1. „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela ( Mt 19, 6). Rodzina jest pierwszym naturalnym społeczeństwem ludzkim, którego głównym celem jest wychowanie nowego pokolenia. Rodzina obejmuje instytucję małżeńską i rodzicielską. […] Rodzina u pogan uległa całkowitemu rozkładowi, a i u Żydów nie miała już pierwotnej czystości. Toteż Chrystus odnowił ją zarówno w instytucji małżeńskiej jak i rodzicielskiej. Przede wszystkim Chrystus Pan w naukach swych stwierdza z nieomylną powagą, że Bóg łączy małżonków i zastrzega sobie szczególniejsze do tego związku prawa: Czyż nie czytaliście, że ten, który stworzył człowieka na początku mężczyzną i niewiastą stworzył ich i rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela ( Mt 19, 4-6). Ponadto Pan Jezus podnosi małżeństwo do nadprzyrodzonego porządku i czyni je Sakramentem, z którego przyjęciem nowożeńcy otrzymują osobne łaski sakramentalne czyli pomoc Bożą do chrześcijańskiego wychowania dzieci, zgodnego w czystej miłości z sobą pożycia i powściągania pożądliwości grzesznych. Łask tych nie otrzyma ten, kto jest w grzechu śmiertelnym. Tajemnica to wielka jest – powie Apostoł – a ja mówię w Chrystusie i Kościele ( Ef 5, 32); Żeby każdy z was ciało swe utrzymywał we czci i świątobliwości, a nie w żądzy zmysłowej, jak to czynią poganie, którzy Boga nie znają ( 1 Tes. 4, 4 i 5). Chrystus nie tylko podkreśla świętość małżeństwa, ale również jego trwałość i nierozerwalność, która wypływa z natury rzeczy, samorzutnie się budzi w świadomości osób wzajemnie się kochających bez względu na ich wykształcenie, stanowisko i majątek. Zbawiciel zapytany: Godzi – li się człowiekowi opuścić żonę swoją? odpowiedział: Mojżesz ze względu na twarde serca wasze dozwolił wam opuszczać wasze żony, lecz na początku nie było tak. A następnie stwierdza, że w Nowym Testamencie to pozwolenie ustaje i małżeństwo powraca do swej pierwotnej nierozerwalności: Ktokolwiek oddaliłby żonę swoją, a pojąłby inną, dopuszcza się przeciwko niej cudzołóstwa. I jeśliby żona opuściła swego męża, i wyszła za innego, cudzołoży ( Marek 10, 11 i 12). Z powyższych słów wynika, że nowy związek zawarty z kimkolwiek za życia pierwszego małżonka Pan Jezus napiętnował mianem cudzołóstwa. Atoli w razie cudzołóstwa jednego z małżonków, drugi może otrzymać separację przy zachowaniu węzła małżeńskiego, jak to wynika ze słów Zbawiciela: Ktobykolwiek opuścił żonę swoją, z wyjątkiem przyczyny rozpusty, i pojął inną, cudzołoży ( Mt. 19, 9). Prawosławni i protestanci z tego urywku mylnie wnioskują, jakoby Zbawiciel w razie cudzołóstwa pozwolił na rozwód. Ale Pismo św. nie może zawierać w sobie sprzeczności, która by wynikła, gdyby dopuścić możliwość rozwodu, jaki w poprzednim urywku tak wyraźnie został przez Chrystusa potępiony. Tak rozumieli małżeństwo Apostołowie, albowiem św. Paweł parokrotnie podkreśla w listach swoich jego nierozerwalność: Zamężna… gdyby współżyła z innym mężczyzną za życia męża, będzie zwana cudzołożną ( Rzym. 7, 2-3). Jeśliby żona odeszła, ma pozostać bez męża, albo pojednać się z mężem swoim. Także i mąż żony niech nie opuszcza ( 1 Kor. 7, 11). Z powyższego wynika jedność małżeństwa, która polega na tym, że wolno jest wstępować w związki małżeńskie tylko jednemu mężczyźnie z jedną niewiastą”[1]. ( Błogosławiony ks. Michał Sopoćko).
