1. „Moja cisza dla Jezusa. Starałam się o wielką ciszę dla Jezusa. Pośród największego gwaru Jezus miał zawsze ciszę w moim sercu, chociaż mnie to nieraz wiele kosztowało. Ale dla Jezusa cóż może być wielkie, dla Tego, którego kocham całą siłą mojej duszy? + Powiedział mi dziś Jezus: Pragnę, abyś głębiej poznała moją miłość, jaką pała moje serce ku duszom, a zrozumiesz to, kiedy będziesz rozważać moją mękę. Wzywaj mojego miłosierdzia dla grzeszników, pragnę ich zbawienia. Kiedy odmówisz tę modlitwę za jakiego grzesznika z sercem skruszonym i wiarą, dam mu łaskę nawrócenia. Modlitewka ta jest następująca: O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca Jezusowego, jako zdrój miłosierdzia dla nas – ufam Tobie”. ( Dzien. 185 – 186).
2. Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy ( Mk 10, 35)… byśmy byli ministrami w Twoim Królestwie, które w dalszym ciągu, pomimo Twojego nauczania, pojmujemy w kategoriach doczesno – politycznych[1]. Prośba ta, sformułowana w sposób na tyle otwarty, że graniczący nawet z obcesowością – bezczelnością, wypłynęła z grona najbliższych z najbliższych Jezusa. To przecież właśnie świętych Jakuba i Jana ( wraz ze św. Piotrem) Chrystus uczynił swą wewnętrzną rodziną, którą wtajemniczał w wydarzenia zbawcze, niedostępne pierwotnie dla pozostałych Apostołów ( Por. Mk 5, 37; Mk 9,2). Dla św. Mateusza Ewangelisty prośba synów Zebedeuszowych wydawała się stanowić tak poważny znak niewrażliwości uczniów na Chrystusowe nauczanie o cierpieniu, że powierzył jej przedstawienie Chrystusowi nie im samym, ale ich matce ( Mt 20, 20-21). Apostołowie św. Jan i św. Jakub podejmują się w dzisiejszej Ewangelii roli doradców Jezusowych; współczesnym językiem możemy powiedzieć, iż czynią się doradcami od zarządzania zasobami ludzkimi. W ten sposób ingerują w wolną wolę Zbawiciela, który za swoich Apostołów wybrał tych, których sam chciał ( Mk 3, 13), i który kocha wszystkich ludzi jednakową miłością[2]; stosowanie terminu uczeń umiłowany wobec św. Jana Apostoła można zasadnie odczytywać jako odnoszące się do każdego człowieka wierzącego. Jakże wstrząsający kontrast odkrywamy w wewnętrznym nastawieniu synów Zebedeuszowych a, przykładowo, w odniesieniu tych, którzy prosili Chrystusa o dokonanie cudu uzdrowienia. W tym drugim przypadku odnajdujemy pełne pokory i ufności sformułowania typu: jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić… wierzę, że jesteś w stanie tego dokonać. W przypadku Apostołów św. Jakuba i św. Jana widzimy niemal żądanie: uczyń nas tymi, którzy będą mieli udział w Twojej władzy! Gorszymy się łatwo takim zachowaniem Apostołów, patrzymy na nich z – udawanym, albo prawdziwym – potępieniem, kiwamy z politowaniem i niezrozumieniem głowami nad zatwardziałością ich serca. Ale czy pragnienie uczynienia z Jezusa rzecznika naszych racji i naszych spraw nie przenika niemal każdej naszej modlitwy, czynu pobożnego, podejmowanych praktyk religijnych? Czy nie obrażamy się na Boga, który – według naszej oceny – zbyt długo nie spełnia próśb, jakie do Niego kierujemy? Czy w tym przypadku nie dostrzegamy szczególnie wyraźnie prawdy o tym, że wyjątkowo ostro i niemal spontanicznie potępiamy w drugich takie zachowania i postawy, które głęboko tkwią w nas samych i do których nie chcemy się szczerze przyznać? W Kościele odnajdujemy liczne gremia o charakterze doradczym; niektóre z nich przynoszą wiele dobra i owocują wypracowaniem nowych, skuteczniejszych form głoszenia Ewangelii. Niestety, niektóre z nich naśladują w swym działaniu synów Zebedeusza; niemalże z założenia i z premedytacją nie respektują granic swych kompetencji