1.„Największe wymagania stawia nam ten, kto najbardziej nas kocha. Zwykle największa trudność w nawiązaniu kontaktu z Bogiem nie wynika z tego, że trzeba zawierzyć, że trzeba szukać Niewidzialnego czy że nasze wyobrażenia o Nim są błędne, lecz z faktu, że Bóg stawia nam stanowcze wymagania. On nas zna do głębi. On jeden wie, kiedy możemy być naprawdę szczęśliwi i co nam w tym przeszkadza. On nas nie łudzi ani nie oszukuje. Bóg proponuje nam tę miłość, za którą najbardziej tęsknimy, ale która jest trudna. Wymaga od nas siły woli, dyscypliny, jasnych zasad moralnych. Jest to bowiem miłość cierpliwa, która nie zazdrości, która jest cicha i czysta, która nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, która jest wierna i bezinteresowna. Jest to miłość, która szuka prawdy i sprawiedliwości, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma i która nigdy nie ustaje ( por. 1 Kor13, 4-7). Bóg stawia nam stanowcze wymagania, gdyż nas kocha i uczy kochać. On wie, że nikt z nas nie jest miłością. Oprócz pragnienia miłości jest w nas egoizm, naiwność, grzeszność, słabość. Dorastanie do miłości wymaga od każdego z nas nawrócenia oraz wysiłku uwalniania się od tego, co w nas miłością nie jest. Wymaga respektowania przykazań, gdyż przykazania Boże są najlepszym systemem ochronnym dla miłości. Dorastanie do miłości wymaga również zachowania czystości w myślach, mowie i uczynkach, gdyż czystość to miłość z najwyższym – bo Bożym – znakiem jakości. Tylko taka miłość gwarantuje małżonkom wierność i wzajemne wsparcie w dobrej i złej doli, aż do śmierci. Tylko taka miłość między rodzicami daje ich dzieciom poczucie bezpieczeństwa i radość życia. Tylko taka miłość między przyjaciółmi jest umocnieniem i uczy zaufania oraz szacunku do siebie samego i innych. Tylko taka miłość umożliwia księżom i siostrom zakonnym, by byli wiernymi świadkami Chrystusa, którego miłość jest silniejsza niż nasza słabość. Dopóki nie wymagamy od samych siebie takiej właśnie miłości, dopóty nie zbudujemy dojrzałej więzi z Bogiem i dopóty niespokojne pozostaną nasze serca. Bój jest przyjacielem, który proponuje nam wyłącznie optymalny sposób życia i postępowania. Te Boże propozycje realizować mogą jedynie ci ludzie, którzy stawiają sobie twarde wymagania z cierpliwością i wytrwałością. […] Najgroźniejszą iluzją, jakiej może ulec człowiek, jest przekonanie, że istnieje łatwe szczęście: bez wysiłku, bez dyscypliny, bez respektowania obiektywnych wartości, bez prawdy i miłości, bez przyjaźni z Bogiem, bez kierowania się Jego przykazaniami, bez respektowania własnego sumienia. Tymczasem gdyby istniało łatwe szczęście, to wszyscy ludzie byliby szczęśliwi. Nie byłoby ani jednego człowieka uzależnionego, chorego psychicznie, załamanego, przeżywającego stany samobójcze. To bowiem, co jest łatwe ( np. zdolność spożywania pokarmów czy poruszania się), osiągają wszyscy. Obiektywna analiza ludzkiej rzeczywistości prowadzi do oczywistego wniosku, że człowiek stoi w obliczu wyboru między trudnym szczęściem, a łatwym nieszczęściem. Część ludzi ucieka jednak od tej prawdy po to, by nie stawiać sobie wymagań. Wtedy jednak wchodzą na drogę kryzysu i cierpienia. Ucieczka od faktów w świat naiwnej subiektywności jest syndromem naszej cywilizacji. Nawet niektórzy naukowcy przestali badać obiektywną rzeczywistość i zajęli się jedynie subiektywnymi przekonaniami określonych osób czy grup społecznych. Przykładem w tym względzie są badania przyczyn inicjacji alkoholowej u dzieci i młodzieży, z których wynika, że nieletni sięgają po alkohol z ciekawości, dla podkreślenia niezależności czy dla integracji z rówieśnikami. Tymczasem z takich badań wynika jedynie to, że