2. Dzisiaj Pan Bóg zaprasza nas do poważnego odnowienia spojrzenia i praktyki dotyczącej życia małżeńskiego. Słowa: co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela winny zabrzmieć w sercu każdego z nas z całym swym, decydującym o wiecznym losie, ciężarem. Czy uświadamiamy sobie wystarczająco poważnie treść tych słów? Bóg złączył… a więc związek małżeński pomiędzy tym konkretnym mężczyzną i tą konkretną niewiastą jest w Bożym umyśle i zamyśle obecny od wieków. Właśnie ten mężczyzna i ta kobieta poprzez małżeństwo i rodzinę mają się włączyć, przez swą specyficzną drogę, w Boży plan zbawienia; kto więc rozrywa więź małżeńską ten jednocześnie niszczy właśnie ten Boży plan – Boży zamysł stworzenia i zbawienia. Stąd porównanie zdrady małżeńskiej do sprzeniewierzenia się przymierzu z Bogiem nie stanowi jakiejś poetyckiej metafory, ale precyzyjny opis rzeczywistości. Kościół przypomina małżonkom, że ich miłość powinna stanowić zwierciadło – odbicie miłości Chrystusa do Kościoła. Jaka jest więc ta miłość, jakie główne przymioty ją charakteryzują? Miłość Chrystusa do swej Oblubienicy ( pamiętajmy, że w języku łacińskim termin Ecclesia przybiera postać rodzaju żeńskiego) jest przede wszystkim: ofiarna – Krzyż, wierna – do końca ich umiłował i życiodajna – Kościół żyje dzięki Krwi i Ciału Chrystusa Eucharystycznego. By uprzytomnić wspólnocie wierzących na czym polega miłość prawdziwa i kto tę miłość w świecie uobecnia pierwsi chrześcijanie interpolowali w miejsce słowa miłość w hymnie o miłości z Listu św. Pawła do Koryntian imię Jezus; Jezus jest cierpliwy, Jezus jest łaskawy, Jezus jest czysty, itd. Wielką krzywdę robi swemu dziecku rodzic, który na progu jego małżeństwa próbuje ustawiać nowopowstały związek w perspektywie: ktoś musi rządzić w tym małżeństwie i dobrze by było, gdybyś tym kimś był ty! Pierwsze czytanie przypomina nam o fundamencie jakiegokolwiek dojrzałego związku – równej godności każdej osoby ludzkiej. Jeżeli ktoś rzeczywiście musi rządzić ludzkimi związkami to idealny rezultat osiąga się w tym względzie wtedy, gdy rządzącym jest Pan Bóg i Jego przykazania. Uzdrowienie każdej rodziny idzie poprzez uzdrowienie małżeństwa; dojrzała miłość małżeńska zawsze poprzedza i warunkuje udaną miłość rodzicielską i rodzinną; dlatego św. Jan Paweł II w swoim nauczaniu zawsze rozgraniczał te dwie rzeczywistości; zawsze mówił o małżeństwie i rodzinie. Miłość małżeńska jest miłością sakramentalną, miłość rodzicielska nie jest miłością sakramentalną. Chorą sytuacją jest więc ta, gdy żona mówi, że już straciła nadzieję na dobre relacje z mężem, albo odwrotnie – mąż mówi takie same słowa, i dlatego jedyne co jej / jemu zostało to poświęcić się dzieciom. Z takiego procesu wychowawczego wyjdą dzieci skrzywione duchowo i psychicznie. Zdrowa miłość małżeńska poniekąd automatycznie wpływa na uzdrowienie miłości rodzinnej. Zadaniem rodziców jest wydać na świat dziecko, czyli przekazać życie, wychować to dziecko na trzech filarach wychowawczych tj. nauczyć dziecko mądrości, nauczyć dziecko pracowitości, nauczyć dziecko miłości i wypuścić (!!!) to dziecko w świat. Ten trzeci punkt zdaje się najczęściej szwankować w wielu małżeństwach, w których jedna