1. „Zjednoczenie naszej duszy z Bogiem przez łaskę poświęcającą, przez to uczestnictwo w naturze Bożej, jest życia wewnętrznego podstawą, warunkiem nieodzownym, jest tego życia naturą, bo ktoby nie był tak zjednoczonym z Bogiem, tenby żadnem życiem nie żył, ten byłby trupem. Tego stanu nic nie zastąpi, ani modlitwy, choćby przez noce całe; ani prace, jałmużny, zaparcia siebie i umartwienia, choćby heroiczne, nawet męczeństwo, bo istoty życia niczem nie zastąpi. Dlatego mówi Paweł św., że choćbym mówił językami ludzkiemi i anielskiemi, choćbym miał proroctwo i wiedział wszystkie tajemnice i wszelką naukę i miałbym wszystką wiarę tak, iżbym góry przenosił i choćbym wszystkie majętności moje rozdał na żywność ubogich i choćbym wydał ciało moje tak, iżbym gorzał, a miłościbym nie miał, nicem nie jest i nic mi nie pomoże, bo byłbym tylko jako miedź brząkająca albo cymbał brzmiący ( 1 Kor 13,1). To zjednoczenie z Bogiem przez łaskę poświęcającą jest to minimum życia wewnętrznego, jest jego zasadniczą komórką. A jeżeli w życiu każdego katolika jest ono tak koniecznem, tem bardziej u kapłana, który z powołania swego jest i ma być człowiekiem Bożym, homo Dei, jak go głęboko określa św. Paweł. Toteż Pius X nie waha się twierdzić, że u kapłana między życiem istotnie świętem a istotnie złem niema środka. […] Najpierw bez troski jakiejkolwiek o wewnętrzne życie kapłan nie będzie ani solą ziemi ani światłem świata. Jest w nas siła wielka odśrodkowa, która dąży ustawicznie do tego, by wszystkie prawdziwe walory życia wyrzucić na zewnątrz, na życie zmysłów, ciała i świata. Tą siłą jest miłość własna, która nie znajdując żadnego dla siebie karmu w życiu ukrytem, w wartościach niewidzialnych dla oka, ani nie dających się sprawdzić zmysłami, usilnie stara się o to, by punkt środkowy życia przesunąć z wewnątrz na zewnątrz, z duchowych dóbr na materialne, z chwały i wielkości Boga na chwałę i wielkość człowieka; słowem pragnie ona, aby życie nasze szło na opak pacierza i święciło imię swoje i budowało królestwo swoje i pełniło wolę swoją. Otóż jeżeli kapłan nie założy silnej przeciwwagi w życiu wewnętrznem do tej siły odśrodkowej miłości własnej, jeżeli tą siłą nie utrzyma w karbach zależności swego ja od Ja Bożego, wówczas prędzej czy później będzie wyrzuconym na zewnątrz, ze światłości Bożej w ciemności świata. Czyny jeszcze będą, ale tylko na zewnątrz, ale serce, ale dusza nie będą już sercem i duszą Chrystusa. Kapłan bez życia wewnętrznego będzie jak ten kubek ewangeliczny, na zewnątrz w oczach ludzi może czysty, ale wewnątrz w oczach Bożych pełen brudu. Kapłan nie będąc solą dla siebie ani światłością, nie będzie też i dla drugich czynnikiem zachowawczym i budzącym postęp, ale czynnikiem rozkładu i ciemnoty. Kapłan z powołania jest apostołem Ewangelii, budowniczym Ciała Chrystusowego, żołnierzem Jego królestwa na ziemi, głosicielem Wiary i ojcem dzieci Bożych na ziemi. Kapłan jest tak posłanym przez Chrystusa, jak Chrystus jest posłany przez Ojca. Jako mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam. A skądże się rodzi apostolstwo Chrystusa jak nie z wewnętrznego życia Trójcy Przenajświętszej? […] A teraz zwracam się do tych duchów wielkich ludzi i świętych, których ta Ziemia Sandomierska wydała, a którzy tu w tej prastarej katedrze dziś na to wielkie Wasze ucztowanie się zeszli, aby Wam, swoim współbraciom u tronu Bożego potrzebne upraszać łaski. Co za wspaniały korowód! Na czele synowie tej ziemi, bł. Wincenty Kadłubek i największy męczennik nowszych czasów za Wiarę, bł. Andrzej Bobola; obok