1. „We wszystkich wypadkach i okolicznościach życia wielbię i błogosławię świętą wolę Bożą. Święta wola Boża jest przedmiotem mojej miłości. W najtajniejszych głębiach duszy żyję wolą Jego, a tyle na zewnątrz działam, o ile poznaję wewnętrznie, że taka jest wola Boża; milsze mi są z woli Bożej udręki, cierpienia, prześladowania i różnego rodzaju przeciwności, aniżeli z woli własnej powodzenia, pochwały i uznania”. (Dzienniczek 678).
2. Początkowe zdanie dzisiejszej Ewangelii określa przełomowy moment Jezusowej misji zbawiania człowieka; po swojej działalności i nauczaniu w Galilei Jezus z pełnym przekonaniem ( w greckim oryginale Ewangelii ten stan ducha Jezusa określono słowami – uczynił swe oblicze twardym) rozpoczyna proces swego wstępowania z tego świata do Ojca, czyli swoją Paschę. Pascha ta zostanie dokonana w Jerozolimie; Gdy dopełniły się dni Jego wzięcia z tego świata, postanowił udać się do Jeruzalem ( Łk 9, 51). Gdy Jezus idzie do Jerozolimy, znaczy to, że idzie On podjąć swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie, czyli właśnie swoją Paschę, poprzez którą obdarza człowieka zbawieniem, zdrowiem duszy i ciała, swoim pokojem; Jeruzalem znaczy – miasto pokoju. Wiemy dobrze, że pokój płynący od Pana, pokój, który On nam daje, nie jest równoznaczny z tym spokojem, jakiego świat tak histerycznie poszukuje i nigdy znaleźć nie może. Ten, kto pragnie uzyskać udział w Chrystusowym pokoju, musi dokonywać ustawicznie wyboru Bożej woli, przedkładanej nad wolę świata; tego świata, czyli środowiska żyjącego anty – Ewangelią, którego księciem jest szatan – wróg Boga i człowieka. Do końca doczesności, Chrystus i Jego Kościół będą walczyć przeciwko szatańskim zakusom, dążącym do wiecznej zguby dusz ludzkich, do zatracenia człowieka w piekle. Aby naśladować Chrystusa, Jego uczeń musi pójść pod prąd postawie wyrażonej w króciutkim słowie: się. Tak się dzisiaj robi, trzeba się dostosować, nie wychylać się, nie wysilać się i nie wyróżniać się, wpasować się w postępowanie tzw. większości, nie rozwiązywać problemów[1], odkładać rozwiązywanie problemów w nieskończoność, podrzucać nierozwiązane problemy innym, zamykać oczy na szkody powstające w wyniku zaniedbywania rozwiązywania problemów[2]…itp. Dla Chrystusa abstrakcyjne się nie istnieje; dla Niego każdy z nas istnieje indywidualnie, każdego zna On po imieniu, osobiście. Dla Jezusa ja, ty i my istniejemy nie ukryci za anonimowym się, ale integralnie zespoleni z naszymi osobistymi decyzjami, wyborami i czynami. W rzeczy samej, prawda o tym, jacy jesteśmy naprawdę, zostaje objawiona w decyzjach przez nas podejmowanych i w czynach przez nas spełnianych. Na Sądzie Ostatecznym Pan Jezus nie będzie nas pytał o to, jak postępowało się w naszych czasach wobec głodnych, spragnionych, nagich, więźniów, lecz o to, czy ja nakarmiłem głodnego, czy ja napoiłem spragnionego, również, a być może nawet przede wszystkim, człowieka spragnionego prawdy, czy ja okryłem nagiego, itd. Dobry owoc, który mamy w darowanym nam życiu przynosić, został uwarunkowany naszym trwaniem w łasce uświęcającej, nierozłącznie związanym z wiernym zachowywaniem nauczania Ewangelii przekazywanego przez Kościół. Czy wzmianka dzisiejszej Ewangelii o Samarytanach, odmawiających gościny Jezusowi i Jego Apostołom, nie przywołuje do naszych umysłów sytuacji wielu współczesnych grup, które pomimo