Jaki Sandomierz? – ks. Krzysztof Irek

Na pytanie, jaki Sandomierz, na myśl nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź – katolicki. Już słyszę głosy oburzenia: że tak nie można! Średniowiecze! Rozdział Kościoła i państwa! Czy jednak na pewno w przestrzeni publicznej nie ma miejsca dla Boga? Czy wiara może cieszyć się tolerancją współczesności tylko wtedy, gdy ogranicza się do jednostki? Katolicyzm na przestrzeni wieków wypracował zdrowy wzorzec relacji między władzą świecką a władzą duchową, bez zachowania którego łatwo jest z jednej strony ubóstwić politykę, państwo, czy partię, a z drugiej podeptać wolność jednostki do wyboru sposobu myślenia lub wierzenia. Dla ludzi wierzących w Boga „Stworzyciela nieba i ziemi” nie powinno być dziwnym twierdzenie, że skoro Bóg jest Stwórcą wszystkiego to spod Jego ręki wyszła także ludzka społeczność, która powinna zachowywać Boskie prawa. Św. Paweł w Liście do Kolosan (1,16) tak wyraża tę prawdę wiary: bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. Zachowanie katolickiego charakteru naszego Miasta nie jest zatem jedynie kwestią ludzkiego wyboru lecz przede wszystkim sprawą wiary.

Jak podaje słownik języka łacińskiego rzeczownik civilisatio, -onis może być przetłumaczony na wiele sposobów. Tym jednym słowem starożytni Rzymianie wyrażali: rozwój, stan oświaty, ogładę obyczajów, umoralnienie ludzi, dobrobyt, a także cywilizację. Civilisatio pochodzi od słowa civis – obywatel. Obywatele tworzą zaś civitas – miasto.
W mieście musi istnieć porządek, czyli dobre obyczaje, prawo z wypływającą zeń moralnością, kultura i oświata, rozwój, dobrobyt, piękno i hierarchia. Bez tych rzeczy nie ma civitas – jest tylko chaos i anarchia.

Kiedy w danym mieście odrzuca się prawa Boga, czy to te zawarte w prawie naturalnym (jak prawo każdego człowieka do życia, prawo dziecka do posiadania ojca i matki, prawo rodziców do wychowania własnego potomstwa etc.), czy te wynikające z Objawienia mieszkańcy zaczynają demontować fundamenty swojego miasta, a w sferę prywatną i publiczną wdziera się nieład i chaos. Innymi słowy: każde civitas, które odrzuca naukę Chrystusa jako fundament układania czy to wewnętrznych, czy zewnętrznych relacji popada w duchową i moralną ruinę. To właśnie stało się z wieloma miastami Starego Kontynentu i powinno być ostrzeżeniem dla Sandomierzan przed popełnieniem tych samych błędów.

Ktoś mógłby jednak zapytać o alternatywę dla katolickiej wizji Sandomierza. Myślę, że wielu, powołując się także na racje historyczne, wskazałoby na misję naszego Miasta jako miejsca dialogu i tolerancji. Zatrzymajmy się przez chwilę nad tą kwestią.

Niczym nieograniczony dialog i tolerancja dla wszelkiego typu zachowań jest intelektualnym szalbierstwem i jedną z pułapek współczesności. Św. Leon Wielki powiedziałby: fumus mundanae sapientiae „dym światowej mądrości”. Wbrew temu, co da się powszechnie słyszeć nawet z ust niektórych duchownych dialog, w którym wszystko może być przedmiotem negocjacji oraz wypływająca zeń tolerancja, tak jak ją rozumie współczesność, nie są wartościami ewangelicznymi. Zwróćmy uwagę, że udzielając ostatnich pouczeń przed Wniebowstąpieniem Pan Jezus powiedział do swych uczniów: „Idźcie i nauczajcie” (Mt 28, 19), a nie: „Idźcie i dialogujcie”.