nich córka tej Ziemi, Wielebna Matka Józefa Karska, założycielka Zgromadzenia SS. Niepokalanek. A za niemi jaki wspaniały orszak, iście królewski wielkich świętych i wielkich duchów, którzy to święte miejsce swoją pracą, swoją obecnością, swoją krwią nawet męczeńską uszlachetnili i uświęcili; to przedewszystkiem męczeńskie duchy pomordowanych za Wiarę św. Ojców Dominikanów ze swoim przełożonym na czele, bł. Sadokiem; to dalej duchy onych wielkich księżniczek i królów, biskupów, i kardynałów, jak Oleśnickich, Odrowążów, Prandotów, Heleny, Grzymisławy, Adelajdy, Salomeji, a wśród nich błyszczący, jak gwiazdy przejasne św. Jacek i bł. Czesław; to wreszcie duch Jagiełły, który tu przyjmuje poselstwo od Soboru Bazylejskiego. Zaiste wielcy to i przesławni w Ojczyźnie i w Kościele mężowi. Te to wielkie duchy unoszą się dziś pod sklepieniami tej przesławnej starożytnej Katedry i błogosławią Wam i modlą się za Wami, abyście stali się godnymi synami tak wielkich Ojców, abyście to, co oni zasiali słowem swoim i użyźnili krwią swoją, Wy, Najprzewielebniejsi Bracia Kapłani, swoją pracą i swoim przykładem życia umocnili i rozmnożyli. Oni modlą się, abyście, wychodząc z tego świętego Synodu, jak ongi Apostołowie z Wieczernika, pełni Bożego ducha, oblicze tej ziemi Sandomierskiej na obraz i podobieństwo Boże odmienili”[1]. ( Ks. Henryk Haduch).
2. Św. Paweł przedstawia niezwykle precyzyjną w swej prostocie definicję Świętej Tradycji: przekazałem wam na początku to, co przejąłem ( 1 Kor 15, 3). Pełnia Bożego Objawienia wobec człowieka została ujęta w Piśmie Świętym i Tradycji. Tradycji Kościoła nie tworzy się ze swoich wyimaginowanych, nawet genialnych, przynajmniej w przekonaniu ich autora, innowacji, natchnień i idei. Tradycję w Kościele bezustannie się odkrywa; poprzez wierne, poważne i głębokie przyjmowanie treści zarówno Słowa Bożego jak i Tradycji dociera do nas coraz wyraźniej Chwalebne Oblicze naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa[2]. Od przełomu tysiącleci, za sprawą św. Jana Pawła II, słowa dzisiejszej Ewangelii z pewnością na bardzo długi czas będą postrzegane jako klucz otwierający nie tylko nowe millenium, ale i drogę wiodącą ku dojrzałości człowieka każdego czasu i miejsca: wypłyń na głębię i kontempluj oblicze Chrystusa[3]. Poprzez właśnie głębię i konsekwencję swego zjednoczenia z Bogiem św. Jan Paweł II pozostaje świadkiem przemieniającej i ewangelizacyjnej siły Bożego Słowa i powołania[4]. W jaki sposób człowiek wypływa na głębię wiary i życia? Poprzez konsekwentne trwanie w łasce uświęcającej oraz, również modlitewne[5], konfrontowanie swego życia ze Słowem Bożym i zmianę takiego swego postępowania, które wobec tego Słowa pozostaje w dysharmonii; poprzez ciągle na nowo podejmowany trud nawracania. Czasem Słowo Boże dotyka bardzo boleśnie naszego postępowania, zawstydza nas, ale przede wszystkim wzywa do zmiany tego wymiaru, który poprzez nasz psychiczny i emocjonalny dyskomfort w zestawieniu z prawdą Słowa, krzyczy o naszej chorobie. Prawda parzy jak pokrzywa, mówi gospodarz Maciej Boryna, bohater powieści Władysława Reymonta „Chłopi”. Ważne, by od tej prawdy nie uciekać, nie obrażać się na nią, nie udawać, że się jej nie słyszy, ale pozwolić jej przepalić gnijące rany naszych duchowych chorób. Głębię życia i tegoż owocowanie osiąga się jedynie, jak poucza nas o tym dzisiejsza Ewangelia, poprzez dobrowolne i całkowite posłuszeństwo Słowu Bożemu, Słowu Jezusa Chrystusa. Głębi życia nie osiąga się więc, jak próbuje o tym przekonywać świat, poprzez mnożenie