IV Niedziela Adwentu C

1. „Idea mesjańska, pielęgnowana w narodzie żydowskim przez tysiące lat, zbliżała się u schyłku epoki starożytnej ku rozwiązaniu. Wielu proroków błagało Boga o przyśpieszenie zrealizowania ich marzeń i tęsknoty. Prorok Izajasz modlił się gorąco w imieniu ludu izraelskiego: Spuście rosę niebiosa z wierzchu, a obłoki niech spuszczą ze dżdżem sprawiedliwego. Niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela, a sprawiedliwość niechaj wzejdzie społem ( Izaj. 45, 8). Ludzkości już nie wystarczała filozofia pogańska z jej zasadami czysto naturalistycznymi, nie rozwiązującymi problemów duszy ani celu życia na ziemi. Serce ludzkie zaczęło tęsknić za światem innym, lepszym. Skołatane niedolą oglądało się za oparciem pozaziemskim, nadprzyrodzonym. Platon w swej Apologii Sokratesa pisał: musimy czekać, aż przyjdzie ktoś i pouczy nas o sposobie jak się mamy zachowywać odnośnie do bogów i ludzi; tylko Bóg może nas o tym pouczyć. Coraz bardziej pogłębiała się tęsknota za Sprawiedliwym, co pięknie wyraża późniejszy hymn kościelny Rorate coeli de super, którego parafrazą jest nasza pieśń adwentowa Spuście nam na ziemskie niwy. Duch pogańskiej myśli został pchnięty fluidem nadchodzącej Odwiecznej Prawdy Bożej, ustępował jej miejsca, zapraszał zająć dominujące stanowisko w umysłowości ludzkiej, w sercach i życiu”[1]. ( Ks. Tadeusz Miazga)

