„Postrzegając świat, jako Boże pole, na którym przyszło ci pracować, bądź konsekwentny i wytrwały. Nie trać zapału w trudnościach, bo masz ratować dusze sióstr i braci o każdej porze i w każdym czasie. Unikaj euforii i rozgłosu, prowadzących do samouwielbienia i obniżenia czujności. Pamiętaj, że Chrystus jest Panem żniwa. On wyznacza kierunek, określa wyzwania i daje potrzebną moc do ich wypełnienia. Do Niego i tylko do Niego należy zebrany plon”[1].
„Jezus zgadzający się na wszystko i wszystkich, Jezus pozbawiony swego świętego gniewu, bez twardej prawdy i prawdziwej miłości nie jest autentycznym Jezusem, który jest obecny w Piśmie Świętym, ale Jego nędzną karykaturą. Rozumienie Ewangelii, w której nie ma już perspektywy Bożego gniewu, nie ma nic wspólnego z biblijną Ewangelią”. ( Joseph Ratzinger[2]). Niektórym ludziom wydaje się, że potrzebują fajnego księdza, tj. takiego, który przymknie oko na grzechy, pośmieje się z nimi, czasem załatwi jakąś niewygodną sprawę, nie będzie stawiał żadnych wymagań, nie będzie egzekwował żadnej dyscypliny…po prostu do tańca i do różańca, z podkreśleniem jednakowoż tańca. Takiego kapłana, który całość przekazu ewangelicznego sprowadza do słodkiego poszeptywania: ach, popatrzcie na siebie – jacy jesteście piękni i wspaniali. Taki kapłan, ojciec, matka, wychowawca jest jednak w rzeczywistości jedną z najstraszniejszych tragedii życiowych. Jeżeli człowiek miałby być samą wspaniałością i pięknem, to nie potrzebowałby Ewangelii Chrystusowej, której głoszenie nasz Zbawiciel rozpoczyna od wezwania do przemiany: Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! Powyżej zarysowane nastawienie stanowi szerszy problem mentalności i obyczajowości niektórych ze współczesnych ludzi – problem alergii na prawdę i alergii na wezwanie do przemiany. Oglądając programy telewizyjne, w których dokonuje się oceny uczestników można zaobserwować z jakim lękiem, prawdziwym przerażeniem, jurorzy decydują się, jeżeli w ogóle, na wyartykułowanie wad i nieprawidłowości ocenianych osób. Często tego rodzaju uwagi spotykają się, nawet już przed wypowiedzeniem całej ich treści, z tzw. buczeniem publiczności. Przekaz idący z tego typu zachowań jest oczywisty: możesz wychwalać pod niebiosa nasze rzeczywiste albo urojone zalety, naszą wspaniałość, ale nie waż się dostrzegać i wyrażać naszych wad. Tym czego jednak rzeczywiście potrzebuje człowiek wszystkich czasów i miejsc, jest kapłan autentycznie Chrystusowy – wierny świadek prawdy Ewangelii. I chociaż na początku może się wydawać, że nie o takiego kapłana chodziło, to jednak z czasem zaczyna się dostrzegać, że taki właśnie kapłan jest niezbędnym elementem życia. Człowiek zawsze i wszędzie potrzebuje autentycznego przekazu prawdy Ewangelii, która jako jedyna uzdrawia prawdziwie…potrzebuje skutecznego lekarstwa, nie kosmetycznego przypudrowywania ran, potrzebuje, często bolesnego, ale prawdziwego uleczenia[3].
