XXIII Niedziela zwykła A

  1. Miłość bez upominania nie jest miłością[1]. Człowiek mądry, gdy pobłądzi, a drugi stara się go sprowadzić z powrotem na właściwą drogę, z wdzięcznością przyjmuje upomnienie i nawraca się; człowiek zaś niemądry upominany w podobnej sytuacji nie tylko odrzuca napomnienia i pogrąża się dalej w grzechu, ale ponadto obraża upominającego, lub stara się nie słyszeć słów wzywających do przemiany życia[2]. Ojciec Święty Benedykt XVI w Adhortacji apostolskiej  Verbum Domini – o Słowie Bożym w życiu i misji Kościoła przekazuje biblijną naukę o grzechu człowieka,  stanowiącym w swej istocie postawę niesłuchania. Można więc stwierdzić, że zasadniczą cechą człowieka zagubionego w grzechu, jego poniekąd znakiem rozpoznawczym, jest właśnie to, że taki człowiek nie słucha. Pewien człowiek, odniósłszy relatywny tzw. życiowy sukces, na prośbę o podanie recepty prowadzącej do takiego stanu, nieodmiennie udziela jednakowo brzmiącej odpowiedzi: Pan Bóg dał mi łaskę słuchania ludzi ode mnie mądrzejszych. Dla pyszałka, zadufanego w swą własną „mądrość” człowieka grzechu, taka rzeczywistość nie istnieje; nie istnieją ludzie mądrzejsi od niego, gdyż on sam dla siebie pozostaje jedyną i ostateczną alfą i omegą, punktem odniesienia i centrum wszechświata.

      Przykłady totalnego zamknięcia na głos Boży ignorowany z powodu chęci zachowania status quo swego stylu życia:

– umrzesz[3]

– straszysz mnie śmiercią,

– będziesz odpowiadał na Sądzie Bożym…

– straszysz mnie Sądem Ostatecznym,

– Bogu nie podoba się twoje trwanie w grzechu…

– straszysz mnie Bogiem.

      Na jakiekolwiek sformułowania przedstawiające prawdę odpowiada jednakowo: nie strasz mnie. Jeżeli prawda cię przeraża, to już sam ten fakt dużo mówi o twoim postępowaniu[4]. Również w tradycji obrzędowej diecezji sandomierskiej odnajdujemy element uwrażliwiania ludzi wierzących, także poprzez upominanie, na dostrzegane zagrożenia wiary i pobożności[5].

2. Nie można uchylać się od walki ze złem z jakiegokolwiek powodu. W połowie XX wieku jeden z pisarzy powiedział, że człowiek wchodzi w fazę, w której zrezygnuje niemal z wszystkiego, zrezygnuje z własnych praw i wolności, godności, honoru, przyjaźni, szacunku wobec siebie i innych, dosłownie z wszystkiego, dla dwóch powodów: dobrobytu  i tzw. świętego spokoju, który w rzeczywistości wcale nie jest święty. Czy ta wypowiedź nie była prorocza? Postawa nie wychylania się, nie narażania się, uładzania za wszelką cenę, przenika każdy wymiar życia dzisiejszego człowieka. Można ją dostrzec w dziedzinie polityki międzynarodowej, państwowej, lokalnej, rodzinnej, wspólnotowej. Oburzamy się na niektóre narody i organizacje międzynarodowe, że ich jedyną reakcją, jaką mają do zaoferowania w obliczu przerażających eksplozji zła pozostaje zawsze i jedynie: głębokie ubolewanie i zaniepokojenie. Ale czy my sami nie postępujemy czasem w identyczny sposób, gdy napotykamy zło, które domaga się naszej reakcji, a mimo to pozostajemy pasywni? Czy matka wzdrygająca się przed upomnieniem córki, nad wolę  Boga nie ceni wyżej świętego – nie świętego spokoju? Dzisiaj obserwujemy nie tylko milczenie wobec zła i grzechu, czy świadome uchylanie się od obowiązku upominania i akceptację grzechu, ale również zjawisko oczekiwania, przez dyżurnych manipulatorów, na możliwość zablokowania upominania; gdy ktoś tylko zaczyna zwracać uwagę na zło natychmiast pojawiają się ci, którzy przedstawiają argument przeciwny – no tak, ale to nie jest znowu tak do końca złenie można widzieć rzeczywistości jedynie w ciemnych barwach, itp. Oczywiście w tego rodzaju zachowaniach nie chodzi o autentyczne poszukiwanie prawdy – realnego stanu rzeczy, ale o kupienie sobie poparcia fałszywymi pochlebstwami i przymilaniem się otoczeniu. Przebywając w tego rodzaju środowisku mentalno – etycznym, chrześcijanin powinien pamiętać o tym, że w żadnym wymiarze swego życia nie może popełniać błędu – grzechu chowania głowy w piasek.