grzechów i poprzez trwanie w grzechu. Całkiem odwrotnie, smak życia prawdziwego jest dostępny dla tych, którzy trwają w zjednoczeniu z Osobą Jezusa Chrystusa poprzez łaskę uświęcającą. Jak ważne więc staje się tworzenie takiego środowiska, w którym osoby wierzące będą otrzymywały systematyczną możliwość konfrontowania swojego życia ze Słowem Bożym! Jak ważne staje się dojrzałe zastawianie stołu Słowa Bożego w czasie liturgii eucharystycznej, by umożliwić wypływanie na głębię życia każdemu uczestnikowi tej liturgii poprzez konfrontację z przejrzyście, dojrzale i bezkompromisowo przekazanym Słowem Bożym. Stąd, tak w lekturze indywidualnej Pisma Świętego, jak i, tym bardziej, podczas odczytywania Słowa Bożego we wspólnocie liturgicznej Kościoła, należy zachowywać przynajmniej najbardziej fundamentalne zasady przestawania ze Słowem Bożym. Wśród tych zasad, na pierwszym miejscu należy umieścić należyte i dogłębne poznanie sensu i znaczenia odczytywanego Słowa Bożego. To właśnie powinno być celem nadrzędnym każdej homilii, kazania, komentarza czy medytacji czynionej nad Słowem Bożym. Czy niektórzy ze współczesnych chrześcijan, uczestniczących nawet regularnie w niedzielnej Eucharystii, nie znajdują się w sytuacji dworskiego urzędnika etiopskiej królowej, który jasno zdawał sobie sprawę z konieczności istnienia również ludzkiego przewodnika na drodze poznawania Słowa Bożego? „Właśnie wtedy przybył do Jerozolimy oddać pokłon Bogu Etiop, dworski urzędnik królowej etiopskiej, Kandaki, zarządzający całym jej skarbcem, i wracał, czytając w swoim wozie proroka Izajasza. Podejdź i przyłącz się do tego wozu! – powiedział Duch do Filipa. Gdy Filip podbiegł, usłyszał, że tamten czyta proroka Izajasza: Czy rozumiesz, co czytasz? – zapytał. A tamten odpowiedział: Jakżeż mogę rozumieć, jeśli mi nikt nie wyjaśni?” ( Dz Ap 8, 27-31). Jeżeli fragment Pisma Świętego zostaje odczytany przez nieprzygotowanego lektora, niewyraźnie, z rażącymi błędami wymowy i notorycznym przekręcaniem słów, jeżeli celebrans nie nawiązuje do odczytanego tekstu ani słowem, jakżeż mogą zrozumieć sens Słowa Bożego uczestnicy takiej liturgii? Jakżeż można sensownie oczekiwać w takich okolicznościach, tego, że pójdą oni jeszcze krok dalej i zaczną kształtować swoje wnętrze i postępowanie w zgodzie z natchnionym tekstem, skoro nawet nie zaakcentowano, jakie oczekiwania Boga wobec człowieka przekazuje odczytane Słowo? Nad czym mają medytować uczestnicy takiej liturgii? Jakiej rewizji życia mają dokonywać, skoro zatarto same fundamenty takiej rewizji i po prostu ich nie przekazano? Chrystus rozpoczął formowanie nowego Ludu Bożego – Kościoła od komentowania Słowa Bożego w synagodze w Nazarecie; Kościół Chrystusa zawsze rodzi się i dojrzewa w przejrzystej konfrontacji ze Słowem Bożym. Drugą z fundamentalnych zasad przestawania ze Słowem Bożym jest czytanie Pisma Świętego w kontekście osobistego życia i tegoż życia doświadczeń oraz wydarzeń, traktowanie Słowa Bożego jako listu, kierowanego przez samego Boga konkretnie do mnie; co chce mi przez to Słowo powiedzieć Pan Bóg, mnie, przebywającemu właśnie w tej konkretnej, ściśle określonej czasowo i przestrzennie sytuacji życiowej? W końcu Pismo Święte Pismo Święte musi być ciągle na nowo odczytywane; Pisma Świętego nigdy nie przeczytamy, tak jak czytamy inne książki. Relektura Pisma Świętego ukazuje nam za każdym razem coraz głębszy wymiar Słowa Bożego i tegoż różne aspekty. Stąd praktyka cyklicznego odczytywania Słowa Bożego, właśnie relektury tego Słowa, stanowi sam rdzeń liturgii Kościoła.