2. W bliskości czasowej Uroczystości Narodzenia Pańskiego, w tym roku tak wyraźnie widocznej – wszak w dniu jutrzejszym będziemy przeżywali wigilię Narodzenia Pańskiego – liturgia Kościoła zwraca szczególną uwagę na Tę, w której współpraca z Bogiem przybrała kształt wzorca, na Najświętszą Maryję Pannę. Ona ukazuje ludziom wszystkich czasów i miejsc, w jaki sposób należy toczyć dialog, dialog słowa i życia, z Panem. Owocem Jej bezwarunkowego i całkowitego posłuszeństwa Bożemu Słowu, Bożemu Prawu, stało się Wcielenie Syna Bożego. W Niej począł się i z Niej się narodził Zbawiciel człowieka; przez Jej posłuszeństwo Prawu Bożemu, na ziemi może zagościć sprawiedliwość, dobro i prawda; zagościł Sprawiedliwy, Dobry i Ten, który powiedział o sobie, że jest Prawdą ( J 14, 6). Fakt ten wskazuje również nam sposób, w jaki należy przeżywać święta i całe życie doczesne. Na co tobie przyda się, że Chrystus niegdyś przyszedł w ciele, jeśli nie przyszedł do twojej duszy?( Orygenes)[2]. Zbawiciel rodzi się po to, by przywrócić panowanie Bożego prawa nad ziemią, nad całą ludzkością i nad każdym człowiekiem, nad każdym z nas. Rodzi się w nas i w naszych czynach wtedy, gdy, jak Maryja, jesteśmy posłuszni Bożemu Prawu. Ileż pogardy, lekceważenia i nienawiści do Boga i Jego Prawa kryje się w Piłatowym pytaniu: Quid est veritas?Cóż to jest prawda? ( J 18, 38). Piłat, przeciwnie do Najświętszej Maryi Panny, nie chce kierować się w swym postępowaniu obiektywną, Bożą prawdą. W jej miejsce wstawia swoją dyplomację, opartą właściwie na jednym prawie – własnym interesie, egoizmie, w imię którego nie będzie ponosił żadnego ryzyka w obronie Sprawiedliwego. Ukaże co najwyżej pozory tego, że chciał go uwolnić; pozory sięgające jednakże tylko do pewnych, nie tak znowu wymagających, granic. Gdy Żydzi zagrożą mu donosem do cezara, to wtedy, w obronie posady, którą zdobył nie dzięki własnym kwalifikacjom, ale przy pomocy układów[3], jak powiedzielibyśmy dzisiaj – załatwił ją sobie, gotów jest sprzedać Sprawiedliwego. W taki sam sposób, w jaki uzyskał swe stanowisko, tak je też sprawował – nieuczciwie. Jak wielkie zmęczenie władzą, znużenie stanowiskiem i ciężarem obowiązków przez nie nakładanym przebija przez jego, pełne zniecierpliwienia, pytanie: czy ja jestem Żydem?( J 18, 35). Przyprowadzają mu jakiegoś Żyda akurat w czasie, gdy on, podobnie jaki i my sami w porze przedświątecznej, ma naprawdę ważne sprawy do zrobienia: przegląd garnizonu, spotkanie z kolegami – prokuratorami, udział w pokazie mody zorganizowanym dla przyjaciółek żony, zaplanowanie wakacji na słonecznych plażach Iberii i Egiptu… choineczka, karpik, wódeczka i coś do wódeczki… żeby być już całkowicie gotowym na święta, no i jeszcze uzgodnienie menu wigilijnego, by przypadkiem nie uronić nic z magii świąt… bo przecież każdy o tym wie, że kolejność potraw wigilijnych jest nie tylko istotną, ale nawet żywotną sprawą świątecznego czasu: od faktu, czy podamy najpierw rybkę a potem pierogi, czy też odwrotnie, zależą w zdecydowanej mierze losy świata. Można trwać dalej w grzechu, można pozornie tylko wybaczać przewiny innym i pozornie tylko życzyć im wszystkiego dobrego podczas łamania się opłatkiem, można dalej pozostawać zamkniętym na Bożą obecność i miłość, ale w żadnym przypadku nie wolno pomylić kolejności wigilijnych potraw! Wszystko po to właśnie, by, powtórzmy, nie uronić magii (!!!) świąt. Więc właśnie w takim dniu, w kolejnym dniu jego rządów o tak napiętym grafiku, oni przychodzą z jakimś Jezusem i ze swoimi żydowskimi sprawkami, o których powszechnie wiadomo, że się na nich nie zna, bo przecież nie jest Żydem. Coś uczynił? Czy naprawdę muszę się do tego człowieka jakoś ustosunkować? Czy muszę zająć wobec niego precyzyjnie określone stanowisko? Czy nie zagrozi to mojej karierze? Lepiej jest przecież, właśnie z myślą o własnej karierze, z myślą o zachowaniu status quo, z myślą tylko o sobie, unikać rozwiązywania problemów, które pukają do moich drzwi. Uładzać, minimalizować, lekceważyć lub zakrzykiwać problemy jest czymś znacznie lepszym, a przynajmniej praktyczniejszym, niż rzeczywiście je rozwiązywać; o tym wie każdy człowiek doświadczony władzą. Problemem historycznym i problemem współczesnym, być może jednym z największych problemów współczesności, są osoby nie uznające władzy Pana Boga nad sobą, lecz zastępujące władztwo Boże własnymi ideami, instynktami, grzechem. Szczególnie wielka liczba ludzi cierpi wtedy, gdy tego rodzaju osoba otrzymuje szerszy zakres władzy. Nie zajmuje się ona bowiem odczytywaniem Bożego zamysłu wobec podwładnych, nie interesuje jej wprowadzanie Bożej prawdy w poddaną jej zarządowi społeczność, lecz, jak Piłat, manipuluje władzą w celu osiągania własnych korzyści: kariery, profitów materialnych, wygody, świętego – nie świętego spokoju, itp. Gdzie jednak wyrzuca się Boże prawo, tam wszystko co pozostaje, postawione jest do góry nogami, opacznie, na odwrót, z tragicznymi tegoż konsekwencjami. Jaka zgroza przejmuje człowieka na widok dżentelmenów w mundurach przesuwających beztrosko, pomiędzy pykaniem fajeczki a kolejną wystawną ucztą, strzałki na mapie pól bitewnych. Ich beztroska i wyzbycie się nad sobą Bożego panowania przynosi w efekcie miliony osób zabitych, okaleczonych, osieroconych, pozbawionych całkowicie szans na normalne życie. Gdzie był Bóg? Często zadaje się to pytanie, zwłaszcza w obliczu monstrualnego cierpienia, w konfrontacji ze stosami martwych ciał ludzkich rozrzuconych w błotnistych okopach I i II wojny światowej, w obliczu tragedii Auschwitz… Jest w tym pytaniu zawarta ludzka bezradność w zetknięciu z cierpieniem, przerażenie tegoż ogromem, ale jest w nim także ujęta kwestia obecności Boga w tym cierpieniu, lub Jego, pozornej, nieobecności. Najczęściej udzielana odpowiedź na to pytanie odwołuje się do ewangelicznego opisu Sądu Ostatecznego: Chrystus – Bóg jest obecny w ofiarach tych zbrodni, bo On identyfikuje się z każdym człowiekiem, zwłaszcza cierpiącym, i do siebie odnosi wszelkie działania podejmowane przez nas wobec bliźnich. Ostatnio jednak coraz częściej uzupełnia się pytanie o obecność Boga w cierpieniu,  pytaniem o obecność człowieka nie zachowującego Bożych przykazań: a gdzie był wtedy człowiek?[4] Bóg był obecny, jak zawsze, w swojej woli wyrażonej w przykazaniach ( Nie zabijaj!), a zwłaszcza w przykazaniu miłości właśnie Boga, czyli w zachowywaniu Jego nauki, i bliźniego. A czy człowiek, który doprowadził i urzeczywistnił tragedię wojen światowych i okrucieństw z nimi związanych, kierował się w swym postępowaniu Bożą wolą, Bożymi przykazaniami? Czy był im posłuszny jak Najświętsza Maryja Panna, czy też nimi manipulował jak Piłat? Przecież właśnie odrzucenie Bożej woli i Bożych przykazań stanowi źródło tych zbrodni. Można więc też powiedzieć, że w pytaniu: gdzie był wtedy Bóg, kryje się, być może niezamierzona, ludzka perfidia: najpierw wyrzuca się Boga ze swoich decyzji i postępowania, wskutek czego, o czym Bóg wyraźnie mówi ( patrz, kładę przed tobą życie i śmierć, wybieraj życie; Pwt 30, 15), stają się one rzeczywistością chorą, śmiercionośną[5], a później, gdy bezbożne decyzje i postępowanie zbierają swój plon, zadaje się pytanie: a gdzie był wtedy Bóg? Był wyrzucony poza nawias naszych decyzji i naszego postępowania; sami Go wcześniej wyrzuciliśmy, a teraz pytamy: gdzie On jest? Identyczne prawidło dotyczy indywidualnego życia każdego człowieka: lekceważy Boże przykazania, wchodzi w grzech i w nim żyje, wcześniej czy później zaczyna zbierać owoce swego grzechu i wtedy często woła: Boże, gdzie jesteś? Dlaczego mnie opuściłeś? To nie Bóg opuścił ciebie, ale to ty wyłączyłeś Go ze swego życia; decydując się na pozbawioną obecności Boga drogę grzechu, wybrałeś drogę fałszu i śmierci. Bóg twoją decyzję, od której cię odwodził i przed którą cię ostrzegał, uszanował. Bóg ponownie narodzi się dla nas jako nasz Zbawiciel, wyrzucony z głównego nurtu świata[6], z mainstream’u, do stajni. W naszych adwentowym oczekiwaniu na przyjście Mesjasza często popełniamy błąd współczesnych Jezusowi Izraelitów: ograniczamy Boży dar. Tak jak Żydzi w czasach Jezusa oczekiwali Mesjasza polityczno – militarnego, od którego żądali przywrócenia potężnego, rozumianego w kategoriach ziemskich, mocarstwa, tak również i my mówimy Bogu, co powinien nam darować wraz ze swoim przyjściem: zdrowie, życiowy sukces, brak cierpienia, spokojne i komfortowe przebywanie w doczesności… Niewielu jest wśród nas takich, jeśli w ogóle tacy są, którzy prosiliby Boga, za św. Janem od Krzyża, o to, by w ich życiu nie brakowało nigdy cierpienia. Przed cierpieniem raczej się wzdrygamy, odrzucamy je, potrafimy obrażać się na Pana Boga i ludzi, gdy zaczynamy doświadczać, nawet relatywnie małych, przeciwności i utrudnień. Dla niektórych z nas wyrzeczeniem graniczącym niemalże z męczeństwem jest zachowywanie przykazania piątkowego postu; jednocześnie, prawie każdego dnia, liturgia próbuje nas zanurzyć w przepaść Chrystusowej męki oraz w świadectwo tych, którzy dla Chrystusa nie wahali się oddać nawet własnego życia. Bardzo sprawnie i szybko zastąpiliśmy eschatologiczne niebo, do którego wchodzi się ciasną bramą i przez współuczestnictwo w krzyżu Chrystusa, niebem przykrojonym do naszej, doczesnej miary, błogostanem subiektywnym, którego główną dominantę, a w zasadzie jedyną, stanowi unikanie jakiegokolwiek cierpienia i wyrzeczenia. Bóg zaś pragnie nam dawać zawsze więcej; pragnie nas obdarować życiem i szczęściem wiecznym. Pragnie, by do każdego człowieka dotarło Objawienie naszego Pana Jezusa Chrystusa wraz z tymi wspaniałymi dziełami, których nigdy nie mogliśmy się spodziewać. Co może być większe od tego Bożego daru? Adwent to nie tylko czas oczekiwania na przyszłe zdarzenia, przyszłe przyjście Chrystusa przy końcu czasu; to przede wszystkim czas ponownego rozpoznawania głębi natury czasu teraźniejszego, to zdecydowane zaniechanie odkładania otwarcia w pełni swego życia na Boga obecnego w teraźniejszości. To szczera odpowiedź na pytanie: gdzie ja jestem w relacji do Boga? Czy Go przyjmuję, czy też wyrzucam go poza mainstream mojego życia? Czy odnajduje On miejsce w moim sercu, w samym centrum mego jestestwa, czy też łaskawie użyczam Mu miejsca w żłobie, w stajni?