jako właśnie organów doradczych, których rada może zostać wysłuchana, albo nie, ale traktują siebie jako samozwańcze ugrupowania zarządzające i wykonawcze. Tym samym niszczą kompetencje przekazane odpowiednim urzędom przez samego Boga; przeszkadzają biskupowi być biskupem, próbują uniemożliwić proboszczowi bycie proboszczem; w miejsce władzy udzielonej przez samego Boga biskupowi usiłują wprowadzić własną władzę; miejsce woli Bożej wyrażającej się w urzędzie proboszcza próbują zastępować swoimi pomysłami i zachciankami. Najczęstszym powodem tego rodzaju działań jest, ponownie na podobieństwo synów Zebedeuszowych, pragnienie doczesnego, materialnego ustawienia siebie i swoich. W tej bez wątpienia ciężkiej pod względem duchowym i psychicznym sytuacji Chrystus przedstawia swoją naukę dotyczącą filozofii władzy, jaką powinni się kierować Jego autentyczni uczniowie[3]. Jest to filozofia władzy diametralnie odmienna od filozofii i praktyki władzy znanej słuchaczom Chrystusa z ich codziennego doświadczenia. Chrystusowy przykład cierpienia, uniżenia i służby stanowi, według świadectw egzorcystów, szczególnie nieznośny dla szatana element Bożego objawienia i działania. Już sam ten fakt wskazuje na to, że droga służby, uniżenia, podjęcia cierpienia własnego i ekspiacyjnego, droga pokory stanowi dla ucznia Chrystusowego uprzywilejowaną, królewską drogę dojścia do Boga. Droga ta w dalszym ciągu, również współcześnie, spotyka się z niezrozumieniem i kontestacją. Sługa Boży, abp Fulton Sheen, na podstawie analizy biblijnych opisów kuszenia Chrystusa, ukazuje trzy szatańskie drogi na skróty od krzyża: 1. Permisywizm; rób to, na co masz ochotę. Chce ci się jeść? – zamień kamienie w chleb. Masz ochotę na władzę? – dam ci ją, tylko oddaj mi pokłon. Chcesz przyjemności? – nie ograniczaj się, śmiało! 2. Zewnętrzną sensację. Ludzkość nie pójdzie za krzyżem, bo ludzkość lubi zewnętrzne cudowności bardziej niż cud śmierci na krzyżu, lubi być zachwycana ciągle na nowo i ciągle czymś nowym, lubi ekscytację, a nie nudę krzyżowej Męki, nudę Eucharystii, Gorzkich Żalów i różańca. Dopiero z czasem okazuje się, że te światowe ekscesy nie przynoszą człowiekowi żadnych korzyści a jedynie destrukcję; zaś nudne: Krzyż, Eucharystia, Gorzkie Żale i różaniec stanowią środowisko, w którym szczerze zanurzony uczestnik odkrywa i pogłębia uzdrawiającą – zbawczą relację z Bogiem. 3. Zaniechanie teologii na korzyść polityki; nie przejmuj się ani Bogiem, ani misterium odkupienia, ani jakąś tam niepewną, do końca niewiadomą i nieokreśloną wiecznością. Całe swe wysiłki skoncentruj na tym świecie, na jego królestwach i na doczesności. Nie interesuj się porządkiem Bożych przykazań, ale porządkiem politycznym i społecznym tego świata. Manifestację dokładnie takiego samego kuszenia od krzyża stanowią słowa i zachowanie św. Piotra kontestujące perspektywę Cierpiącego Mesjasza. Według więc Pisma Świętego istotę satanizmu można ująć w następującą tezę skierowaną do Jezusa: uznamy nawet Twoje Bóstwo, ale nigdy nie uznamy Twego Krzyża. Istotą demonicznej rzeczywistości jest nienawiść Krzyża Chrystusowego; anty – Krzyż, anty – dyscyplina, anty – wyrzeczenie, anty – pokuta… anty – Chrystus. Zaprzeczenie ducha dyscypliny, samozaparcia, poświęcenia dla drugiego człowieka i dla wspólnoty – to jest właśnie nienawiść Krzyża. Jako trzy wiodące praktyki ascetyczne wymierzone w walkę z szatanem abp Sheen podaje: głębokie nabożeństwo do Najświętszego Imienia Jezus, na którego wezwanie zegnie się każde kolano, częste przyzywanie Krwi Chrystusowej oraz nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny.
