- „W świętych bazylikach rzymskich i w krypcie, kryjącej zwłoki św. Piotra, pamiętałem o Was, polecając Bogu łącznie ze wszystkimi stanami mych wiernych owieczek dusze, serca i przyszłość Waszą. Szczególne jednak błagania zanosiłem do Pana Zastępów u grobu św. Stanisława Kostki, chluby naszego narodu, a Patrona Waszego. Jedno pragnienie przejmowało mą duszę, byś Ty, Kochana Młodzieży, tak żyła i postępowała jak Twój Patron Święty. Do wyższych rzeczy stworzony jestem, powtarzał sobie święty Młodzieniaszek i dążył wytrwale tą drogą. Usilną pracą nad sobą, miłością Boga i Matki Najświętszej, modlitwą i przystępowaniem do Stołu Pańskiego wzbijał się na te wyżyny doskonałości, a przez nie jednoczył się z Bogiem – Stworzycielem swoim. Na drodze swego życia spotykał św. Stanisław przeszkody, krzyże i trudności, ale żadna ofiara nie była dla niego zbyt wielką, gdy chodziło o wiarę świętą i Boga. I Ciebie, Kochana Młodzieży, czekają one, i Ty masz je zwyciężać. Zacięta walka z namiętnościami własnemi, ze współczesnem pogaństwem i bezbożnością staje się twym obowiązkiem, a tego bez łaski Bożej, bez życia religijnego, bez siły płynącej z Chrystusa Eucharystycznego, bez opieki Matki Najświętszej, bez pracy osobistej nie osiągniesz. Innej drogi do osiągnięcia celu nie ma nad tę, jaką nam wskazał Chrystus – Bóg, i którą biegli ochoczo święci. Nic ich nie mogło odłączyć od Pana Boga, gdyż serce ich było zawsze czyste w myślach, w pracach i w środkach działania. Pomnieć winnaś, Kochana Młodzieży, że nie tylko masz ugruntować w sobie żywą wiarę i miłość ku Bogu, wierność i posłuszeństwo dla Kościoła katolickiego, przez prawdziwe wyrobienie wewnętrzne duchowe, przez pogłębienie nauki katolickiej, przez życie cnotliwe, ale masz stanąć w szeregach katolickich i to na przedzie i trwać w wiernej rycerskiej służbie Bożej”[1]. ( Bp Włodzimierz Jasiński).
- W Gorzkich żalach i wielu pieśniach wielkopostnych przewija się motyw prośby, z jaką zwraca się do Jezusa, do Boga, Najświętsza Maryja Panna; widząc swego Syna tak strasznie cierpiącego, pragnie Ona przyjąć Jego cierpienia na siebie, cierpieć zamiast Niego. Tak dramatyczne wewnętrzne odniesienie jest czymś naturalnym dla każdego rodzica obecnego przy cierpieniu swego dziecka. Taką drogę musiał przebyć również Jair i wielu rodziców w ciągu wieków oraz współcześnie… Obydwie osoby z dzisiejszej Ewangelii – przełożony synagogi i chora kobieta doświadczyły szczególnego ciężaru cierpienia, zostały zdruzgotane cierpieniem i pozbawione nadziei na wyzwolenie z cierpienia przy pomocy ludzkich środków. Jednocześnie obydwie te osoby zachowały wiarę w Boga, którą św. Marek Ewangelista rozumie jako zaufanie Bogu, przyjmowanemu jako Ten, który może i pragnie wyrwać człowieka z nieszczęścia. Zarówno Jair jak i chora kobieta stanowią zawsze aktualne wzorce wewnętrznego odniesienia do Boga dla wszystkich wierzących. Z pełnym zaufaniem w dobroć Zbawiciela Jair przyprowadził modlitewnie swoje dziecko do Jego stóp; stanowi on tym samym wzorzec dla każdego rodzica w zakresie poszukiwania uzdrowienia, również uzdrowienia moralnego, dla swoich dzieci. To zaufanie stało się warunkiem dokonania przez Jezusa cudów uzdrowienia i wskrzeszenia z martwych.