Nauczanie zakłada uznanie na poziomie intelektu istnienia obiektywnej i niezmiennej prawdy, czyli takiej, która nie należy ani do mnie, ani do kogoś innego, ale stanowi wartość samą w sobie i nie ulega przeterminowaniu tak, jak lekarstwa, czy produkty spożywcze. Co więcej? Istnienie obiektywnej i niezmiennej prawdy nakłada na nas obowiązek docierania i przylgnięcia do Niej. To zaś dokonuje się między innymi w akcie odrzucenia fałszu. Chrześcijaństwo dyskryminuje więc systemowo nieprawdę, a tolerancja wobec błędu jest jedynie, jak mawiał wielki Gilbert Keith Chesterton: „cnotą ludzi bez przekonań”.

Zacytuję teraz zdanie św. Grzegorza z Nazjanzu, jednego z Ojców Kościoła, który w bardzo dosadny sposób pouczył chrześcijan, jak mają postępować w sytuacji społecznych wyborów. Grzegorz pisał tak: „Lepsza jest wojna od takiego pokoju, który odwodzi od Boga”. A zatem dla nas, katolików, lepsza jest społeczna wojna niż stanie ze spokojem patrząc na to, jak tęczowi barbarzyńcy profanują krzyże, kościoły i atakują to wszystko, co dla nas jest święte. Lepsza jest społeczna wojna niż godzić się na sytuację, w której nienarodzone dzieci będą mordowane w atmosferze wzajemnego dialogu i zrozumienia. Lepsza jest społeczna wojna niż godzić się, by przy radośnie odtrąbionych słupkach ekonomicznego progresu dzieci były oddawane na wychowanie homoseksualnym parom. Lepsza jest wojna, od takiego pokoju, w którym dzieci i młodzież będą w szkołach indoktrynowane ideologią LGBT.

W odpowiedzi na postawione w tytule pytanie trzeba wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik, a mianowicie, że intelektualny wirus źle zrozumiałego postępu, generujący między innymi wrogość względem Kościoła katolickiego i głoszonej przez niego nauki przeniknął do sposobu myślenia wielu osób, które pomimo przyjętych sakramentów i osobistych deklaracji wiary w rzeczywistości są ochrzczonymi poganami. Żyjemy więc w kraju, w którym integralni chrześcijanie stanowią zdecydowaną mniejszość, a od tego momentu, jak uczy nas historia, wobec wzrastającej agresji adwersarzy, już tylko krok do prześladowań. Nie przesadzam! Rewolucja kulturowa prowadzona przez neomarksistów od połowy ubiegłego wieku skutecznie zanegowała istnienie prawa naturalnego i prawdy obiektywnej, doprowadzając do „dyktatury relatywizmu” i tryumfu obojętności, czyli zrównania dobra i zła, prawdy i kłamstwa, grzechu i cnoty. Wszystkie zachowania, postawy, sposoby myślenia od wieków uznawane za gorszące, niemoralne i deprecjonujące godność ludzkiej osoby, w imię źle pojętej wolności, zostały kulturowo nobilitowane i usankcjonowane prawnie. Z kolei ludzie mający odwagę myśleć w tradycyjnych kategoriach pojmowania świata są piętnowani, skazywani na ostracyzm, a nawet poddawani szykanom w świetle prawa rzekomo zwalczającego tzw. mowę nienawiści.

Reasumując! Oto prawdziwy wybór, jaki stoi przed Sandomierzanami, a biorąc rzeczy ogólnie także przed mieszkańcami Polski i całej Europy: civitas Dei lub postępująca anarchia, kultura chrześcijańska lub antykultura, sprowadzająca życie człowieka tylko do poziomu zaspokajania biologicznych potrzeb, niezmienne wartości prawdy, dobra i kanonów piękna lub uaktualniane co jakiś czas mody i wzorce zachowań, których punkt ciężkości ciągle dryfuje „na lewo”, sacrum lub profanum, a w ostatecznym rachunku wieczne życie lub wieczna śmierć.

Ks. Krzysztof Irek

PODZIEL SIĘ
Red.
Redakcja Diecezji Sandomierskiej w Internecie
Email: wiadomosci.diecezja@gmail.com