naukowcy nie odróżniają obiektywnych faktów od subiektywnych deklaracji nastolatków przeżywających poważny kryzys! Tacy wychowankowie mają zawężoną i zniekształconą świadomość siebie, a zwłaszcza motywów swego postępowania. Oni sami nie zdają sobie sprawy z tego, że sięgają po alkohol dlatego, że próbują złagodzić ból, który przeżywają, że cierpią, że nie radzą sobie z życiem, że chcą o czymś zapomnieć. Tacy młodzi pragną poprawić sobie nastrój, nie poprawiając własnego postępowania. Subiektywnie są natomiast przekonani, że sięgają po alkohol, czy inne substancje uzależniające, jedynie z czystej ciekawości, albo po to, by być bardziej akceptowanymi przez rówieśników. Nie wiedzą, że to nie przypadek, iż ciekawi ich alkohol, a nie np. matematyka, geografia, czy poezja. Nie jest też przypadkiem to, że szukają oni akceptacji u rówieśników, którzy sięgają po alkohol, a nie u tych, którzy są abstynentami i którzy nie wyrządzają sobie krzywdy. Co w tej sytuacji ma czynić chrześcijański wychowawca – ksiądz, rodzic, katecheta, nauczyciel? Po pierwsze, powinien pomagać, by ludzie wierzący myśleli o sobie w sposób całościowy i realistyczny. Każdy z nas ma spontaniczną tendencję, by widzieć i rozumieć siebie w sposób naiwny lub zawężony. Rozumienie całościowe oznacza, że człowiek nie zawęża rozumienia siebie do niektórych jedynie wymiarów ( np. ciało, popędy, emocje), lecz uwzględnia całość swego człowieczeństwa ( sfera fizyczna, psychiczna, moralna, duchowa, religijna, społeczna). Z kolei rozumienie realistyczne oznacza, że człowiek staje się coraz bardziej świadomy tego, że jest kimś zagrożonym własnymi słabościami oraz negatywnymi naciskami zewnętrznymi. Poczucie realizmu sprawia, że taki człowiek zdaje sobie sprawę z tego, iż potrzebuje wsparcia ze strony ludzi i Boga, potrzebuje dyscypliny, czujności, dojrzałej hierarchii wartości”[1]. ( Ks. Marek Dziewiecki).
2.Chrystus nie zachęca nas do dokonywania fizycznych samookaleczeń w tym celu, aby zerwać z grzechem, ale, przy pomocy tak drastycznych obrazów, pragnie uświadomić nam powagę grzechu i konieczność zdecydowanej odpowiedzi na Boże wezwanie do trwania w łasce uświęcającej. Ukazuje tym samym również bezwzględnie priorytetową w życiu człowieka wagę osiągnięcia zbawienia. Obrazy odcięcia ręki i wyłupienia oka uświadamiają nam bezwzględność, z jaką chrześcijanin powinien odrzucać sytuacje prowadzące go do grzechu; nawet gdyby ci, którzy powodują tego rodzaju sytuacje byli mu tak bliscy, że stanowiliby dla niego jedno ciało. Święci przekazują nam wspaniałe przykłady tego, jak powinno wyglądać duchowe odcinanie ręki i wyłupywanie oka. Jednym z bardziej znanych wydarzeń z życia św. Bernarda z Clairvaux[2] jest jego troska o zachowanie czystości życia w łasce uświęcającej podczas pokusy doświadczonej w podróży[3]. Tenże św. Bernard stosował dla utwierdzenia się na drodze swego życiowego powołania poruszającą praktykę duchową; od czasu do czasu zadawał on sobie zmodyfikowanie pytanie Chrystusa skierowane do Judasza – Przyjacielu, po coś przyszedł? ( Mt 26, 50); w wersji stosowanej przez św. Bernarda pytanie to brzmiało: Bernardzie, po coś przyszedł[4]? Stanowiło ono dla Świętego cystersa narzędzie oczyszczające jego motywację trwania przy Chrystusie i umocnienie na trudnej drodze chrześcijańskiej i zakonnej surowości życia; w średniowieczu funkcjonowało na zasadzie porzekadła zdanie: do Citeaux idzie się po to, aby umrzeć. Pytanie po co? – jest pytaniem o sens; jaki jest sens mojego trwania przy Chrystusie, właśnie, po co przyszedłem? Pytanie to przynosi, dla każdego chrześcijanina, olbrzymią możliwość dojrzałego umacniania swej więzi z Jezusem. Chrystusowe wezwanie