- Oryginalną próbę homiletyczną podjął kapłan diecezji sandomierskiej ks. Jan Kubkowski, który, pracując jako wikariusz parafialny, wydał w 1936 roku książeczkę z kazaniami przeznaczonymi na nowennę ku czci św. Stanisława Kostki[2]. Oryginalność i wyjątkowość kazań ks. Kubkowskiego zasadza się na fakcie skierowania nauczania o patronie dzieci i młodzieży nie tyle do młodszego pokolenia, ale głównie do rodziców i wychowawców[3]; Autor zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że chory młody człowiek najczęściej objawia swym stanem chorą sytuację między małżonkami, rodzicami[4]. Ks. Kubkowski wpisał więc cały proces wychowawczy w przykład życia św. Stanisława Kostki[5]. Warto, w roku jubileuszowym diecezji sandomierskiej, w której św. Stanisław Kostka cieszył się tak wielką czcią wyrażaną także w mocno rozbudowanej tradycji obrzędowej, warto w roku poświęconym temu świętemu w Kościele w Polsce, przywołać ponownie treść tej wartościowej praktyki duchowo – ascetycznej zawartej w pracy ks. Kubkowskiego. Tego rodzaju inicjatywa duszpasterska z pewnością zasługuje na wyciągniecie z mgły zapomnienia i włączenie, po dokonaniu dostosowania do czasów i problemów współczesnych, do obecnej praktyki pastoralnej.
2. Choć uderza na nas wróg,
Naszą tarczą wiara, Bóg!
Z walk nas wyrwie, zleczy z ran
Najłaskawszy Jezus Pan.
Jezu chcemy…
3. Co za wielki, Boży cud:
Jezus swój ukochał lud!
Dziś nam daje Serce Swe,
Chce ukoić ból i łzę.
Jezu, chcemy…
4. Więc wśród życia walk i burz
Do Jezusa śpieszmy już!
On do Serca Swego nas
Przyjmie chętnie w każdy czas.
Jezu, chcemy…
[1] W. Jasiński. Odezwa JE. Pasterza diecezji do młodzieży. KDS 26 ( 1933) s. 298-299.
[2] J. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie na tle życia św. Stanisława Kostki. Nauki w czasie nowenny. Wierzbnik 1936.
[3] „Wydawaćby się mogło, że w ten sposób pomija się większość słuchaczów, mianowicie dziatwę, z jej oczywistą szkodą. Tak jednak nie jest. Zagadnienia wychowawcze, ujęte w 9 naukach, są tak przez Autora potraktowane, że z pouczeń korzystają na równi z rodzicami i dzieci, tem więcej, że i tematy przemówień jednakowo są ważne dla rodziców jak i dla młodzieży”. F.J. Nowe wydawnictwa. KDS 29 ( 1936) s. 160.
[4] „Pracując nad młodzieżą w szkole i poza szkolą, widziałem za mały rezultat proporcjonalnie do wkładanej pracy. Nie można obwiniać samej młodzieży, winę za to w znacznej mierze ponoszą przede wszystkiem rodzice. Jakże często sami nie doceniają w wychowaniu dziecka środków nadprzyrodzonych, a raczej nie rozumieją właściwej ich roli. Słyszą wprawdzie o tem w kościele, lub przy innej okazji, ale zbyt ogólnie i bez należytego powiązania”. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie… s. 5. „Whenever a child is brought for psychiatric treatment, it is customary to refer to her or him as the identified patient. By this term we psychotherapists mean that the parents – or other identifiers – have labeled the child as a patient – namely, someone who has something wrong and is in need of treatment. The reason we use the term is that we have learned to become skeptical of the validity of the identification process. More often than not, as we proceed with the evaluation of the problem, we discover that the source of the problem lies not in the child but rather in his or her parents, family, school, society. Put most simply, we usually find that the child is not as sick as its parents. Although the parents have identified the child as the one requiring correction, it is usually they, the identifiers, who are themselves most in need of correction. They are the ones who should be patients. […] The most typical victim of evil is a child. This is to be expected because children are not only the weakest and most vulnerable members of our society but also because parents wield a power over the lives of their children that is essentially absolute. The dominion of master over slave is not far different from the dominion of parent over child. The child’s