- „Świat ginie w ciemnościach błędów i grzechu, bo nie zna Jezusa Chrystusa. Dlaczego nie zna Jezusa Chrystusa? Każdej niedzieli w naszej Ojczyźnie dwadzieścia tysięcy kapłanów wychodzi na ambonę i mówi: Tu w Hostii jest Chrystus, Żywy Bóg. Dlaczego więc ci ludzie chodzą swoimi drogami i godzinami wpatrują się w głupstwa i bełkot telewizora? A na adoracji gdzie są? Na drodze krzyżowej gdzie są? Na Gorzkich żalach, gdzie są? Na codziennej Mszy? – ilu księży płacze, mówiąc: są dwie, trzy starsze osoby. Czy oni nie wiedzą, że tu jest Bóg? A ja się pytam: czy ty, kapłanie Boży, modlisz się i głosisz Jego obecność? Mówisz o tym z taką pasją do tych trzech kobiet: Idźcie, zawołajcie! Krzyczcie jak Magdalena, która spotkała Zmartwychwstałego. Pan zmartwychwstał i jest, przyszedł do naszej parafii! Każdego dnia o godzinie siódmej, wieczorem o piątej jest Msza. Bijcie w dzwony! Zaproście telewizję z Rzeszowa i z Kielc, niech przyjedzie, bo u nas dzisiaj jest Chrystus. Zapomnieliśmy, przyzwyczailiśmy się do tego. Gdzie my jesteśmy, którędy idą nasze drogi? […] Będziesz współuczestniczył w nauczaniu Chrystusa, w jego funkcji kapłańskiej, w jego funkcji pasterskiej. Będziesz prorokiem, który widzi to, czego nie widać. Przez wiarę będziesz sięgał do rzeczywistości ukrytej przed oczyma pełnymi nieczystości i zewnętrzności. Będziesz budził sumienia. Będziesz potrząsał sumieniami swoich uczennic i uczniów. Będziesz ich fascynował Chrystusem, tak, żeby szli za Tobą nie po to, żeby zapalić świeczkę i trzymać się za ręce, ale żeby ich przygotować do heroicznego życia, żeby oddawali życie dla Chrystusa. […] Powiedziałeś: jestem. Dobrze, że jesteś i zostań – na dolę i na niedolę. Jak z Chrystusem będziesz niósł krzyż, to z Chrystusem zmartwychwstaniesz. Amen”[1]. ( Bp Wacław Świerzawski).
- I zaczął ich nauczać ( Mk 6, 34). Wzruszający obraz Chrystusa – Dobrego Pasterza litującego się nad ludzką niedolą ukazuje z jednej strony Boże zatroskanie o wszystkich ludzi, a z drugiej prawdziwe znaczenie Słowa Bożego w życiu człowieka[2]. Bez prawdy tego Słowa człowiek, na podobieństwo braku pokarmu fizycznego, umiera[3]. Duchową śmierć człowieka odchodzącego od życiodajnego pokarmu Słowa Bożego można dostrzec w świecie współczesnym w sposób bardzo wyraźny. Wielki tłum z dzisiejszej Ewangelii, poszukujący prawdy Chrystusowych słów stanowi pytanie dla każdego z nas o to, jak bardzo my pragniemy obecności Jezusa w naszych życiu i jak uważnie słuchamy Jego nauki. Wyrazem Chrystusowego miłosierdzia dla ludzi jest głoszenie prawdy o Bogu, człowieku i świecie. Jest to jednocześnie najważniejsze zadanie Kościoła – wspólnoty, w której Chrystus kontynuuje swą zbawczą misję. Czasami zadawane jest pytanie o dzieła dokonywane w danej społeczności przez Kościół; zazwyczaj odpowiada się wtedy wskazując na działalność charytatywną, budowniczą czy naukową Kościoła. Trzeba jednak zawsze pamiętać o tym, że głównym celem misji Kościoła jest, tak samo jak w przypadku Jezusa Chrystusa, właśnie głoszenie pełnej prawdy o Bogu, człowieku i świecie oraz uobecnianie środków ( sakramenty, Słowo Boże) umożliwiających życie według tej prawdy. Prawda jest w sposób organiczny złączona z wolnością; na ile człowiek żyje w prawdzie, na tyle pozostaje wolnym. Dlatego właśnie, dla wszelkich totalitaryzmów, dążących do całkowitego zniewolenia człowieka, prawda stawała się wrogiem głównym, wrogiem, którego należało poddać totalnej manipulacji i deformacji; system zbudowany na fundamentalnym fałszu ontologicznym i antropologicznym – komunizm – swój główny periodyk propagandowy opatrzył tytułem