ze stron ( mąż albo żona) nie przecięła duchowo – psychicznej pępowiny ze swoim rodzicem, traktując go jako o wiele ważniejszy od swego współmałżonka element życia. Spłycone spojrzenie na małżeństwo i rodzinę jest przejawem szerszego procesu zagubienia prawdziwego znaczenia życia i tajemnicy człowieka, jest przejawem potwornej despirytualizacji gubiącej najgłębszą istotę natury rzeczywistości. Po ziemi skacze ostatni człowiek, który wszystko zdrabnia ( F. Nietzsche). Przepowiednia niemieckiego filozofa XIX wieku spełnia się na naszych oczach. Właśnie skacze, to znaczy nie jest zdolny do stałości – stabilizacji ( stabilitas), która stwarza środowisko umożliwiające powstanie i rozwój głębokich oraz dojrzałych więzi międzyosobowych, rodzinnych, wspólnotowych; stanowi ona również jeden z zasadniczych filarów zachodniej cywilizacji[2]. Skacze i zdrabnia, czyli chybi uchwycenia całości tajemnicy Boga, świata, człowieka; w małżeństwie widzi jedynie, w zasadzie przypadkową i otwartą na zmianę czy porzucenie, swobodną, tylko horyzontalną, umowę między osobami ludzkimi, bez jakiegokolwiek odniesienia tejże relacji do stwórczo – zbawczego zamysłu Boga[3]. Co więc należy w takiej sytuacji czynić? Należy przede wszystkim przywracać mistyczne, czyli w pełni prawdziwe, spojrzenie na rzeczywistość, w tym na rzeczywistość małżeństwa i rodziny. Mistyka to spotkanie dwóch miłości; miłości Boga – Stwórcy i Zbawiciela oraz, rozpoznającej i przyjmującej tę Bożą miłość z wdzięcznością, miłości człowieka – stworzenia. By być mistykiem nie potrzeba uchodzić na odludną samotnię, na zaszytą w głuchych ostępach pustelnię. Mistykiem może być rolnik, który w ziemi przez siebie uprawianej i w ziarnie w nią wrzucanym dostrzega miłującą i troskliwą rękę Boga; mistykiem z pewnością jest ten rolnik, który w obumieraniu ziarna i owocowaniu w tymże obumarciu zakorzenionym dostrzega tajemnicę paschalną Chrystusa[4]; mistyczką jest matka, która w swoim dziecku widzi nie tyle trud wychowania, ile wyraz niepojętej miłości Boga, powołującego do istnienia, przez wspólnotę małżeńskiej miłości, istotę, które będzie już trwała wiecznie, nigdy nie przestanie istnieć; mistykiem jest mąż dostrzegający w swej żonie szczodry dar Bożej dobroci, troski i miłości. Gdyby powrócono powszechniej do takiego sposobu postrzegania rzeczywistości, z pewnością przyczyniłoby się to do zintensyfikowania procesu uzdrawiania poszczególnego człowieka, małżeństwa i rodziny oraz całej ludzkości. Na czy polega miłość małżeńska oraz jak dojrzała i głęboka potrafi ona być uczy również polska tradycja narodowo – patriotyczna. W wielu listach Polaków – syberyjskich zesłańców XIX wieku ( listach zarówno opublikowanych, jak i pozostających dalej w prywatnych archiwach) odnajdujemy głęboko poruszające prośby kierowane do władz carskich o zezwolenie na połączenie rozdzielonych przez zsyłkę małżonków; mężowie apelowali do władz o to, by te przejęły nawet całe ich majątki, a pozwoliły jedynie na dołączenie do miejsca zesłania ich żonom, żony sprzedawały rodzinne kosztowności, łącznie ze ślubnymi obrączkami, by zaspokoić chciwość carskich urzędasów, władnych wydać pozwolenie na wyjazd na Syberię i przebywanie razem z mężami.
