XXXIV Niedziela zwykła B

1. „Sąd ostateczny będzie zakończeniem całej historii Kościoła i ludzkości. Pojedynczych ludzi Bóg osądzi zaraz po śmierci na sądzie szczegółowym. Ale ponieważ człowiek jest istotą społeczną, trzeba, by i sąd był społeczny czyli powszechny i publiczny. Będą sądzeni ludzie jako członkowie rodzin, stowarzyszeń, społeczeństw, państw i narodów. Bóg bowiem ma być uwielbiony nie tylko przez pojedyncze osoby, ale i przez poszczególne narody i całą ludzkość. Chrystus za wszystkich umarł i wszystkich sądzić będzie. […] Żył On na ziemi w wielkim ubóstwie, pokorze i poniżeniu, dlatego wypada, by na sądzie ostatecznym ukazał się z całą swoją potęgą i majestatem. Sprawiedliwi będą się cieszyć i śpieszyć na Jego powitanie, a ci co za życia wzgardzili Nim, wyparli się Go i może nawet drwili z Niego, będą drżeli ze strachu, bo dla nich On nie będzie już Królem Miłosierdzia, ale tylko sprawiedliwym, surowym Sędzią. Przebieg sądu rozpocznie się od otworzenia sumienia, które w jednym momencie Wszechmocny oświeci i publicznie ukaże, jakie ono było. Będzie to obraz całego Kościoła, historii świata i rodzaju ludzkiego, utkany z dróg i czynów poszczególnych ludzi, z tajnych myśli, celów, pobudek, zamiarów, cierpień i cnót Świętych, którzy tu na ziemi wiedli życie ukryte, znosili prześladowania i oszczerstwa. Tam jednak Miłosierdzie Boże usprawiedliwi ich wiecznie. Ale zarazem będzie to obraz utkany z pobudek zbrodni i grzechów potępieńców, obraz miasta szatańskiego, obraz ciemności i przewrotności ludzi występnych. W drugim akcie sądu zostanie wydany wyrok. Sędzia Najwyższy z wielką łaskawością i Miłosierdziem zwróci się do stojących po prawicy i wynagrodzi im publicznie wszystkie trudy i prace, mówiąc: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego i posiądźcie królestwo zgotowane wam od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a nakarmiliście mnie; pragnąłem, a daliście mi pić; gościem byłem, a przyjęliście mnie; nagim, a przyodzialiście mnie; chorym, a nawiedziliście mnie; więźniem, a przyszliście do mnie. Wtedy sprawiedliwi odpowiedzą Mu mówiąc: Panie, kiedyśmy widzieli Cię łaknącym, a nakarmiliśmy Cię; pragnącym, a daliśmy Ci pić? Kiedyż to widzieliśmy Cię gościem, a przyjęliśmy Cię, albo nagim, a przyodzialiśmy Ciebie? Kiedyśmy widzieli Cię chorym albo więźniem, a nawiedziliśmy Ciebie? A odpowiadając król rzecze im: Zaprawdę powiadam wam, coście uczynili jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście uczynili ( Mat. 25, 34-40). Straszny wyrok usłyszą stojący po lewicy: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, który zgotowany jest diabłu i aniołom jego. Albowiem łaknąłem, a nie nakarmiliście Mnie, pragnąłem, a nie daliście Mi pić; byłem gościem, a nie przyjęliście Mnie; nagim, a nie przyodzialiście Mnie; chorym i więźniem, a nie nawiedziliście Mnie… Zaprawdę powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnie nie uczyniliście. I pójdą ci na mękę wieczną, a sprawiedliwi do żywota wiecznego ( Mat. 25, 41-46). Ostatnim aktem sądu będzie wykonanie wyroku. Przepaści piekielne pochłoną szatanów i potępieńców; stamtąd nikt się już nie wydostanie przez całą wieczność. Dla błogosławionych zaś rozpocznie się wieczna szczęśliwość i radość i panowanie z Barankiem. Wypełnią się słowa proroka: A czasu onego będzie wybawiony lud Twój, każdy, kto będzie znalezion w księdze napisany ( Dan. 12, 1). Jak długo mamy w pamięci te