Prawda. Dyktatorzy wszystkich czasów zawsze zmierzali i zmierzać będą ku stłamszeniu możliwości prawdziwego nazywania nawet najprostszych i najbardziej oczywistych zjawisk. Bowiem siła prawdy w odniesieniu do tworzenia i poszerzania rzeczywistości wolności jest jakby immanentnie włączona w samą jej naturę i rzeczywiście niezwyciężona; głęboko prawdziwe jest powiedzenie: początkiem wolności jest możliwość swobodnego stwierdzenia, że dwa plus dwa równa się cztery. Stąd, każdy dobry pasterz wie, że nie ma skuteczniejszej walki ze złem, niż głoszenie prawdy i życie prawdą[4]. Stąd również, jak mówił św. Jan Paweł II, trzeba siać Słowo Ewangelii zawsze i w każdych warunkach, pozostawiając czas owocowania tego Słowa wolnej decyzji Pana żniwa i czasu.
- Wydarzenia z życia św. Stanisława przypominają o nieodzownej potrzebie wyrzeczenia na drodze zdobywania dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej. Święty Stanisław musiał pokonywać skłonność do zła, jaką dziedziczy każdy człowiek po grzechu pierworodnym; musiał pokonywać pokusy płynące z wewnątrz, z serca człowieczego. Musiał również pokonywać przeszkody na drodze zbawienia jakie stawiał mu świat zewnętrzny; złośliwy brat Paweł i niedojrzali koledzy. Te wszystkie ataki św. Stanisław odpierał konsekwentnym trwaniem w łasce uświęcającej i życiem sakramentalnym znacznie przewyższającym ówczesne standardy. W tym całym procesie fundamentalną rolę odegrali rodzice św. Stanisława, którzy zawsze przy nim byli, „jeśli nie ciałem, to przynajmniej duchem”[5]. Nawet niezrozumienie decyzji św. Stanisława o wstąpieniu do zakonu przez jego ojca, świadczy o tym, że serce rodzica było szczerze zatroskane o los swego dziecka. Jakże aktualne jest to przesłanie rodziny św. Stanisława Kostki dla współczesnych wspólnot małżeńskich i rodzinnych – czego mogą bardziej pragnąć dzieci wszystkich miejsc i czasów niż autentycznej troski swoich rodziców o ich los doczesny i wieczny? Troska ta wyraża się przede wszystkim obecnością rodziców przy swoich dzieciach; coraz częściej mówi się o braku tzw. witaminy „O” ( witamina „obecność”) w polskich rodzinach. Często tego typu sytuacja jest spowodowana wyjazdem zagranicznym jednego z rodziców. Wychowawcy i nauczyciele rozpoznają tzw. eurosieroty po charakterystycznym dla nich wyrazie twarzy, pełnym melancholii, smutku, wrażenia przebywania myślami gdzieś indziej, i po częstym mówieniu o tym, kiedy ich rodzic przyjedzie do domu, choćby na kilka dni. Kolejną sprawą na którą zwraca uwagę życie św. Stanisława jest dobór odpowiedniego dla dziecka i młodego człowieka towarzystwa; odpowiedzialność za wybór najbliższego środowiska życiowego dziecka spoczywa również na rodzicach. Jest mało prawdopodobne, by dziecko, które we własnej rodzinie doświadcza atmosfery ciepła, serdeczności i prawdziwej miłości, poszukiwało towarzystwa osób koncentrujących swe zainteresowania na moralnych ekstrawagancjach. Zagadnienie powyższe wiąże się również z potrzebą wyrzeczenia, do jakiej powinny być przygotowywane dzieci w zdrowym procesie wychowania. Czasem mówi się, że ponieważ niektórzy ze współczesnych rodziców przestali stawiać swym dzieci wymagania, to, w konsekwencji, „dzieci” stawiają swym rodzicom wymagania znacznie przekraczające ich rodzicielskie obowiązki. Obowiązkiem rodzica jest bowiem doprowadzenie dziecka do psychiczno – duchowej dojrzałości, do samodzielnego i odpowiedzialnego kierowania swym życiem. Nie wchodzi zaś w zakres obowiązków rodziców utrzymywanie dorosłych dzieci, które w wyraźny sposób nie mają ochoty na podjęcie trudu pracy i samodzielnego życia.