3. 9 IX 1830 roku zmarł w Sandomierzu bp Władysław Prosper Burzyński, drugi chronologicznie biskup sandomierski, urodzony w wiosce Wojakowa koło Nowego Sącza[6]. Wykształcony został w lokalnej szkole parafialnej, szkołach krakowskich i, po wstąpieniu do reformatów, w klasztorach prowincji małopolskiej; później sam wykładał retorykę i filozofię w bliskim sobie z lat dzieciństwa Zakliczynie, Rzeszowie, Sandomierzu; był również kaznodzieją kolegiaty sandomierskiej[7]. W 1791 roku wyjechał do Egiptu, gdzie stał się pełnym ewangelizacyjno – administracyjnych sukcesów misjonarzem, w wymiarze liturgicznym zawsze stojącym wiernie na straży obrządku rzymskiego i zdecydowanie potępiającym jakiekolwiek odstępstwa od przepisów prawa[8]; ten rys osobowości Prospera jest wyraźnie widoczny w całym Jego życiu i posługiwaniu. Rozumiał znaczenie śpiewu liturgicznego, skoro usilnie zalecał sprawowanie Mszy Świętej śpiewanej w niedziele i święta we wszystkich kościołach swej misji[9]. Wędrował z armią Napoleona jako lekarz, tłumacz i kapelan. Po powrocie do Polski stał się, dzięki swym wyjątkowym talentom administracyjno – organizatorskim mężem opatrznościowym zakonu reformackiego i Kościoła w Polsce; stąd, powierzano mu odpowiedzialne, a jednocześnie wymagające morderczej pracy i niespożytej energii zadania; gwardiana w Sandomierzu i Krakowie, prowincjała małopolskich reformatów, a wreszcie biskupa sandomierskiego. Bp Prosper Burzyński był faktycznym organizatorem diecezji sandomierskiej; założył Seminarium Duchowne, uporządkował działalność administracyjną, duszpasterską, liturgiczną i charytatywną podejmując zastane praktyki i dostosowując je do przepisów Kościoła powszechnego[10]. Pozostawił również poruszający przykład głębi swego życia modlitewnego i duchowego[11]. Duch franciszkański, który zapuścił głęboko korzenie w serce młodego Adama rozwinął się we wspaniałe drzewo cnoty w dorosłym życiu bpa Burzyńskiego. Wierny syn św. Franciszka i swego zakonu – franciszkanów reformatów[12], wyróżniającego się w tamtych latach nawet wśród innych wspólnot zakonnych radykalizmem w spełnianiu ślubu ubóstwa[13], mocno i szczerze podążał całe życie tą właśnie drogą, łącząc ją z czynną miłością bliźniego[14]. Bp Burzyński pozostawił także osobowościowy paradygmat kształtu odniesień interpersonalnych, administracyjnych i duszpastersko – liturgicznych powielany, świadomie lub intuicyjnie, przez niektórych z późniejszych Pasterzy sandomierskiego Kościoła[15]. Utrudzone apostolską pracą doczesne szczątki bpa Burzyńskiego zostały złożone w krypcie sandomierskiej katedry[16]. Wieczny odpoczynek…


[1] Sz. Datner. A. Kamieńska. Z mądrości Talmudu. Warszawa 1988 s. 107.