immaturity and resulting dependency mandate its parents’ possession of great power but do not negate the fact that this power, like all power, is subject to abuse of various degrees of malignancy. Moreover, the relationship between parent and child is one of enforced intimacy. A master could always sell a slave if the relationship was one he found intolerable. But just as children are nor free from their parents, so it is not easy for parents to escape from their children and the pressures that their children impose. […] If one wants to seek out evil people, the simplest way to do so is to trace them from their victims. The best place to look, then, is among the parents of emotionally disturbed children or adolescents. I do not mean to imply that all emotionally disturbed children are victims of evil or that all such parents are malignant persons. The configuration of evil is present only in a minority of these cases. It is, however, a substantial minority”. „Kiedykolwiek dziecko jest przyprowadzane na psychiatryczne leczenie, zwyczajowo określamy ją lub jego terminem zidentyfikowany pacjent. Przez ten termin my, psychoterapeuci, mamy na myśli, że rodzicie, lub inni identyfikatorzy, przykleili dziecku łatkę pacjenta, czyli kogoś, kto ma jakiś defekt i potrzebuje leczenia. Powodem, dla którego używamy tego określenia jest to, że nauczyliśmy się być sceptycznymi w odniesieniu do wartości tego identyfikacyjnego procesu. Najczęściej, w miarę postępu rozpoznania problemu, odkrywamy, że źródło problemu leży nie w dziecku, lecz raczej w jego rodzicach, rodzinie, szkole, społeczeństwie. Najprościej mówiąc, zazwyczaj odkrywamy, że dziecko nie jest tak bardzo chore, jak chorzy są jego rodzice. Chociaż rodzice określili dziecko jako osobę potrzebującą korekty, to zazwyczaj oni, identyfikatorzy, są tymi, którzy najbardziej potrzebują korekty. To oni są tymi, którzy powinni stać się pacjentami. […] Najbardziej typową ofiarą zła jest dziecko. Można się tego spodziewać, ponieważ dzieci są nie tylko najsłabszymi i najbardziej podatnymi na zranienie członkami naszego społeczeństwa, ale również dlatego, że rodzice dzierżą władzę nad życiem swych dzieci, która jest właściwie władzą absolutną. Panowanie pana nad niewolnikiem nie różni się zbytnio od panowania rodzica nad dzieckiem. Niedojrzałość dziecięca i wynikająca z niej zależność uprawnia jego rodziców do posiadania wielkiej władzy, ale nie niweluje faktu, że ta władza, jak każda władza, narażona jest na nadużycie posunięte do różnych stopni złośliwości. Co więcej, relacja pomiędzy rodzicem i dzieckiem jest relacją wymuszonej intymności. Pan mógł zawsze sprzedać niewolnika, jeśli relacja między nimi stała się nie do zniesienia. Ale jak dzieci nie są całkowicie wolne od swych rodziców, tak i rodzicom nie jest łatwo uciec od swych dzieci i napięcia przez nich powodowanego. […] Jeśli ktoś pragnie wyszukiwać złych ludzi, najprostszą drogą by tego dokonać jest tropienie ich poprzez ich ofiary. Najlepsze miejsce więc do przeszukania znajduje się wśród rodziców emocjonalnie zaburzonych dzieci i młodocianych osób. Nie mam zamiaru sugerować, że wszystkie emocjonalnie niezrównoważone dzieci są ofiarami zła, albo że wszyscy tacy rodzice są złośliwymi osobami. Konfiguracja zła jest odkrywana tylko w mniejszości takich przypadków. Jednakże, jest to mniejszość istotna”. S. Peck. The people of the lie. The hope for healing human evil. New York 1985 p. 59. 107. ( Tłum. ks. Jerzy Bisztyga).
[5] „Dla omówienia tegoż ważnego problemu chrześcijańskiego wychowania dziecka przez rodziców, postanowiłem wykorzystać Nowennę do św. Stanisława Kostki. Myśl moja odpowiadała hasłu Najd. Episkopatu: Chrystus uświęca rodzinę. Na osobie św. Stanisława Kostki mogłem przeprowadzić w sposób ciągły, obrazowy i systematyczny cały proces życia nadprzyrodzonego duszy dziecka, począwszy od Chrztu poprzez dalsze Sakramenta św. – aż do chwili udziału jego w Akcji Katolickiej”. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie… s. 5.