1. „Panie, pragniemy zobaczyć Jezusa ( J 12, 21). Powyższą prośbę, którą ongiś pobożni Grecy skierowali do Filipa apostoła, powtarzają ludzie na całym świecie już przez dwa tysiące lat. Powtarza ją również każdy z nas. Pragniemy zobaczyć Jezusa. Tymczasem od dzisiejszej niedzieli postać Zbawiciela na wszystkich krzyżach i obrazach w kościołach naszych została zasłonięta, odsłoni ją celebrans dopiero podczas liturgii wielkopiątkowej. Czyż nie jest to wskazanie, żebyśmy dziś zwrócili swój wzrok na Boży obraz utrwalony w akcie stworzenia i podczas chrztu świętego w nas i w braciach naszych?”[1] ( Bp Marian Zimałek).
2. W dzisiejszym Pierwszym Czytaniu tzw. Deuteroizajasz przypomina swym udręczonym ziomkom, przebywającym w babilońskiej niewoli, wielkie wydarzenia z ich historii ukazujące miłość i troskę samego Boga o naród wybrany[2]. Jakże diametralnie różni się ta pedagogia Proroka od stosowanych przez nas nawyków i sposobów poszukiwania fałszywych usprawiedliwień dla naszych grzechów? Czyż bowiem nie jest czymś nagminnym powoływanie się w naszym myśleniu i rozmowach na to, że kiedyś to było jeszcze gorzej… jeszcze bardziej ludzie grzeszyli, albo: zawsze tak było… byli i są jeszcze gorsi od niego, ode mnie? Słowo Boże przeciwstawia się takiemu nastawieniu; wręcz przeciwnie, zachęca nas do tego, by pamiętać o wspaniałych czynach z historii, w tym celu, aby poprzez tę pamięć uobecniała się miłość i wielkość Boga. Tak przeżywana historia dąży do wzbudzenia głębokiego i szczerego pragnienia nawrócenia. Sytuacja przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii miała być, w zamierzeniach jej sprawców, prowokacją, pułapką zastawioną na Jezusa[3]. Tym samym ukazują oni prawdziwie opłakany i przygnębiający obraz swoich dusz. Inną wagę ma bowiem grzech popełniony z ludzkiej słabości, ułomności, braku silnej woli, a inną taki, który jest wynikiem działań dokonywanych świadomie, z premedytacją i dobrowolnie. Taki grzech ukazuje świadome właśnie opowiedzenie się grzesznika po strony szatana i jego pogmatwanych spraw. Czy jest to sytuacja spotykana obecnie tylko wyjątkowo, sporadycznie? We współczesnych czasach trzeba na to pytanie odpowiedzieć raczej przecząco. Oprócz bowiem poszczególnych jednostek, które weszły, poprzez swoje trwanie w grzechu, w zdecydowanie antyewangeliczny styl życia, istnieje również cały przemysł, pouczający w jaki sposób zachowywać się, manipulować i kłamać, udawać wzruszenie, przygnębienie oraz zgorszenie na ławach sądowych, przed kamerami telewizyjnymi, w rozmowach towarzyskich i biznesowych. Niektórzy ze współczesnych, w sposób poniekąd całkowicie świadomy, naśladują zachowanie faryzeuszy z dzisiejszej Ewangelii; udział w szatańskim złu jest w ich życiu wynikiem nie tyle słabości, grzesznej inklinacji odnajdywanej w skażonej ludzkiej naturze, ale świadomego i dobrowolnego wyboru. Pułapka, jaką zastawiają tacy ludzie na Jezusa polega w gruncie rzeczy na tym samym, na czym polegała prowokacja przedstawiona w dzisiejszym Słowie Bożym, tj. na doprowadzeniu Chrystusa do takiej sytuacji, w której każda z ewentualnych Jego odpowiedzi, postawi Go w złym świetle. Gdyby Jezus odpowiedział na pytanie faryzeuszów: stosujcie więc Prawo i kamieniujcie ją, wtedy oni mogliby powiedzieć do tłumów: Widzicie? On nie jest znów taki dobry, jak się wydaje, bo rozkazał zabić tę nieszczęśliwą kobietę… i to za co?