słowa Pana Jezusa, nie lękamy się pośmiewiska i wzgardy świata, chętnie znosimy upokorzenia i prześladowania, albowiem jesteśmy świadomi, że ostatecznie wieczór czasu światowego będzie należeć do nas. Ten wieczór będzie radosny, albowiem zamieni wszelkie niepowodzenia i klęski w radość i chwałę. Toteż przepowiednia sądu ostatecznego była wielkim Miłosierdziem dla Apostołów i wszystkich wiernych wyznawców Chrystusa: wlewa ona ufność w trudnościach i różnych utrapieniach, a razem z ufnością wstępuje do duszy męstwo do pokonania tych trudności. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa Pana nie przeminą. Pod koniec czasów Chrystus rozwinie swą chorągiew i zgromadzi wokół niej wszystkich swoich wiernych. Nikogo tam nie zabraknie i nikogo nie minie nagroda. Wypadnie ona według tego, co kto uczynił i zdziałał dla bliźnich, w których widział Chrystusa. A ktobykolwiek jednemu z tych najmniejszych, jako że uczniem jest, dał kubek zimnej wody do picia – zaprawdę powiadam wam, nie straci zapłaty swojej ( Mat. 10, 42)”[1].  ( Bł. ks. Michał Sopoćko).

2. Odrzucenie królowania Chrystusa dokonuje się w życiu niektórych osób na podobieństwo odrzucenia Chrystusa przez Piłata[2], tzn. procesowo, poprzez styl postępowania stanowiący zaprzeczenie trwania w prawdzie, dobru, świętości. Szatan rzadko przychodzi do nas z jasno wyłożoną propozycją odrzucenia Chrystusa. Częściej zachęca, w sposób niemal niezauważalny, do tego, by nie być tak bardzo przewrażliwionym na punkcie Bożych przykazań, nie być takim rygorystą i pobożnisiem, swoje postępowanie dostosowywać bardziej do postępowania innych, tzw. ogółu, nie unikać światłocienia w wyborach moralnych, nie wychylać się, doceniać znaczenie ziemskich układów i kariery, nie ryzykować złej opinii u przełożonego, itp. Poprzez wkroczenie na drogę takiego postępowania dochodzimy również i w naszym życiu do punktu Piłatowego; pomimo znajomości prawdy, próbujemy ją ominąć – sprzedać w imię czegoś, co zaczęliśmy uznawać za ważniejsze od niej. O każdym uczniu Chrystusa, o każdym z nas, powinno być możliwym powtórzenie tych słów, które Chrystus mówi o sobie: Ja się na to narodziłem, aby dać świadectwo prawdzie. Uzdrowienie jakie ofiaruje Chrystus człowiekowi dotyczy w znacznej mierze odkrywania i doświadczania pełnej prawdy o tajemnicy człowieka, oraz obdarowywania tegoż życiem prawdziwym ( J 15, 5)[3]. Właśnie wtedy zaczynamy wchodzić w rzeczywistość królestwa Chrystusowego; postępując drogą prawdy zaczynamy z Nim królować. Zaniedbując tę drogę, zaniedbując możliwość wstępowania z Chrystusem w procesji życia w górę, człowiek skazuje się na tragiczne spadanie w depresję grzechu i śmierci. Tym usilniej należy więc przypominać, że liturgia i obrzędy Kościoła właściwie poznane, rozumiane i doświadczane, konstytuują tę rzeczywistość, w której Bóg zechciał umieścić wszystkie środki zbawczo – terapeutyczne, jakich potrzebuje człowiek, by prowadzić życie prawdziwe, szczęśliwe i pełne. Chrystus mówiący do potępionego słowa: nie znam cię, jest tym samym Chrystusem, który wcześniej, w doczesności, po tysiąckroć usłyszał od tegoż potępionego te same słowa. Można dostrzec pewne podobieństwo relacji potępionych do Chrystusa z naszymi ziemskimi, ludzkimi odniesieniami. Istnieje dosyć znane powiedzenie: sukces ma wielu ojców, klęska jest sierotą. Ktoś to odniósł jakiegoś rodzaju sukces – zwycięstwo w wyborach, awans zawodowy, materialne powodzenie, nagle