3. Bł. Czesław ( +1242) – kustosz kolegiaty sandomierskiej. Pochodzący prawdopodobnie ze stanu rycesrskiego bł. Czesław, należący do pionierkiego pokolenia dominikanów polskich, był kanonikiem kapituły krakowskiej i kustoszem kolegiaty sandomierskiej. Należał do najbliższych współpracowników biskupa krakowskiego Iwona Odrowąża, a do Zakonu Kaznodziejskiego został przyjęty osobiście przez św. Dominika[6]. Chociaż w Pradze czeskiej założył pierwszy klasztor dominikański, to jednak swe życie bł. Czesław ściśle związał z Wrocławiem, w którym, podobnie jak i w całej Polsce, zdobył sławę tego, który przez swoje świadectwo modlitwy i głębokiego zjednoczenia z Chrystusem przyczynił się w istotny sposób do pogłębienia pastoralnego procesu zakorzeniania wiary świętej w narodzie polskim. Tym samym bł. Czesław pozostaje stale aktualnym świadkiem dojrzałego ewangelizatora, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że źródłem i gwarantem skuteczności jego zewnętrznej działalności pozostaje zawsze szczere i głębokie zjednoczenie z Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym.
[1] Kazania wygłoszone na Synodzie Sandomierskim dnia 3, 4, 5 lipca 1923 roku do kapłanów w obecności Ich Ekscelencyj Księdza Biskupa Ordynarjusza Maryana Ryxa i Księdza Biskupa Sufragana Pawła Kubickiego przez ks. Henryka Haducha T.J. Sandomierz 1924 s. 10. 14-15. 17-18.
[2] „Tradycję można zdefiniować jako zasady postępowania, obyczaje, poglądy, wiadomości przechodzące z pokolenia na pokolenie, a także jako przekazywanie tych zasad i obyczajów następnym pokoleniom. Tradycjonalizm należy odróżnić od konserwatyzmu, który określa się jako niewolnicze przywiązanie do przeszłości i niechęć do jakichkolwiek zmian. Innymi słowy konserwatyzm charakteryzuje się całkowitym skostnieniem i odrzuca każdą próbę rozwoju. Nie dopuszcza on świeżego powietrza, stąd konserwy ( np. mięsne) gdy zostają otwarte bardzo szybko się psują pod wpływem właśnie świeżego powietrza. Pozostaje jeszcze zwrócić uwagę na trzeci czynnik: postęp. Jest to ciąg procesów zmierzających do coraz lepszego stanu. Choć kierunek ten sam w sobie jest właściwy, to we współczesnym rozumieniu oznacza on dążenie do ciągłych nowości, czyli nowinkarstwo. Dlatego św. Jan Apostoł w swoim drugim liście przestrzega: Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga ( 2 J, 9). Jezus Chrystus każe zachować umiar i wybierać złoty środek: Każdy uczony w Prawie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare ( Mt 13, 52). Stąd wynika wniosek, że zarówno zastój, jak i niekontrolowany postęp są tendencjami szkodliwymi. Kościół nie jest zatem ani konserwatywny, ani postępowy. Jest tradycyjny. Opiera się na fundamencie Pisma Świętego i rozwija się w ciągu wieków nie zmieniając nauki ( tradycja), a jedynie sposoby jej przekazywania. Rozwój ten musi być harmonijny, gdyż jest to zasada życia każdego żywego organizmu”. I. Pawlak. Muzyczna kultura duchowieństwa – pilnie poszukiwana. W: „Wczoraj, dziś i jutro muzyki liturgicznej z Kościele Katowickim”. Seria Viriditas musicae – Muzyka kościelna w archidiecezji katowickiej. Katowice 2017 s. 16-17.