3. 7 X 1944 roku urodził się w Radomiu, z rodziców Piotra i Janiny z Kępczyńskich, Adam Odzimek, od 25 IV 1985 biskup pomocniczy diecezji sandomierskiej. Bp Odzimek jest absolwentem Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Syrokomli w Radomiu. W 1962 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu; formacja seminaryjna alumna Adama została przerwana na dwa lata przez służbę wojskową odbywaną w Gubinie i Opolu. Święcenia kapłańskie przyjął dnia 31 V 1969 roku. Po święceniach ks. Odzimek pracował jako wikariusz w kilku parafiach diecezji sandomierskiej. W latach 1972-1976 odbył studia z teologii biblijnej w KUL; doktorat 1978 rok. Po studiach został mianowany wykładowcą Nowego Testamentu w sandomierskim Seminarium. W latach 1980-1984 studiował w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie. Po rzymskich studiach ks. dr Odzimek kontynuował wykłady z Pisma Świętego w Sandomierzu. W pamięci byłych alumnów a obecnych kapłanów sandomierskich uczestniczących w wykładach bpa Adama Odzimka pozostał obraz miłego, delikatnego człowieka, prawdziwie zafascynowanego studium biblijnym, często przytaczającego najświeższe wyniki badań skrypturystyczno – archeologicznych oraz, co szczególnie ważne dla naszych rozważań, ustawicznie zachęcającego swych słuchaczy do rozpoczynania zajęć modlitwą w formie pieśni lub piosenki religijnej. Dnia 25 IV 1985 roku ks. Adam Odzimek został mianowany biskupem pomocniczym diecezji sandomiersko – radomskiej. Bp Odzimek, obok spełniania pasterskiej posługi w głównym nurcie duszpasterskim i pedagogiczno – akademickim, skoncentrował również swe działania na inicjatywach trzeźwościowych i charytatywnych prowadzonych najczęściej z ramienia Episkopatu Polski[5]. Z dniem nowego podziału administracyjnego Kościoła w Polsce ( 25 III 1992 rok) bp Adam Odzimek został biskupem pomocniczym diecezji radomskiej.
[1] M. Sopoćko. Miłosierdzie Boga w dziełach Jego. Londyn 1959 s. 135-136.
[2]„Pominąwszy ich zatem, przejdźmy z pomocą Pana do zasad regulujących życie cenobitów, tego najdzielniejszego rodzaju mnichów ( RB 1, 13). Cała Reguła będzie reakcją przeciw pozostałym trzem rodzajom mnichów. Święty Benedykt pisze ją tylko dla cenobitów. Nasze śluby to także reakcja. Posłuszeństwo, na którym opiera się Reguła, to wystąpienie przeciw anachoretom, ponieważ oni nie praktykują posłuszeństwa. Zachowywanie obyczajów mniszych – przeciw sarabaitom; stałość – przeciw gyrowagom. Podobnie jak członkowie innych zakonów, przyrzekamy ubóstwo i czystość, ale śluby te mieszczą się w ślubie zachowania obyczajów mniszych. Życie benedyktyńskie powinno podkreślać stale te trzy zasadnicze punkty: posłuszeństwo, życie klasztorne, stałość. Posłuszeństwo tworzy jakby fundament, podporę życia zakonnego. Do istoty zaś benedyktyńskiego ducha należy szczególnie stałość, bo nie ma życia rodzinnego bez stałości. My mamy prawo, a nawet musimy przywiązać się do naszego klasztoru, bo to nasz dom”. Karol van Oost. Komentarz do Reguły świętego Ojca naszego Benedykta. Tyniec 2017 s. 38.