odnajduje się otoczonym przez wielu i zazwyczaj nowych przyjaciół. Nie brak wśród nas takich, których pociąga chwała, moc, władza, powodzenie; nie tak wielu jest pośród nas takich, którzy pragnęliby towarzystwa człowieka ciągle czegoś potrzebującego, głodnego, odsuniętego na tzw. margines życia, uzależnionego, oczekującego na stałą troskę. Obecności takich osób zazwyczaj unikamy; nie chcemy, by burzyli nam naszą małą stabilizację, by narażali na niebezpieczeństwo ścieżkę naszej zawodowej kariery, nie chcemy byśmy poprzez przestawanie z nimi przyczynili się do powstania fali szkodzących nam potencjalnie nadinterpretacji, itd. W scenie sądu ostatecznego Chrystus mówi, że wszystkie tego rodzaju zachowania wobec człowieka prawdziwie potrzebującego, przekazują w gruncie rzeczy ten sam komunikat: nie znam cię. Możemy więc, na podstawie Ewangelii, kontynuować myśl Chrystusa: nie chcieliście znać Mnie w moim uniżeniu, w mojej potrzebie, w mojej biedzie, w czasie, który był wam dany po to, by leczyć z miłością właśnie ludzkie biedy, dlaczego Ja mam was znać teraz, w wieczności, która stanowi nagrodę za uczynki miłości dokonane w doczesności? Królestwo Chrystusa bywa również współcześnie deformowane poprzez nakładane na nie maski doczesno – polityczne. O tym, czym jest w rzeczywistości Chrystusowe Królestwo poucza nas dzisiejsza prefacja; ten, kto w swym postępowaniu kroczy drogą prawdy i życia, miłości i łaski, sprawiedliwości i pokoju, ten właśnie należy prawdziwie do Królestwa Chrystusowego. Łatwiej jest nosić płaszcze oraz sztandary z napisami i wizerunkami Chrystusa Króla, niż uporządkować swoje życie w taki sposób, by każdy jego wymiar znalazł się w pełni pod panowaniem Chrystusowej woli. Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili. To Chrystusowe zdanie powinno towarzyszyć chrześcijaninowi zawsze; o tym zdaniu winien on pamiętać codziennie. Sługa Boży abp Fulton Sheen często przytaczał poruszającą opowieść o człowieku, który w czasie swego doczesnego życia walczył gorliwie w obronie dzieci nienarodzonych. Gdy jednak człowiek ów stanął na Sądzie Ostatecznym, uświadomił sobie z całą grozą brak prawdziwych zasług, jakie mógłby przedstawić Bogu. Doświadczył wyraźnie, bez żadnego udawania, bolesnej nagości swej grzeszności i śmiertelnej ciszy – lęku o swój wieczny los; w tej przerażającej ciszy dały się jednak w pewnym momencie słyszeć dziecięce głosy wołające w stronę Bożego Trybunału – oszczędź go, bo nas bardzo kochał….

3. Katolicka szkoła i katolicka organizacja. Duch Chrystusowy, dzięki obecności katechezy w programach nauczania polskich szkół, może umacniać się w sercach oraz umysłach dzieci i młodzieży – uczniów każdej szkoły, nie tylko szkoły prowadzonej przez wspólnoty kościelne. Tym samym proces kształcenia staje się procesem integralnym, zawierającym w sobie istotny element wychowania człowieka, tzn. wiarę w Boga[4]. Rodzice św. Stanisława mogą także współcześnie stanowić wzór odpowiedzialnej troski o religijne wychowanie dziecka realizowane również w szkole. W czasach szalejącej reformacji, nowinkarstwa i związanym z tym zachwianiem obyczajów wysłali oni swych synów do szkoły prowadzonej przez oo. Jezuitów, by zapewnić im jasny przekaz wiary i oparte na Bożych przykazaniach wychowanie. Możliwość kontynuowania zdrowej formacji chrześcijańskiej młodzież opuszczająca szkołę powinna odnajdywać również w różnorodnych organizacjach i wspólnotach eklezjalnych[5].