[1] W. Świerzawski. Kapłan – dla głoszenia Słowa i modlitwy. KDS 92 ( 1999) s. 46-47.
[2] „Ludzie ci byli spragnieni prawdy, bez której czuli się zdezorientowani i niezdolni do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Jezus pozwolił im odnaleźć drogę. Tą drogą okazała się Jego nauka. Stał się ich pasterzem”. M. Bednarz. Powrót Apostołów. Pierwsze rozmnożenie chleba ( Mk 6, 30-44). „Krąg biblijny” 35 ( 2017) s. 38.
[3] „Chrześcijanin wielokrotnie staje w sytuacji, kiedy sumienie i słowo Boże oskarżają go, bo popełnił grzech. Jedynie słusznym rozwiązaniem jest posłuchać tego upomnienia i odstąpić od grzechu. Krępowanie, zagłuszanie w sobie sumienia jest uśmiercaniem siebie, zgodą na własne potępienie”. M. Bednarz. Sąd Heroda o Jezusie i śmierć Jana Chrzciciela ( Mk 6, 14-29). „Krąg biblijny” 35 ( 2017) s. 37.
[4] „Pewna głęboka prawda psychologiczna mówi, że wyrażenie czy też konfrontacja z tym, co jawi się nam jako nieprzyjemne pomaga właśnie w eliminowaniu albo przynajmniej w rozjaśnianiu danej nieprzyjemnej rzeczywistości. Jak mówi o tym pewne przysłowie irlandzkie: Jeśli widzisz jakąś zjawę i uciekasz, to ona podąża za tobą. Jeśli wyjdziesz jej naprzeciw, zniknie”. P. Ionata. Psychoterapia a problemy życia religijnego. Kraków 1995 s. 94-95.
[5] „Starszy brat Paweł, chciał go koniecznie wciągnąć w wir życia światowego, a kiedy Staś wzbraniał się z obawy, by duszy nic splamić, musiał z tego powodu dużo cierpieć ze strony porywczego brata oraz kolegów. jednak on się nie ugiął, bo patrzał trzeźwo na rzeczy. Rozumiał, iż przyjemności i rozkosze ziemskie szczęścia trwałego dać nie mogą. Stanisław myślał o rzeczach wyższych i osiągnął je. Dlaczego? Bo z nim był Bóg Najwyższy, bo przy nim była Matka Najświętsza, Pośredniczka i Rozdawczyni łask Bożych, bo przy nim byli, jeśli nie ciałem zawsze, to przynajmniej duchem, jego ukochani rodzice. Jak Jezus pod okiem św. Józefa i Matki Najświętszej na łonie nazaretańskiej rodziny pomnażał się w mądrości i w leciech i w łasce u Boga i ludzi, tak i Stanisław świętość swoją zawdzięczał po Bogu przede wszystkiem własnym rodzicom, następnie wychowawcom i przełożonym”. J. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie na tle życia św. Stanisława Kostki. Nauki w czasie nowenny. Wierzbnik 1936 s. 11.