3. Św. Stanisław, biskup i męczennik ( + 1079) jest głównym patronem diecezji sandomierskiej. Zmarł prawdopodobnie ze słowami modlitwy liturgicznej na ustach; zginał przy ołtarzu w czasie sprawowania Eucharystii dnia 8 maja, lub 11 kwietnia, w kościele pod wezwaniem św. Michała na Skałce w Krakowie. Już sam ten fakt czyni świadectwo św. Stanisława szczególnie poruszającym i zobowiązującym dla tych, którzy codziennie powtarzają najświętsze słowa, jakie wypracowała ludzkość dla oddawania chwały Bogu. Św. Stanisław jest także świadkiem gorliwego wypełniania powołania chrześcijańskiego[7], posługi biskupiej zakorzenionej bezkompromisowo w niezłomnym przylgnięciu do prawdy Ewangelii i uzewnętrznionej w odważnym świadczeniu o jej nienaruszalności także wobec królów i władców ziemskich; świadczeniu posuniętym, na podobieństwo św. Jana Chrzciciela, aż do przelania krwi. Przez to świadectwo, św. Stanisław przypomina rządcom ziemskim, i wszystkim ludziom, prawdę o tym, że nikt nie jest wyjęty spod panowania Bożego prawa; mądry władca pamięta o tym bezustannie[8]. W osobie i życiu św. Stanisława ujawnia się również świadectwo siły modlitwy, przekraczającej czysto ludzkie oczekiwania, uwarunkowania i ograniczenia[9]Św. Stanisławie – módl się za nami.