3. Środowisko domowe, rodzice, domownicy i obcy. Najbliższe środowisko wychowawcze św. Stanisława Kostki, w tym również jego rodzice, stanowi ciągle aktualny wzór odpowiedzialnego wprowadzania dzieci w dojrzałe relacje z Bogiem[4] i z drugim człowiekiem. Wprowadzanie to, jeżeli ma być skuteczne, winno opierać się na osobistym przykładzie autentycznego życia religijnego; w braku tego rodzaju osobistego świadectwa wychowawców znajduje się często źródło niedomagań religijnych, moralnych i ogólnie ludzkich dzieci i młodzieży[5]. W parze z troską o przejrzyste świadectwo osobistego życia religijnego chrześcijańskiego rodzica powinno również iść szczere i zaangażowane zatroskanie o właściwe środowisko koleżeńsko – towarzyskie, a nawet rodzinne dziecka. Palący papierosy wujek, nadużywający alkoholu stryjek, przeklinająca ciocia, żyjąca w fałszu i fałszem zarażająca swe otoczenie babcia, muszą zniknąć z najbliższego środowiska dziecka odpowiedzialnego rodzica. Podobnie wobec rówieśników i kolegów dzieci dojrzały rodzic zastosuje drobiazgową i sumienną weryfikację[6]. Trosce o właściwe towarzystwo dziecka, powinno również towarzyszyć konsekwentne wprowadzanie dziecka w poznawanie szlachetnych postaci z Pisma Świętego, osób świętych i wybitnych postaci z historii Kościoła i narodu. Dostarcza to dziecku cennych przykładów ludzkich zachowań godnych naśladowania; jednocześnie proces tego rodzaju może stanowić antidotum na falę działań przynoszących w swym efekcie liczne zgorszenia, bez najmniejszej żenady upowszechniane w sferze publicznej. Zwłaszcza, że współcześnie, niewiele osób zwraca uwagę właśnie na ewentualne zgorszenia wynikające z podejmowanych działań i zachowań; twórcy filmów, pisarze, aktorzy wypracowali sobie pewien mechanizm obronny, który odwołuje się do szeroko pojętej licentia poetica – ja mogę nawet nie zgadzać się z treściami, które prezentuję, ale na tym po prostu polega mój zawód, że mam napisać, albo odegrać wszystko, co mnie albo reżyserowi przyjdzie do głowy; nie jestem odpowiedzialny za skutki, jakie powoduje prezentowana przeze mnie treść. Czy gdyby uświadamiano sobie głębiej prawdę o tym, jak wielkie szkody mogą powodować w psychice i duszy ludzi – dzieci, osób młodocianych – pewne wytwory artystyczne, to czy w dalszym ciągu tak nonszalancko by je tworzono i rzucano w przestrzeń publiczną? „A kto by zgorszył jednego z tych małych, którzy we mnie wierzą, lepiej mu, aby zawieszono kamień młyński u szyi jego i zatopiono go w głębokości morskiej” ( Mt. 18,ó).