do radykalnego odrzucania sytuacji prowadzących do grzechu jest uzasadnione osiągnięciem szczęścia wiecznego. Gdy zamykamy nasze życie w granicach doczesności, wtedy podstawowymi kryteriami postępowania pozostają: unikanie cierpienia, szukanie wygody ( błogostan – dobrostan subiektywny), egoistyczne kreowanie tzw. kariery, itp. Niektórzy ze współczesnych odpychają myśl o odpowiedzialności przed Bogiem na progu wieczności. Tym bardziej więc chrześcijanin musi często zastanawiać się nad swoim życiem właśnie w tej perspektywie: jak wygląda moje postępowanie w oczach Bożych, jak zostanę oceniony na Jego sądzie? Nie próbuj podobać się każdemu, staraj się podobać Bogu, aniołowie i święci są twoją publicznością ( św. Jan Maria Vianney). A mądrość żydowska – w tym samym duchu – dodaje: nie podobać się podłym – wielka to zasługa przed Panem. Możliwość potępienia jest wyraźnie przedstawiona w Piśmie Świętym. Obecnie modne jest przede wszystkim tzw. pozytywne myślenie, tj. podkreślanie i realizowanie jedynie tego, co uznajemy za rozwijające, dobre, kreatywne, z jednoczesnym praktycznym negowaniem realnego istnienia zła i złego oraz możliwości wiecznego potępienia. Święci nie wahają się jednak zdecydowanie przypominać nam, że owoc naszego życia może przybrać negatywny kształt. Św. Teresa z Avilii daje następującą radę każdemu wierzącemu: Schodź często, w czasie doczesnego życia, teraz, swoją myślą i wyobraźnią do piekła, po to, abyś uniknął zejścia tam całą swoją osobą po śmierci. W miejsce więc fałszywego pozytywnego myślenia, chrześcijanin powinien zawsze kierować się myśleniem realistycznym, biorącym pod uwagę całość rzeczywistości tj. doczesność i wieczność. We współczesnym podejściu do zgorszenia nieodzowną rzeczą, oczywiście przy stałym osobistym nawróceniu, pozostaje również świadomość społecznego wymiaru tego problemu połączona ze zdecydowaną wolą tegoż ewangelizowania[5].
3.Praktykowanie cnót boskich i moralnych. Mądrość ludzka, zdobyta wiekami doświadczeń mówi: tylko człowiek, który się rozwija czyni dobro. Temu samemu prawu podlega życie nadprzyrodzone wszczepione w nas w sakramencie chrztu świętego. Aby ten proces mógł się dokonywać, człowiek wierzący musi karmić się życiem Bożym obecnym w sakramentach i dojrzewać w świetle wytrwałej modlitwy. Pan Jezus ukazał swoim uczniom wzór doskonałości niemal niedościgły – doskonałość swego i naszego Ojca; święci stanowią przykład jak należy realizować ten proces dorastania do doskonałości nadprzyrodzonej[6]. Jednym z aspektów dojrzewania w wierze dziecka jest szczera i głęboka współpraca jego rodziców ze szkołą, z nauczycielami, z katechetą[7]. Starannie pielęgnowana cnota wiary doprowadzi z pewnością również do rozwoju cnót miłości i nadziei, umożliwiających właściwe postrzeganie i traktowanie Boga i bliźniego[8].
[1] M. Dziewiecki. Dorastanie do świętości. Częstochowa 2016 s. 26-27. 204-207.
[2] Warto, przy okazji wspominania osoby św. Bernarda z Clairvaux, uświadomić sobie ścisłe więzi zachodzące pomiędzy zakonem i duchowością cystersów a diecezją sandomierską. Wzajemne interakcje duchowo – egzystencjalne dokonywały się w ciągu wieków pomiędzy tymi dwoma wymiarami rzeczywistości nie tylko poprzez wielkie wydarzenia historyczne, jak: funkcjonowanie na terenie diecezji sandomierskiej ważnych ośrodków cysterskich – Koprzywnica, Wąchock, czy cysterskie inklinacje błogosławionego patrona diecezji sandomierskiej Wincentego Kadłubka, ale również przez zadzierzgane w życiu codziennym więzi duchowo – personalne; w latach 80 – tych XX wieku cysterscy zakonnicy odbywali swoje studia filozoficzne we wspólnocie profesorów i kleryków sandomierskiego Seminarium Duchownego.
