III Niedziela zwykła C

1. „Bo proszę popatrzeć na to, ile czasu dziennie poświęcamy na modlitwę, a ile czasu na rzeczy powierzchowne – mówiąc najdelikatniej – i nie w tym kierunku prowadzące obrazy, nie w tym kierunku prowadzącą lekturę. Czy zadajesz sobie pytanie, na przykład: Jak by to wytłumaczyć, że w tym krążku Chleba na ołtarzu jest Chrystus? Ile książek przeczytałeś na ten temat? Są ludzie, którzy całe życie temu poświęcają. Bo jeśli tam jest Bóg, to cóż można więcej na tym świecie znaleźć? Chrzciliście wasze dzieci w niemowlęctwie. Ja już od lat chrzczę ludzi dorosłych, patrzę się im w oczy i widzę ich wiarę. I wiem, że jeśli dojrzały człowiek powie tak, to jest tak. I pytam: Czego chcesz od Kościoła? Wiary. A wiara co ci daje? Życie wieczne. A co to jest życie wieczne? Aby poznali Ciebie, jedynego i prawdziwego Boga, i Tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa ( por. J 17, 3). Masz lat dwadzieścia, trzydzieści, pięćdziesiąt, siedemdziesiąt – czy pasją twojego życia jest poznawanie Jezusa Chrystusa? By przekazać to tym ludziom biednym, którzy nie wiedzą, co czynią? Którzy grają  – jak ktoś pięknie powiedział – w kręgle przez całe życie, bawią się i barwią paznokcie i rzęsy, i tańczą po ziemi napuchłej od płaczu. Nie wiedzą, o co chodzi. Tańczcie dalej! – jak proponują ci, którzy tworzą pseudo-etos. Jaki etos? Chrześcijański? Ludzki? Bo po co człowiek jest na świecie? Wierzę w Jezusa Chrystusa, Ojca, Syna, Ducha, w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny. François Mauriac powiedział kiedyś: jak oni uwierzą w życie wieczne i w nieśmiertelność ciała ludzkiego, które będzie zmartwychwstałe, tak jak ciało Chrystusa, kiedy nie szanowali ciała ludzkiego? To są problemy. […] Często ludzie nie wychodzą poza naskórek życia. Często żyją intensywnie tym, co najłatwiej przychodzi. Widać to na przykładzie środków masowego przekazu, myślę o ekranie i o czasopismach byle jakich, gdzie żyć znaczy używać, miłość znaczy pożądliwość. To jest jeden z największych sofizmatów i błędów współczesności. Nie daj, Boże, by się człowiek młody na to dał złapać. Średniowieczny żak, który znał filozofię, wiedział, na czym polega filozofia człowieka, antropologia człowieka: że wszystkie uczucia muszą być poddane woli, a wola rozumowi, a rozum – Bogu. Bo rozum jest umiłowanym tworem Boga. Intellectum valde ama, bardzo kochaj rozum.  Moi drodzy, a my najczęściej – o, tak, jak w tym w powiedzeniu amerykańskim ( znacie je?): jak się spotyka jeden Anglosas z drugim Anglosasem, to mówi: How are you? I co to znaczy? O co on pyta? On nie chce słyszeć odpowiedzi. How are you? – znaczy: jak się masz? Włoch pyta: Come sta? Bene? – dodaje jeszcze. Jak ci się powodzi? Dobrze? I trzeba odpowiedzieć: Bene. Benissimo. Grazie. Zaskakiwałem Amerykanów i Włochów. Włochów, bo mówiłem: Ne cosi ne diversamente ( on tego nie rozumiał; po polsku znaczy: ni tak, ni siak) po to, żeby sprowokować do dyskusji i powiedzieć: Mnie nie wystarczy pytanie: Jak się masz? Jak interesy idą? Jak portfel wygląda? Którędy jedziesz? Co masz? Co kupiłeś? Co budujesz? Jak idzie? Jakie kluski, jakie makarony? Tak samo Amerykanin, jak pytał, to nie odpowiadałem tak jak oczekiwał, tylko: What’s new in your spiritual life? Co nowego w twoim życiu wewnętrznym? Oprócz człowieka zewnętrznego, człowieka li tylko, jest również człowiek par excellence, człowiek wewnętrzny. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. To nie chodzi nawet o to tylko, że człowiek to jest dusza i ciało, ciało i dusza. Człowiek to jest jeszcze duch. A duch jest miejscem, gdzie Bóg wkracza w życie ludzkie. […] Miałem przywilej w życiu ( najpiękniejsze lata, które wspominam) pracować z młodzieżą akademicką. I właśnie wtedy zadawałem im to pytanie: What’s new in your spiritual life? Żyje w tobie Chrystus? On myślał, że ja będę pytał o co innego. O to pytałem. I o to pytam po dziś dzień. I o to pytam dzisiaj: Znasz Chrystusa? Poznajesz Go coraz więcej i pasjonujesz się Jego życiem? Żeby Jego życie w tobie żyło! A to jest życie wieczne, żeby poznali Jezusa Chrystusa – i chcemy poznać. Poznać po to, żeby miłować. I tak miłować, żeby w życiu na co dzień znać było ślady tego miłowania. […] Prawdziwa kultura z kultu. Kult to jest Liturgia święta. Kult to jest chrzest, to jest bierzmowanie – jesteś ochrzczony, jesteś bierzmowany – to jest Eucharystia – przyjmujesz Ciało Chrystusa. Jak przyjmujesz sakramenty, to przyjmujesz świętość Boga do swojego wnętrza, umysłu, rozumu, żeby ona ogarnęła pożądliwości, na których szatan wygrywa swój hymn triumf, mówiąc Bogu wprost: nie będę Ci służył, bo ja też jestem Luci-fer, niosący światło, własne światło. I, jeśli to rozumiesz – to potrafisz tworzyć kulturę. To jest kultura! Prawdziwa kultura wypływa z kultu Boga! Kto nie zna Boga, niech nie mówi o prawdziwej kulturze! Kto nie służy Bogu na kolanach w miłości, niech nie mówi o prawdziwej kulturze! […] Kto potrafi tworzyć kulturę i żyć według zasad kultury, która się z kultu rodzi, ten wie co to znaczy Eutrapelia – czyli dobra zabawa. Dobra zabawa! To znaczy zabawa, która jednoczy ludzi. Nie tak, że jeden drugiego pragnie wykorzystać, zniszczyć i mówi: Wszystko mi daj! To Chrystus mówi: Daj mi wszystko, daj mi swoje grzechy, a Ja ci dam Siebie. Kto ma Chrystusa, ten chce dać Chrystusa temu drugiemu. I tak się bawić. I do tego dorastać. I tak żyć. Być christianus discipulus – uczniem Chrystusowym[1]. ( Bp Wacław Świerzawski).

2. Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli ( Łk 4, 21). Tam, gdzie jest obecny Chrystus, tam panuje świetlane i pełne pokoju dziś oraz chwalebna przyszłość. Szatan kusi nas, byśmy bezustannie zamykali się w zranieniach przeszłości i koncentrowali się w sposób egoistyczny tylko na sobie. Bóg zachęca nas do otwarcia swym życiem proroctw przeszłości na pełnię Bożej obecności i do utkwienia swego wzroku w Chrystusie – Boskim wzorze nowego i wiecznie aktualnego człowieka. W życiu i Osobie Jezusa Chrystusa znalazły swe doskonałe wypełnienie wszystkie mesjańskie proroctwa. Spełniły się one, a poprzez ich wypełnienie możliwym stało się zbawienie człowieka, dzięki całkowitej uległości Chrystusa wobec woli Ojca ( moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał; J 4, 34). Takie nastawienie Chrystusowego serca powinno być wzorem postępowania i duchowego nastawienia dla każdego chrześcijanina, dla każdego z nas. Uczymy się akceptacji woli Ojca również poprzez sumienne poznawanie i przyjmowanie za podstawowe kryterium naszego postępowania Słowa Bożego. Owszem, można i należy studiować Pismo Święte również w sposób akademicki oraz uczynić ze Słowa Bożego swój codzienny pokarm, ale środowiskiem gdzie Słowo Boże ukazuje szczególnie wszystkie aspekty swej pełni jest liturgia Kościoła. Tutaj uczymy się odkrywać integralne powiązanie Słowa Bożego i liturgii oraz konsekwencje tegoż powiązania oczekiwane w naszym postępowaniu[2]. Różnicę pomiędzy wiarą przeżywaną jako niezobowiązujące przekonanie intelektualne, a wiarą pojętą jak prawdziwe zaangażowanie i zawierzenie Ojcu niebieskiemu dobrze obrazuje opowiadanie o linoskoczku, który, rozciągnąwszy linę nad głęboką przepaścią, skierował do zebranego tłumu gapiów pytanie: Ilu z was wierzy w to, że mogę przejść po linie nad tą przepaścią? Wszyscy obecni podnieśli ręce. Linoskoczek zadał wtedy kolejne pytanie: A ilu z was wierzy, że mogę przejść po tej linie z taczką? Również wszyscy zebrani podnieśli ręce. Linoskoczek więc zadał następne pytanie: Kto wierzy w to, że mogę człowieka przewieźć w tej taczce? Znów wszyscy zebrani podnieśli ręce. Wtedy linoskoczek zadał ostatnie pytanie: A kto chce wsiąść do tej taczki, abym go mógł przewieźć na drugą stronę przepaści po linie? Wtedy już nikt nie podniósł ręki. Dopiero po pewnej chwili, pewien mały chłopiec podniósł rękę, dając tym samym znak, że jest gotów, by wsiąść do taczki. Zdziwiony tłum zapytał wtedy chłopca: Jak to? – nie boisz się wsiąść do taczki i przejechać po tej cieniutkiej linie nad tak głęboką przepaścią? Chłopiec odpowiedział: Nie boję się, bo ten linoskoczek to mój tato… Stopień spełniania się prawd wiary w naszym postępowaniu ukazuje prawdziwie na ile deklarowane przez nas przekonania i wartości są dla nas przekonaniami i wartościami autentycznymi. Od ucznia Chrystusa oczekuje się, że będzie wprowadzał Ewangelię w środowisko swego życia i pracy. Obecnie, trudno oprzeć się wrażeniu dokonywania się procesu całkowicie przeciwnego; niektórzy ze współczesnych chrześcijan jakby wstydzili się dawania świadectwa Chrystusowi w życiu społecznym. Próbuje się usunąć Osobę Chrystusa i Jego naukę z życia społecznego; czasami, działania zmierzające do wyrzucenia Chrystusa z życia społecznego podejmowane są przez zdeklarowanych ateistów – antyklerykałów, niejednokrotnie jednak, podobnego rodzaju przedsięwzięcia dokonują się jeśli nie wprost z inicjatywy osób ochrzczonych, to przynajmniej przy ich milczącej i pasywnej obecności. Uczestniczą oni bowiem w inicjatywach społecznych o sprzecznej z nauką Ewangelii naturze. Dzieje się tak czasami również wtedy, gdy chrześcijanie ci są wyraźnie ostrzegani przez oficjalne nauczanie Kościoła o sprzecznym z tymże nauczaniem charakterze określonych działań społecznych. Taka postawa jest całkowitym zaprzeczeniem oczekiwanego spełniania się w naszym postępowaniu deklarowanych zasad i prawd wiary. Chrystus nie spełnia się wtedy w naszych sercach i czynach; gości jedynie na naszych wargach.