– dodałby współczesny faryzeusz – Za chwilę jej słabości? Gdyby zaś Jezus rzekł: Nie zabijajcie jej, wtedy ci sami hipokryci powiedzieliby; Widzicie? On nie jest znów taki dobry, jak się może wydawać, bo nie przestrzega Bożego Prawa. Co to za nauczyciel, co to za prorok, który sam nie zachowuje tego, czego naucza? Pod pozorem wierności Bogu, manipulują prawem i używają kobiety, by oskarżyć Jezusa. Jezus ukazuje w swojej odpowiedzi i zachowaniu prawdziwe miejsce, w którym leży problem; nie znajduje się on w literze czy w duchu Bożego Prawa, ale w złym nastawieniu, w podłości i przewrotności serc tych, którzy tym prawem manipulują, po to, by bronić swych własnych interesów skierowanych przeciwko zamysłom Boga – Twórcy Prawa. I w tym punkcie dzisiejsza perykopa ewangeliczna dotyka szczególnie celnie mentalności i wynikającego z niej sposobu postępowania niektórych ze współcześnie żyjących osób. Czyż bowiem w naszych czasach, największa liczba osób poddająca wyjątkowo surowej krytyce Kościół, nie znajduje się wśród tych, którzy zareagowaliby okropnym oburzeniem, gdyby ktoś próbował wskazać na ich własne, grzeszne zachowania, na ich trwanie w grzechu, jako prawdziwe źródło ich niezwykle krytycznego nastawienia?[4] Pewna osoba relacjonowała nie tak dawno rozmowę nadawaną w telewizji, w czasie której prowadzący program wylewał najgorsze brudy i stereotypowe oskarżenia skierowane przeciwko Kościołowi, praktycznie skazując ten Kościół, bez obiektywnego i sprawiedliwego przewodu sądowego, na śmierć i całkowite potępienie. Gdy po jego przemowie jedna z zaproszonych do programu osób zwróciła delikatnie uwagę prowadzącemu, że być może jego opinia była zbyt powierzchowna i niebezpiecznie uproszczona, ten zaczął niemal krzyczeć: teraz, ty mnie osądzasz… nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni… nie masz prawa mnie sądzić, nie masz prawa mnie oceniać! Ta tragikomiczna sytuacja ukazuje fałszywą interpretację dzisiejszej Ewangelii; ta koszmarnie fałszywa interpretacja dzisiejszej sceny ewangelicznej jest być może tak bardzo rozpowszechniona, gdyż w wielu przypadkach jest ona na rękę tym, którzy trwają w grzechu i nie chcą, by ktokolwiek im przypominał o tym, że ich sytuacja jest grzechem. Dostarcza ona im po prostu fałszywego usprawiedliwia dla ich własnego trwania w grzechu. Gdybyśmy zastosowali ten sposób myślenia i postępowania do Osoby Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, to Chrystus nie powinien powiedzieć do cudzołożnej niewiasty: Idź i więcej nie grzesz, tylko: Idź, ja cię nie osądzam, Ja nie mam nawet prawa cię sądzić, bo byłbym wtedy bardzo niedelikatny, niepoprawny politycznie, nie szanowałbym twojego prawa do prywatności i intymności. Tymczasem Jezus naprawdę mówi: nie grzesz więcej… naprawdę te słowa znajdują się w Ewangelii. Nie zostały tam umieszczone przez księży – złowrogich, nieczułych i zagradzających ludziom drogę do szczęścia; one naprawdę zostały wypowiedziane przez Boga – Zbawiciela do człowieka, po to, by ukazać mu drogę prawdziwego i pełnego uzdrowienia. Powinniśmy też zadać sobie pytanie: czy słowa Chrystusa skierowane do niewiasty są oceną jej