[3] „Najstarsi biografowie św. Bernarda z Clairvaux zgodnie podkreślają, że był on niezwykle przystojny i urodziwy. Wielkie, lazurem błyszczące oczy dawały wyraz piękna wewnętrznego, ale też działały urokiem naturalnym. Regularne rysy twarzy uderzały wytwornością, a maniery dobrze wychowanego syna szlacheckiego były harmonijne i pociągające. Pewnego razu wypadło mu nocować w gospodzie. Po wieczerzy udał się na spoczynek, podobnie jak jego towarzysze. Tymczasem młoda właścicielka zajazdu, widząc młodzieńca niezwykle dostojnego i pięknego zarazem, zapałała doń taką namiętnością, że postanowiła go doprowadzić do upadku. Kiedy zapadła noc głęboka i goście posnęli już twardo, kobieta weszła do pokoju Bernarda i jęła namawiać go do niedwuznacznego uczynku. Wówczas Bernard, nie reagując na obecność kusicielki, zrywa się z łóżka, otwiera okno i woła: złodzieje, złodzieje! Oberżystka uciekła. Ale kiedy znów zapadła cisza, powtórzyła tę samą scenę kuszenia. Bernard znów odmyka okno i woła jak poprzednio: złodzieje, rabusie, bandyci! – Po raz trzeci próbuje szczęścia ladacznica roznamiętniona, ale i teraz bez skutku. Na wołanie Bernarda zjawia się służba i towarzysze podróży. Pytają o przyczynę wołania pomocy. Szukają złodzieja… Wtedy Bernard odpowiada: Był tu złodziej, ale taki, który był zdolny zabrać moją niewinność…”. S. Kiełtyka. Święty Bernard z Clairvaux. Kraków 1983 s. 36-37. Można w tym miejscu uczynić gorzką refleksję o tym, jak krańcowo różną postawę od postawy Bernarda ukazuje wielu współczesnych rodziców, którzy w sposób zupełnie bezrefleksyjny, nonszalancki i pozbawiony jakiejkolwiek kontroli sami wprowadzają współczesnych złodziei niewinności ( telewizja, komputer, itp.) w środowisko życiowe swych dzieci.
[4] „Św. Benedykt upomina w regule, by jego naśladowcy wyrzekli się wszystkiego, bo się im ani ciała, ani woli własnej mieć nie godzi. Bernard ujął to jeszcze lapidarniej: Ad quid venisti? – Bernardzie, po coś przyszedł? Innymi słowami: Miałeś w świecie możliwość kariery ziemskiej, obrałeś klasztor z dobrej woli, kieruj się więc tą rzeczywistością, stań się wzorcem sumienności, aby całe twe postępowanie było więcej niż poprawne, oddaj się na służbę Bogu niepodzielnie, albowiem przepołowione w swych dążeniach serce nigdy nie zazna spokoju!”. Tamże s. 52.
[5] „Właściwością egzystencjalnego losu człowieka jest to, że znajduje się on w świecie, który pod wieloma względami jest ucieleśnionym skandalem czy ucieleśnioną pokusą. […]. W każdym momencie naszej ziemskiej pielgrzymki otacza nas i zwraca się do nas grzech świata. Nikt się nie wymknie konieczności zajęcia jakiegoś stanowiska. Zawsze musimy pamiętać, że każdy grzech indywidualny wszczepia się w grzeszność świata. Powiększa solidarność zepsucia, totalny rozmiar pokusy znaczący ludzką historię. Ci, którzy ukrywają i marnotrawią jeden, dwa czy pięć talentów otrzymanych od Boga, pozbawiają świat, w którym żyją, nieodzownego wyrazu zbawczej solidarności i w ten sposób stają się, świadomie czy w jakiś sposób nieświadomie, współpracownikami w grzechu świata. […]. Punktem zasadniczym jest prawda, że każdy grzech skierowany jest przeciw prawdziwej i autentycznej jedności całej ludzkości wobec jedynego Boga i Stwórcy. Solidarność w zatracie, która rodzi się z każdego grzechu i przez każdy grzech się umacnia, jest jeszcze bardziej przerażająca, kiedy rozważamy pełne objawienie Boga w Jezusie Chrystusie, który dźwiga brzemię wszystkich ludzi i wszystkich nas wzywa do jedności w jednym ciele i w jednym duchu. […]. Konflikty między mocarstwami światowymi, wyzysk większości ludzi, terror i gwałt, ogólna histeria konsumpcji, zarówno w dziedzinie seksualnej jak i każdej innej, wszystko to tworzy rzeczywistość, w porównaniu z którą straszliwe zanieczyszczenie powietrza i wody jest czymś stosunkowo niewiele znaczącym. Konsekwentnie, jest rzeczą absolutnie niemożliwą oddzielać indywidualne nawrócenie od zaangażowania się w bardziej sprawiedliwy, bardziej braterski i pokojowy świat, w lepsze struktury i instytucje”. B. Häring. Grzech w wieku sekularyzacji. Warszawa 1976 s. 97. 98. 90-91. 99-100.