[3] „Przedziwna sceneria tego wydarzenia miała unaocznić pierwszym uczniom istotę ich posłannictwa. Oto sami łowili, zabiegali, pracowali – i okazało się to daremne. Przez całą noc nic nie ułowili. Obecność Chrystusa sprawiła jednak, że połów w tym samym miejscu jeziora był przeobfity. Mieli już wtedy zrozumieć, że ich praca misyjna, apostolska, całą swą moc czerpać będzie z Boga”. Głoście Ewangelię. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek 1991 s. 73.
[4] „Swoim życiem i modlitwą, swoją wiernością Bogu i człowiekowi, swoją siłą i nadzieją w obliczu radości i cierpienia Jan Paweł II zafascynował miliony ludzi na całym świecie. Z entuzjazmem przyprowadzał do Chrystusa dzieci, młodzież i dorosłych. Dał niezwykłe świadectwo życia o ewangelicznej, radykalnej głębi. Papież z Polski przypomniał współczesnemu człowiekowi prawdę o nim samym. Przypomniał prawdę o tym, że człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa i że nie można żyć po ludzku bez Bożej miłości. Jan Paweł II najmocniej przemówił do nas wtedy, gdy nas fizycznie opuścił, przechodząc na drugą stronę istnienia, by spotkać się twarzą w twarz z Miłością. To jego niezwykłe świadectwo z pewnością poruszyło zdecydowaną większość Polaków, a zwłaszcza młodych ludzi, którzy nagle poczuli się duchowo osieroceni i przeżyli przeszywający ból rozstania. Inni z żalem uświadomili sobie to, że do tej pory nie słuchali Papieża i w obliczu jego śmierci postanowili się zmienić. To wszystko może mieć oczywiście pozytywny wpływ na sytuację powołaniową w Polsce, ale musimy dokonać tu precyzyjnego rozróżnienia płaszczyzn. Otóż nie można mówić, że po śmierci Jana Pawła II nastąpi wzrost powołań kapłańskich czy zakonnych, ponieważ powołania to dar od Boga, a nie wynik naszej zasługi czy ludzkiego wysiłku. Natomiast z pewnością możemy zaobserwować większą otwartość młodych ludzi na Boga, a to sprawia, że więcej może być takich chłopców i dziewcząt, którzy odkrywają Boże marzenia na ich temat i którzy mają odwagę wiernie wypełniać wolę Tego, który ich powołuje. Mam tu na myśli nie tylko powołania kapłańskie czy zakonne, ale również powołania do małżeństwa i rodziny. Ci, którzy dzięki świadectwu Jana Pawła II zbliżyli się do Boga i wypływają na głębię chrześcijaństwa, mają szansę na dojrzalszą realizację każdego rodzaju powołania, zarówno powołania duchownego jak i świeckiego. Jednak, aby tak się stało, konieczny jest jakościowy skok w wychowaniu rodzinnym, szkolnym i parafialnym. Grozi bowiem to, że po zafascynowaniu się pięknem Bożego człowieka w osobie Jana Pawła II powrócimy do sprzecznej z Ewangelią codzienności, jaka dominuje w poprawnej politycznie mentalności oraz w kulturze ponowoczesności. Mam nadzieję, że postać Jana Pawła II pomoże rodzicom odkryć piękno chrześcijańskiego wychowania, by z odnowionym zapałem uczyć dzieci i młodzież myśleć, kochać i modlić się na wzór Chrystusa. Mam też nadzieję, że polska szkoła znów zacznie być miejscem odpowiedzialnego wychowania, opartego na prawdzie i miłości, a nie na populistycznych sloganach o spontanicznej samorealizacji, o wychowaniu bezstresowym czy o szkole neutralnej światopoglądowo. Mam wreszcie nadzieję, że nasze parafie ożywią się coraz większą liczbą ruchów formacyjnych i że będą nie tylko miejscem wspierania tych, którzy przeżywają kryzys, ale że staną się bardziej niż dotąd miejscem umacniania mocnych, a przez to staną się rzeczywiście miejscem wypływania na głębię chrześcijaństwa. Dopiero wtedy jest realna szansa na to, że w następnych dziesięcioleciach będziemy mieli nie tylko więcej świętych księży i osób zakonnych, ale również więcej świętych małżonków i rodziców”. M. Dziewiecki. Kapłan – świadek miłości. Kraków 2005 s. 205-208.
