IV Niedziela zwykła C

1. „Chciałbym więcej uwagi skierować na świętą Jadwigę Królową, bo ona też da nam materiał do postanowień, z którymi wrócimy do naszych domów. Z jej biogramu historycznego warto zapamiętać: wielka troska o wiarę światłą. To, co wy, rodzice wiecie, i co macie czynić z pełną odpowiedzialnością wobec waszych dzieci uczących się w klasach podstawowych, licealnych, gimnazjalnych, studiujących na uniwersytetach Polski i Europy. Wiara światła! Dla realizacji tego zadania ufundowała na Uniwersytecie Jagiellońskim Wydział Teologiczny, żeby kapłanów kształcić, bo jaki kapłan, taki lud. Jak kapłan ciemny, to i lud ciemny. A kapłan z ludu jest wzięty ( por. Hbr 5,1), żeby był Pasterzem Chrystusa. Wszystkie swoje klejnoty, wszystko co miała, oddała na administrację Uniwersytetu i Wydziału Teologicznego. Owocem tej wiary światłej był chrzest Litwy. Zapamiętajmy te dwa fakty. Dziełem jej życia, oprócz ufundowania Wydziału Teologicznego dla kształcenia kleru, był chrzest Litwy, chrzest narodu, chrzest ludzi żyjących bez Boga, których dzisiaj też dokoła siebie mamy tylu, którzy szukają i cierpią, którzy szukają swojej pełni i szukają prawdy, ale nie wiedzą, że prawda jest w Chrystusie. Ktoś im to musi powiedzieć. Chrzest Litwy był po to, aby wiara w Pana naszego Jezusa Chrystusa dała biednym ludziom szukającym swojej pełni i szukającym swojej wolności odnaleźć pełnię i wolność w Jezusie Chrystusie. Jak się taką stała, a potem, będąc na dworze królewskim, gdzie zwykle jest wiele możliwości zgorszenia, gdzie można żyć tak i inaczej, źle i dobrze, dochowała wierności Ewangelii? Zawdzięcza to swojej rodzinie. Mówiąc najkrócej, wyszła z dobrej rodziny. Nauczyła się miłowania Pana naszego Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i obecnego w Eucharystii od swoich rodziców, od swoich dziadków.  I ten krzyż Wawelski, do którego po Mszy świętej podejdziemy, Czarny Krucyfiks wawelski, był jej uniwersytetem, dniami i nocami. Tam zorganizowała modlitwę uświęcenia czasu ( brewiarz), w której uczestniczyła. Godzinami klęczała przed krzyżem i zasłużyła na wielki przywilej, bo usłyszała z tego krzyża te słowa: fac quod vides – czyń, co widzisz.  Moi drodzy, każdy z nas ma w domu krzyżyk, wizerunek krzyża. I biskup ma, i wy macie, i dzieci wasze mają, tak jak mają Ewangelię, Pismo Święte. Całujemy ten krzyż. W chwilach trudnych bierzemy krzyż do ręki i klękamy na ziemi, i mówimy: Panie, powiedz, co mam czynić? A Pan mówi: Czyń, co widzisz. Czyń, co widzisz we Mnie. Krzyż Chrystusa jest równocześnie zmartwychwstaniem. Pan zmartwychwstał z krzyża, tak mówimy. Męka i cierpienie jest równocześnie zwycięstwem. Pod jednym warunkiem. Jeśli jest z Jezusem Chrystusem. Tego się uczyła przy krzyżu i chciała w swoim życiu scalić te dwa sposoby życia: i modlitwy, i czynu. I Marię ewangeliczną, która klęczy u stóp Pana, i Martę, która posługuje. I robiła to, będąc jedynym świętym królem polskim i będąc też człowiekiem, który chce wiarę przekazywać, który uważa, że przekaz wiary ( tak jak rodzice dzieciom, jak nauczyciele uczniom, jak kapłani ludowi Bożemu), jest najwyższym aktem miłosierdzia. Chleb złamać i podzielić się, to jest rzecz trudna i wymagająca, ale dzielić się wiarą, światłą wiarą, przekonywującą wiarą, dającą prawdziwe motywy, to jest rzecz jeszcze trudniejsza. Tyle refleksji. Święty Stanisław, biskup, męczennik, obrońca wiary aż do wylania krwi, i Pani Wawelska, siewca pokoju i ogromnej kultury w scaleniu drogi ewangelicznej Marii i Marty, uczą nas kultury Świętych obcowania. W taki sposób jednoczy się rodzina, tak się scala każdy człowiek, tak się jednoczy Ojczyzna, tak się jednoczy Europa. Innej drogi nie ma. Zostaje tylko niepokój, walka. I nie wiadomo, co dalej. Trzeba iść pod Krzyż Wawelski, nie tylko Wawelski, i tam, gdzie jesteśmy, patrząc na Chrystusa uczyć się Jego miłości. Bogu dzięki, że jesteśmy ochrzczeni, że mamy wiarę. Żebyśmy z tej wiary umieli żyć, żebyśmy mieli wiarę gorącą jak ogień, od którego jest jaśniej, od którego można się ogrzać. Z tym wracajmy do domów naszych. A teraz zanurzmy się w przepaść Chrystusowej męki. W dalsze sprawowanie Przenajświętszej Eucharystii. Amen”[1]. ( Bp Wacław Świerzawski).