Bp Marian Ryx podjął istotne kroki zmierzające do należytego uregulowaniu spraw organistowskich w diecezji sandomierskiej; powołał do istnienia diecezjalną i dekanalne komisje do spraw muzyki kościelnej oraz polecił dziekanom zwracanie uwagi na sprawy muzyki liturgicznej podczas wizytacji dziekańskich[4]. Za czasów pasterzowania bpa Ryxa, w 1919 roku, wydano Regulamin dla organistów diecezji sandomierskiej[5]; przygotowano także projekt umowy pomiędzy proboszczem a organistą[6]. W 1923 roku bp Ryx zorganizował I Synod diecezji sandomierskiej[7], który uporządkował również sprawy związane z liturgią i muzyką kościelną. Z okazji 50 rocznicy świeceń kapłańskich Pasterz sandomierski wyposażył katedrę w nowe organy[8]. Bp Ryx był gorliwym duszpasterzem, którego owoce pracy na stałe weszły w duchowo – materialną tkankę diecezji sandomierskiej[9]. Bp Marian Ryx został pochowany w podziemiach sandomierskiej katedry. Wieczny odpoczynek…
[1] K. Nitkiewicz. Homilia na święcenia kapłańskie. KDS 107 ( 2014) s. 762.
[2] J. Ratzinger. Guardare a Christo. Mediolan 1986 s. 76.
[3] Ks. Marek Dziewiecki, absolwent sandomierskiego Seminarium, obecnie kapłan diecezji radomskiej, krajowy duszpasterz powołań, wieloletni terapeuta osób uzależnionych, złożył następujące świadectwo: „Gdybym od początku kapłaństwa odkrył w Ewangelii to, co teraz odkrywam, to po pierwsze, gdy spotkałem ludzi szlachetnych, to wiele mocniej bym ich wspierał, miałbym odwagę się wzruszać przy nich do łez, mówić im: cieszę się wami, wy mnie umacniacie! Miałbym też odwagę wprost proponować im drogę radykalnej świętości. W pierwszych latach kapłaństwa nie miałem jeszcze takiej odwagi. W jakimś sensie wstydziłem się tego, co we mnie było najpiękniejsze i najbardziej Boże i co równie pięknego widziałem u spotykanych ludzi. Jakbym nie do końca w to wierzył czy jakbym się bał o tym całkiem głośno mówić. Dopiero teraz jest dla mnie oczywiste, że dla chrześcijanina rozwój duchowy oznacza, że człowiek ma już odwagę mówić o tym, co najpiękniejsze i co czyni go podobnym do Boga. […] Po drugie, gdybym mógł cofnąć czas, to o wiele mocniej upominałbym błądzących. Żałuję, że wielu błądzących upominałem zbyt delikatnie, nie w sensie formy, bo ta zawsze powinna być taktowna i delikatna, lecz w aspekcie treści. Forma może być jeszcze delikatniejsze niż przedtem, ale już wiem, że treść musi być całkowicie prawdziwa. Tymczasem w początkach kapłaństwa nie miałem odwagi mówić błądzącym całej prawdy – zwłaszcza gdy były to osoby starsze ode mnie, duchowni lub przełożeni. Krępowałem się, nie wiedziałem, w jaki sposób oni zareagują, myślałem, że wystarczy, gdy będę zmieniał na lepsze samego siebie. Myślałem, że ksiądz ma przede wszystkim podkreślać to, co w innych ludziach dobre, i wzywać ich do nawrócenia, ale tak ogólnie, a nie konkretnie: albo się nawrócisz w tych konkretnych sprawach, albo marnie zginiesz. Myślałem, że jak tak twardo będę wzywał do nawrócenia, to znaczy, że nie kocham, a ten ktoś będzie miał prawo się obrazić. Teraz od Jezusa się nauczyłem, że mogę powiedzieć z całą miłością, z całą delikatnością najtwardsze nawet słowa prawdy i że w ten sposób niektórym ludziom pomagam uratować życie. – Pewien charyzmatyk zapytał młodego chłopaka: Jesteś żonaty? Ten poczerwieniał, bo mieszkał bez ślubu z kobietą, i odparł: Nie, mam tylko dziewczynę. A charyzmatyk na to: Żyjesz w grzechu. Powiedział mu to, mimo, że wcześniej go nie znał. Życie tego chłopaka zmieniło się odtąd radykalnie. Ale w gruncie rzeczy to duże ryzyko, żeby spotkanej po raz pierwszy osobie powiedzieć tak mocne słowa. – Nie możemy być mądrzejsi od Jezusa. Jeżeli upomniany zobaczy troskę w moich oczach i wie, że mówię twarde słowa prawdy i upomnienia nie po to, żeby go upokorzyć, lecz z miłości i troski o jego los, to skorzysta z moich słów. Jeżeli nawet w pierwszej chwili zbuntuje się i nie skorzysta, to wtedy gdy pocierpi, idąc błędną drogą, wcześniej czy później przypomni sobie moje słowa i moje spojrzenie miłości”. M. Dziewiecki. J. Dziedzina. Psycholog w konfesjonale. Kraków 2012 s. 90-92. Okazuje się, że żyjemy w czasach, w których potrzeba aż „charyzmatyka”, by wyrazić oczywistą prawdę.