[1] T. Miazga. Muzyka i śpiew jako wyraz uczuć religijno – moralnych. ( Maszynopis pracy magisterskiej obronionej a Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego 14 maja 1948 roku) s 7. Tadeusz Miazga ( 1906 – 1988) był polskim duchownym, kapłanem diecezji sandomierskiej, muzykiem i muzykologiem. Ukończył Państwowe Konserwatorium Muzyczne Warszawie; podejmował pracę nauczyciela muzyki, animatora życia muzycznego, muzykologa, artysty muzyka i kompozytora w wielu ośrodkach Polski – Sandomierz, Poznań. Lublin, Warszawa – oraz poza jej granicami. Był zdeklarowanym cecylianistą i gorliwym  krzewicielem chorału gregoriańskiego, uczestniczył jednakowo aktywnie w reformie liturgiczno – muzycznej po Soborze Watykańskim II. Jest autorem wielu prac muzykologicznych; pozostawił w swym dziedzictwie również kilkaset kompozycji i opracowań muzycznych. Syntetyczna prezentacja muzykologicznego dziedzictwa ks. Tadeusza Miazgi, por. J. Bisztyga. Dorobek muzykologiczny ks. Tadeusza Miazgi. „Annales Lublinenses pro Musica Sacra” 5 ( 2014) s. 11-25. J. Bisztyga. 200 lat diecezji sandomierskiej. Tradycja muzyczna Kościoła sandomierskiego. Sandomierz 2018 s. 236-241.

