1. „Zadaniem każdego kapłana jest uświęcanie ludzi. Nie można jednak tego celu osiągnąć, jeżeli kapłan, mający innych uświęcać, sam byłby świętości pozbawiony. Wprawdzie uświęcające działanie Sakramentów świętych jest z woli Chrystusa niezależne od stanu osobistej świętości kapłana, który te czynności spełnia, ale zależne jest bardzo oddziaływanie na wiernych od dobrego przykładu kapłańskiego, zależne są również od stanu świętości kapłańskiej, którą wierni tak dziwnie potrafią wyczuć u swego duszpasterza, skutki uświęcającego działania w duszpasterstwie i w kierowaniu duszami. Także i modlitwy kapłana mają pełną skuteczność wówczas, gdy się z jego świętością łączą. Wierni dużo od nas oczekują i różne stawiają wymagania kapłanom Chrystusowym. Gdybyśmy mogli w jakiś sposób te wszystkie ich dobre życzenia i pragnienia ująć w całość, przekonalibyśmy się, że ostatecznie wymagają oni od nas świętości, a jeżeliby pragnęli widzieć w nas jeszcze czysto naturalne talenty i zalety, to zawsze jednak połączone ze świętością, na świętości życia kapłańskiego wsparte”[1]. ( Bp Franciszek Jop).
2. To z pewnością najgorsze z zakończeń ziemskiego życia, gdy Ten, który przenika i zna mnie całego ( Ps. 139, 1-3), Ten, który zna mnie lepiej niż ja sam siebie, mówi do mnie: nie znam cię i nigdy cię nie znałem, nie rozpoznaję niczego Mojego w tobie! Odjedź ode Mnie ty, który czynisz nieprawość, czyli ty, który nie zachowujesz Bożych przykazań. Odejdź ode Mnie nawet wtedy, gdy, jak podczas spowiedzi, wyrzucasz złe duchy mocą Mojego Imienia, odejdź, nawet wtedy, gdy, jak podczas głoszenia kazań, wypowiadasz poruszające proroctwa, odejdź, nawet wtedy, gdy dokonujesz potężnych dzieł… gdy wznosisz okazałe świątynie, gdy restaurujesz czcigodne zabytki, gdy budujesz domy przygarniające chorych, bezdomnych i biednych… jednocześnie pozostając nieznanym Bogu, pozostając poza Jego wolą i przykazaniami, niszcząc wiarę bliźnich, depcząc ich godność, zastępując Boży zamysł wobec nich swoimi chorymi, pełnymi gniewu, zawiści, karłowatości i pychy urojeniami… Nie rozpoznaję i nie uznaję w tobie Mojego ucznia… jesteś dla mnie duchowym cudzoziemcem. Najlepszym, a być może należałoby w tym miejscu powiedzieć najgorszym, przykładem takiego zagubienia jest w Ewangelii Judasz: przez trzy lata chodził z Jezusem, słuchał Jego nauczania, był świadkiem Jego cudów, Pan pozwolił mu prawdopodobnie wyrzucać złe duchy, a i tak w końcu okazało się, że tym, co motywowało jego obecność przy Chrystusie nie była miłość Boga, tylko miłość pieniądza, czyli chciwość. Został więc wyłączony ze szczęścia Bożych dzieci. Gdybyśmy zastanowili się poważnie i głęboko nad słowami, jakie Chrystus wypowiada dzisiaj do potępionych oraz skonfrontowali z nimi nasze życie, to prawdopodobnie nikt z nas nie pozostałby głęboko nieporuszony. Każdy, kto nazywa się uczniem Chrystusa, musiałby dzisiaj doznać egzystencjalnego szoku. Z pewnością bowiem, w życiu każdego wierzącego są takie wymiary, które pozostają obce dla Chrystusa, przeciwne Bożej woli, wymiary grzechu. Z dzisiejszych słów Chrystusa o szerokiej bramie prowadzącej do zguby i o wielu przez nią przechodzących, można wysnuć całkiem przeciwny wobec pobrzmiewającej tu i ówdzie tzw. nadziei powszechnego zbawienia, albo nadziei na puste piekło, wniosek. Czy głoszący tego rodzaju teorie nie lokują się w sytuacji kogoś, kto na siłę próbuje uspokajać człowieka śmiertelnie chorego, wmawiając mu, by się nie przejmował swoją chorobą? Który z lekarzy jest prawdziwie