[4] M. Ryx. Rozporządzenia Władzy Diecezjalnej. KDS 12 ( 1919) s. 16.
[5] M. Ryx. Rozporządzenia Władzy Diecezjalnej. KDS 12 ( 1919) s. 193.
[6] Ks. S. P. Projekt umowy piśmiennej pomiędzy X. Proboszczem a organistą. KDS 13 ( 1920) s. 239.
[7] „Pierwszy synod diecezjalny ujął prawa rozproszkowane w poszczególnych rozporządzeniach, zwyczaje naszej diecezji w jedną całość, wzorując się na kodeksie prawa kanonicznego, wydanego dla całego kościoła Katolickiego przez papieża Benedykta XV”. S. Grelewski. Życie religijne diecezji sandomierskiej. W: Rocznik diecezji sandomierskiej na rok 1929. Radom 1928 s. 61. Por. także: A. Warso. Paweł Kubicki jako biskup pomocniczy i administrator diecezji sandomierskiej. SS 12 ( 2005) s. 11.
[8] W celu realizacji tego przedsięwzięcia powołano komitet pod przewodnictwem bpa sufragana Pawła Kubickiego, który zamówił wykonanie nowego instrumentu solidnej firmie warszawskiej Antoniego Adolfa Homana i Stanisława Jezierskiego. Pod terminem nowy instrument należy w tym przypadku rozumieć mechanizm gry i aparat dźwiękowy instrumentu, bowiem prospekt organów i ich dekoracja snycerska pochodzi z lat 1694 – 1697, z fundacji ks. Sebastiana Kokwińskiego, kanonika sandomierskiego. Jerzy Gołos. Polskie organy i muzyka organowa. Warszawa 1972 s. 494. Odebranie nowych organów nastąpiło w sposób komisyjny w dniu 9 października 1930 roku, niestety już po śmierci bpa Ryxa. Organy te spotkały się z pozytywną oceną komisji; bp Kubicki dokonał więc poświęcenia nowego instrumentu 11 X 1930 roku po Nieszporach w wigilię uroczystości św. (!) Wincentego Kadłubka. P. Kubicki. O likwidacji Komitetu uroczystości złotego jubileuszu kapłańskiego ś. p. ks. biskupa Marjana Ryxa. KDS 23 ( 1930) s. 385- 389.
[9] „Listy pasterskie ks. Biskupa ordynariusza, obsadzenie seminarium kapłanami wielkiej nauki, zachęcanie do pracy religijno – społecznej duchowieństwa, tworzenie nowych parafji – zwiedzanie częste djecezji przez J. E. ks. biskupa sufragana, połączone z jego gorliwą pracą na ambonie i w konfesjonale przyczyniają się do rozbudzenia życia chrześcijańskiego i katolickiego w diecezji sandomierskiej”. J. Wiśniewski. Historia i rozwój diecezji sandomierskiej. W: Rocznik diecezji sandomierskiej na rok 1929. Red. S. Grelewski. Radom 1928 s. 17.