IV Niedziela Adwentu B

  1. „Adwent to okres, w którym wspominamy oczekiwanie ludzkości na przyjście Pana. W tym okresie liturgicznym Kościół ukazuje nam proroka, św. Jana Chrzciciela i Najświętszą Maryję Pannę i chce, abyśmy w tym czasie zjednoczyli się naszą postawą i naszymi pragnieniami z tymi, którzy przygotowywali drogę nadchodzącemu Panu. Prosząc o przyjście Pana spoglądamy w Adwencie na Tę, która jest najwspanialszym wzorem przyjęcia Pana – na Maryję. Przypominamy sobie, jak Ona wyznając, że jest Służebnicą Pańską, jakby w imieniu całego Kościoła, przyjęła przychodzącego Zbawiciela. Adwentowa modlitwa o przyjście Zbawcy pobudza nas do naśladowania Maryi. Wraz z Nią wołajmy, że chcemy służyć Bogu, chcemy całym naszym życiem włączyć się w Jego plany”[1]. ( Bp Edward Materski).
  2. Włączyć się w Boże plany to właściwie odczytać swe powołanie i wypełniać je wiernie. Jednym z najważniejszych zadań powołania kapłana jest głoszenie Słowa Bożego[2]. Jak głęboko ta prawda powinna przenikać i niepokoić serce kapłańskie; jakże mocno winna ona mobilizować do solidnej pracy nad kształtem przepowiadania[3].  I przeciwnie, jakże tragicznie i żałośnie przedstawia się „kapłan” szukający zawsze okazji do wymigiwania się od głoszenia Słowa, lub posługę tę spełniający w sposób powierzchowny, płytki, niedojrzały[4].
  3. Powtórzmy, do posługi kapłańskiej należy „najpierw głoszenie słowa. Niech mi wolno będzie opowiedzieć na ten temat coś z mojego własnego doświadczenia. Jakże często jako student cieszyłem się na to, że będę mógł kiedyś mówić kazania, głosić Słowo Boże ludziom, którzy w bezradności często samotnej codzienności musieli przecież czekać na to słowo. Cieszyłem się na to szczególnie wtedy, gdy jakieś słowo Pisma, kontekst naszej nauki wiary rozbłysnął dla mnie nowym znaczeniem i radował mnie. Jakże byłem jednak rozczarowany, gdy rzeczywistość rybaka ludzi okazała się zupełnie inna, gdy ludzie jawnie nie czekali na słowa kazania, lecz raczej na jego koniec. Słowo Boże nie należy dziś do modnych produktów, których się poszukuje i stoi za nimi w kolejce. Przeciwnie: modą jest dziś to, by wiedzieć lepiej i przyjść dopiero po kazaniu, bo i tak na niewiele się ono przyda. I tak kaznodziejstwo stało się dziś naprawdę trudną częścią połowu, którą ma do spełnienia kapłan. A jednak właśnie w kazaniu, podobnie jak podczas lekcji religii, która właściwie jest tylko inną formą kazania, spełnia się jedno z największych zadań Kościoła. Rzymski teolog Hipolit, który zmarł w roku 235 po narodzeniu Chrystusa, powiedział kiedyś: Narodzenie Chrystusa jeszcze się nie skończyło. Ciągle jeszcze Chrystus, Pan, rodzi się w tym świecie. Tego Chrystusa rodzi Kościół, nauczając wszystkie narody i głosząc im kazania. Kościół, ciągle jeszcze ryzykując nieomylne głoszenie Słowa Bożego w tym świecie, w którym królują kłamstwo, udawanie i sensacja, stwarza Bogu w nim miejsce. Świat stałby się nieskończenie ubogi, gdyby zamilkły usta tych, którzy nie zważając na sensację i wiatr, jaki wieje przez te czasy, opowiadają się po stronie jednej, niesensacyjnej i być może wydającej się niepotrzebną, prawdy Boga i ją głoszą. Z każdym takim słowem Bóg jest sprowadzany do naszego świata. Bogu, który ciągle jeszcze szuka miejsca w gospodzie i ciągle jest jeszcze bezdomny, dajemy schronienie: Chrystus rodzi się na nowo. Sukcesem tego kazania byłoby, gdybyśmy zechcieli się otworzyć, obudzić w sobie na nowo pokorę słuchania. Pokorę słuchania i oprócz tego oczywiście także odwagę mówienia, której dzisiejsi chrześcijanie potrzebują bardziej niż minione pokolenia. Na ambonach naszych kościołów głoszą kazania wprawdzie tylko kapłani, ale obok stoi ambona codzienności, na której każdy może i musi być kapłanem i kaznodzieją. W pracy, w biurze czy w innym miejscu może bowiem okazać się konieczne przyznanie się do tego, w co jako chrześcijanie wierzymy i co kochamy, i wyrażenia słów wiary w świecie niewiary. Ten, kto to czyni, spełnia w zasadzie to samo zadanie, co kaznodzieja w kościele: daje szukającemu schronienie, bezdomnemu Bogu miejsce w tym świecie. Chrystus rodzi się na nowo”[5].  ( Joseph Ratzinger. Benedykt XVI).