3. Święty Jacek Odrowąż, kapłan – stworzony na misjonarza ( + 1257). Święci ukazują, w jaki sposób powinny spełniać się w życiu chrześcijanina deklarowane prawdy wiary; proces ten jest wyraźnie widoczny również w życiu św. Jacka Odrowąża[3]. Jego osoba jest związana także z Sandomierzem, przebywał on bowiem przez jakiś czas w sandomierskim klasztorze dominikanów przy kościele św. Jakuba Apostoła. Tam również znajduje się kaplica św. Jacka. Gruntownie wykształcony, znakomity kaznodzieja, przedstawiciel zasłużonego dla Ojczyzny i Kościoła rodu Odrowążów oraz zakonu dominikanów[4], uczy nas na czym polega prawdziwa miłość Boga i Ojczyzny[5]. Poprzez tworzenie środowisk przenikniętych duchem Ewangelii, przyczynił się on w znacznym stopniu do uobecniania prawdy o Bogu, człowieku i świecie,  budując tym samym społeczności ludzkie tworzące relacje międzyosobowe zasługujące na miano kulturalnych i cywilizowanych[6]. Tym samym, jest on świadkiem integralnej więzi zachodzącej pomiędzy życiem Ewangelią a rozwojem cywilizacji i kultury[7].


[1] W. Świerzawski. Konsekracja – to chrzest świątyni. KDS 95 ( 2002) s. 217; Tenże, Eutrapelia czyli dobra zabawa. KDS 95 ( 2002) s. 221-222. 225.