[6] „Pan Jezus wyrzekł słowa: Bądźcie doskonałymi, jako Ojciec wasz niebieski doskonały jest. Doskonałość człowieka nie zna granic, bo ma przed sobą nieograniczony ideał doskonałości Boga. Mamy zatem nieustannie zwiększać w nas zasób doskonałości i świętości. W jaki sposób możemy to czynić poza Sakramentami św.? Uczy nas św. Stanisław Kostka. Nie zadawalał się tym stanem łaski, jaki otrzymywał od Boga, ale go zwiększał przez ustawiczne praktykowanie cnót, tak Boskich jak i moralnych. Weźmy niektóre z nich. Cnota wiary. Z początku, jak ziarnko gorczyczne, ale stopniowo przez jego pracę wzrasta ona do potęgi, której nic nie może zniszczyć, nawet zachwiać. Wiadomości z religii katolickiej stale zwiększa. Najpierw w domu, potem w szkole 0.0. jezuitów, wreszcie w zakonie. Ucząc się w Wiedniu, czas wolny spędza na czytaniu dzieł religijnych. Ulubionemi książkami były: O świętości N. Marji Panny, oraz Ogródek duszy. Mino, że jest w otoczeniu heretyckiem, nie ulega jego wpływowi, ale jeszcze bardziej pragnie wytrwać przy wierze św. Studiuje Pismo Św., dzieła Ojców Kościoła. Do dziś zachowały się z tych czasów jego notatki o Kościele Katolickim, jako nieomylnym nauczycielu Prawdy Chrystusowej. Drodzy rodzice! Pragniecie wzrostu łaski uświęcającej w duszach waszych dzieci? Zwiększajcie u nich podstawową cnotę wiary!”. J. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie na tle życia św. Stanisława Kostki. Nauki w czasie nowenny. Wierzbnik 1936 s. 32-33.
[7] „Zapytać dziecka, o czem słyszało na lekcji religji, kazać to powtórzyć, zapytać, czy ma podręcznik, czy przygotowało lekcję? Na pewno dziecię, widząc zainteresowanie rodziców, zacznie bardziej doceniać naukę religji. Nie poprzestawać na informacjach samego dziecka, osobiście jeszcze dowiedzieć się od księdza prefekta o postępach swych dzieci w nauce wiary naszej św. Niech czytają też pisemka religijne”. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie… s. 33.
