Jaki Sandomierz? – ks. Krzos cz. III

Nie bijmy za wcześnie na larum w dzwony rewolucji, bo pogrążone w drzemce miasto, powiat, czy państwo się zbudzi i jak się okaże, że musiało zbudzić się na darmo, to może kazać dzwonnikom zjeść ich sznurki. Publikujemy przemyślenia nadesłane do nas przez mieszkańców Sandomierza.

Mówi się dzisiaj publicznie o rewolucji, która ma swoje prawa. Georg Friedrich Hegel – uznawany za guru rewolucjonistów – napisał, że aby pokonać jakiś pogląd, który panuje w społeczeństwie trzeba, żeby nowe pokolenie niejako ten pogląd „spożyło i przetrawiło”. Myślę, że jakaś część współczesnego pokolenia Polaków chciałaby się w ten sposób dzisiaj zmierzyć z zastanym tutaj tysiącletnim światopoglądem chrześcijańskim, dla niektórych już nieświeżym i zakurzonym. Ale tego nie da się tak łatwo spożyć i przetrawić jak myślał dziadek Hegel. Można próbować całą tę wielką, „nieświeżą” historię połknąć, ale z pewnością dostać wtedy można niestrawności i zgagi, i zaproponowana w zamian „nowa marka”, zamiast być naprawdę nową marką, będzie porównywalna do fruwającego pod helikopterem słomianego misia, o którym co najwyżej powiedzą żałośnie: „Patrzcie, to nasze, i to nie jest nasze ostatnie słowo!”

Tym, którzy uważają, że faktycznie rozpoczęła się już rewolucja i od tego jak się dzisiaj zachowamy zależy nasz przyszły byt, chciałbym przypomnieć to, co stało się w Ewangelii, kiedy Jezus z uczniami zdążał po raz ostatni na tej ziemi do Jerozolimy i wszyscy myśleli że zaraz „będzie się działo”. Wtedy właśnie dwaj apostołowie: Jakub i Jan, jeszcze wspomagani przez swoją matkę, chcieli się wystarać o pierwsze miejsca w nowym porządku społecznym. Jezus powiedział im wyraźnie: „Nie wiecie o co prosicie!” To znaczy, że nie wiecie jeszcze jaką przyjdzie zapłacić cenę i jak będzie to wyglądało (nie mieli pojęcia o nadchodzącym krzyżu), a próbujecie wchodzić gdzie nie trzeba. „Synowie gromu” (bo tak nazywano św. Jakuba i św. Jana) chcieliby nagle zmienić świat, a wiadomo, że co nagle to po diable. Warto również przypomnieć, co o podobnej sytuacji napisał Henryk Sienkiewicz w Krzyżakach. Otóż pewnego dnia krzyżacki dzwonnik zbyt wcześnie uderzył w dzwony i tym samym niepotrzebnie przed czasem obudził śpiącego komtura. Za to ten kazał mu zjeść cały konopny sznur dzwonniczy. Nie bijmy za wcześnie na larum w dzwony rewolucji, bo pogrążone w drzemce miasto, powiat, czy państwo się zbudzi i jak się okaże, że musiało zbudzić się na darmo, to może kazać dzwonnikom zjeść ich sznurki.