[1] „Perykopa o synach Zebedeusza przypomina bardzo spór uczniów o pierwsze miejsca ( Mk 9, 33-37), który Marek umieścił po drugiej zapowiedzi męki ( Mk 9, 30-32). Po trzeciej zapowiedzi męki ( Mk 10, 32-34) przytacza on natomiast prośbę Jakuba i Jana, która jeszcze mocniej kontrastuje z przedstawioną przez Jezusa wizją dramatycznej przyszłości. Tym razem reakcja uczniów była dla nich wyjątkowo kompromitująca. Po pierwszej zapowiedzi okazało się, że Piotr myślał na sposób ludzki, a nie Boży ( Mk 8, 32-33). Druga spotkała się z ich niezrozumieniem, na tyle – zdaje się – silnie przez nich odczuwanym, że bali się nawet o cokolwiek dopytywać ( Mk 9, 32). Po trzeciej natomiast zachowywali się tak, jakby przed chwilą usłyszeli coś dokładnie przeciwnego, niż Jezus powiedział. Dwaj umiłowani uczniowie zamiast słuchać Go i pełnić Jego wolę, zwrócili się do Niego, aby to On spełnił ich pragnienia. Mamy tu do czynienia z całkowitym odwróceniem podstawowej relacji wiary. Jan i Jakub oczekiwali, że Jezus stanie się rzecznikiem ich marzeń o udziale w Jego chwale. Jakże daleko znaleźli się od Abrahama, który pokazał, że wierzyć to pełnić wolę Boga”. R. Głuchowski. Synowie Zebedeusza. Przełożeństwo służbą ( Mk 10, 35-45). „Krąg biblijny” 36 ( 2018) s. 73.
[2] „Opat nie powinien nikogo w klasztorze wyróżniać ani kochać jednego mnicha bardziej od innego ( RB 1, 16-17a). Rządy opata mają być sprawiedliwe, bez względu na osoby – to jest zasada. Względami bowiem często kierują motywy nie nadprzyrodzone, takie jak sympatia, pokrewieństwo, wiek, pochodzenie, zamożność. Czytamy u św. Jakuba; Bracia moi, niech wiara nasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby ( Jk 2,1). Musi panować równość. Opat winien naśladować Boga w równym miłowaniu wszystkich. Święta Teresa pisze, że miłość pełna względów to plaga u przełożonych; jest ona źródłem niekończących się trudności, szemrań, obmów ze strony nieuprzywilejowanych, zaś pychy, zuchwalstwa i pogardy ze strony faworytów. Święty Benedykt też jest pod tym względem bardzo surowy. Czasem, rzeczywiście, także może w klasztorze dojść do faworyzowania konkretnych osób, zwłaszcza gdy opat jest już stary i słaby. Pojawia się wówczas obok opata inny autorytet, któremu przełożony ulega, a to stwarza w konwencie niepewną atmosferę, niepokój. Tak nie wolno opatowi postępować; winien pamiętać, że tylko on ma łaskę stanu i że jemu, a nie jego faworytowi, z całą ufnością zawierzyli się mnisi”. Karol van Oost. Komentarz do Reguły świętego Ojca naszego Benedykta. Kraków 2017 s. 47-48.
[3] „Dlatego też opat nie powinien uczyć, ani ustanawiać, ani rozkazywać niczego, co by było poza Prawem Pańskim ( RB, 2,4). Opat ma władzę ogromną, nieograniczoną, jak pater familias w starożytności, jednak to nie znaczy, że może postępować samowolnie. Jeżeli otrzymał tę władzę od Boga, to wolno mu ją sprawować tylko w zakresie woli Bożej. Pełnia autorytetu zostaje zawsze własnością Stwórcy, który jednak jego cząstkę może powierzyć ludziom. Tym samym opat to nie dyktator: On, wykonując swą władzę, służy celom i zamiarom Bożym, inaczej byłby złym przełożonym, niegodnym swej nazwy”. Tamże s. 42.