[2] Za: M. Basiuk. Skierowane zostało słowo Boże do Jana ( Łk 3, 1-6). „Krąg biblijny” 11 ( 2009) s. 23.

[3] „Tyberiusz był cesarzem w latach 14-37. W piętnastym roku panowania, o którym mówi Łukasz, to znaczy między 1 października 27 roku, a pierwszym października 28 roku. Tyberiusz był już wtedy od roku na Capri, gdzie usunął się dobrowolnie po zatargach z senatem. Z południa Italii zarządzał sprawami państwa. Przedstawicielem cesarza w Rzymie był prefekt pretorianów – Sejan. Był on – i dlatego nas tu interesuje – protektorem Piłata, któremu ofiarował urząd namiestnika Judei ( w latach 26-36)”. Głoście Ewangelię. T. III. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek 1991 s. 11.

[4] „Jak wierzyć w Boga, kiedy cierpią niewinne dzieci? A przecież ignorujemy fakt, że to my sami, w znacznym stopniu, powodujemy największą ilość zła na ziemi. Iluż wojen i rzezi można by uniknąć? Bardzo często państwa Zachodu, które chełpią się tytułami budowniczych i krzewicieli pokoju, są pierwszymi producentami broni masowej zagłady i największymi nią handlarzami. Z cyniczną hipokryzją sprzedają tę broń ubogim w zamian za ich złoża węgla czy ropy. Dzisiejszy świat jest podbity przez nienawiść, przemoc i barbarzyństwo, a wielu niewinnych płaci wysoką cenę za tych, którzy sprawują władzę. […] Problem ateizmu, który właśnie opisałem, streszczają brutalne stwierdzenia Nietzschego w Wiedzy radosnej. Pokazuje on człowieka, który postradał zmysły i w środku dnia, z latarnią w ręku, przemierza miasto, krzycząc: Szukam Boga! Szukam Boga! (…) Gdzie się Bóg podział? – zawołał. – Powiem wam! Zabiliśmy Go – wy i ja! Wszyscy jesteśmy jego zabójcami! Lecz jakżeż to uczyniliśmy? Jakżeż zdołaliśmy wypić morze? Kto dał nam gąbkę, by zetrzeć cały widnokrąg? Cóż uczyniliśmy, odpętując ziemię od jej słońca? Dokąd zdąża teraz? (…) Czyż nie błądzimy jakby w jakiejś nieskończonej nicości? Czyż nie owiewa nas pusty przestwór? Czy nie pozimniało? Czy nie nadchodzi ciągle noc i coraz więcej nocy? Nie trzebaż zapalać latarni w przedpołudnie? Czy nie słychać jeszcze zgiełku grabarzy, którzy grzebią Boga? Czy nie czuć nic jeszcze boskiego gnicia? – I bogowie gniją! Bóg umarł! Bóg nie żyje! Myśmy go zabili! Friedrich Nietzsche kończy swoje opowiadanie słowami: Opowiadają też, że człowiek oszalały tego samego dnia jeszcze do różnych się wdzierał kościołów i nucił tam swoje Requiem aeternam deo. Wyprowadzany i zapytywany, odpowiadał wciąż jedno: Czymże są jeszcze te kościoły, jeśli nie są grobowcami i pomnikami Boga? Skoro w swoim mniemaniu wyprawiliśmy Bogu pogrzeb, cóż dziwnego, że świat bez obecności Boga stał się piekłem? Moralność, miłość, wolność, technika i nauka bez Boga są niczym. Człowiek może tworzyć najpiękniejsze dzieła, a będą one tylko zamkami z piasku i ulotnymi chimerami, jeśli nie będą się odnosić do Boga. Nietzsche miał dwadzieścia lat, kiedy napisał wiersz Do nieznanego Boga: Chcę Cię poznać, nieznany, który sięgasz w głąb mej duszy…”. R. Sarah. N. Diat. Bóg albo nic. Rozmowa o wierze. Warszawa 2016 s. 244246.

[5] „Jeśli nie wyjdziemy z kultury śmierci, ludzkość pędzi ku zatracie. Na progu trzeciego tysiąclecia niszczenie życia nie jest już barbarzyństwem, lecz postępem cywilizacji; prawo posługuje się pretekstem prawa do wolności jednostki, żeby dać człowiekowi możliwość zabicia jego bliźniego. Świat mógłby się stać istnym piekłem. To już nie jest dekadencja, lecz dyktatura grozy, zaprogramowanego ludobójstwa, za które winę ponoszą zachodnie potęgi. Zaciekłość przeciwko życiu stanowi nowy, rozstrzygający etap zaciekłości przeciwko Bożemu planowi. A jednak podczas wszystkich moich podróży stwierdzam przebudzenie sumień. Młodzi chrześcijanie z Ameryki Północnej stopniowo wychodzą na front, żeby odeprzeć kulturę śmierci. Bóg nie zasnął, On naprawdę jest z tymi, którzy bronią życia”. Tamże s. 232.