tego, że pozostają zewnętrznie u boku Izraela – Kościoła i podzielają z nim wiele prawd wiary, właśnie na podobieństwo Samarytan, odnoszą się wrogo do Kościoła, uzurpując sobie autentyczną wykładnię tejże wiary? Czy rozłamy, do jakich doprowadzają tego rodzaju grupy nie są jeszcze bardziej bolesne i głębokie, niż ciosy zadawane przez zdeklarowanych wrogów Boga, Chrystusa i Kościoła. Tym niemniej, w Polsce 2019 roku, ludzie wierzący doświadczają również bardzo drastycznych ataków na Chrystusa dokonywanych przez środowiska zewnętrzne wobec Kościoła; środowiska i osoby o nastawieniu ateistycznym, antyewangelicznym, antykapłańskim i antykościelnym. Ludzie wierzący przeżywają głęboki ból serca, spowodowany tym, że nawet ich Największa Świętość – sam Bóg obecny w Eucharystii – jest szargana. Boli nas również i ten fakt, że w XXI wieku istnieją ludzie o tak porażająco nikim poziomie kultury osobistej i społecznej, który nie powstrzymuje ich przed tego rodzaju bluźnierczymi zachowaniami i nie powoduje w nich dostrzeżenia odrażającego prymitywizmu takich działań; nawet więcej, sprawia, że chorobliwie chełpią się obrażaniem innych. Dla nawet średnio inteligentnego człowieka nie stanowiłoby większego problemu znalezienie odpowiedzi ulokowanej na tym samym poziomie, co wykwity twórczości tych, którzy znieważają Boga, Eucharystię i ludzi wierzących. Można by przytoczyć setki prostackich przyśpiewek i wierszydeł, oczywiście w formie z grubsza zrymowanej i mocno zwulgaryzowanej, ukazujących rzeczywisty stan grzesznika i jego prawdziwy powód trwania w grzechu. Jeżeli ludzie wierzący tego nie robią, to tylko z tego powodu, że pewnie są zbyt ciemni, zabobonni i średniowieczni, aby osiągnąć taki stopień prymitywizmu. Malowani piewcy demokracji, tolerancji, praworządności, awangardy i pozytywnie – kolorowego zakręcenia, zionący w rzeczywistości nienawiścią do Boga i ludzi wierzących, nie chcą dostrzec tego, gdzie naprawdę leży ich problem. Więc, oto wielka tajemnica niewiary! – pozostawać w grzechu, zakłamywać się coraz bardziej poprzez wmawianie sobie w swym myśleniu, że grzech nie jest właściwie grzechem, a gdy emocje i cały psychiczno – duchowy wymiar osoby ludzkiej buntuje się przeciwko temu łgarstwu, to wyrzucać noszone w sobie napięcie grzechu na innych, najlepiej zaś na tych, w których duszach wyczuwa się Boży pokój. Taki jest końcowy efekt niezwykle hołubionej drogi oświecenia, ateistycznego postępu i nowoczesności oraz bluźnierczej awangardy, rzekomo niedostępnych w swym pozornym wyrafinowaniu umysłom pokrytym mrokami wiary, średniowiecza i ciemnogrodu. Dla Chrystusa, rozświetlającego światłem swej eucharystycznej obecności ciemności ludzkiej egzystencji, warto pozostawać również w takich okolicznościach niewspółczesnym, ciemnym i średniowiecznym. A nawet więcej, tak drastyczne doświadczenia również mogą zostać przez człowieka wierzącego przekute w pogłębienie swej miłości do Boga: im bardziej Chrystus Eucharystyczny jest znieważany i obrażany przez zamkniętych na nawrócenie grzeszników, tym większą miłością powinien On być obdarzany przez swoich ułomnych, lecz wytrwale dążących do coraz większej wierności, uczniów. Pozostają oni bowiem świadomi, że owocem fałszu jest tzw. łatwa wiara, odrzucająca wraz z Chrystusem Jego Krzyż, spychająca perspektywę Sądu Bożego niemal do niebytu, lekceważąca sam grzech i tegoż