[4] „Pierwszem środowiskiem, w którem wzrastał św. Stanisław był dom rodzinny w Rostkowie. Tak opowiada o tych latach brat Stanisława, Paweł: Rodzice nasi chcieli, abyśmy byli wychowani w wierze katolickiej… pobudzając nas í sami przez się i przez domowników do pobożności, skromności i wstrzemięźliwości. Stanisław stawał się z każdym dniem doskonalszym, zdobywał coraz to nowe cnoty, ale nie na skutek tylko zachęty rodziców; on widział owe cnoty w otoczeniu najbliższem, on widział je, praktykowane przez ukochanych rodziców, oraz tych wszystkich, którzy mieli nad nim pieczę. Czytamy w encyklice o wychowaniu słowa obecnego Ojca św. Piusa XI: Najskuteczniejsze i najtrwalsze wychowanie jest to, które się otrzymuje w dobrze urządzonej i karnej rodzinie chrześcijańskiej, tem bardziej skuteczne, im jaśniej i trwalej przyświeca tam dobry przykład, przede wszystkiem rodziców i innych domowników”. J. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie na tle życia św. Stanisława Kostki. Nauki w czasie nowenny. Wierzbnik 1936 s. 37.
[5] „Dużo się utyskuje na dzisiejszą młodzież, ale samo narzekanie nie poprawia sprawy. Lepiej powiedzmy sobie prawdę w oczy. Jeśli młodzież jest zła, to w znacznej mierze winni są starsi, a przede wszystkiem rodzice. Grzechy dziatwy i młodzieży są tylko naśladowaniem przez nie w życiu tego, na co w domu patrzą, czego słuchają. Dzieci upadabniają się do rodziców nie tylko pod względem ciała, ale jeszcze bardziej ducha. Są więc obrazem swego domu. Izali – powiada Pan Jezus – zbierają z ciernia jagody winne, albo z ostu figi? Tak wszelkie drzewo dobre owoce dobre rodzi, a złe drzewo owoce złe rodzi ( Mt. 7,16). Drodzy Rodzice! Cóż pomogą wasze zachęty dzieci do pobożności, jeśli sami nie będziecie pobożni. Nie wystarczy powiedzieć: Dzieci naśladujcie Chrystusa, lecz każde z was – ojciec, lub matka ma mówić za Apostołem: Bądźcie naśladowcami moimi, jako ja Chrystusowym ( l. Kor. 11,1). Skarżycie się nieraz: Nie wiemy, skąd nasze dziecko nauczyło się kłamać, zaniedbywać pacierza, Mszy św. i spowiedzi św. Nie wiecie skąd, a kto pierwszy wobec waszego dziecka skłamał, opuścił Mszę św. niedzielną lub Wielkanocną Komunję św.? Kto pierwszy wobec waszego dziecka zaklął, upił się, lub gorszące prowadził rozmowy? Pomyślcie nad tem, przypomnijcie sobie wszystko i odpowiedzcie na te pytania w duchu. Biada tym. przez których zgorszenie przychodzi – mówi Pan Jezus, a na innym miejscu rzuca na takich straszne przekleństwo: A ktoby zgorszył jednego z tych małych, którzy we mnie wierzą, lepiej mu, aby zawieszono kamień młyński u szyi jego i zatopiono go w głębokości morskiej. Ognisko rodzinne według myśli Bożej, ma być kuźnią świętych dzieci, a nie wylęgowiskiem kalek duchowych, jednostek spaczonych moralnie”. Tamże s. 38-39.