[2] „Chrystus, podobnie jak ongiś Ezdrasz, rozpoczyna swoją reformatorską działalność ( bo przecie tym była ona w stosunku do judaizmu) od odczytania Biblii. Odtąd począł Jezus wyjaśniać właściwy sens Starego Testamentu, a zwłaszcza to, o czym mówili prorocy, a co zapomniała synagoga, że Mesjasz musi cierpieć. […] Dzieje nam współczesne jakże bardzo podobne są do tamtych, gdy Ezdrasz z Nehemiaszem rozpoczęli reformę ludu Bożego od przypomnienia treści Biblii. II Sobór Watykański, sobór wielkiej reformy Kościoła, także zapoczątkował w ludzie Bożym wielki zwrot ku Biblii. Naczelnym postulatem tego soboru jest przecież powrót do źródeł naszej wiary, do żywego Słowa Bożego zawartego w Piśmie Świętym. […] Potrzebę nieustannego obcowania ze Słowem Bożym podkreśla samo Pismo Święte. W Psalmie 118 czytamy: Twe słowo jest dla moich stóp pochodnią i światłem na mojej ścieżce ( 105). Przez zwrot ku Biblii Kościół współczesny odzyskuje autentyzm i dynamizm pierwszych wieków. Sobór zaś nakazując ubiblijnienie całej teologii i duszpasterstwa ( według jego określenia Biblia ma być duszą całej teologii, KO, n.25) nawiązuje do wczesnochrześcijańskiej tradycji. Tradycja ta, zarówno Ojców łacińskich jak i greckich, zostawiła nam szereg wspaniałych myśli na temat Słowa Bożego w życiu chrześcijanina. Hieronim  ( 347-420): Jeżeli mędrca coś trzyma przy życiu i daje mu pogodę ducha wśród ucisków tego życia, to przede wszystkim znajomość i rozważanie Pisma Świętego.  Augustyn ( 354-430): Cokolwiek ze świętych ksiąg rozważać będziemy, cokolwiek z nich ustami będziemy głosić, cokolwiek z każdego ich rozdziału wyciosamy, wszystko ma tylko jedno na celu – miłość. Miłości i tylko miłości szukajmy w Piśmie Świętym. Jan Chryzostom ( 344-407): Ci wszyscy, którzy nie zwracają oczu ku promieniom światła zawartego w Piśmie Świętym wpadają stanowczo w błędy i liczne grzechy. Słuchajcie, świeccy, kupcie sobie Biblię, to duchowe lekarstwo. Biblia w starożytnym Kościele stała w centrum jego życia i działania. Nic tedy dziwnego, że nienawiść prześladowców zwracała się również przeciwko świętym księgom chrześcijan ( tzw. persecutio codicum tradendorum). Pisarze wczesnochrześcijańscy niejednokrotnie wspominają o zmuszaniu biskupów do wydawania ksiąg Pisma Świętego z trudem przepisywanych i o stosach płonących ksiąg”. Głoście Ewangelię. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. T. III. Włocławek 1991 s. 64-65.

[3]„Zachowane z okresu średniowiecza materiały na temat św. Jacka zawierają głównie opisy cudów przypisywanych mu za życia i po śmierci. Trudno na ich podstawie poznać bliżej psychikę i osobowość Jacka. Siedem wieków upłynęło od czasów, w których on żył. Zdołano jednak ustalić pewne niewątpliwe fakty. Na ich podstawie zarysowuje się sylwetka człowieka, który własnym przykładem, słowem i całym swoim wysiłkiem przyczyniał się do pogłębiania wiary chrześcijańskiej wszędzie tam, gdzie wypadło mu pełnić obowiązki”. J. Ottea. Święci i błogosławieni polscy. Sandomierz 1987 s. 60.

[4] „Zakonnicy żyli w swych konwentach wśród ludzi miast i wsi, i zadaniem ich było prowadzenie intensywnej akcji kaznodziejsko – duszpasterskiej. Życie we wspólnocie opierało się na zasadach wspólnego, ewangelicznego ubóstwa, a egzystencję swą zakony opierały na ofiarności ludzkiej. Położono nacisk na wysoki poziom spowiedzi, a przede wszystkim na kształcenie zakonników. Przy każdym klasztorze tworzono rodzaj szkoły, w której dominikanie ustawicznie mieli pogłębiać studia teologiczne”. Tamże s. 62.

[5] „Św. Jacek prowadził bardzo surowy tryb życia. Był przy tym bardzo pracowity. Mówili o nim, że zawsze albo studiuje, albo głosi kazania, albo słu­cha spowiedzi, albo się modli, albo chorych na­wiedza. Zmarł w Krakowie w uroczystość Wnie­bowzięcia Najśw. Maryi Panny 15 sierpnia 1257 r. Nad ranem, wysłuchawszy na kolanach Mszy św., z krucyfiksem w rękach oddał Bogu Ojcu swą duszę”. I. Ziembicki. Święci rodzą świętych. Sandomierz 1999 s. 29.

