- „Szczęśliwy, kto znalazł skarb wychowania chrześcijańskiego. Żadne dobra ziemskie, ani majątek, ani wysokie stanowiska, ani talenty i wykształcenie umysłowe nie mogą z nim się równać. Dzięki wychowaniu chrześcijańskiemu człowiek odnajduje w sobie najlepszą i najszlachetniejszą cząstkę – podobieństwo Boże, uczestnictwo w życiu Jezusa Chrystusa, głęboki pokój sumienia, zadowolenie wewnętrzne nawet pośród ciężkich prób i doświadczeń życiowych. W tym pokoju ducha mieści się zadatek wiekuistej szczęśliwości, bez osiągnięcia której wszystko inne jest niczym, według słów Boskiego Zbawiciela: Cóż pomoże człowiekowi choćby wszystek świat pozyskał, a na duszy swej poniósł szkodę? ( Mt 16, 26)”[1]. ( Bp Jan Kanty Lorek).
- „Dziś przyjechała do mnie rodzona siostra. Kiedy mi opowiedziała swoje zamiary – struchlałam, czy to możliwe. Duszyczka ta – piękna wobec Boga, a jednak przyszły na nią wielkie ciemności i nie umiała sobie radzić. Na wszystko patrzyła czarno. Dobry Bóg dał mi ją pod opiekę, jednak ile mnie ta dusza kosztowała ofiar, to jeden Bóg tylko wie. Za żadną duszę nie zaniosłam przed tron Boży tyle ofiar i cierpień i modłów, jako za nią. Teraz widzę, jak wielką ma moc modlitwa wstawiennictwa przed Bogiem. ( Dzien. 202). Chrystus oczywiście nie zakazuje kochać i szanować rodziców i rodzeństwo; On również w tym punkcie nie znosi, ale wypełnia Prawo Boże Starego Testamentu. Nie ma autentycznej miłości tam, gdzie jest przyzwolenie albo aprobata grzechu, nawet gdyby taka postawa płynęła od najbliższych pod względem pokrewieństwa biologicznego. Każdy krewny, który jest chrześcijaninem, jest zobowiązany nie tylko uznawać więzi pokrewieństwa biologicznego, ale również być światłem, także dla własnej rodziny biologicznej, w wymiarze pokrewieństwa duchowego, tj. w słuchaniu Słowa Bożego i wypełnianiu tegoż w swoim postępowaniu. Ileż prawdziwych tragedii życiowych jest spowodowanych brakiem trwania w łasce uświęcającej w ramach jednej rodziny biologicznej. Właściwie wydaje się niemożliwe odnalezienie prawdziwego pokoju i jedności w takiej rodzinie; w której funkcjonuje osoba wierna Bożym przykazaniom wespół z osobą, który w swym postępowaniu oddaliła się od Bożej woli, żyje w grzechu. Uzdrowienie takiej sytuacji przybiera właściwie jedną formę: konkretne nawrócenie człowieka grzechu i trwanie w jedności, jaką obdarza nas Chrystus przez łaskę uświęcającą.
- „Ze wszystkich stron ziemi polskiej, z północy, wschodu i z zachodu, z dzierżaw, które zdeptał koń semickiego Attyli, z terenów plebiscytowych, ze Śląska i z Wołynia, Warmji i najbliższych okolic Warszawy po tamtej stronie Wisły napływają hiobowe wieści o strasznej martyrologii duchowieństwa katolickiego. Zdaje się czasami jakby cała furja najeźdźców bolszewickich, pruskich wszechniemców, górnośląskich hakatystów rozpętała się głównie przeciw kapłanom polskim, symbolizującym katolickość Polski i ducha miłości Ojczyzny. Co dzień przychodzą do Warszawy setkami wiadomości o katuszach i niewysłowionych gwałtach, jakich ofiarami w pierwszym rzędzie padają dobrzy pasterze ludu z cichych plebanji. Cofające się bandy przede wszystkim rzucają się na kościoły i plebanie, grabią i bezczeszczą świątynie katolickie, zabierają monstrancje, lichtarze, obrusy, a opornych proboszczów katują na śmierć. O tej wielkiej hekatombie, jaką duchowieństwo polskie czasów tej wojny złożyło z siebie na ołtarzu Ojczyzny musi szeroka opinia publiczna wiedzieć i to dokładnie. Społeczeństwo nasze powinno dokładnie być poinformowane, co przecierpieli podczas najazdu bolszewickiego księża Skalski, Około – Kulak, Sawicki, Gieraszewski, Kocięcki, Kaczyński, Rymarz, Dmochowski, Żurawski i tylu tylu innych. Nazwiska ich muszą być otoczone taką przynajmniej aureolą męczeństwa jak nazwiska Okrzejów, Baronów, Montwiłłów. Musi o ich Golgotach wiedzieć lud polski miejski i wiejski. W przyszłem dziele historycznem opisującem najazd hord semickiego imperjalizmu na Sarmację, duchowieństwo polskie będzie miało kartę bodajże najpiękniejszą. Spełniło swoje obowiązki, swoją misję, swoje posłannictwo tak, jak to wywróżył w jednej z ostatnich swych książek głęboki i sumienny myśliciel i wskutek tego mało popularny pisarz Artur Górski. Oto jak pisze o polskich księżach: Dzięki wpływom tych ludzi o charakterze przeważnie prawym, dzięki ich kierownictwu sumieniami, ich religijnemu przewodnictwu w ścianach wiejskich kościołów polskich, gdzie pieśń jednoczyła zebranych, gdzie uczucia wdzięczności wobec Boga ujęte były w rytm dorocznych obrzędów, dzięki tej długiej codziennej pracy wieków lud nasz przeszedł przez taką szkołę instynktów, że, aby pojąć moralną wartość jego typu, dość go porównać z ludem ukraińskim lub rosyjskim. Zasługa w tym niemała polskiego księdza”[2].
[1] J. Lorek. List Pasterski na rozpoczęcie szóstego roku Wielkiej Nowenny przed Tysiącleciem Chrztu Polski. KDS 55 ( 1962) s. 114.
[2] A. Nowaczyński. Bezstronny głos. KDS 14 ( 1920) s. 202-204.