2. Sytuacja z dzisiejszej Ewangelii ukazuje nam w sposób dramatyczny nieodzowny i fundamentalny warunek skutecznego głoszenia Ewangelii; ktokolwiek pragnie głosić autentycznie prawdę musi koniecznie przyjąć postawę bezkompromisowości. Oczywiście taka postawa wykluczy go ze środowiska świata, który swe istnienie i funkcjonowanie opiera właśnie na kompromisie. Bezkompromisowy głosiciel prawdy nie będzie rozpoznawany jako swój przez środowiska kierowane pragnieniem ustawicznego poszukiwania kompromisu. Tym niemniej, powołaniem każdego ucznia Chrystusa, uobecnionym w życiu samego Mistrza, jest również stanie się kontrkulturowym, jeżeli kultura ma oznaczać anty – Ewangelię. Chrystus był i jest znakiem sprzeciwu, każdy święty, błogosławiony i męczennik jest znakiem sprzeciwu i każdy, kto prawdziwie trwa w Chrystusie jest i będzie znakiem sprzeciwu. Sam Chrystus, który jest Miłością doskonałą, nie znalazł miejsca w środowisku swoich współziomków; reakcja mieszkańców Nazaretu na Chrystusowe głoszenie Ewangelii stanowi syntetyczny skrót odniesienia niektórych osób do całej misji Chrystusa: od zachwytu przynależnemu samemu Bogu, poprzez zwątpienie w Osobę Nauczyciela, aż do jawnego odrzucenia samego Chrystusa i Jego nauki. Jezus doświadcza na sobie bardzo dramatycznie i boleśnie prawdy ukrytej w wołaniu św. Franciszka, który biegając po łąkach Asyżu krzyczał: Miłość nie jest kochana. Prawdziwa miłość nie była, nie jest i nigdy nie będzie kochana przez ludzi pogrążonych w grzechu. Dzieje się tak dlatego, ponieważ tylko taka miłość wprowadza w ludzkie serce czystość łaski uświęcającej zbudowaną na konieczności zerwania właśnie z grzechem. Hymn o miłości św. Pawła jest uznawany za najpiękniejsze słowa, jakie wypowiedziano w dziejach ludzkości o prawdziwej miłości[2]. Apostoł Narodów przypomina nam o tym, czym naprawdę jest ta rzeczywistość, którą uznajemy za najważniejszą w życiu. Jezus = Miłość prawdziwa; stąd pierwsi chrześcijanie wstawiali w miejsce słowa miłość, występującego w Pawłowym hymnie, Imię Jezus. Dlaczego więc człowiek wyrzuca miłość prawdziwą – Chrystusa ze swego życia? Zasadniczy powód jest zawsze taki sam – grzech i niechęć podjęcia prawdziwego nawrócenia. Niechęć do przyjęcia, na podobieństwo współczesnych Jezusowi mieszkańców Nazaretu, Słowa Bożego w całej tegoż pełni. By uniknąć takiej sytuacji, należy uczciwie zadawać sobie pytanie pomagające identyfikować motywy trwania przy Chrystusie: co zyskałem odrzucając Chrystusa? Odpowiedź jest jasna: Nic. To, co pozostaje po odrzuceniu Chrystusa, to jedynie: wyrzuty sumienia, pustka, duchowy i moralny chaos, ucisk duszy, zagubienie w doczesności i niebezpieczeństwo potępienia w  wieczności. Odrzucając Chrystusa tracę wszystko: pokój duszy, harmonię, zdolność uczestniczenia w życiu prawdziwym i pełnym oraz możliwość przekazywania tego życia innym. Ogólna atmosfera mentalno – obyczajowa może również przyczyniać się do ułatwiania trwania w grzechu i niechęci do podjęcia nawrócenia. Współcześnie jesteśmy świadkami spełniania się kolejnego proroctwa Fr. Nietzschego, o kulturalnych aspiracjach tłumu, który odwraca się od słów mędrca, by podziwiać linoskoczka[3]. Niewielu dziś zadaje sobie w sposób poważny pytania dotyczące sensu życia, tegoż celu, wiecznego przeznaczenia człowieka, sposobu osiągnięcia wiecznej szczęśliwości z Bogiem. Niewielu chce sobie tymi pytaniami zawracać głowę; mają oni inne zainteresowania, odwracają się do linoskoczka, gdzie można bezmyślnie i bez wysiłku wpatrywać się w kolorowe i krzykliwe podskoki – podrygi człowieka ustawicznej zabawy. Młode osoby niezbyt usilnie zachęca się do tego, by wyrabiali w sobie wzrok duszy sięgający wieczności. Całkiem przeciwnie, doczesność próbuje się przedstawiać młodemu człowiekowi jako całość rzeczywistości, w której powinien on lokować wszystkie swe aspiracje, ambicje i nadzieje. Bp. Świerzawski określał takie nastawienie terminem ślizganie się po naskórku życia. Wielu nie interesuje już ostateczny cel życia; wszystko to, co wiedzą o życiu sprowadza się do stwierdzenia, że ono szybko mija, więc należy się ciągle spieszyć, ciągle nie mieć czasu. Niekiedy taką postawę przedstawia się przy pomocy obrazu pilota samolotu, podającego swym pasażerom dwie wiadomości: złą i dobrą. Zła wiadomość polega na tym, że zagubiliśmy cel naszego lotu, nie wiemy gdzie jesteśmy, dokąd lecimy, na jak długo wystarczy nam paliwa… druga wiadomość  – mamy dobry czas. Nieważna okazuje się świadomość, lub jej brak, celu życia, ważne, by je przeżywać w ustawicznym pośpiechu i biegu. Święci, poprzez dojrzałe otwieranie się na Boga i Jego obecność, uczą nas odzyskiwania właściwego ukierunkowania naszego życia i postępowania. Czasami ich nauczanie zmusza nas do pogłębionej refleksji, burzy bowiem schematyczne sposoby myślenia, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Przykładowo, św. Wincenty Pallotti  włączał w swoje życie praktykę duchową polegającą na tym, że po grzechu, po upadku śpiewał Te Deum; oczywiście nie dlatego, by chwalić Boga za grzech, ale by wyrazić Bogu wdzięczność za to, że nawet przez żal za popełniony grzech i spowiedź świętą człowiek może powrócić na drogę pokory, przypominając sobie od Kogo otrzymuje łaskę życia w stanie uświęcającym, łaskę wierności i życia prawdziwego. Z kolei, po dokonaniu jakiegoś dobrego czynu, święty ten odśpiewywał Miserere mei Deus; znów, by poskromić pychę pokorą, która nie pozwalała mu przypisywać sobie samemu jakichkolwiek zasług i osiągnięć. Liturgia Kościoła powinna być tym środowiskiem, w którym najdoskonalej dokonuje się pełne przyjęcie Chrystusa przez całą wspólnotę i każdego jej członka. Mówiąc ściślej, w liturgii wierni powinni odczuć wyraźnie pełne ich przyjęcie przez Boga w Trójcy Jedynego – Miłość. Stąd, być może najlepszy i pierwszy krok w procesie przygotowania liturgii powinna stanowić modlitwa do Ducha Świętego: Duchu Święty, włącz to zgromadzenie w liturgię niebiańską, w której uwielbia się doskonale Ojca, Syna i Ciebie.