Punktem trzecim powyższej homilii kończymy syntetyczne uobecnianie treści publikacji ks. Jana Kubkowskiego[6]. Trudno było pozostawić tę wspaniałą inicjatywę sandomierskiego kapłana spowitą mgła zapomnienia, zwłaszcza w roku Jubileuszu 200 – lecia diecezji sandomierskiej oraz w roku, którego patronem był właśnie św. Stanisław Kostka. Również współcześnie pragnęłoby się widzieć podobnego rodzaju publikacje, stanowiące owoc wiedzy teologicznej, gorliwości pastoralnej i osobistej świętości duszpasterza. Ujęcie problemu zaprezentowane przez ks. Kubkowskiego, tj. skierowanie nauczania kaznodziejskiego o św. Stanisławie zwłaszcza do rodziców, współgra z niektórymi ze współczesnych sposobów przypominania tej Postaci, które postulują, by w św. Stanisławie Kostce widzieć nie tylko patrona dzieci i młodzieży, ale również świętego, który w czasach zamętu intelektualno – moralnego, w czasach odchodzenia od wierności wobec Kościoła katolickiego i papieża, w wieku zdrady, zachował w sposób jednoznaczny i dojrzały właśnie wierność Bogu obecnemu w Kościele katolickim i wyraźnie przypomniał prawdę o celu pielgrzymowania człowieka[7].


[1] M. Sopoćko. Miłosierdzie Boga w dziełach Jego. Londyn 1958 s. 189-190.

[2]„Wszystkie charakterystyki tego dostojnika imperialnego są negatywne. Był władcą gwałtownym, nieopanowanym i okrutnym. Przesłuchanie Chrystusa w pretorium – dzisiejsze czytanie – ukazuje Piłata jako człowieka wrogiego Żydom. Lotny rzymski umysł uchwycił wnet, że Jezus mówiąc o godności królewskiej, myślał o innej rzeczywistości niż ziemska. Trudno dociec, czy z przekonania o niewinności Oskarżonego, czy dla dokuczenia notablom żydowskim postanowił nie zatwierdzać wyroku śmierci na Jezusa. Dopiero groźba oskarżenia przed cesarzem i troska o własny interes zmusiły rzymskiego dygnitarza do poddania się presji Sanhedrynu”. Głoście Ewangelię. Red. J. Bagrowicz. T. Lewandowski. Włocławek 1991 s. 284-285.

[3] „Prawda w Ewangelii według św. Jana nie oznacza bynajmniej przyporządkowania intelektualnego poznania obiektywnej rzeczywistości, lecz rzeczywistość Bożą, wcieloną i w pełni objawioną oraz zrealizowaną w Jezusie. Jezus przynosi najwyższą prawdę o Bogu, o człowieku oraz o wzajemnych ich relacjach. Człowiek nie jest samotną istotą we wszechświecie – istnieje Bóg – Stwórca, który pragnie człowieka, szuka go, chce go mieć przy sobie, by ofiarować mu pełnię swojego życia. Ta prawda wyzwala ( por. Jan 8, 32), gdyż zawierzywszy jej, przestaje być człowiek niewolnikiem śmierci i ontycznego lęku, zaś staje się synem Boga, bowiem dzięki Jezusowi ma prawo wołać do Niego Ojcze ( Mt 6, 9; Rz 8, 15; Gal 4, 6). Ma prawo do współdziedzictwa z Chrystusem ( Rz 8, 17). Na tym polega nasze współkrólowanie z Chrystusem, o czym mówi nam dziś święty Jan w Księdze Apokalipsy: Jezus uczynił nas królestwem – kapłanami dla Boga i Ojca swego ( Ap 1,6), wyzwoliwszy uprzednio człowieka z najstraszniejszego niewolnictwa – niewolnictwa grzechu, sprowadzającego śmierć ( Ap 1, 5)”. Tamże s. 186.

