe; zasługą jest jego miłość, jako odpowiedź na Bożą łaskę i włączenie tej miłości w nieskończoną miłość Chrystusa. Bluźnierstwem byłoby mówienie o „zasłudze” sadystów męczących bł. ks. Jerzego Popiełuszkę; zasługą jest tu wierność bł. ks. Jerzego Prawdzie i Osobie Jezusa Chrystusa. Powtórzmy, chrześcijanin jest powołany do tego, by pomniejszać cierpienie człowieka miłością Chrystusa żyjącego w nim mocą łaski uświęcającej. Gdyby przyjąć rzekomą słuszność tych, którzy lubują się w dręczeniu innych i religijnym tegoż motywowaniu należałoby zaniechać jakiejkolwiek działalności charytatywnej w przekonaniu, że Pan Bóg z pewnością zawarł jakieś głębsze przesłanie w cierpieniu doświadczanym, dla przykładu, przez ofiary trzęsienia ziemi lub wojny. Tymczasem zarówno w krzyżu Chrystusa jak i w Bożych przykazaniach utaiła się przede wszystkim Osoba Boga, który pragnie nawiązać ze swym stworzeniem uszczęśliwiającą i wyzwalającą z każdej formy zła, w tym również z cierpienia, więź miłości[3].
- Jak już wiadomo, ważne miejsce w tradycji duchowo – muzycznej Sandomierza odgrywał śpiew pieśni Zawitaj Ukrzyżowany; od 1881 roku, w każdy piątek po Mszy prymarii klerycy sandomierskiego Seminarium modlili się tą pieśnią przy ołtarzu ukrzyżowanego Zbawiciela w katedrze sandomierskiej. Praktyka tego rodzaju stanowi kontynuację obrzędów właściwych kolegium psałterzystów, którzy w wielu ważnych ośrodkach kościelnych w Polsce właśnie w piątki śpiewali wotywę o Krzyżu[4]. Warto więc zachowywać świadomość znaczenia tej pieśni w tradycji liturgiczno – ascetycznej diecezji sandomierskiej.
ZAWITAJ, UKRZYŻOWANY
harm. ks. J. Bisztyga
2. Zawitaj, Ukrzyżowany,
całujem Twe święte rany;
przebite ręce, nogi w Twej męce,
miejcież nas w swojej opiece.
3. Zawitaj, Ukrzyżowany,
biczmi srodze skatowany;
zorane boki, krwawe potoki,
wynieścież nas nad obłoki.
4. Zawitaj, Ukrzyżowany,
cierniem ukoronowany;
w takiej koronie, zbolałe skronie,
miejcież nas w swojej obronie.
5. Zawitaj, Ukrzyżowany,
ciężkim krzyżem zmordowany;
rano w ramieniu, z niej Krwi strumieniu,
pociągnij nas ku zbawieniu.
6. Zawitaj, Ukrzyżowany,
w twarz pobity i zeplwany;
o święte lice, łez, krwi krynice,
zwróćcież na nas swe źrenice!
7. Zawitaj, Ukrzyżowany,
włócznią na sercu stargany;
piersi, wnętrzności, pełne gorzkości,
miejcież nas w swojej litości.
8. Zawitaj, Ukrzyżowany,
w duszy srodze zatroskany;
smutki i żale, w serca upale
wynieścież nas ku swej chwale.
9. Zawitaj, Ukrzyżowany,
W Bóstwie swym sponiewierany;
we czci i chwale zniszczony wcale,
zbaw nas na swym trybunale.
10. Zawitaj, Ukrzyżowany,
niewinnie zamordowany;
bądź, konający, na nas pomnący,
raj łotrowi darujący.
11. Przez Twoje gorzkie skonanie
litościwy bądź nam, Panie,
w ostatnim zgonie miej nas w obronie,
postaw nas po prawej stronie.
12. O Jezu, miłości zdroju,
wzdycham do Twego pokoju!
Za grzechy płaczę, sercem Cię raczę,
Krzyżem Twoim głowę znaczę.
[1] W. Wójcik. List pasterski na Wielki Post 1981 rok. KDS 74 ( 1981) s. 16.
