Niezłomni duchem i sercem cz. I

Nadchodzący Dzień Żołnierzy Niezłomnych jest okazją do przypomnienia postaci kapłanów naszej diecezji, których komunistom nie udało się ich zwyciężyć, złamać ani zmienić.

Foto - Archiwum prywatne

Trudny czas okupacji hitlerowskiej był dla Polaków nie tylko okresem utraty niepodległości i suwerenności. Był to czas w którym chciano odebrać nam naszą historię, kulturę i złamać ducha. Jednym z działań władz okupacyjnych było wyeliminowanie liderów nie tylko politycznych ale także tych, którzy kształtowali ludzkiego ducha i serca, czyli polskich duchownych. Wielu duchownym nie uległo atmosferze zastraszenia i zaangażowało się w konspirację. Po wyzwoleniu nie ulegli złudzeniom, nie poszli na kompromisy i nie dali się przekonać sugestiom, że wszystko stracone, że Polska na zawsze będzie pod sowiecką kuratelą, a komuniści będą rządzić „wiecznie” w naszym kraju. Prezydent Andrzej Duda 13 listopada 2018 r. podpisał ustawę ustanawiającą Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych. Ma on być wyrazem hołdu „dla kapłanów i innych osób duchownych, które swoją postawą dawały świadectwo męstwa i niezłomnej postawy patriotycznej oraz niejednokrotnie przelewały krew w obronie Ojczyzny”. Prezentujemy sylwetki kapłanów z terenu naszej diecezji, którzy nie poszli na kompromisy i pozostali wierni Bogu, Ojczyźnie i ludziom, którym posługiwali.

Zginął z rąk bezpieki

Ks. Stanisław Domański w czasie okupacji niemieckiej będąc wikariuszem w parafii Sienno związał się szeregami Armii Krajowej. W konspiracji używał często pseudonimu „Cezary”. W czasie Akcji „Burza” był kapelanem 1 batalionu 3. Pułku Piechoty Legionów AK (miał stopień kapitana lub majora). Kontakty konspiracyjne utrzymywał także po wkroczeniu wojsk sowieckich, dlatego był bezpośrednio zagrożony aresztowaniem. Urząd Bezpieczeństwa podejrzewał go o Zorganizowanie poakowskiego oddziału zbrojnego. Punktem kulminacyjnym było kazanie, które kapłan wygłosił 31 grudnia 1945 r. w kościele w Siennie podczas nabożeństwa na zakończenie roku. Podczas homilii miał powiedzieć, że „nowa władza, nowy kat rozpoczęła mordowanie narodu polskiego”. Miał modlić się o Polskę „nie białą, nie czerwoną, ale biało-czerwoną”. Ksiądz musiał się ukrywać. Kilkakrotnie UB zastawiało na niego pułapki, ale nie mogli go zastać na wikarówce. Wobec realnego zagrożenia ze strony bezpieki podjął decyzję o wyjeździe na Ziemie Odzyskane. Kapłan tak pisał do biskupa „nie jestem tchórzem, ale życie mi jest droższe”. Biskup przychylił się do prośby kapłana i udzielił mu urlopu. Do dziś nie wiadomo dlaczego ks. Domański w marcu 1946 r. wrócił w okolice Sienna. Prawdopodobnie by zabrać na Śląsk dwóch znajomych z partyzantki. Poinformowana przez konfidentów bezpieka zorganizowała akcję 9 marca we wsi Eugeniów, gdzie przebywali w mieszkaniu Franciszka Stefańskiego ukrywający się akowcy. Wywiązała się walka między osaczonymi, a oddziałami UB. Spośród trzech broniących się akowców na miejscu zginął Stanisław Dmuchalski, zaś ks. Domański i Józef Cielecki zostali ranni. Rannych przewieziono na posterunek milicji w Siennie, gdzie ksiądz został dotkliwie pobity. Kolejnego dnia przewieziono go do szpitala w Starachowicach, gdzie zmarł 11 marca 1946 r. Władze komunistyczne chciały wykorzystać ten fakt propagandowo i jako okazję do ataku na Kościół. W ówczesnej systemowej prasie ukazywano ks. Domańskiego jako członka bandy, który brał udział w likwidacji milicjanta z Sienna. Po śmierci przeprowadzono rewizję na plebanii w Siennie, podczas której podrzucono broń, która miałaby należeć do zmarłego księdza. Ks. Domański został pochowany na cmentarzu w rodzinnej miejscowości Strzyżowice koło Opatowa.