[4] „Był pewien ojciec, który syna swego wychowywał zupełnie bez zasad religijnych, bo i sam ich nie doceniał. Synek był tylko strapieniem rodziców, uczyć się nie chciał i broił bez miary. Ojciec przenosił go z jednego zakładu do drugiego, zewsząd go wydalano. Nie wiedział już, co ma z synem zrobić. Naraz, ktoś mu doradził, aby chłopca oddał do szkoły prowadzonej przez księży jezuitów. Ojciec ten, choć nie był przyjacielem zakonników, ale zmuszony postanowił spróbować. Pojechał tam z synem i prosił o przyjęcie. Dobrze – odpowiada o. Rektor Zakładu – może zdołamy go wychować, a tymczasem niech się Pan wiele modli za dziecko. Ledwie te słowa ostatnie o modlitwie powiedział, ojciec chłopca taką minę zrobił, jakby piołun rozżuwał i odezwał się: Proszę o jedno, aby na punkcie religji mojemu synkowi dać spokój. W tym kierunku religijnym na razie nie chcę go wychowywać, jak podrośnie niech sam robi, co chce. A na to o. Rektor: jeśli tak, to proszę sobie syna zabrać, gdyż w tych warunkach oświadczam od razu, ze nic z pańskiego synka nie zrobimy. Skoro mamy dobre wyniki w naszym zakładzie, zawdzięczamy jedynie religijnemu wychowaniu, zaszczepiając w serca i umysły naszych wychowanków zasady Chrystusowe. Ojciec chłopca zastanowił się i po chwili dodał: Niech będzie, oddaję go wam, róbcie z nim, co chcecie, wychowujcie, jak chcecie, aby tylko był z niego dobry i pożyteczny człowiek. Syn został. Poznał i pokochał wiarę świętą i jej zasady, przejął się niemi, przystępował często do Sakramentów św. a następnie poprawił się w nauce i był potem jednym z najlepszych uczniów. Oto, co daje prawdziwa katolicka szkoła”. J. Kubkowski. Wychowanie chrześcijańskie na tle życia św. Stanisława Kostki. Nauki w czasie nowenny. Wierzbnik 1936 s. 42-43.

[5] „Drodzy Rodzice! Spytacie: Co robić, wszak one mało są w domu, więcej poza nim szukają wciąż towarzystwa. Kościół Święty, jak ta dobra matka, pragnie przyjść wam z pomocą, pragnie wam dopomóc w wychowaniu tej starszej waszej dziatwy, pragnie dać im towarzystwo lepsze. Na to istnieją Sodalicje Mariańskie, na to istnieją Katolickie Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej – Żeńskiej, krótko zwane K. S. M., wchodzące w skład t. zw. Akcji Katolickiej. Celem podstawowym ich: Wyrobienie członków na światłych i czynnych członków Kościoła Katolickiego, przygotowanie ich do indywidualnego i zbiorowego apostolstwa Chrystusowego, oraz szerzenia zasad katolickich poprzez wszystkie dziedziny życia i kultury. Wychowanie religijne, osoba księdza, pracującego z tą młodzieżą, książki, gazety o dobrej treści, spowiedź i Komunia święta, doborowe otoczenie, wszystko to wpływa na osobiste uświęcenia duszy młodzieży, oraz wyrabia ducha apostolskiego. Któż jest dla nich wzorem i najwyższym patronem? Święty Stanisław Kostka. Trudno o lepszy wzór. Pobożność, siła woli, poświęcenie, karność, pracowitość – oto cnoty, które św. Stanisław pragnie w K.S.M. przelać na dusze młodzieży. Drodzy Rodzice! Chcecie pociechy po waszych dzieciach, chcecie, aby się stały chlubą waszą i ostoją Katolickiej Polski, kierujcie te starsze dzieci pod sztandary Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, oddajcie je pod przemożną opiekę św. St. Kostki, a tam się nauczą, jak służyć Bogu i Ojczyźnie. Amen”. Tamże s. 45-46.

