V Niedziela zwykła B

  1. „Wierzcie mi, moje dzieci – pisał Jan Moschos, jeden ze starożytnych Ojców Kościoła – nic innego nie było przyczyną schizm i herezji w Kościele, jak tylko fakt, że nie miłujemy Boga i naszego bliźniego. Można by do tego prostego zdania dodać podobne: wierzcie mi, że nic nie jest przyczyną rozwodów małżeńskich, rozbicia narodu czy ludzkości, jak tylko fakt, że nie miłujemy Boga i bliźniego. Ta dawna prawda nie straciła nic na aktualności. Wiemy, że nie ma prawdziwej miłości Boga i bliźniego bez czynnego i zaangażowanego udziału w Eucharystii. Dla wielu Ojców Kościoła ( Orygenes, Maksym Wyznawca i inni) stawało się coraz bardziej oczywiste, że to, co święty Paweł mówił o misterium Chrystusa i Kościoła, o jedności Głowy z Ciałem, ma swoje centrum w Eucharystii. Czynności mystagogiczne, wtajemniczające, a więc modlitewne sprawowanie obrzędów wraz z nauczaniem wprowadzającym w głębię ducha sakramentów, były dla nich nie tylko odsłanianiem obrzędowo – biblijnej treści, ale właśnie przez uczestnictwo w liturgii wtajemniczaniem w misterium jedności Chrystusa i Kościoła. Dokonując dystrybucji misterium, jak to określa św. Maksym Wyznawca, czyli dając w Komunii Świętej uczestnikom tworzącym Kościół – Ciało udział w miłości Głowy, jaką jest Chrystus, Eucharystia wpływa na proces przebóstwienia ludzi wierzących. Tak mówi Kościół wschodni, używając terminu divinisatio, przebóstwienie. Kościół zachodni woli ten proces nazywać doskonaleniem, perfectio – proces, którego wyrazem jest coraz bardziej dojrzewająca duchowość poszczególnych członków Ciała – Kościoła, pogłębianie nie tylko ich świadomości wiary, ale głównie wynikającego z żywej wiary sposobu życia. To właśnie udzielająca się w Eucharystii miłość Boga Ojca, Syna i Ducha ( miłość Boga Ojca, laska Pana naszego Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym – jak rozpoczyna Mszę kapłan), staje się zasadą naszej duchowości. W praktyce znaczy to – powtórzmy – że istotą tej duchowości jest miłość, bez której rodzą się schizmy i herezje, rozdarcia i rozwody. Wskazują one na niemożność bytowania jednych z drugimi, kiedy zabraknie miłości, ale przypominają, zwłaszcza ekumenistom: najważniejsza jest miłość, lecz zawsze nierozdzielnie związana z prawdą, którą ludzie żyjący życiem Bożym wolą nazywać pokorą. Działanie pozbawione miłości lub dokonane z miłości samolubnej, a więc nieprawdziwej, przestaje być czynem specyficznie chrześcijańskim. Nie uwiecznia ono czynu, to znaczy nie wpływa na wprowadzenie jego owoców do eonu Boga, do sfery Jemu właściwej. Ta sfera właściwa Bogu, eon eschatologiczny, właśnie tym się cechuje, że klimatem tam panującym jest miłość. Miłość trynitarza i włączona w jej nurt miłość nasza, przebóstwiona i doskonała tamtą miłością. Jeżeli taka nie jest, nie przystaje do warunków bytowania po tamtej stronie. Dodajmy: po tamtej stronie, która już jest po tej stronie ( por. Hbr 6, 19 -20)”[1]. ( Bp Wacław Świerzawski).