[6] „Podobnie trzeba nieustannie przezwyciężać głupstwo nauki krzyża, czyli niewystarczająco ważny dla ludzkiego rozumu problem Jezusa ( 1 Kor 1,18-23)”. E. Sienkiewicz. Ewangelizacja między historią w współczesnymi wyzwaniami w uniwersalistycznej i partykularnej perspektywie. W: Musicam sacram dilexit. Księga pamiątkowa dedykowana Księdzu Henrykowi Ćwiekowi profesorowi wyższych seminariów duchownych w Sandomierzu i Radomiu. Studia i materiały. Red. M. Jagodziński. Sz. Kowalik. A. Wąsik. Radom 2017 s. 288. Problem Jezusa wydaje się niewystarczająco ważny nie tylko dla światowego rozumu, ale również dla światowej woli, postępowania i uczuć.

[7] „Popierał reformy przeprowadzane w Kościele przez papieża Grzegorza VII. Zorganizował od nowa metropolię gnieźnieńską, która po śmierci króla Bolesława Chrobrego praktycznie przestała istnieć. Sprowadził do Polski legatów papieskich. Wspierał powstawanie klasztorów benedyktyńskich jako ważnych ośrodków ewangelizacyjnych. Zależało mu na szerzeniu wiary w kraju”. E. Czerwińska. Polscy święci i błogosławieni. Warszawa 2013 s. 15.

[8] „Królowie polscy w wigilię swych koronacji udawali się w uroczystym pochodzie na Skałkę, by polecić się opiece św. Stanisława męczennika. Cześć św. Stanisława trwa nieprzerwanie w Polsce. Przed srebrną trumną z relikwiami św. Męczennika modlą się wierni tak gorliwie jak przed wiekami”. I. Ziembicki. Święci rodzą świętych. Sandomierz 1999 s. 15.

[9] „Św. Stanisław ze Szczepanowa, jak go powszechnie nazywamy z racji jego miejsca urodzenia ( Szczepanów k. Bochni, diec. tarnowska), jest głównym patronem diecezji sandomierskiej. Rodzice jego: Wielisław i Bogna, głęboko religijni, byli bezdzietni. Jedyny ich syn, Stanisław, był wymodlonym dzieckiem, przyszedł na świat po trzydziestu latach pożycia małżeńskiego. Rodzice postanowili poświęcić go Bogu”. Tamże s. 12.

2. Idź do Panny, imię Jej Maryja,
spraw poselstwo: „Zdrowaś, łaski pełna,
Pan jest z Tobą, nie bądźże troskliwa”.

3. Panna na ten czas psałterz czytała,
gdy pozdrowienie to usłyszała,
na słowa się Anielskie zdumiała.

4. Archanioł, widząc Pannę troskliwą,
jął Ją cieszyć mową łagodliwą:
„Panno, nie lękaj się, Pan jest z Tobą!

5. Nalazłaś łaskę u Pana swego
Ty się masz stać Matką Syna Jego
Ta jest wola Boga wszechmocnego.

6. A będzie Mu dane imię Jezus,
Ten będzie Zbawicielem wszystkich dusz,
Raczysz miła Panno przyzwolić już?”
7. Panna aczkolwiek była troskliwa,
Ale widząc, że to wola Boża,
Rzekła: „Pańska służebnicam ci ja.

8. Aczem ja wielce pragnęła tego,
Bym mogła być sługą Matki Jego,
Stańże mi się według słowa twego”.

9. Jak prędko te słowa wymówiła,
Wnet Pana w żywocie Swym poczęła,
A tam Bogu cześć i chwałę dała.

10. O Panno, gdyżeś takowej mocy,
Wołamy k’Tobie we dnie i w nocy,
Raczysz nam być grzesznym na pomocy.

11. Byśmy Panno przez Twe przyczynienie
Mieli tu swych grzechów odpuszczenie.
A potem wiekuiste zbawienie.