zatroskany o człowieka ciężko chorego: czy ten, który mu mówi, by się nie przejmował swoim stanem i po prostu dalej korzystał z życia, czy ten, który pragnie, by chory naprawdę przeraził się swoją chorobą, aby zaczął się lękać śmiertelnie o stan swojego organizmu i podjął wszelkie możliwie, w tym również i uciążliwe, wymagające zmiany negatywnych nawyków i przyzwyczajeń, działania? – Jestem chory na raka… – Na raka? O nie przejmuj się tym, to nic takiego. Tyle ludzi dzisiaj na to choruje, po prostu ciesz się dalej życiem i nie myśl o tym…. – Jestem chory na duchowego raka, nie zachowuję Bożych przykazań… – O nie przejmuj się tym. Tyle ludzi ich dzisiaj nie zachowuje i jakoś tam żyją, jakoś tam sobie w życiu radzą. Nie myślisz chyba, że Bóg jest aż tak niemiłosierny i że nie popatrzy na ciebie łaskawie. Na pewno nie będzie aż tak źle… Czy raczej: Naprawdę chcę, żebyś się śmiertelnie przejął, nawet przestraszył swoim stanem. Chcę, żebyś nie mógł spać w nocy z powodu twego grzechu, żeby sumienie nie pozwalało ci ani na chwilę spokoju… aż do czasu, gdy się nawrócisz, aż do czasu, gdy wyjdziesz z grzesznej sytuacji tutaj na ziemi, po to, abyś mógł odzyskać zasadną nadzieję na szczęśliwą wieczność. Nie chcę, być przechodził spokojnie nad grzechem, który może w swym efekcie przynieść ci wieczne potępienie, wieczną gehennę, wieczny ból, horror i rozpacz. Która postawa jest właściwa zarówno uczniowi Chrystusowemu jak i każdemu człowiekowi poważnie traktującemu swoje życie, każdemu normalnemu człowiekowi? Przesłanie dzisiejszej Ewangelii jest więc następujące: aby osiągnąć zbawienie nie wystarczy przynależeć jedynie formalnie do jakiejś grupy, czy należeć do jakiejkolwiek grupy – jakiegokolwiek kościoła. Nie wystarczy być uczniem Chrystusa jedynie z nazwy albo ze zwyczaju społeczno – rodzinnego. Nie wystarczy jedynie żyć w tym samym czasie, gdy Chrystus głosi Słowo Boże[2] i dokonuje zbawienia człowieka w sakramentach. Tak często słyszymy Słowa Chrystusa głoszone w liturgii, a pomimo to niejednokrotnie pozostajemy na nie zamknięci, zatwardziali w swym sercu, sumieniu i postępowaniu. Boimy się zdecydowanie wprowadzać Chrystusa do naszego życia, bo obawiamy się, że moglibyśmy coś przez to stracić. Jednak w rzeczywistości potrzebne jest konsekwentne i wytrwałe osobiste zaangażowanie w nowe życie, jakie rodzi się z zachowywania Bożych przykazań oraz z osobistej więzi z Chrystusem. Nie wystarczy być współczesnym Chrystusowi, trzeba jeszcze być z Nim zjednoczonym, w pełni z Nim zidentyfikowanym; trzeba myśleć jak Chrystus, chcieć tego samego, czego pragnie Chrystus, postępować tak jak Chrystus. Św. Paweł: dla mnie żyć to Chrystus. Warto dłużej zastanowić się nad myślą, jaką przypomina bp Jop w przytoczonym wyżej tekście: być może również i doświadczenie niesłuchania naszych modlitw przez Boga odnajduje swe źródło w braku naszej / mojej osobistej świętości… w tym, że pragniemy / pragnę czego innego niż Chrystus, że myślimy / myślę inaczej niż Chrystus i postępujemy / postępuję inaczej niż Chrystus. Chrystus przypomina nam dzisiaj, że rzeczywiście pragnie zbawienia wszystkich ludzi, a jednocześnie ostrzega w mocnych słowach przed niebezpieczeństwem popadnięcia w grzech jedynie teoretycznego, zewnętrznego podążania za Nim; przed byciem Jego uczniem tylko z nazwy, de nomine; niektóre z synonimów wyrażenia de nomine są następujące: fałszywie, na pozór, na niby, nieprawdziwie, pozornie, złudnie. Taki sposób życia, nawet przy zachowaniu zewnętrznych rytuałów religijno – kultycznych ( jadaliśmy z Tobą, na naszych ulicach nauczałeś…), razi szczególnie demoralizującym zafałszowaniem samej istoty powołania chrześcijańskiego i przynosi w efekcie straszny wyrok Boga na progu wieczności – nie wiem skąd jesteście, nie znam was, nigdy tak naprawdę do Mnie nie należeliście, byliście dla mnie obcy, choć czasem ubieraliście maskę przynależności do Mnie. Co decyduje, w świetle dzisiejszej Ewangelii, o prawdziwej przynależności do Chrystusa? Odpowiedź jest prosta. Szczere zachowywanie Jego woli, Jego przykazań, tj. nie dopuszczanie się nieprawości, grzechu. Taki sposób życia jest równocześnie jedynym autentycznym sposobem składania chrześcijańskiego świadectwa. Wielu komentatorów wymyślało rozmaite strategie rzekomo kierujące życiem i dziełem św. Jana Pawła II. Tymczasem zarówno On, podobnie jak każdy autentyczny chrześcijanin, miał jedną zasadniczą strategię: codziennie i konsekwentnie, w każdym czynie i słowie, dawać świadectwo prawdzie. Arturo Mari, fotograf papieża św. Jana Pawła II, kilka dni po wyborze Karola Wojtyły na Następcę św. Piotra, zauważył: to jest papież, który żyje tak, jak naucza. Poruszającą kontynuację i głębokie zrozumienie tego fundamentalnego aspektu życia chrześcijańskiego odnajdujemy u Benedykta XVI, który jako biskup wybrał za swe hasło wyrażenie z Trzeciego Listu św. Jana Apostoła: Cooperatores veritatis – współpracownicy prawdy. Czy bycie współpracownikiem prawdy nie jest precyzyjnym określeniem istoty życiowego powołania każdego chrześcijanina? Joseph Ratzinger wyraźnie to potwierdza: Przy wszystkich różnicach zawsze chodzi o to samo: podążać za prawdą i być na jej usługach. Prawda zniknęła z dzisiejszego świata, ponieważ wydała się być za wielka dla ludzi, a tymczasem wszystko upada, gdy nie ma prawdy. Z drugiej zaś strony, wyjątkowo straszna siła destrukcji Ewangelii i demoralizacji kryje się w byciu hipokrytą; w takim postępowaniu, które stoi w sprzeczności z głoszoną nauką. Pamiętając o słabości i grzeszności każdego człowieka, trzeba jednocześnie powiedzieć, że taka postawa wydaje się powodować najgłębsze rany duszy i najtrudniejsze do naprawienia zgorszenia. Różnica między świadkiem a hipokrytą – świadek naśladuje, hipokryta przedrzeźnia; świadek podąża drogą prawdy, hipokryta tylko mówi, że żyje prawdą, zachowując w rzeczywistości co najwyżej jej pozory. Czy Chrystus rozpoznaje we mnie swojego po stylu życia, jaki prowadzę?
3. Oczywiście sakramenty, głoszenie Ewangelii, działalność charytatywna i budowlana Kościoła, troska tegoż o dzieła sztuki, stanowią trudną do nie docenienia wartość. W treści homilii chodzi o podkreślenie prawdy o tym, że wszystkie wymiary Kościoła uzyskują swą pełną wartość wtedy, gdy są zakorzenione w osobistej świętości podejmującego określone działania. Właśnie wtedy i tylko wtedy stają się one potężnymi środkami ewangelizacyjnymi i kulturotwórczymi. W przeciwnym przypadku, czyli wtedy, gdy działający pozostaje w grzechu, gdy brakuje mu osobistej świętości, inicjatywy podejmowane w tych samych wymiarach mogą zdeformować się w przyczyny zgorszenia. Zasada ta wydaje się obowiązywać w każdym aspekcie eklezjalnej rzeczywistości, więc także w działalności katechetycznej, której owocność opiera się na przejrzystym świadectwie świętości nauczającego[3], w aspekcie muzycznym[4] i w innych. Ten duchowy wymiar działalności Kościoła nie stanowi jakiegoś niepozornego dodatku, ale konstytuuje sam fundament i konieczny warunek owocnej działalności ludzi wierzących.