  2. Chrystus jest prawdziwym Lekarzem uzdrawiającym całego człowieka; w Piśmie Świętym słowa uzdrowieniezbawienie są synonimami. Musi zastanawiać fakt tak częstego przywoływania przez Ewangelistów przypadków wyrzucania złego ducha i to często, jak w dzisiejszej Ewangelii, łączonych z opisami uzdrowień; chociaż trzeba jednocześnie pamiętać o różnicy występującej pomiędzy uzdrowieniami i egzorcyzmami dokonywanymi przez Chrystusa. Główną częścią działalności Chrystusa, jej sercem i istotą, jest niszczenie dzieł diabła, egzorcyzmowanie chorego na grzech świat i człowieka. Chrystus w dalszym ciągu spełnia tę misję wobec ludzi wszystkich czasów i miejsc w Kościele, nie tylko poprzez jedno z sakramentaliów – egzorcyzm, ale przed wszystkim przez sakramenty. W nich doświadczamy tej samej miłości Chrystusa, która uwalniała od złych duchów i uzdrawiała osoby opisane w Ewangeliach. Uzdrawianie jest bowiem owocem i funkcją miłości; tam gdzie jest miłość, tam dokonuje się uzdrowienie. Prawidłowość ta dotyczy każdej społeczności, rodziny, szkoły, parafii, diecezji, kraju, świata. W pełni zdrowa osoba, tj. osoba zdrowa pod względem duchowym, psychicznym i cielesnym samą swoją obecnością uzdrawia otoczenie; ściślej – przez osobę trwającą w łasce uświęcającej Chrystus dalej dokonuje dzieła uzdrawiania – zbawiania świata i człowieka. Ilekroć uczestniczymy w sakramentach warto pamiętać o tej uzdrawiającej miłości Chrystusa na nas wylewanej; ona uzupełnia wszelki deficyt miłości, jakiego mogliśmy doświadczyć w naszej przeszłości i jakiego w dalszym ciągu możemy doświadczać w swym środowisku. Choroba spowodowana deficytem miłości zdaje się być jedną z najtrudniejszych do wyleczenia. Odnosi się to szczególnie, chociaż nie wyłącznie, do procesu wychowawczego dzieci. Dla dziecka, dorastającej osoby, rodzice przyjmują rolę niemal samego Boga; sposób w jaki rodzice podejmują życie, jak rozwiązują problemy, jak mówią i traktują innych, jest dla dziecka tym sposobem w jaki właśnie powinno się postępować. Dzieci nie są w stanie realistycznie i obiektywnie ocenić sposobu postępowania rodziców. Traktowane w zły sposób przez swych rodziców, dziecko rozwinie raczej w sobie przekonanie, że to ono jest złe, niż że źle postępują jego rodzice. Jeżeli będzie traktowane jako głupie, brzydkie i gorsze od innych, to właśnie taki obraz siebie w sobie utrwali i rozwinie. Wychowane bez miłości dziecko uzna siebie za osobę niewartą miłości, kogoś, kogo nie można pokochać, kto nie zasługuje na miłość. Można tę prawidłowość wyrazić ogólną zasadą prawdziwą pewnie nie tylko w odniesieniu do dziecka, ale również do każdej osoby rzuconej w środowisko pozbawione miłości: Tam gdzie występuje znaczny deficyt ( rodzicielskiej) miłości, dziecko ( osoba dorosła) najprawdopodobniej uzna, że to właśnie ono jest powodem tego deficytu[2]. Lekarstwem na to bodajże najcięższe z ludzkich schorzeń jest pozostawanie, poprzez trwanie w łasce uświęcającej, w miłości Chrystusa; miłości niezawodnej, pozbawionej jakiegokolwiek deficytu, oczyszczającej i ożywiającej, uzdrawiającej, prawdziwej.
  3. W roku 2016 ukazała się książkowa wersji pracy doktorskiej kapłana diecezji sandomierskiej podejmująca w sposób systematyczny problem katolickiego egzorcyzmu[3]. Studium to stanowi trudny do nie docenienia wkład sandomierskiej wspólnoty eklezjalnej w wymiar życia Kościoła, który w warunkach polskich przez długi czas nie spotykał się z pogłębionym zainteresowaniem[4], a współcześnie, niejako na zasadzie wahadła zainteresowania, podejmowany jest szeroko, aczkolwiek nie zawsze w sposób pogłębiony i profesjonalny. Tym większą zasługę i szacunek należy przyznać Autorowi tego opracowania i, jak sugerowano już wcześniej, wykorzystywać owoce jego badań w praktyce duchowej i duszpasterskiej[5].