[6] „Przed dominikanami przybyłymi do Polski ( był to rok 1222) stanęło podwójne zadanie: organiza­cja nowych zakonów na ziemiach polskich i ak­cja misyjna w stosunku do sąsiednich ludów. Udział św. Jacka w realizowaniu obu tych zadań był bar­dzo poważny. Pierwszy klasztor dominikański powstał w Krakowie przy kościele Św. Trójcy, potem inne, między innymi – w Sandomierzu, przy kościele św. Jakuba Apostoła. Św. Jacek był jednak stworzony na misjona­rza. Z krakowskiego klasztoru podejmuje więc dalekie wyprawy misyjne na Ruś i do Prus. Będąc jeszcze w Rzymie miał usłyszeć z ust papieża Ho­noriusza znamienne słowa: Synu mój, idź, opo­wiadaj wszędzie zapomnianego lub nieznanego Chrystusa, głoś miłość Jego i naszej Matki, bądź światłem Północy. Jacek wziął sobie te słowa do serca. Późniejsze lata okazały, że istotnie stał się Apostołem Północy. Głosił niezmordowanie Chry­stusa słowem i przykładem swego życia. Urok kapłana według Serca Bożego działał na wielu. Nie był przy tym ani przeorem któregoś z klaszto­rów, ani prowincjałem, nie pełnił żadnych funkcji kierowniczych w zakonie, pozostał do końca ka­znodzieją i żarliwym misjonarzem”. Tamże s. 28-29.

[7] „Kultura należy do podstawowych pojęć humanistyki współczesnej A choć zastosowanie tego terminu spopularyzowało się szeroko dopiero w XX w., pochodzeniem etymologicznym sięga on klasycznej starożytności. Łacińskie słowo cultura oznaczało pierwotnie po prostu uprawę ziemi, ale już Cycero w Rozprawach tuskulańskich rozszerzył jego użycie na zjawiska intelektualne nazywając filozofię kulturą ducha.  Z tym najwcześniejszym rozumieniem kultury łączyło się wyobrażenie wewnętrznego wysiłku zmierzającego do przekształcenia sfery ludzkiego myślenia w sposób analogiczny do przeobrażeń, jakim ludzka praca poddawała naturalną strukturę gleby, zewnętrzny świat przyrody. […] Wyrażenie kultura z przydawką dopełniaczową utrzymało się w ciągu wielu stuleci i trwało, kiedy w krajach łacińskich zaczął wchodzić w użycie termin cywilizacja w szerokim rozumieniu, obejmującym całokształt społecznego dorobku w zakresie techniki, nauki, sztuki i politycznych urządzeń. Na gruncie języka francuskiego słowo cywilizacja poprzedzone było w najwcześniejszym zastosowaniu przez przymiotnik cywilizowany i bliskie mu w znaczeniu określenie polipolicé. Pierwsze z nich oddawano po polsku jako ogładzony, polerowany. Odnosiło się ono przede wszystkim do dobrych, gładkich obyczajów. Drugie, wywodzące się od police, miało zastosowanie w odniesieniu do społecznego porządku przeciwstawianego domniemanemu bezprawiu i chaosowi stosunków panujących wśród ludów dzikich i barbarzyńców. Określenie cywilizowany i pochodny rzeczownik skupiły w sobie oba te znaczenia. Jak niegdyś kulturę – uprawę przeciwstawiano naturalnemu stanowi przyrody, tak cywilizację w XVIII w. uznawano za przeciwstawną pierwotnemu, naturalnemu stanowi dzikich ludów”. A. Kłoskowska. Kultura masowa. Krytyka i obrona. Warszawa 1980 s. 9-10.

2. Ach, to Serce dobroć sama,
Najczulszej z córek Adama.
Jest otwarte w każdy czas!
Samo szuka, wzywa nas:
„Pójdźcie do Mnie, dziatki moje,
Wyczerpnijcie łaski zdroje;
Kto Mnie znajdzie, życie ma,
Temu Syn zbawienie da”.

3. To Maryi Serca chwała,
Że zgubionym Zbawcę dała.
Jemuś winien, świecie, cud,
Że Bóg zstąpił zbawić lud.
Pod Nim Jezusa nosiła,
do Niego rzewnie tuliła,
Wykochała, by Bóg Syn
Zgładził długi naszych win.

4. Więc do Ciebie, jak do Matki
Idziem, tulim się Twe dziatki:
Matko, ulżyj życia trud!
Obmyj z serc tych winy brud!
Ty nas kochasz, a my Ciebie,
O niech złączym serca w niebie!
Matko, kto nie kocha Cię,
Dzieckiem Twym nie zowie się.