[1] F. Jop. Przemówienia i kazania. Opole 1960 s. 130 – 131.
[2] Do Królestwa Bożego wchodzi się „dzięki aktywnemu osobistemu zaangażowaniu. Obrazują to ciasne drzwi, które tym szybciej można zamknąć. Nie wystarczy po prostu przynależeć do słuchaczy Jezusa lub żyć w Nim współcześnie ( przytyk po adresem żydowskich świadków Jego misji), aby otrzymać dostęp do tego królestwa, lecz konieczne jest sprawiedliwe i wolne od jakiejkolwiek nieprawości życie. Toteż Żydów wyprzedzają pochodzący ze Wschodu i Zachodu poganie ( ostatni w porównaniu z pierwszymi z powołanych, czyli Żydami) i to dla nich przygotowany jest udział w uczcie mesjańskiej”. Biblia dla każdego. Nowy Testament. Tekst – komentarz – ilustracje. Red. W. Chrostowski. J. Nowak. H. Witczyk. Kielce 2007 s. 242.
[3] „Szukaniu prawdy miało również służyć jezuickie Collegium Gostomianum. Jezuici postrzegali szkolnictwo niemalże jako formę działalności charytatywnej, sposób pomocy potrzebującemu człowiekowi, który, tak jak powietrza, chleba i wody potrzebuje gruntownego wykształcenia i właściwego wychowania. Uczyli gramatyki, nauk humanistycznych i katechizmu, kształtowali prawy charakter i zdrową pobożność. Od kiedy do polskiej szkoły wróciła katecheza, propozycja edukacyjna skierowana do uczniów i ich rodziców stała się pełniejsza, odpowiadająca potrzebom człowieka, który, jak mówią starożytni, jest religijny z samej swej natury”. K. Nitkiewicz. Homilia podczas Mszy dla Absolwentów Collegium Gostomianum. KDS 105 ( 2012) s. 692.
[4] „Bezwzględnym priorytetem w życiu i posłudze organisty, podobnie jak w życiu i posłudze każdego chrześcijanina, powinno być trwanie w łasce uświęcającej. Istnieje bowiem jakieś tajemnicze oddziaływanie stanu duchowego jednostki na całą wspólnotę, w której ona przebywa. Świętość osobista przyczynia się do uświęcania środowiska. Przebywanie w grzechu zaraża całe otoczenie grzesznika. Dlatego kategorycznie nie powinna spełniać posługi organistowskiej osoba trwająca w grzechu ciężkim, unikająca uczestnictwa w sakramentach; swoim grzesznym stanem zaraża bowiem całą wspólnotę w stopniu znacznie szerszym niż zwyczajny parafianin. Nawet wyjątkowo biegły technicznie muzyk, wirtuoz, nie powinien spełniać posługi organisty – muzyka kościelnego, jeżeli trwa w grzechu”. J. Bisztyga. 200 lat diecezji sandomierskiej. Tradycja muzyczna Kościoła sandomierskiego. Sandomierz 2017 s. 319-320.
2. Tobie dziś dajem z rzeszą tych ludzi
Pokłon i pienie, my, Twoi słudzy.
3. Dziękując wielce Twej wielmożności
Za ten dar zacny Twej wszechmocności.
4. Żeś się darował nam nic niegodnym
W tym Sakramencie nam tu przytomnym.
5. Raczyłeś zostać w takiej postaci,
Nie szczędząc siebie dla nas, swych braci.
6. Przyszedłszy na świat, Pan wiecznej chwały,
Zaznałeś wiele nędzy niemałej.
7. Dałeś się potem z wielkiej miłości
Na męki srogie bez wszej litości.
8. Dałeś swe Ciało, by krzyżowano,
I Krew Najświętszą, by ją przelano.
9. Wstępując potem do chwały wiecznej,
Zostawiłeś nam ten to dar zacny.
10. Na co my patrząc w tym Sakramencie
Słowu Twojemu wierzymy święcie.
11. Tobie my, Boże, teraz śpiewamy,
Przed Twą światłością nisko padamy.
12. Użycz nam łaski, Wszechmocny Boże,
Bez Twej pomocy człek nic nie może.