[3] „Do teologii zawartej we fragmencie z Księgi Rodzaju Jezus dokłada jeszcze jedno wiążące stwierdzenie: Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela. Chrystus wskazał na to, że małżeństwo nie jest zwykłą umową między ludźmi. Jest sakramentem, w którym ma miejsce spotkanie z Bogiem. Sakrament oznacza wejście w Boży plan stworzenia, na drogę powołania, z której nie można zejść w dowolnej chwili życia ani jej przerwać przez rozwód, gdyż jest to wbrew zamiarom Boga. Tak Chrystus pojmował istotę małżeństwa. Gdy w ten sposób spojrzymy na ten sakrament, wtedy pytanie o możność rozwodu w Kościele straci swoją zasadność. Kiedy dwoje ludzi utworzy wspólnotę życia, w której małżonkowie są świadomi swego powołania, będzie się ona rozwijać. Rozwód może mieć miejsce tylko tam, gdzie zamiast wspólnoty, została utworzona spółka dwojga ludzi, w której dochodzi do handlu zadowoleniem. Rozwodu można oczekiwać tam, gdzie ludzie pod pojęciem małżeństwo rozumieją kontrakt handlowy, który ma na celu zapewnienie wygody w sferze materialnej lub uczuciowej. Gdy staje się to niemożliwe, życie we dwoje już nie opłaca się. Ale czy w takim przypadku można mówić o małżeństwie? Czy raczej nie jest to para wolnych ludzi, którzy chcieli się dobrze urządzić? Nazwanie takiego związku małżeństwem jest chyba nadużyciem tego słowa. Bo małżeństwo jest czymś jedynym, niepowtarzalnym, jest wypełnieniem Bożego powołania. Powołanie to może wypełnić tylko dwoje ludzi złączonych jak jedno ciało, bo owo powołanie przerasta każdego z nich wziętego osobno”. Głoście Ewangelię. T. II. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek 1981 s. 246-247.
[4] „Wierz doświadczonemu: więcej znajdziesz w lasach aniżeli w książkach; drzewa i kamienie powiedzą ci to, czego nie usłyszysz od nauczycieli. Niektórzy jeszcze dzisiaj uważają to zdanie za wyrok wydany przez Bernarda na korzystanie z cudzych osiągnięć intelektualnych, których symbolem jest książka. Zapominają, że on sam brał udział w utrwalaniu w takiej właśnie formie własnych przemyśleń, by je przekazać innym. Nacisk w radzie danej korespondentowi spoczywał na osobistym w samotności rozważaniu zasadniczych problemów życia. Pomocą w tym będzie zawsze pierwsza księga, jaką Bóg rozłożył przed człowiekiem: kosmos, głoszący swoim ładem i pięknem moc oraz mądrość i dobroć Stwórcy. Kontemplacja nie odbywa się w absolutnej pustce, lecz w rzeczywistości konkretnej, która w oczach mistyka przekształca się w znak wskazujący drogę do świata nadprzyrodzonego”. J. Mirewicz. Wychowawcy Europy. Kraków 2003 s. 57-58.
[5] J. Kucharski. Biogram Ks. Bp. Dr. Adama Odzimka. „Studia Diecezji Radomskiej” 7 ( 2005) s. 9.
2. Gdzież my, o Matko, ach, gdzież pójdziemy,
I gdzie ratunku szukać będziemy?
Twojego ludu nie gardź prośbami:
Ucieczko grzesznych, módl się za nami!
3. Imię Twe, Mario, litością słynie,
Tyś nam pociechą w każdej godzinie,
Gdyśmy ściśnieni bólu cierniami:
Ucieczko grzesznych, módl się za nami!
4. O Matko nasza, Matko miłości!
Niechaj doznamy Twojej litości,
Bośmy okryci grzechów ranami:
Ucieczko grzesznych, módl się za nami!
5. A gdy ostatnia łza z oka spłynie,
O Matko święta, w onej godzinie,
Zamknij nam oczy Twymi rękami:
Ucieczko grzesznych, módl się za nami!