[1] E. Materski. Odezwa adwentowa. KDS 78 ( 1985) nr 1-2 s. 5.

[2] „Kapłan jest przede wszystkim szafarzem Słowa Bożego, jest konsekrowany i posłany, by głosić wszystkim Ewangelię o Królestwie, wzywając każdego człowieka do posłuszeństwa wiary i prowadząc wierzących ku coraz głębszemu poznaniu i uczestniczeniu w tajemnicy Boga, objawionej i przekazanej nam w Chrystusie. Dlatego przede wszystkim sam kapłan powinien rozwijać wielką osobistą zażyłość ze Słowem Bożym. Nie może poprzestać na poznaniu aspektów językowych czy egzegetycznych, chociaż jest to konieczne; z sercem uległym i rozmodlonym musi zbliżać się do Słowa, aby ono przeniknęło do głębi jego myśli i uczucia i zrodziło w nim nową mentalność „zamysł Chrystusowy” ( 1 Kor 2, 16) — tak aby jego słowa, a jeszcze bardziej jego decyzje i postawy były coraz bardziej wyrazistym głoszeniem i świadectwem Ewangelii. Jedynie „trwając” w Słowie, kapłan stanie się doskonałym uczniem Jezusa, pozna prawdę i będzie rzeczywiście wolny, zdolny stawić czoło wszelkim okolicznościom przeciwnym i obcym Ewangelii ( por. J 8, 31-32). Kapłan powinien być pierwszym „wierzącym” w Słowo, w pełni świadomym, że słowa jego posługi nie są „jego”, lecz należą do Tego, który go posłał. Nie jest on panem Słowa: jest jego sługą. Nie jest jedynym posiadaczem tego Słowa: jest dłużnikiem Ludu Bożego. Właśnie dlatego, że głosi Ewangelię i po to, aby mógł to czynić, kapłan — tak jak Kościół — powinien pogłębiać świadomość, że sam musi być nieustannie ewangelizowany. Głosi Słowo jako „sługa”, uczestnicząc w urzędzie prorockim Chrystusa i Kościoła. Toteż aby zagwarantować sobie i wiernym, że przekazuje całą Ewangelię, kapłan jest wezwany do pielęgnowania szczególnej wrażliwości, miłości i otwarcia wobec żywej Tradycji Kościoła i jego Urzędu Nauczycielskiego: nie są one bowiem Słowu obce, ale służą jego właściwej interpretacji i strzegą jego prawdziwego sensu”. Św. Jan Paweł II. Pastores dabo vobis. ( nr 26)

[3] Wśród poważniejszych mankamentów dotyczących przepowiadania homiletycznego Adwentu dostrzeżono, oprócz wymienionych wcześniej, m.in.: wybiórcze traktowanie treści nauczania Kościoła o Adwencie, marginalne przedstawianie historii Adwentu i brak wyjaśniania znaczenia słowa Adwent, pomijanie nauczania o tajemnicy powszechnego zmartwychwstania ciał przy omawianiu Paruzji, zdeformowany przekaz o cnocie chrześcijańskiej nadziei ( „w przygotowaniu chrześcijańskim na ostateczne przyjście Chrystusa nie uwzględniono wątku, że nadzieja chrześcijańska rozwija się od początku przepowiadania Jezusa w ogłoszonych przez Niego błogosławieństwach. Błogosławieństwa te bowiem kierują naszą nadzieję do nieba jako nowej Ziemi Obiecanej ( por. KKK nr 1820). Nie znaleziono również stwierdzenia, że Eucharystia daje nam zadatek nadziei i przedsmak uczty niebieskiej ( por. KKK nr 38”), brak podkreślenia więzi zachodzącej pomiędzy prawdą o ostatecznym przyjściu Chrystusa i czekającym nas sądzie Bożym a zdecydowanym wezwaniem do nawrócenia, brak wyjaśnienia etymologii słów MesjaszJezus, brak ukazania integralnego połączenia pomiędzy adwentową radością i pobożnością ( mówi się często o radości adwentowej bez ukazywania jej źródła, tj. pobożności, rozumianej jako pełne miłości odniesienie do Boga i drugiego człowieka), nauczanie o Eucharystii w sposób zupełnie oderwany od życia z pomijaniem prawdy o wpływie Eucharystii na składanie świadectwa o Chrystusie. Brodziak. Przepowiadanie adwentowe…s. 333-335.