[1] W. Świerzawski. Naucz nas czynić wolę Twoją. Kraków 1990 s. 91-92.

[2] S. Peck. People of the lie. The hope for healing human evil. New York 1983 p. 60.

[3] A. Drabowicz. Egzorcyzm w walce z demonami. Starachowice 2016.

[4] „Demonologia w Polsce nigdy nie była specjalnie rozwinięta. Motyw szatana nie odgrywa w naszej sztuce takiej roli jak np. w literaturze niemieckiej, gdzie wątki faustowskie ciągną się od Średniowiecza poprzez Goethego aż do Tomasza Manna. Nasz diabeł był zawsze jakiś zaściankowy, prowincjonalny, a idea zła wcielonego zawsze była do nas importowana, czy to w okresie Młodej Polski, czy też u współczesnych naśladowców Bernanosa. Stąd i jej ślady w sztuce są mniej liczne i nie tak wybitne, jak np. w literaturze francuskiej, gdzie często przejawia się motyw rozpaczy wobec potęgi zła. My chrześcijanie wiemy, że nie jest to postawa właściwa, albowiem potęga szatana nie jest wszechpotęgą ani moc wszechmocą. Wiemy też, że nie rozwiązuje tego problemu tekst nie najwyższego lotu estradowej piosenki, która głosi: Oj dana, dana, nie ma szatana ( Skaldowie). Zachowujemy jednak przerażenie moralne, pełni nadziei czerpanej od Tego, który jest Zwycięzcą śmierci, piekła i szatana. W 1955 roku A. Böhm opublikował książkę pt. Epoka diabła ( Epoche des Teufels). Jest to popularnie napisany, jakby zwięzły podręcznik czy elementarz wprowadzający czytelnika w ważne zagadnienia demonologiczne, z którymi zetknęli się bezpośrednio słuchacze Pana Jezusa w synagodze w Kafarnaum. Ich głośne Co to jest! – wcale nie umilkło. Wydarzenie z synagogi powtarza się w świecie. Ci, którzy lekceważą istnienie złego ducha, niech sobie przypomną, co o nim powiedział znany sceptyk, atakujący uznane normy moralne, nihilista A. Guide ( + 1951): Szatan jako zbędna hipoteza – pogląd ten musi stanowić dla niego ulubiony pseudonim. Albo ocenę twórcy francuskiego symbolizmu Ch. Baudelaire’a: Doskonała chytrość diabła polega na tym, że wmawia ludziom jakoby wcale nie istniał. Nam, wyznawcom Ewangelii, wystarczy zapewnienie Chrystusa o egzystencji złego ducha, z którego działaniem i wpływem musimy się liczyć bardzo poważnie”. Głoście Ewangelię. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek 1981 s. 95-96.

[5] „Rozprawa ks. Antoniego Drabowicza na temat zastosowania rzymskich rytuałów egzorcyzmów w praktyce uwalniania jest ciekawą i wnikliwą analizą kwestii zniewolenia i sposobu uwalniania człowieka spod wpływu Złego za pomocą egzorcyzmu uroczystego. Opiera się ona na bardzo dobrej znajomości rzymskich rytuałów egzorcyzmów oraz na dużej liczbie opracowań teologiczno – duchowych i praktycznych, z którymi Autor się zapoznał. Pokazuje kompetencję autora w formułowaniu i badaniu problemów naukowych i praktycznych, prowadzonych analizach i w poszukiwaniu właściwych rozwiązań. Należy dodać, że Autor zawarł w tej pracy własną propozycję sposobu połączenia starego i odnowionego rytuału egzorcyzmów w praktyce uwalniania. Dlatego może ona stanowić cenną pomoc, zwłaszcza dla kapłanów, w głębszym poznaniu podjętej problematyki i w uzyskaniu potrzebnych wskazań”. S. Zarzycki. Przedmowa. W: Drabowicz. Egzorcyzm…s. 11.