[6] Jan Kubkowski urodził się w 1903 roku w Szydłowcu. Był absolwentem sandomierskiego Seminarium Duchownego ( święcenia kapłańskie otrzymał w 1929 roku); pracował jako wikariusz w wielu parafiach diecezji sandomierskiej – w latach posługiwania na swej trzeciej placówce wikariackiej, w Wierzbniku ( Starachowice Trójcy Świętej), wydał właśnie publikację zawierającą nauki wygłoszone przez niego w czasie Nowenny do świętego Stanisława Kostki zatytułowaną Wychowanie chrześcijańskie na tle życia św. Stanisława Kostki. Nauki w czasie nowenny ( Wierzbnik 1936). W kolejnych latach ks. Kubkowski był proboszczem m.in. w Starachowicach ( parafia Wszystkich Świętych), w Wiązownicy, w Goźlicach, oraz dziekanem koprzywnickim, szydłowieckim i radomskim. Zmarł w 1967 roku w Radomiu; został pochowany na cmentarzu w Szydłowcu. Kubkowski Jan. W: Słownik biograficzny księży diecezji sandomierskiej XIX – XX w. Red. B. Stanaszek. R. Nowakowski. T. 2. Sandomierz 2015 s. 169.

[7] „Św. Stanisław Kostka – wierny i samotny pielgrzym w Europie szesnastego wieku wpatrzonego w ziemię i zgiełkliwego, w którym powoli zacichał głos Psalmisty wyznającego przed Bogiem: Gościem jestem oraz przechodniem – jak wszyscy moi przodkowie. Z pamięcią o tej prawdzie szli kiedyś pątnicy średniowieczni do miejsc uświęconych obecnością Chrystusa lub Jego Apostołów. Drogi do Betlejem, Nazaretu, Jerozolimy, Le Puy, Santiago de Compostella i Rzymu mierzone były pacierzami i psalmami pokutnymi, które miały świadczyć o głębokiej wierze idących nimi w świat miłości i miłosierdzia Bożego. Spotykały się tam wszystkie narody europejskie, świadome, że te miejsca są dla nich symbolem wspólnych prawd i zasad moralnego postępowania, a pielgrzymowanie do nich myślą, wolą i sercem uważano za istotę życia chrześcijańskiego na ziemi. W ówczesnych ascetycznych zasadach udzielanych pielgrzymom czytamy: Gdy idziesz do Jerozolimy, myśl o wieczności, gdy idziesz do Rzymu, myśl również o wieczności; do niej bowiem – chcesz czy nie chcesz – zawsze dojdziesz. Powtarzano wówczas z przejęciem słowa Psalmu: Pieśniami stały się dla mnie prawa Twoje na miejscu mego pielgrzymowania. Człowiek szesnastego wieku inne pieśni śpiewał w czasie swoich wypraw w celu poznawania i zdobywania ziemi raczej aniżeli nieba. Oczarowany pięknem tej ziemi, jej bogactwem i możliwościami zadomowienia się w niej, zapomniał o przestrodze danej przez Autora Listu do Hebrajczyków: Nie mamy tutaj trwałego miasta, ale szukamy tego, które ma przyjść. Jeszcze Nietzsche ( w dziewiętnastym wieku) nie wołał: Zaklinam was, bracia, bądźcie wierni tylko ziemi, a już niektórzy humaniści okresu odrodzenia uważali się przede wszystkim za obywateli kosmosu i za jego autonomicznych panów. Nie imponował im tytuł pielgrzyma do królestwa niebieskiego, zastępowali go tytułem podróżnika, wędrowcy i odkrywcy nowych światów. I w dziedzinie przemyśleń oraz przeżyć religijnych porzucili pielgrzymowanie do niezmiennych prawd wiary oraz do chrześcijańskich ideałów doskonałości, wędrując albo, jak pisał ówczesny polemista, tułając się po pustyni, gdzie nic wartościowego dla duszy nie rośnie. Dzisiaj możemy to nazwać turystyką, polegającą na pospiesznym obejrzeniu wszystkich systemów myśli i działania, bez wiązania się z żadnym obietnicą wierności. W szesnastym wieku zachwiała się wierność Kościołowi rzymskiemu oraz wszelkim osobistym ślubowaniom Bogu i społecznościom ludzkim. Właśnie wtedy rozpoczął swoją pielgrzymkę z Wiednia siedemnastoletni Stanisław