[4] Wydana w ramach Serii Nowej Ewangelizacji jedna z publikacji ukazuje katolicką parafię, dokonującą dzieła reformy przy pomocy nowego ukształtowania właściwie tylko dwóch wymiarów życia kościelnego: przepowiadania Słowa Bożego i muzyki kościelnej. „Dlaczego homilia / przesłanie jest używane do innych niż swojego właściwego celu? Dlaczego może się stać tak banalne i szablonowe? Dlaczego ważne jest wszystko inne, a nie przygotowanie do niego? Dlaczego z taką łatwością traktuje się je jako dodatek? Ponieważ głoszenie Słowa Bożego i przygotowanie do głoszenia go wymaga dyscypliny, a dyscyplina to żadna przyjemność. Wyobraź sobie pływaka olimpijskiego pokonującego długości basenu w samotności, długodystansowego biegacza osamotnionego w swoim oddaniu czy o pełnym skupienia i czasem wymuszonym wysiłku innego sportowca podczas treningu. Tak właśnie wygląda przygotowanie do głoszenia. Odbywa się w osamotnieniu i wymaga dużo czasu, odizolowania oraz konsekwentnej, a czasem wymuszonej pracy w skupieniu. Jest niełatwe i nie zawsze przyjemne, a dzień po dniu nie przynosi żadnej zapłaty ani satysfakcji. Nawet nie wydaje się istotne. Ksiądz Michael: Przypominam sobie kobietę, która weszła do mojego biura niezapowiedziana i zobaczywszy, że pracuję nad homilią, powiedziała: – O, to dobrze, że ksiądz akurat nic nie robi – , po czym usiadła i zaczęła przeszkadzać mi w pracy. Zajmowanie się sytuacjami kryzysowymi i nagłymi przypadkami jest bardziej interesujące; więcej satysfakcji daje sprostanie oczekiwaniom i wymaganiom ludzi. Pojawić się może tyle innych nie cierpiących zwłoki i czasochłonnych spraw, którymi trzeba się zająć. Jest tak od zawsze. Dzieje Apostolskie opowiadają o tym, że Kościół apostołów bardzo szybko się rozrastał, ponieważ ogromna łaska Boża towarzyszyła głoszeniu apostołów. Jednak w Dz 6 czytamy, że niektórzy z członków Kościoła zaczęli narzekać. Część spośród nich miała poczucie, że apostołowie nie posługują im w dostatecznym stopniu ( brzmi znajomo?). Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali Słowo Boże, a obsługiwali stoły – powiedziało Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów. […] My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa. ( Dz 6, 2-4). Nie jest rzeczą słuszną zrezygnować z głoszenia Słowa. Apostołowie nie mówią, że inne formy posługi i służby są nieważne. Mówią tylko, że służba Bożemu Słowu jest ważniejsza i że tylko oni mogą tak posługiwać”. M. White. T. Corcoran. Historia katolickiej parafii. Odbudowana, czyli jak przebudzić wiernych, dotrzeć do zagubionych i nadać Kościołowi znaczenie.  Gubin 2013 s. 169-170.

[5] J. Ratzinger. Benedykt XVI. Nauczać i zgłębiać Bożą mądrość. Teksty wybrane. T. I Kapłaństwo.  Lublin 2016 s. 146-147.

2. Maryja wielebna, Ukaż drogę pewną,
Przykazania twego, Boga wszechmocnego,
On ci wszystka nadzieja, Zbawienia naszego.

3. Łaskiś pełna pańskiej, Czystości anielskiej,
Pannaś nad Pannami, Święta nad świętemi,
O Najświętsza Maryja, Módl się dziś za nami.

4. Pełna wszech światłości, Wielkiej pokorności,
Bez grzechuś poczęła, Wielkąś sławę wzięła,
Przez twoje narodzenie, Wziął świat pocieszenie.

5. Pan stworzył Adama, Ludzkiego plemienia
Ojca, Ewę matkę, Co zgrzeszyli jabłkiem;
Aleś ty naprawiła, Co Ewa straciła.

6. Z tobą był Duch święty, Syn Boży poczęty
W twym żywocie czystym, Trójcy świętej miłym,
I z ciebie się narodził, Obyczajem dziwnym.

7. Błogosławionaś ty, Nad wszystko stworzenie,
Pan Bóg wszechmogący, Dał przez cię zbawienie,
Jezus Syn twój odkupił, Wszystko ludzkie plemię.

8. Tyś jest litościwa, Matka nasza miła,
Jaśniejsza nad słońce, W najświętszej zasłudze,
W twojej ci są obronie, Wszyscy grzeszni ludzie.

9. Między niewiastami, Czystemi Pannami,
Tyś sama najczystsza, Królowa Anielska,
Nie była Panu Bogu, Żadna nad cię milsza.

10. Błogosławion owoc, Żywota twojego
Jezus miłościwy, Syn Boga żywego,
Bądźże jemu cześć, chwała, Z dobrodziejstwa jego.

11. Twoje zmiłowanie, Jezu Chryste Panie,
Racz dać ludu twemu, Tu dziś zebranemu,
Przez zasługi Matki twej, Domieść chwały wiecznej.

12. Amen wszyscy rzeczmy, Wierni chrześcijanie,
Cośmy się tu zeszli, Ku chwale tej Pannie,
Zachowaj nas od złego, Twojemi prośbami.