wcześniejszego postępowania, czy też nie są taką oceną? Oczywiście, że są oceną! Oczywiście, że Jezus przeprowadza sąd i ocenia jej zachowanie. Jezus mówi ( w domyśle opartym na Jego słowach wypowiedzianych rzeczywiście do niewiasty): twoje dotychczasowego życie było grzeszne i dlatego, właśnie na tej podstawie, może też powiedzieć: nie grzesz więcej. Gdyby nie przeprowadził oceny jej dotychczasowego życia, czymś nieuzasadnionym byłoby Jego polecenie: nie grzesz więcej. Mamy więc prawo, co więcej powinniśmy tego dokonywać i w rzeczy samej dokonujemy, np. podczas rachunku sumienia, oceniać własne i innych osób zachowanie. Ocena ta winna być zawsze jednak przeprowadzana według określonych zasad, norm, przykazań. Gdybyśmy zakwestionowali tę prawdę, to pozbawilibyśmy fundamentu nie tylko zdrowe odniesienie do Pana Boga, ale również cały ludzki system prawny; wtedy najgorszy kryminalista mógłby powiedzieć do sądu: nie macie prawa mnie sądzić, nikt nie może mnie sądzić czy oceniać. Istotną sprawę stanowi jednak pamięć o tym, że w odniesieniu do Prawa Bożego nie jesteśmy tegoż kreatorami, lecz lektorami i, konsekwentnie do tego, sądy przez nas wydawane powinny w istocie stanowić szczerą konfrontację z Bożą wolą wyrażoną w przykazaniach. I takiego właśnie osądzania uczy nas Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Podstawowym kryterium oceny stosowanym przez Jezusa jest rzeczywistość początku; na początku tak nie było – mówi Jezus, gdy pragnie uzdrowić więź między mężczyzną i niewiastą ( Mt 19, 8), gdy pragnie On uzdrowić to stworzenie, które przez Niego się stało ( J 1, 3). Dlatego też zna On doskonale rzeczywistą naturę tegoż stworzenia; wie, że zostało ono stworzone na obraz i podobieństwo Boże ( Rdz 1, 26-27). Zna również zdeformowanie tej natury przez grzech i jej odnowienie w dziele zbawienia. Dlatego ustawicznie nam przypomina, że właśnie ten fundament, fundament początku, fundament bycia dzieckiem Bożym, Bożym stworzeniem, w którego najgłębszej naturze została umieszczona więź ze swoim Stwórcą, powinien zawsze stanowić najważniejsze kryterium samoidentyfikacji. Zadając sobie samemu pytanie kim jestem? – zawsze pierwszą i najważniejszą odpowiedzią oraz podstawowym punktem odniesienia powinno być stwierdzenie: jestem dzieckiem Bożym, jestem stworzeniem, połączonym przez samą swą naturę z moim Stwórcą i Ojcem. Zrywając przez grzech tę najbardziej podstawową wieź, nigdy nie będę sobą, zawsze będę pozostawał poza swoją ojczyzną i poza swoim domem, poza moją naturalną rodziną. Pełna i najbardziej sprawiedliwa ocena ludzkich czynów i postępowania należy do samego Zbawiciela. Jednak on sam mówi, że nie przyszedł, by sądzić, ale by ratować i dawać innym to życie, jakie nosi w sobie ( J 10, 10). Odrzucając Jezusowe zaproszenie do przyjęcia tego życia, człowiek poniekąd już sądzi sam siebie i otrzymuje konsekwencje swoich wyborów i działań, posunięte nawet aż do możliwości wiecznego potępienia[5]. W dzisiejszej Ewangelii Jezus ponawia swe zaproszenie, skierowane do niewiasty, do każdego człowieka, do każdego z nas, by przyjąć, poprzez porzucenie grzechu, Jego światło objawiające pełną prawdę i prawdziwe życie, oraz by poprzez to przyjęcie odnowić w sobie naszą prawdziwą godność, godność dziecka Bożego.