[2] „Skoro chrześcijaństwo jest religią radości i skoro Bóg czyni wszystko, aby nasza radość była pełna, to w takim razie dlaczego w chrześcijaństwie tak ważny jest krzyż – symbol straszliwego cierpienia? Otóż symbolem chrześcijaństwa nie jest jakikolwiek krzyż, lecz wyłącznie krzyż Chrystusa, gdyż oddając za nas życie na krzyżu Zbawiciel w sposób szczególny i ostateczny objawił nieodwołalną miłość Boga do człowieka. Zbawienie nie przyszło przez krzyż. Czasem używamy wprawdzie tego sformułowania, ale jest ono jedynie skrótem myślowym. Zbawienie przyszło przez miłość niewinnego Boga – Człowieka, którego grzeszni ludzie przybili do krzyża. Odtąd krzyż jest wyrazem tajemnicy, która jest większa niż sam krzyż. A jednocześnie pozostaje on znakiem niepokojącym, bo krzyż Chrystusa nie jest przecież tym samym krzyżem, co krzyż złoczyńców. Święty Paweł miał świadomość, że ukrzyżowany Chrystus przez jednych ludzi będzie uznany za głupstwo, a przez innych za zgorszenie. Krzyżem Chrystusa gorszą się ci, którzy marzą o przemocy miłości, czyli o zwycięstwie dobra nad złem kosztem wolności i godności człowieka. Bóg tak kochający rzeczywiście nigdy by nie pozwolił się ukrzyżować, ale też nie byłby Bogiem, który jest miłością i który respektuje wolność człowieka. Z kolei krzyż Chrystusa uważają za głupstwo ci, którzy lekceważą miłość Boga do człowieka. Oni szydzą z Ukrzyżowanego, gdyż są wyznawcami znacznie mniejszej miłości. Oni wyznają miłość niewierną i wygodną, która w rzeczywistości jest zamaskowanym egoizmem. Pojednać się z Bogiem w pełni może jedynie ten, który uczy się od Stwórcy twardego realizmu. Bóg nie ukrywa przed człowiekiem, że po grzechu pierworodnym nikt z nas nie uniknie cierpienia, bo niektórzy wybierają drogę przekleństwa i śmierci. Jednocześnie przypomina nam o tym, że cierpienie nie jest celem naszego życia. Jest zawsze ciężarem. Czasem niemiłosiernym i nieznośnym. Ono ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do prawdy i miłości, czyli do tego, co uwalnia nas od cierpienia. Prawdę tę ilustruje postawa sportowca, który podejmuje wielki wysiłek i narzuca sobie żelazną dyscyplinę. Nie czyni tego po to, by cierpieć, lecz dlatego, że ma nadzieję na zwycięstwo, które przynosi radość. Pokonując ból i zmęczenie, już w czasie wyczerpującego treningu cieszy się perspektywą przyszłego zwycięstwa nad sobą i nad własnymi ograniczeniami. U zawodnika, który pierwszy wbiega na metę, grymas bólu przemienia się w uśmiech. W pełni jedna się z Bogiem ten, kto już wie, że Bóg robi wszystko, by Jego radość była w nas i by nasza radość była pełna. Pojednać się z Bogiem do końca to nie tylko uświadomić sobie, że On nigdy nie jest przyczyną moich cierpień i krzyży. To nie tylko uznać, że w każdej sytuacji Stwórca kocha mnie mocniej i mądrzej, niż mógłbym tego zapragnąć w najpiękniejszych nawet marzeniach. Pojednać się z Bogiem w pełni to także uznać, że Stwórca ma we wszystkim rację, że wszystkie Jego przykazania są słuszne, że wszystkie bez wyjątku są naszą mądrością i radością, że one niezawodnie prowadzą do szczęścia doczesnego i wiecznego. […] Ci, którzy jedną się Bogiem, wiedzą, iż błędne jest znane powiedzenie o tym, że kogo Bóg kocha, temu krzyże zsyła. Po pierwsze, powiedzenie to zakłada błędnie, że Bóg nie kocha wszystkich ludzi, a jedynie tych, którym zsyła coś bolesnego. Po drugie, powyższe powiedzenie równie błędnie zakłada, że miłość wiąże się ze zsyłaniem cierpienia czy przynajmniej z jego dopuszczaniem. Bóg kocha nas bardziej od najbardziej nawet kochających rodziców. To właśnie dlatego Jezus wyjaśnia swoim uczniom, że pragnie, aby Jego radość była w nas i aby nasza radość była pełna ( por. J 15,11). Pojednanie z Bogiem zaczyna osiągać swoją pełnię wtedy, gdy wypełniany duchowy testament ukrzyżowanego Jezusa, czyli gdy kochamy Boga nade wszystko i gdy kochamy jedni drugich taką miłością, jaką On pierwszy nas pokochał”. M. Dziewiecki. Wybacz, pojednaj się i kochaj. Częstochowa 2017 s. 134-135. 126-127.
[3] „Bóg Dekalogu nie jest Bogiem represji, nie przedstawia się jako surowy pan i władca, który zamyka człowieka w ustalonych przez siebie wąskich granicach, a za ich przekroczenie mściwie karze, ale przedstawia się jako Bóg wybawienia i wyzwolenia człowieka. Ja jestem twój Bóg, który cię wyzwolił – to samookreślenie się Boga, to jakby strona tytułowa Dekalogu. To ono wyciska piętno na całości, i tylko ono tworzy portal, przez który można niejako wniknąć do wnętrza Dziesięciu Słów. Przez tę bramę wpada światło, które ożywia lity kryształ przykazań”. Głoście Ewangelię. T. II. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek s. 1991 s. 114.
[4] „Pieśń Zawitaj Ukrzyżowany stanowiła prawdopodobnie jedyną realną pozostałość po psałterzystach. Zwyczaj jej wykonywania w piątki całego roku przeniesiono także na kościoły parafialne. Był on praktykowany, zwłaszcza w katedrze gnieźnieńskiej, jeszcze do połowy XX w. Podobna sytuacja mogła zaistnieć także w katedrze poznańskiej”. B. Bodzioch. Cantionale Ecclesiasticum na ziemiach polskich w XIX i XX wieku. Lublin 2014 s. 124-125. Kolegium psałterzystów to zespół niższego duchowieństwa, którego główne zadanie stanowiła, jak sama nazwa tej grupy wskazuje, modlitwa przy pomocy psalmów przydzielonych najczęściej do konkretnego oficjum. Najstarsze w Polsce kolegium psałterzystów ufundowała w katedrze na Wawelu, w latach 1393-1397, święta królowa Jadwiga. „Psałterzyści wykonywali swoje oficjum w czasie wolnym od innych śpiewów. Sprawowali także odpowiednią mszę wotywną. W Gnieźnie np. była to wotywa o Trójcy Świętej lub o Krzyżu św. W Poznaniu odprawiano mszę o Krzyżu św., o Apostołach, o św. Wojciechu lub o św. Stanisławie. We Włocławku psałterzyści codziennie celebrowali wotywę Rorate”. I. Pawlak. Rola chorału gregoriańskiego w kształtowaniu polskiej religijnej kultury muzycznej. W: De musica sacra in Polonia. Quaestiones selectae. Red. S. Garnczarski. T. I. Tarnów 2013 s. 226.