Z orderem Virtuti Militari

Kolejnym kałanem pełniącym posługę kapelana oddziałów niepodległościowych był ks. Stanisław Czernik. Za swoją działalność był więziony i dwukrotnie musiał opuszczać diecezję. Już na pierwszej placówce duszpasterskiej w 1941 r. zaangażował się w działalność partyzancką i konspiracyjną. W 1943 r. złożył przysięgę wojskową AK i używał pseudonimów „Krystian” i „ Nurza”. Brał udział w akcji „Burza” a od lipca 1944 r. towarzyszył żołnierzom oddziału „Buk”. Został odznaczany orderem „Virtuti Militari V klasy”. Po zakończeniu działań wojennych ks. Czernik zdecydował się opuścić teren diecezji obawiając się represji za swoją partyzancką działalność. I choć podjął pracę na terenie Włocławka, to jednak bp Lorek polecił mu powrócić do diecezji sandomierskiej. W roku 1946 powrócił i otrzymał nominacje do parafii Iwaniska i Sienno. Ponownie zaangażował się w konspirację z oddziałałam Stanisława Sojczyńskiego ps. „Warzyc”. Ponowy wyjazd do diecezji warmińskiej podyktowany był obawą przed aresztowaniem. W 1949 r. po długim czasie rozpracowywania go przez UB został aresztowany, jednak na krótki czas. Po zwolnieniu z więzienia podjął pracę w diecezji łódzkiej do której się inkardynował. Zmarł w 2016 r. w wieku 90 lat. Podczas pogrzebu trumną okryto biało-czerwoną flagą przepasaną wstęgą Orderu Virtuti Militari.

Hitlerowskie i stalinowskie kazamaty

Kolejnym kapłanem, który okazał prawdziwie patriotyczną i niezłomną postawę wobec wrogich reżimów był ks. Władysław Stańczak posługujący w czasie wojny i w latach powojennych w Borowie. Jeszcze przed przybyciem do Borowa będąc proboszczem w Depułtyczach został aresztowany przez okupacyjne władze niemieckie i osadzony w Zamku Lubelskim. Do Borowa przybył w 1941 r. i miał duszpastersko wspomagać ks. Stanisława Skulimowskiego. – Okoliczny teren był bastionem podziemia zbrojnego związanego z Narodową Organizacją Wojskową a następnie z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Duchowny nawiązał kontakt z dowódcami kraśnickiej konspiracji narodowej – opowiada ks. Tylec. W lipcu 1943 r. został aresztowany przez Niemców podczas łapanki w Borowie. Po pobycie w obozie przesiedleńczym w Zamościu i więzieniu w Lublinie został zwolniony. Po powrocie do Borowa był świadkiem okrutnej pacyfikacji miejscowości dokonanej przez Niemców w lutym 1944 r. Ks. Stańczyk przeżył ukrywając się w ziemiance. Przez kolejne miesiące prowadził parafię Borów mieszkając w Zaklikowie i Kosinie. Po zakończeniu wojny wraz z mieszkańcami podnosił z ruin zniszczoną przez Niemców, a później przez Sowietów parafię i budynki kościelne. Niepodległościowe zaangażowanie nie uszło uwadze nowych władz, które poprzez Urząd Bezpieczeństwa aresztowały ks. Stańczaka oskarżając go o współpracę z hitlerowcami, nie znajdując podstaw do kontynuacji śledztwa przedstawiono mu zarzuty współpracy z oddziałami NSZ oraz działalność antykomunistyczną i antypaństwową propagandę w latach 1945-1951 wykorzystując do tego celu ambonę. – Ks. Władysław Stańczak, miał „podczas głoszonych kazań w bardzo umiejętny sposób podrywać autorytet i zaufanie do Polski Ludowej, stwarzając atmosferę jakby rząd PRL zwalczał religię”. Przykładowo podczas jednej z homilii w styczniu 1949 r., miał się wyrazić: „nadchodzi taki czas jaki był poprzednio, że kapłanów mordowano i dziś do tego dochodzi, że kto nie będzie chciał odstąpić od kościoła to będzie ginął albo do więzienia pójdzie” – wyjaśnia ks. P. Tylec. Podczas pobytu w więźniu był inwigilowany przez współwięźniów i konfidentów UB. – Rozprawa sądowa ks. Stańczaka odbyła się w dniach od 28 października do 2 listopada 1953 r. był to proces publiczny a na rozprawę zaproszono prasę. Ks. Stańczak sądzony był z innymi działaczami NSZ i podziemia niepodległościowego. Został skazany na 6 lat pozbawienia wolności. Za swoim kapłanem wstawiali się parafianie z Borowa, lecz były to starania bezskuteczne. W 1955 r. w jego sprawie interweniował bp Piotr Kałwa. Po 3 latach spędzonych w więzieniu proboszcz z Borowa wyszedł na wolność – dodaje. W swoim testamencie ks. Władysław Stańczak napisał, iż pobyt w stalinowskim więzieniu był dla niego najcięższym doświadczeniem życiowym, pomimo wcześniejszego trzykrotnego uwięzienia przez okupanta niemieckiego. Po wyjściu na wolność podczas dalszej pracy duszpasterskiej nadal był obserwowany przez funkcjonariuszy UB. Zmarł 6 listopada 1967 r. – Z całą pewnością można go zaliczyć do grona tzw. kapłanów niezłomnych – podkreśla ks. Piotr Tylec.