3. Przedstawioną poniżej suplikację, Przed oczy Twoje, można uznać za istotny składnik obrzędowości Kościoła sandomierskiego. Jest ona bowiem mocno wrośnięta w tradycję pobożnych błagań ludu sandomierskiego, szczególnie tych zanoszonych w czasie klęsk żywiołowych, prześladowań i okresów pokuty, jak, przykładowo, w okresie Wielkiego Postu. Warto by, w związku z powyższym, gorliwie kontynuować, a czasem być może nawet przywrócić w ramach diecezjalnej praktyki liturgiczno – muzycznej, ten poruszający wyraz wiary chrześcijan sandomierskich, świadomych własnej grzeszności, a pomimo tego nie ustających w wytrwałym pokładaniu ufności w miłosierdzie Boże. Warto również, przy okazji prezentacji tego śpiewu, uwrażliwić wszystkich odpowiedzialnych za muzykę liturgiczną i religijną na pewne zjawisko dostrzegane niestety niekiedy w praktyce obrzędowej, czyli na problem samowolnego uwspółcześniania tekstów tradycyjnych pieśni. Nie należy samowolnie uwspółcześniać słów odnajdywanych w starych śpiewach kościelnych! Bez względu na to, jak dziwne i archaiczne wydają się nam niektóre wyrażenia, należy zatrzymywać ich oryginalne brzmienie. Podobnie jak nie uwspółcześniamy tłumaczenia Psałterza dokonanego przez Jana Kochanowskiego, czy jego Pieśni oraz Fraszek, jak nie zmieniamy na bardziej współczesne słów Wujkowego tłumaczenia Biblii, tak również tekst tradycyjnej pieśni powinien zostać zachowywany i przekazywany w swojej oryginalnej formie. Stanowi on bowiem, właśnie w swej oryginalnej formie, dziedzictwo wiary i pobożności naszych braci w wierze żyjących w poprzednich pokoleniach; uszanowanie właśnie ich praw autorskich do tegoż dziedzictwa świadczy o kulturze, nie tylko artystycznej, ale również osobistej, tego, który to dziedzictwo pragnie podejmować. Tak przedstawia się ogólna zasada dotycząca zakazu samowolnego uwspółcześniania warstwy tekstowej tradycyjnych pieśni; w przypadkach szczegółowych, celem przykładu, gdy tekst pieśni powoduje skojarzenia niewłaściwe dla liturgicznego środowiska, lub gdy zawiera ewidentne błędy teologiczne, podjęcie skutecznego rozwiązania znajduje się w kompetencji odpowiedniej władzy.
[1] M. Zimałek. Homilia „Panie, pragniemy zobaczyć Jezusa. KDS 99 ( 2006) s. 368.
[2] „Przypominając zaś rodakom ich wielką i wspaniałą historię, pragnie podtrzymać ich ducha, ich nadzieję na szczęśliwe zakończenie niewoli i powrót do ojczyzny. Takim największym wydarzeniem w historii narodu było – jak wiadomo – Wyjście z Egiptu w XIII w. Teraz zaś – pocieszał prorok – nastąpi jakby drugie, Nowe Wyjście, nowy Exodus, tym razem z Babilonii. Tak jak wtedy przed sześcioma wiekami, tak i teraz – powiadał Deuteroizajasz – nastąpi nowa interwencja Boża w dzieje swego narodu i nowe cudowne uwolnienie i powrót. Zapowiedzi te – jak wiemy – wnet się spełniły, bo już w 538 r. Cyrus Perski zezwolił Izraelitom na powrót i odbudowę świątyni. Deuteroizajasz w dzisiejszym czytaniu jawi się nam jako wielki pedagog. W przeszłych zdarzeniach, w historii swego narodu szuka umocnienia na teraźniejszość. Pamięć na rzeczy i wydarzenia minione ma być dla narodu siłą do przetrwania dnia dzisiejszego. […] Cierpienia doświadczył naród wybrany w czasie niewoli egipskiej. Wówczas Bóg okazując wielkie miłosierdzie przez pośrednictwo Mojżesza uwalnia Żydów spod jarzma faraona. Świadomość tego wydarzenia była żywa w każdej rodzinie żydowskiej ( por. Wj 12, 14), dlatego Izajasz, choć przemawia kilka wieków później, może odwołać się do tamtych czasów. Poprzez doświadczenie uwolnienia z niewoli Izraelici przekonali się, że Bóg naprawdę ich kocha, i doświadczyli Jego wielkiej mocy. Wędrówka przez pustynię dowiodła, że szybko o tym zapominali – popadali w grzechy. Bóg jednak nieustannie ich leczył, najczęściej posługując się cierpieniem fizycznym ( por. Wj 19, 12-13). Izajasz widząc jak jego naród nieustannie łamie przymierze z Bogiem, odwołuje się do doświadczeń egipskich i wędrówki przez pustynię ( por. 43, 16-18). Chce powiedzieć, że Bóg ma moc dokonać cudu nowego wyjścia ( por. 43, 19). To nowe wyjście oznacza wejście w proces nawrócenia, co jest możliwe w klimacie wiary ( por. Flp 3,9). Jeżeli Bóg zmiłował się nad niewolą fizyczną Izraelitów, to o ileż bardziej pragnie wyprowadzić człowieka z niewoli grzechu, która sprowadza śmierć egzystencjalną”. Głoście Ewangelię. T. III Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek 1991 s. 113. 114-115.