[2] „Mądrość polega na okazywaniu miłości w sposób dostosowany do sytuacji i zachowań kochanej przez nas osoby. Jeśli ktoś z naszych bliskich poważnie błądzi, to miłość polega na łagodnym w formie, ale stanowczym w treści upominaniu, by już nie błądził. Jeśli ktoś nie reaguje na słowa upomnienia, lecz przeciwnie – próbuje nas krzywdzić, to miłość polega wtedy na tym, że skutecznie bronimy się przed krzywdzicielem, ale nie mścimy się ani nie szantażujemy go wycofaniem miłości. Im bardziej błądzi drugi człowiek, tym z konieczności coraz twardszą formę powinna przyjmować nasza miłość do niego. W skrajnych przypadkach pozostaje nam już tylko kochać na odległość błądzącą osobę. Jesteśmy do tego zmuszeni wtedy, gdy okazywanie miłości z bliska wiązałoby się z doznawaniem kolejnych ciosów od tej osoby czy z ułatwianiem jej – wbrew naszej woli – dalszego błądzenia. Im mądrzej kochamy ludzi błądzących, tym bardziej będą oni protestować i buntować się. Będą próbowali szantażować nas emocjonalnie i moralnie. Będą czynili wszystko, by nas złamać, zastraszyć, odizolować od takich ludzi, którzy mogliby nam pomóc. Naszą miłość dostrzegą jedynie ci z błądzących, którzy się nawrócą. Dopiero wtedy będą w stanie zrozumieć, że dopóki błądzili, dopóty mogliśmy okazywać im z konieczności wyłącznie twardą miłość, wobec której oni w tamtej fazie życia się buntowali”. M. Dziewiecki. Wybacz, pojednaj się i kochaj. Częstochowa 2017 s. 105.

[3]Godzinkach do Błogosławionych Męczenników sandomierskich odnajdujemy piękną prośbę modlitewną: módlcie się na nami Błogosławieni męczennicy sandomierscy – abyśmy się bali złej śmierci i mąk piekielnych. Każdy z nas umrze. Jednak chrześcijanin całe życie troszczy się o to, by jego śmierć była dobrą śmiercią. Kiedy śmierć jest dobra? Wtedy, gdy jest doświadczana w zjednoczeniu z Bogiem, Chrystusem, Matką Najświętszą, świętymi, gdy jest doświadczana w stanie  łaski uświęcającej. „Gdy królowa halicka, pokorna służebnica Chrystusa, Salomea, jak miała zwyczaj się tytułować, umierała na kamiennym łożu, jej wychudłą twarz rozjaśnił uśmiech. Uniósłszy się nieco, utkwiła wzrok w jednym punkcie: – Matko, czy widzisz kogo, że tak się cieszysz? – pytały zgromadzone siostry. – Widzę Panią moją, Matkę mojego Pana, stojącą przy mnie, przeto cieszę się i raduję”. J. Stabińska. Mistrz Wincenty. Kraków 1973 s. 147. Współcześnie, coraz częściej można usłyszeć sformułowania następującego rodzaju: miał dobrą śmierć, bo szybko umarł i długo się nie męczył, nie cierpiał. Stwierdzenia takie padają nawet z ust ludzi określających siebie jako ludzie wierzący. A jeżeli umarł szybko i bez cierpienia, ale w stanie grzechu to też miał dobrą śmierć?

[4] „Miłosierdzie zastępują akceptacją ci, którzy nie mają nic do powiedzenia na temat miłości, jakiej uczy Jezus. On jest nieskończenie miłosierny, bo kocha nas także wtedy, gdy jeszcze czy gdy znowu grzeszymy. Nigdy nie myli jednak miłosierdzia z tolerancją czy akceptacją. Czasem słyszymy twierdzenie, że nie powinniśmy akceptować grzesznych zachowań danego człowieka, lecz powinniśmy akceptować jego osobę. W pierwszym momencie takie rozróżnienie może wydawać się rozsądne. W rzeczywistości opiera się ono na naiwnym założeniu, że oto czyny same się zachowują i że ich sprawca nie jest odpowiedzialny za to, co robi. Tymczasem to nie zachowania się zachowują w określony sposób, lecz konkretny człowiek. Z tego właśnie powodu Jezus nie upomina grzesznych zachowań, lecz grzesznych ludzi, nie przestając ich kochać miłością miłosierną”. Dziewiecki. Wybacz, pojednaj się i kochaj…s. 71. Dlatego właśnie sformułowanie: i ja cię nie potępiam nigdy nie może znaczyć: i ja cię nie wzywam do nawrócenia.