3. Święta Jadwiga ( 1374-1399) – królowa o złotym sercu. Święci, prawdziwie przyjmując Chrystusa do swego życia, wkraczają jednocześnie na drogę spełniania autentycznego dobra. Prawda ta objawia się wyraźnie w życiu, związanej również z ziemią sandomierską[4], św. Jadwigi Królowej[5]; pozostaje ona, jak dotąd, jedyną kanonizowaną osobą spośród wszystkich władców polskich. I rzeczywiście, czy można sobie wyobrazić świętego, którego serce pozostałoby niewrażliwe, nieczułe na potrzeby i cierpienia bliźnich? Święta Jadwiga przypomina nam jednak, poprzez swoją żarliwą wiarę i zjednoczenie z Chrystusem, że troska o potrzebujących musi zawsze być integralna, tzn. obejmująca intelektualną, duchową i cielesną stronę człowieka. Ile krzywd można spowodować ludziom, gdy pomocy materialnej towarzyszy ideologia zakorzeniona nie w Bożych przykazaniach, ale w cywilizacji śmierci. W takiej sytuacji dobro materialne, które udaje się osiągać, często jest pokonywane, tłamszone przez kreowanie mentalności w gruncie rzeczy przeciwnej życiu i prawdziwemu dobru. Św. Jadwiga uczy nas również umiejętności dokonywania słusznych wyborów, w których dobro osobiste powinno ustąpić dobru wspólnemu; potrafiła zrezygnować z osobistych planów małżeńskich w imię umożliwienia krzewienia wiary chrześcijańskiej wśród mieszkańców Litwy. Rozumiała także, że studium uniwersyteckie pozbawione wiedzy teologicznej będzie zawsze pozostawało wykształceniem ułomnym, niepełnym. Stąd postarała się o powstanie Wydziału Teologicznego na Akademii Krakowskiej[6]. Troska o środowiska naukowo – kulturalne odnajdywała swe źródło w osobistej kulturze Świętej Królowej[7]. Tym samym św. Jadwiga przypomina nam prawdę – klucz do przekonującego oddziaływania na swoje środowisko życiowe; by głosić autentycznie i skutecznie Ewangelię innym, trzeba wpierw zaprosić Chrystusa do swego serca i pozwolić mu tam żyć, działać i ewangelizować; aby stać się siewcą prawdziwej kultury, trzeba naprzód samemu ciągle dorastać do rzetelnego jej poznawania i otwierania swej osoby na jej oddziaływanie. W rzeczywistość diecezji sandomierskiej św. Jadwiga Królowa została szczególnie głęboko wprowadzona przez posługę ks. bpa Wacława Świerzawskiego, założyciela zakonnego Zgromadzenia Sióstr Świętej Jadwigi Królowej Służebnic Chrystusa Obecnego.