[3] „Pułapka zastawiona przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie wydaje się być doskonała. Z jednej strony, prawodawstwo mojżeszowe nakazywało karać śmiercią przez ukamienowanie kobietę pochwyconą na cudzołóstwie. Występując więc przeciwko ukamienowaniu, Jezus mógł być oskarżony o publiczne złamanie prawa mojżeszowego. Z drugiej zaś strony, jak czytamy w tej samej ewangelii, Rzymianie bezwzględnie zakazali Żydom wykonywania kary śmierci ( por. J 18, 31). Jeżeli by więc Jezus zgodził się na ukamienowanie cudzołożnicy, tak jak to nakazuje prawo mojżeszowe, nie tylko zaprzeczyłby swemu dotychczasowemu nauczaniu o miłości i przebaczeniu, ale także zgodziłby się na złamanie prawa rzymskiego i mógłby być postawiony przed sądem. Co więcej, przyprowadzając pochwyconą na cudzołóstwie kobietę do Jezusa i zadając Mu pytanie publicznie, Jego przeciwnicy przypierają Go do muru: nie ma On innego wyjścia, jak tylko dać natychmiastową odpowiedź. Pytanie Mu zadane nie jest kwestią retoryczną. Od Jego odpowiedzi zależy życie kobiety oraz, pośrednio, życie Jego samego”. J. Stefanów. Nikt cię nie potępił? ( J 8, 1-11). „Krąg biblijny” 12 ( 2010) s. 24.
[4] „Niektórzy są wolni od pewnych występków po prostu dlatego, że mają inne przywary. […] Alkoholik może nie być złodziejem, chociaż często jest kłamcą. A złodziej, jak Judasz Iskariota, nie musi siłą rzeczy być cudzołożnikiem, chociaż filmy często tak właśnie Judasza odmalowują. Jest wielu ludzi, którzy grzeszą pychą, chciwością, żądzą władzy i myślą, że są cnotliwi po prostu dlatego, że grzechy te we współczesnym społeczeństwie noszą znamię powszechnego poważania. Poważane grzechy są bardziej ohydne, albowiem nasz Pan powiedział, że sprawiają, iż ludzie są podobni (…) do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa ( Mt 23, 27). Podlejsze grzechy ubogich obarczają społeczeństwo takimi ciężarami, jak opieka socjalna i więzienia; ale poważane grzechy, takie jak korupcja na wysokich urzędach publicznych, brak lojalności wobec kraju, nauczanie zła na uniwersytetach, wybacza się, lekceważy czy nawet chwali jako cnoty. Nasz Pan sugerował tutaj, że nawet uważa takie poważane grzechy za bardziej ohydne od tych, które społeczeństwo gani. Nigdy nie potępiał tych, których społeczeństwo potępiało, gdyż oni już byli potępieni. Potępiał natomiast tych, którzy grzeszyli i zaprzeczali, że są grzesznikami. […] Broniąc kobiety Chrystus dowiódł, że jest przyjacielem grzeszników, ale tylko tych, którzy przyznali, że są grzesznikami. Musiał pójść do wyrzutków społeczeństwa, by odnaleźć wielkość serca i nieograniczoną hojność, które według Niego stanowiły samą istotę miłości. Choć byli grzesznikami, ich miłość wynosiła ich ponad