[5] „Czasem po aspersji organizowano procesję, a po nauce katechizmowej następowało niekiedy karcenie nadużyć tygodnia”. J. Bisztyga. 200 lat diecezji sandomierskiej. Tradycja muzyczna Kościoła sandomierskiego. Sandomierz 2017 s. 258.

[6] „Ochrzczony od razu w dniu narodzin w wojakowskim kościele parafialnym przez ks. Jana Szeligiewicza, otrzymał wówczas jako pierwsze imię Władysław, którego jednak nigdy w dorosłym życiu nie używał”. Krzysztof Prokop. Polscy biskupi franciszkańscy. Kraków 2003 s. 32. Interesującym jawi się przypuszczenie,                 o tym, że nowonarodzone dziecko mogło być słabego zdrowia i dlatego zostało ochrzczone „z pominięciem wszelkich ceremonii” w dniu urodzin w kościele parafialnym w Wojakowej. Uzupełnienie obrzędów chrztu nastąpiło 21 X 1755 roku w kościele w Niegowici. P. Włoczyk. Adam Prosper Burzyński OFM ( 1775 – 1830). Zakonnik, misjonarz, biskup. „Studia Sandomierskie” 20 ( 2013) s. 10.

[7] G. Wiśniowski. Burzyński Adam. EK T II Red. F. Gryglewicz. R. Łukaszyk. Z. Sułowski. Lublin 1976 szp. 1233.

[8] „Grecy i Koptowie, słabi liczbowo, silni duchem kierują się fałszywą zasadą. Nie zachowują dekretów Propagandy, wyraźnie je ignorując”. Za: Włoczyk. Adam Prosper… s. 36- 37.

[9] Tamże s. 38.

[10] K. Spólny. Służba Boża w diecezji sandomierskiej w latach 1818-1918. SL 5 ( 1990) Lublin s. 196.

[11] „Adam Prosper Burzyński poświęcał wiele troski kościołowi katedralnemu. Jako człowiek głęboko religijny rozpoczynał i kończył każdy dzień modlitwą w miejscowej katedrze. […] Gdy przebywał w Sandomierzu, przychodził do katedry już o godzinie 5 i siadał w konfesjonale. O godzinie 6 odprawiał mszę św. Po obiedzie również wstępował do katedry, aby odmówić pacierze kapłańskie. Wieczorem odmawiał tam nieszpory brewiarzowe. Odprawiał w katedrze wszystkie najważniejsze nabożeństwa”. Włoczyk. Adam Prosper… s. 70. 77-78.

[12] „Jako biskup posługiwał się tytułem: Adam Prosper Burzyński, z zakonu św. Franciszka Braci Mniejszych Reformatów, z łaski Bożej i Stolicy Apostolskiej biskup sandomierski, Królestwa Polskiego senator”. Prokop. Polscy biskupi franciszkańscy…s. 34.

[13] Włoczyk. Adam Prosper Burzyński…s. 15.

[14] Wiśniowski. Burzyński Adam….szp. 1233. F. Borowski. Dekret kasacyjny z roku 1819 i jego wykonanie w stosunku do zakonów diecezji sandomierskiej. SS 18 (2011) s. 118.

[15] „Biskup Burzyński nosił zawsze długą, piękną brodę, na pamiątkę swojego zakonnego powołania; był surowym dla księży, którzy nie oddawali się należycie swojemu powołaniu, sam zaś dawał przykład gorliwości apostolskiej”. Luboński. Grelewski. Chronologiczny opis ingresów…s. 39- 40.

[16] Tamże s. 112. Jednym z przejawów podjęcia dziedzictwa życia i działalności bpa Prospera Burzyńskiego była zorganizowana w Sandomierzu przez bpa Krzysztofa Nitkiewicza dnia 21 IV 2012 roku konferencja „Wokół chrześcijańskiego Wschodu. Egipt i Sandomierz biskupa Adama Prospera Burzyńskiego ( 1755 – 1830).