konsekwencje. Jedyną odpowiedzią na tego rodzaju zachowania pozostaje dla Chrystusowego ucznia szczera konfrontacja swego postępowania z Osobą Chrystusa i z Bożymi przykazaniami. Jedyną odpowiedzią pozostaje dążenie do jak najwierniejszego naśladowania Chrystusa, do przyjęcia postawy permanentnego nawrócenia. Dzisiaj Jezus zaprasza nas właśnie do tego; byśmy naśladowali Go w sposób bezkompromisowy. Dojrzała odpowiedź człowieka na to radykalne Boże zaproszenie obejmuje w sobie również gotowość do poświęceń. Chrystusowe wymagania zawarte w dzisiejszej Ewangelii krzyczą o dojrzałość duszy Jego ucznia, przede wszystkim zaś o mocną, osobistą relację z Nim. Poza tą drogą pozostaną one niezrozumiałe i niemożliwe do spełnienia. Do ich realizacji nie wystarczy odwoływanie się do, technicznie rozumianego, rozwoju duchowego. Fundamentem i nadzieją ich spełnienia pozostaje szczera miłość do Jezusa. Mówiąc prosto, by mieć nadzieję na to, że Chrystusowe wymagania zostaną dojrzale podjęte przez Jego ucznia, uczeń ten musi po prostu kochać Chrystusa ponad wszystko inne[3].
3. Ten, kto pragnie przyjąć naprawdę wymagania stawiane przez Chrystusa swoim uczniom, gospodaruje darowanym mu czasem i kształtuje swoją codzienność w taki sposób, który ułatwia udzielenie adekwatnej odpowiedzi na zaproszenie Chrystusa. W dziejach diecezji sandomierskiej odnajdujemy liczne świadectwa tego rodzaju postaw. Wzorcową realizację tego aspektu życia chrześcijańskiego odnajdujemy, przykładowo, w osobie bpa Pawła Kubickiego, który od najwcześniejszych lat kapłaństwa zakorzenił gorliwe wypełnianie swoich zewnętrznych obowiązków w szczerej miłości Chrystusa; ta fundamentalna cecha osobowości bpa Kubickiego została oparta na m.in. ścisłym przestrzeganiu planu każdego dnia[4].
[1] „W podejściu do rozwiązywania problemów istnieje bardziej prymitywny i bardziej szkodliwy defekt niż niecierpliwe próby znalezienia natychmiastowego rozwiązania, defekt jeszcze bardziej rozpowszechniony: liczenie na to, że problemy znikną same z siebie. […] Problemy nie znikają. Trzeba je przepracować, bo inaczej na zawsze pozostaną przeszkodą dla rozwoju duchowego”. M. Scott Peck. Droga rzadziej przemierzana. Nowa psychologia miłości, wartości tradycyjnych i rozwoju duchowego. Poznań 2016 s. 35. 36.
[2] Za klasyczny przykład omijania rozwiązywania problemów na ich właściwym etapie można uznać uchylanie się od oczekiwanej interwencji, chowanie głowy w piasek wychowawców odpowiedzialnych za dopuszczanie do kolejnych promocji czy stanowisk. Wielu pyta w boleśnie nabrzmiałych sytuacjach: a gdzie byli wychowawcy, którzy przez lata musieli przecież widzieć, że dany osobnik nie tylko nie nadaje się do określonego zadania, ale wręcz i wprost świadomie podejmuje działania destrukcyjne? Odpowiedź na powyższe pytanie jest w zasadzie prosta. Gdzie byli? Chowali głowy w piasek, by się nie narazić, nie ryzykować swego spokoju, jakoś przetrwać, wpisać się bezpiecznie w system, nie zaszkodzić sobie na ścieżce kariery… Jak ocenić kogoś, kto ponosi odpowiedzialność za proces formacji, za dobór przyszłych współpracowników, nie wywiązuje się dojrzale z tej odpowiedzialności, toleruje w swym otoczeniu dobrze ustosunkowanych dyletantów ( wyrażenie autorstwa J. Waldorffa), a następnie załamuje ręce i leje krokodyle łzy nad niskim poziomem osób, z którymi przyszło mu nieszczęśliwie pracować?