tych, którzy byli mądrzy sami z siebie i samowystarczalni, którzy nigdy nie zgięli kolan, modląc się o wybaczenie. Przyszedł, by postawić nierządnicę wyżej od faryzeusza, skruszonego złodzieja – wyżej od arcykapłana, marnotrawnego syna – wyżej od przykładnego brata. Wszystkim oszustom i fałszerzom, którzy powiadają, że nie mogą się przyłączyć do Kościoła, gdyż Jego Kościół nie jest dość święty, zadaje On pytanie: Jak święty musi być Kościół, byście mogli wejść do niego? Gdyby Kościół był tak święty, jakby tego chcieli, nigdy nie zostaliby do niego wpuszczeni! W każdej innej religii pod słońcem, w każdej wschodniej religii – od buddyzmu do konfucjanizmu – do połączenia się z Bogiem zawsze konieczne jest jakieś oczyszczenie. Ale nasz Pan przyniósł religię, w której przyznanie się do grzechu jest warunkiem przyjścia do Niego. Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają ( Mt 9,12)”. F. Sheen. Życie Jezusa Chrystusa. Kraków 2018 s. 273. 274-275.
[5] „Istnieje ścisły związek teologicznych prawd, dzisiaj często pomniejszanych czy odrzucanych: 1. wolna wola człowieka decydująca ( razem z łaską Bożą) o zbawieniu czy potępieniu, 2. grzech, szatan, piekło – te trzy prawdy teologiczne są ze sobą ściśle powiązane, ale bezpodstawnie i redukcyjnie mówi się dziś tylko o grzechu, a i tak coraz mniej i coraz bardziej powierzchownie, 3. duchowo – moralna dwoistość: dobro – zło, Chrystus – Antychryst, sąd, zbawienie – potępienie”. A. Posacki. Życie po śmierci. Kraków 2013 s. 95.
2. Jeżeli uważamy złości, któreśmy popełnili,
Mniej daleko cierpimy, niżeliśmy zasłużyli.
3. Cięższe jest to, czego się znamy być winnymi,
A lżejsze to, co ponosimy.
4. Karę za grzechy dobrze czujemy,
A przecie grzeszyć, poprzestać nie chcemy.
5. W pośród plag Twoich niedołężność nasza wielce truchleje,
Wszakże w nieprawości żadna się odmiana nie dzieje.
6. Umysł utrapieniem srodze ściśniony,
A upór w złem trwa nic nie poruszony!
7. Życie w uciskach prawie ustaje,
Złych jednak nałogów swoich nie poprzestaje.
8. Jeżeli nawrócenia łaskawie czekasz, my się nie poprawujemy;
Jeżeli sprawiedliwie karzesz, wytrwać nie możemy.
9. Wyznawamy z płaczem w karaniu, czegośmy się dopuszczali,
A po nawiedzeniu zapominamy, czegośmy dopiero płakali.
10. Gdy miecz Twój na nas podniesiony trzymasz, siłać obiecujemy,
A skoro go spuścisz, obietnic wykonać nie chcemy.
11. Kiedy nas karzesz, prosimy, abyś się zmiłował!
A gdy przestaniesz, pobudzamy Cię znowu, abyś nam nie folgował.
12. Oto nas masz korzących się Tobie, Wszechmogący Boże!
Wiemy, iż jeżeli miłosierdzie nie odpuści, sprawiedliwość słusznie nas zagubić może.
13. Racz nam tedy dać, o co żebrzemy, lubośmy nie zasłużyli,
Któryś nas z niczego stworzył, abyśmy Cię prosili.