[6] „Dom Kostków jako dom magnacki, był zawsze otwarty dla gości. Pełno tam bywało szlachty. Razu pewnego bawiono się, gości było dużo, suto zastawione stoły. Zapach wina wypełniał salę. Paweł i Staś siedzieli na końcu stołu. Paweł cały zatopiony w zabawie, Staś natomiast czuł się jak na rozpalonych węgłach, wyczekując końca tej męki. Niestety uczta się ożywiała, języki rozwiązywały. Wnet zaczęto wznosić okrzyki i toasty, przeplatane niemoralnymi piosnkami. Nikt zaś nie pomyślał o dwóch chłopcach siedzących u stołu. Nagle Staś pobladł, zachwiał się i upadł. Zrobił się ruch, wołanie o wodę. Powtórzyło się to przy innych ucztach, ale Staś nie śmiał mówić o tem, dlaczego mdleje; dopiero sami rodzice domyślili się o co chodzi i odtąd więcej uważali na gości, aby nikt z nich nie popisywał się nieprzyzwoitym żartem, lub śpiewem, to bowiem najbardziej raziło subtelną, niewinną duszę Stanisława. Drodzy Rodzice! Jakże pod tym względem św. Stanisław miał dobrych rodziców, czuwali oni, aby nikt z gości nie gorszył synów. Tymczasem podejdźmy pod drzwi niektórych domów i przypatrzmy się kto przez nie wchodzi i wychodzi. Będą to znajomi wasi, przyjaciele, sąsiedzi… po cóż tylu przyjaciół? Wybierzcie sobie z pośród nich najlepszych i oni niech goszczą w waszych domach. A którzy? Nie ci, którzy przynoszą w sercu nienawiść do całego świata, lub usta pełne szyderstw z najświętszych rzeczy; nie ci, co jak Łazarz w grobie cuchną już zgnilizną moralną, ale ci, którzy są najlepszymi katolikami, przy których z całą swobodą, zasiadając do stołu, będziecie mogli się przeżegnać, będziecie mogli mówić o Bogu, dla których wiara katolicka jest największem dobrem dla życia doczesnego i wiecznego. Tacy budować będą wasze dzieci![…] Koledzy przepadali za Stanisławem, naturalnie bardziej do niego podobni. Z jednym z nich, Ernestem, czującym w sobie powołanie do zakonu, szczególną zawiązał przyjaźń. Obaj młodzieńcy zachęcali się wzajemnie, mówili o poświęceniu się w przyszłości Bogu, i modlili się gorąco jeden za drugiego. Drodzy Rodzice! Daj Boże! aby wasze dzieci miały takich przykładnych kolegów. Przyjaźń, to serdeczne zżycie się dwu osób, zbliżonych do siebie, wiekiem, charakterem i t. p. Jest ona nieodzowna zwłaszcza dla młodzieży. Nie może być ktokolwiek kolegą waszego dziecka, ale tylko wybrani, najlepsi. Ileż to dusz niewinnych, szlachetnych padło ofiarą złego koleżeństwa! Gdyby spytać tych co jęczą od lat w więzieniu, tych, co oddani występkom, dziś wiją się w bólach na łożach szpitalnych, czemu tak nisko upadli, usłyszelibyśmy odpowiedź: Ach, my nieszczęśliwi, zgubili nas źli koledzy, złe koleżanki. Piękne jest przysłowie: Powiedz mi, z kim przestajesz, powiem ci, kim jesteś. Święty Stanisław przestawał ze świątobliwymi kolegami, takim się sam stał, a nawet ich przerósł. Dlatego, drodzy Rodzice, zwróćcie większą uwagę na towarzystwo waszych dzieci, z kim przestają wasz syn, czy córka, jaką opinią cieszą się owi ich koledzy, z jakiej rodziny oni pochodzą, wasza to rzecz, od tego zależy los waszych dzieci. Powiada Pismo Święte: Kto poprzestaje z cnotliwym, świętym będzie. Amen”. Tamże s. 39-41.
2. O Matuchno, Ciebie proszę,
proś za nas Syna Twego,
Płaszczem Twej dobrotliwości
mnie przyodziej grzesznego.
3. My już sami uważamy,
żeśmy Boga gniewali;
Serce Tobie poświęcamy,
byśmy cześć Ci oddali.
4. O Matuchno, dziatki zasłoń,
k’Tobie się uciekamy.
Od wszystkiego złego nas chroń,
kornie Ciebie wzywamy.
5. O Maryjo, Panno święta,
niechaj z Tobą umieram;
Boga mego za mnie błagaj,
niechaj szczęśliwie skonam.
6. Amen, Amen, o Maryjo,
Tobie się polecamy;
Przyczyń się do Swego Syna,
kornie Cię błagamy.