[8] „Najmilszą Bogu cnotą jest cnota miłości Boga. Cóż mówi nam o tem Pismo św.: Bóg jest miłość, a kto mieszka w miłości, w Bogu mieszka, a Bóg w nim ( l. Jan 4. 16). Gdybym mówił językami ludzkiemi i anielskiemi, a miłości bym nie miał – pisze św. Paweł – stałbym się, jako miedź brzęcząca. albo cymbał brzmiący ( l. Kor. 13. 1). W Chrystusie Jezusie nic nie waży…, ale wiara która przez miłość działa” – mówi na innem miejscu tenże Apostoł (Gal. 5. 6). Podobną pochwałę o miłości Boga wypowiada nasz Młodzieniaszek św. Stanisław Kostka: Należeć zupełnie i we wszystkiem do Boga przez oddanie się Mu całkowite, posiadać Boga zawsze i wszędzie przez miłość Boga nade wszystko, jest to mieć życie już tu na ziemi, podobne życiu świętych w niebie.. Całe życie Stanisława jest jednym przykładem miłości Boga. On tak kocha Boga, że najczęściej z Nim rozmawia. A kiedy się modli, twarz jego nabiera wyrazu jakiegoś szczęścia nadziemskiego, a z oczu spływają łzy wesela i radości. Całe ciało tak się rozgrzewa, że musi wychodzić na dwór. aby się uchłodzić, a na serce przykładają mu mokre chusty. On kocha Boga nade wszystko, więcej niż przyjaźń brata, czy kolegów, więcej niż przyjemności tego świata, on kocha Boga, więcej niż wolę rodziców. Stanisław znał wolę ojca, który stanowczo nie życzył sobie, by syn jego został zakonnikiem. Może być księdzem, bo wówczas przed nim otworzą się w przyszłości wyższe godności… Stanisław poszedł jednak za wolą nieba, choć starał się również w różny sposób ułagodzić gniew ojca. Miłość Boga nade wszystko sprawia, że każdy czyn dobry, wykonany z jej pobudek w stanie łaski, ma nie tylko u Boga właściwą sobie zasługę, ale zdobywa jeszcze nową. Drodzy Rodzice! Przyzwyczajajcie wasze dzieci, aby od lat najmłodszych wszystkie dobre uczynki wykonywały nie ze względów ludzkich, ale z chęci podobania się Bogu. Czy jecie, czy pijecie, czy co innego czynicie, pisze św. Paweł, wszystko na chwałę Bożą czyńcie ( Í Kor. 10, 31). Kiedy widzicie coś złego u dzieci, nie mówcie: To nieładnie, niegrzecznie, nie wypada… Takie upominanie nie zawiera żadnej skutecznej racji, dla której dziecię ma się poprawić. Mówcie natomiast: Dziecię moje, nie czyń tego, bo to się sprzeciwia Przykazaniom Bożym, woli Bożej, popraw się. przebacz, daruj, poświęć się dla miłości Bożej, na wzór Pana Jezusa, i t. p.. Czytamy znamienny szczegół z życia św. Stanisława Kostki. Po wstąpieniu do Zakonu odbywał rekolekcje, połączone ze spowiedzią z całego życia. Spowiednik jego zeznał później, że Stanisław od chrztu nigdy nie splamił sumienia grzechem ciężkim, śmiertelnym. Podobne zeznanie złożył i drugi stały spowiednik Stanisława. Święty Stanisław starał się ściśle wypełniać wolę Pana Jezusa, który powiedział: Jeśli mię miłujecie, chowajcie przykazania moje ( Jan 11, 15). Wiedział On bowiem, że każde ciężkie przewinienie, naruszenie Przykazań Bożych, niszczy, usuwa z duszy wraz z łaską uświęcającą ową wielką cnotę miłości Boga. Zdobycie jej i utrzymanie, to dar Boży, owoc zarazem długiej mozolnej pracy, a grzech burzy ją w jednej chwili. I cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, ostrzega Pan Jezus, a na duszy szkodę poniósł? Rodzice drodzy, ostrzegajcie Wasze dzieci przed grzechem. Wzmacniajcie w ich duszach cnoty moralne, one stanowić będą dla nich mur ochronny. Zachęcajcie je do ukochania zwłaszcza cnoty czystości, ona uchroni ich przed najwstrętniejszym grzechem, bezwstydnym, niemoralnym. Mówcie do nich: Dzieci drogie, synu, córko! Chcecie pięknie wyglądać, pamiętajcie, że piękno nie w ubraniu tkwi, ani twarzy, ale w czystości i niewinności duszy. Takim był św. Stanisław, Aniołem go przez to zwali, bo anielski miał wygląd twarzy, oczu, anielski uśmiech, słowo, ruchy. Mdlał, słysząc coś niemoralnego. Widok jego osoby wzbudzał u innych jak najszlachetniejsze uczucia. Rodzice! Czuwajcie pod tym względem nad waszemi dziećmi, usuwajcie im z oczu wszystko, co by pobudzało do myśli brudnych, co by mogło zawczasu zwarzyć kwiat niewinności ich duszy. Tym, co wytrwają i zachowają nieskalaność duszy, wielką obietnicę daje sam Pan Jezus: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają”. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie… s. 34-36.
2. Kto się uniży jak dziecię,
kto złoży w Bogu nadzieję swą,
ten w sercu Boży pokój ma.
I wszędzie znajdzie rodzinny dom.
3. Rodziną Bożą jesteśmy,
nikt nie jest obcy, każdy nam brat.
Daj, Jezu, nam zrozumieć to,
że trzeba dobrem zwyciężać zło.