[3] „Kolejny temat to pójście za Jezusem, które Łukasz przedstawia w całej radykalności jego wymagań: u naśladowców Pańskich ma być ono zupełne, przeszłość powinno się zostawić za sobą, podobnie jak wszelkie uczucia i majątek. W wyrazistym obrazie pługa, który ma wskazywać na zamiar pożegnania się z rodziną, Jezus odwołuje się do epizodu z Elizeuszem, wybranym do misji prorockiej przez Eliasza ( por. 1 Krl 19, 19-21). Ma przy tym na myśli typ wyboru absolutnego, który wyklucza jakiekolwiek oglądanie się wstecz. Z podobnym nastawieniem mówi się o misji siedemdziesięciu dwóch. Liczba ta ma wskazywać na wymienione w Rdz 10 narody całej ziemi. To do nich właśnie kieruje Jezus swą mowę, która odzwierciedla stan późniejszego, zaangażowanego w dzieło misyjne Kościoła, z uwzględnieniem napięć, na jakie napotykał głosząc swe przesłanie i prowadząc działalność zbawczą, oraz z uznaniem jego wielkodusznej ofiarności i świadectwa”. Biblia dla każdego. Nowy Testament. Red. W. Chrostowski. J. Nowak. H. Witczyk. Kielce 2007 s. 232.
[4] „Wstawał o godzinie 5.00. W ciągu kolejnej godziny miał czas na zwrócenie myśli do Boga przez krótką modlitwę i medytację. Od godziny 6 przez 45 minut modlił się brewiarzem i przygotowywał się do Mszy Świętej, którą sprawował o godzinie 7.00. Czas do południa wypełniały mu zajęcia parafialne, nauka i przygotowywanie kazań. Pierwsze pół godziny po 12.00. poświęcał na nieszpory i kompletę. Od 12.30 do 14.30 miał czas na obiad i czytanie czasopism. Nauka wypełniała mu czas do 15.30, a następnie miał dwie godziny na spacer. W czasie od 17.30 do 18.30 odmawiał matutinum, a następnie do 20.00 miał czas na kolację i korespondencję. Czytanie duchowe i rachunek sumienia wypełniały mu ostatnią godzinę dnia, więc kładł się spać o 21.00. […] Po latach, 24 grudnia 1935 r., biskup Paweł Kubicki dopisał do tekstu przepisywanego przez siebie Regulaminu: Od siebie dodaję, że jeżeli zbawię swą duszę, temu porządkowi będę tę wygraną zawdzięczał w znacznej mierze”. A. Warso. O pracy księdza Pawła Kubickiego ( 1871-1944) w parafiach diecezji sandomierskiej. W: Musicam sacram dilexit. Księga pamiątkowa dedykowana Księdzu Henrykowi Ćwiekowi profesorowi wyższych seminariów duchownych w Sandomierzu i Radomiu. Studia i materiały. Red. M. Jagodziński. Sz. Kowalik. A. Wąsik. Radom 2017 s. 177.
2. Że z nami jesteś pozwól to czuć,
Nadzieję w sercach omdlałą wzbudź.
Daj przetrwać mężnie prób ziemskich czas,
O Jezu, pociesz nas.
3. Gdy nas otoczy krzyżowy cień,
Daj przy ołtarzu w smutny ten dzień,
Znaleźć ochłodę i męstwa wzór,
W Tobie, o Jezu mój.