[1] W. Świerzawski. Dzielić się wiarą światłą. KDS 95 ( 2002) s. 527-529.

[2] „Starożytny Korynt – jak wiemy – reprezentował niski poziom moralny i obyczajowy. Słynne korynckie Afrodisia, obchodzone na cześć Afrodyty korynckiej, znane były powszechnie w świecie antycznym. Chyba nigdy w dziejach nie zredukowano tak bezwzględnie miłości ludzkiej do spraw tylko cielesnych, jak to właśnie nastąpiło w Koryncie. I oto przybywszy do takiego społeczeństwa, ukazywał mu Apostoł Paweł wzniosłość i etyczną doskonałość Chrystusowej Ewangelii. Tam, gdzie miłość ludzka została najbardziej zdeprecjonowana, najbardziej odarta z duchowego charakteru, tam jednocześnie powstał najpiękniejszy hymn o miłości. Jak doniosły jest to tekst w literaturze świata i w teologii, niech świadczy chociażby fakt, że wyliczenie samych prac bibliograficznych, jakie mu poświęcono, zajęłoby cały gruby tom druku”. Głoście Ewangelię. T. III. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek 1991 s. 69.

[3] A. Kłoskowska. Kultura masowa. Krytyka i obrona. Warszawa 1980 s. 238.

[4] „Nie obca też jej była ziemia sandomierska. Wielce sobie umiłowała – jak od najdawniejszych czasów ustne głosi podanie – gród sandomierski, opiekując się tamtejszymi kościołami, klasztora­mi, szpitalami. Kilkakrotnie jako królowa przeby­wała w Sandomierzu. Bywała też i w Połańcu”. I. Ziembicki. Święci rodzą świętych. Sandomierz 1999 s. 32.

