Neapol, miasto położone w cieniu Wezuwiusza, od zawsze fascynuje różnorodnością. Współczesny turysta wie, że Neapol dał światu: pizzę, spaghetti napoli oraz włoskie lody. Ale to nie wszystko! Czy wiedzieliście, że w Neapolu przechowywane są relikwię patrona zawałowców?
Co roku, 18 września, w wigilię męczeństwa św. Januarego, w przepięknej katedrze gromadzą się tłumy ludzi, aby zaobserwować niecodzienne zjawisko. Po długim nocnym czuwaniu, rankiem, na oczach pielgrzymów zakrzepła krew świętego, umieszczona w dwóch hermetycznie zamkniętych ampułkach, staje się płynna, jakby świeżo wylana. Tak zwany „cud krwi” św. Januarego powtarza się prawie, co roku 19 września (czasem także w pierwszą niedzielę maja i 16 grudnia). Kościół urzędowo o tym zjawisku się nie wypowiedział, jednak dostrzegając szczególne orędownictwo świętego zezwolił, aby osoby, które przeszły zawał serca bądź cierpią na miażdżycę modliły się za jego przyczyną o zdrowie.
Co wiemy o św. Januarym? Niewiele informacji zachowało się o nim. Wiadomo, że urodził się około 270 r. i że był biskupem Benewentu. Według danych historycznych, podczas prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana, został aresztowany jego diakon. January udał się do więzienia, aby go pocieszyć. W czasie wizyty aresztowano go i skazano na pożarcie przez dzikie niedźwiedzie, ponieważ nie chciał złożyć ofiary bożkom. Istnieje podanie, według którego dzikie zwierzęta nie chciały tknąć św. Januarego, dlatego karę wykonano przez ścięcie mieczem. Gdy ciało męczennika krwawiło po ścięciu głowy, jedna z kobiet miała zebrać jego krew do flakonika.
„Cud krwi” św. Januarego nie jest najważniejszym wydarzeniem. Jest przede wszystkim znakiem wzywającym nas do przyjęcia prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa oraz do wiary w życie wieczne.