[5] „Praca nasza duszpasterska, wszelkie nasze wysiłki i metody nie przyniosą owoców, jeżeli praca ta nie będzie zespolona z modlitwą pokorną do Tego, Który daje wzrost ( 1 Kor. 37). Im więcej modlitwy tem większy wzrost, tem większe skutki. I jeżeli kiedy, to teraz przy ogólnym zwrocie ku Bogu i wierze nie będzie nigdy tej modlitwy za dużo. Obserwuję życie, patrzę koło siebie i mam głębokie przeświadczenie, że klasztory i ich modlitwa, ciche dobrowolne męczeństwo i życie kontemplacyjne to dla nas duszpasterzy te, działające cuda, ręce Mojżesza, wzniesione ustawicznie do nieba i sprowadzające na naszą żmudną pracę błogosławieństwo Boże pomimo naszych błędów i upadków”. ( Ks. D. Ściskała).
[6] „Gdy krakowski biskup, Iwo Odrowąż, jechał do Rzymu ad limina apostolorum, zabrał ze sobą dwóch duchownych: Jacka i Czesława. Tam nadarzyła się okazja do osobistego spotkania ze św. Dominikiem Guzmanem. Stało się to prawdopodobnie wówczas, gdy św. Dominik dokonywał cudu wskrzeszenia chłopca, który spadł z konia. Polscy duchowni wysłuchali też jego kazania. Piękno duchowe w połączeniu z niecodziennymi czynami założyciela zakonu kaznodziejskiego musiało na nich wywrzeć nie lada wrażenie, skoro obaj przyjęli z rąk ojca założyciela habity zakonne. Potem zostali przez niego posłani – Jacek udał się na wschód, do Krakowa i Kijowa, a Czesław na północny zachód do Fryzaku w Austrii, gdzie założył pierwszy niemiecki klasztor dominikański”. R. Pomarańska. Z dziedzictwem w przyszłość. 200 lat diecezji sandomierskiej. Sandomierz 2018 s. 44.
2. Twą pięknością, niewinnością, nieba górujesz,
Dostojeństwem i panieństwem wszystkim celujesz;
W pierwszym Panno momencie, Święte Twoje Poczęcie,
Jaśniejące jako słońce; Niepokalana.
3. Sam Bóg Święty z Ciebie wzięty dla tej przyczyny,
Żeś się stała i została zawsze bez winy:
Tyś przed wieki przejrzana i za Matkę wybrana
Jezusowi Chrystusowi; Niepokalana.
4. Twoje państwo i poddaństwo świat, nieba Pani,
Cesarzowie, Monarchowie, Twoi poddani.
Dla Twojej niewinności dał Ci Bóg z swej hojności,
Żeś poczęta zaraz święta; Niepokalana.
5. Luminarze, chociaż w parze, nie tak jaśnieją,
Bo przy świętym Twym Poczęciu zaraz blednieją:
Tyś nad słońce jaśniejsza, i nad gwiazdy śliczniejsza,
Jako zorze w swojej porze; Niepokalana.
6. Sami Święci w niebo wzięci nie wyrównają
Twej piękności i czystości, którąć przyznają:
Wszyscy ci się dziwują, niewinność Twą szanują:
Żeś tak święta, z Anny wzięta; Niepokalana.
7. I świat cały, choć zuchwały, Twoje Poczęcie
Niepokalane wysławia w pierwszym momencie;
Wszystkie razem stworzenia wyznają bez wątpienia,
Żeś jest droga Matka Boga; Niepokalana.
8. Więc cię sławiąc, błogosławiąc, Panno, prosimy:
Niech czystemi, niewinnemi zawsze będziemy.
Za to życie dajemy i mocno wyznajemy,
Żeś jest święta i poczęta; Niepokalana.