[5] „Na obrazach i oczyma naszej wyobraźni widzi­my św. Jadwigę w koronie królewskiej na głowie. Złota korona to symbol Jadwigi jako królowej. Symbolem Jadwigi – świętej jest już nie złota ko­rona, lecz… złote serce. Jadwiga miała złote serce. Historia przekazała znamienne wydarzenie: kiedy król, jej małżonek, Jagiełło, chciał wynagro­dzić straty skrzywdzonym, ona powiedziała: a łzy wylane kto im powróci. Jej dobroć wobec ludzi skrzywdzonych, biednych, cierpiących była po­wszechnie znana”. Ziembicki. Święci… s. 30. „Wszystkie źródła bez wyjątku chwalą pokorę królowej Jadwigi i jej skromność, a prawie wszystkie legendy mówią o jej miłosierdziu. Wiedziała ona, co to jest ubóstwo i umiała uszanować człowieka. Potrafiła wybuchnąć na widok krętactw możnych tego świata, ale wobec człowieka. który nie reprezentował żadnej wartości poza swoim człowieczeństwem, była dobra i cicha”. J. Ottea. Święci i błogosławieni polscy. Sandomierz 1987 s. 108.

[6] „Uczelnia krakowska, choć założona przez Piasta, Kazimierza Wielkiego, i hojnie obdarowana przez węgierską Andegawenkę – Jadwigę, dziś jest znana jako Uniwersytet Jagielloński. Za czasów tej dynastii bowiem otrzymała fundusze umożliwiające jej rozwój i patronat monarchów, którzy docenili jej przydatność. Cudzoziemcy z tak odległych krajów, jak Anglia czy Hiszpania, przybywali do Krakowa, by studiować lub wykładać w murach tej uczelni. Miejscowi absolwenci zaś wyjeżdżali na studia za granicę. Jeden z nich, Maciej Kolbe ze Świebodzina, został w 1480 roku rektorem paryskiej Sorbony. Za rządów Kazimierza Jagiellończyka ( 1446 – 1492) przez Akademię przewinęło się około piętnastu tysięcy studentów, w których gronie byli przyszli dygnitarze, prałaci, a nawet żołnierze”. A. Zamoyski. Polska. Opowieść o dziejach niezwykłego narodu 966-2008. Kraków 2011 s. 73.

[7] „Cechowała Jadwigę pokora, troska i gorliwość o chwałę Bożą oraz głód wiedzy, przejawiający się w sprowadzaniu z dalekich stron mistrzów i uczonych. Dla siebie i swoich panien utrzymywała lektora i kantora w jednej osobie i kładła nacisk na umiejętność wykwintnej konwersacji swoich dworek. Wykazywała troskę o rozwój piśmiennictwa, a w jej osobistej bibliotece znajdowało się wiele wartościowych dzieł o charakterze religijnym. Przekładano dla niej na język polski Psalmy, Pismo Święte oraz poczytne wówczas objawienia św. Brygidy. Lubiła się królowa otaczać ludźmi, którzy reprezentowali wysokie wartości moralne i intelektualne i przejawiała umiejętność przejrzenia ludzi i zbliżania się do najlepszych. Król i królowa kochali muzykę i utrzymywali na dworze licznych muzyków i grajków”.  Ottea. Święci… s. 107.

KU TOBIE, CZYSTA

harm. ks. J. Bisztyga

2. Twe szaty blaskiem słońca wiecznie lśnią,
Pod Twoje stopy ziemia krąg swój stawia.
Gwiazd złotych wieniec skroń otacza Twą,
Łask Pełną chór Aniołów Cię wysławia.

O, chciej nam obraz Swój do duszy wryć!
Wśród życia walk racz z nami stawać wszędzie,
A z Bogiem trwać staraniem naszym będzie:
Bo wszyscy chcemy Twymi dziećmi być!

3. O Panno, co najbliżej Boga trwasz,
Przy Której słońce, gwiazdy są ciemnymi,
Nam drogę, co do nieba wiedzie, wskaż,
I wskaż prawdziwą radość na tej ziemi!

O, chciej nam obraz Swój do duszy wryć!
Daj, w Bożej służbie przeżyć życie całe,
Daj, w pracy nam, jak Ty, być ziemi chwałą,
I daj nam wszystkim Twymi dziećmi być!