Kostka. […] Uczonym, artystą ani poetą nie był. Za naprawiacza świata się nie uważał i nie wnosił nic nowego w szesnasty wiek, spragniony wszelkich nowości. Zdawać by się więc mogło, że z pamięci współczesnych spłynie bez śladu i tylko w archiwum zakonnym w Rzymie będzie przechowywany list Kanizego o Stanisławie Polaku, zawierający zdanie: Wiele sobie po nim obiecujemy. Nie wiedział wtedy ten wielki uczony, że Stanisław już przerósł nadzieje w nim pokładane i był gotów do odejścia, spełniwszy ważne dzieło swego krótkiego życia. Przypominało ono cnotę wierności – wiekowi nazwanemu wiekiem zdrady. Zdradzano wtedy beztrosko Kościół, społeczność chrześcijańską oraz jedność Europy. Odchodzono od zasad zbawczych, od Ewangelii, od dogmatów, które kształtowały kulturę duchową Europejczyków. Już nie wszyscy pielgrzymowali do Rzymu z myślą i troską o zbawienie, by tam, w sercu Kościoła, umocnić się jego nauką i wyrazić swoje do niej przywiązanie. Towarzyszyła im raczej nienawiść do papiestwa i chęć całkowitego uniezależnienia się od dotychczasowego centrum chrześcijaństwa. […] Ten młody człowiek ( św. Stanisław Kostka) nie był naiwny; wiedział, jaki kryzys ogarnął wszystkie dziedziny życia i działania Kościoła. W Wiedniu aż wrzało od nowinek, stwarzających atmosferę niechęci albo wprost wrogości względem Stolicy Apostolskiej, której przedstawiciele okazywali się czasem mniej odważni wobec możnych tego świata od – na przykład – siedemnastoletniego Stanisława. Ale to jest właśnie cechą wielkich ludzi: przyznawać się do sprawy Bożej i angażować się w nią wtedy, gdy jest opuszczana przez dotychczasowych wyznawców i oficjalnych obrońców i atakowana przez wrogów. Do martwego Chrystusa na krzyżu z szacunkiem podeszli Nikodem i Józef z Arymatei, nie licząc na żadną od Niego nagrodę. Był to ich piękny gest lojalności bezinteresownej wobec – według nich – pokonanego przez przeciwników Zbawiciela. Ta lojalność w czasach zdrad i odstępstw jest cnotą bohaterską, zasługującą na nazwę arcydzieła. To umieli dojrzeć i ocenić w Stanisławie ludzie mądrzy, którzy do jego życia stosowali słowa Księgi Mądrości: Wcześnie osiągnąwszy doskonałość przeżył czasów wiele. Przeszedł przez wiek szesnasty i pamięć siedemnastego jako pielgrzym wierny katolicyzmowi i Europie. Nie miał wykształcenia filozoficznego ani teologicznego, ale myślał poprawniej od wielu współczesnych mu filozofów i teologów, którzy wobec oficjalnej nauki Kościoła o niezmiennych prawdach wiary i zasadach jej stosowania w życiu przyjmowali postawę chwiejną lub buntowniczą. Następne wieki zwracały raczej uwagę na wartość wychowawczą jego gestu w świecie młodych. Przedstawiały go temu światu jako patrona wszystkich młodzieńczych przygód życiowych, upiększając je oraz ucudowniając aż do przesady, przez co zacierały się cechy dojrzałości wewnętrznej Stanisława, który dla wszystkich jest wzorem świadomego wyboru celu życiowego i drogi doń prowadzącej. Dwudziesty wiek potrzebuje takiego wzoru. Wiek zdrady ideałów, które tworzyły, wychowywały i otaczały murem obronnym Europę. Zagraża jej bowiem zawsze utrata tożsamości, czyli chrześcijańskiej kultury, gdy myśli o Rzymie przestaną być myślami prawdziwych pielgrzymów zdążających do prawdy zbawczej i zostaną zastąpione myślami zaspieszonych i żądnych tylko nowych przeżyć turystów. Od Stanisława Kostki mogliby się dzisiejsi Europejczycy wiele nauczyć”. J. Mirewicz. Słudzy Europy. Kraków 2003 s. 135-136. 141. 143-144.

2. Ze wszystkich świątyń, chat i pól, popłynie hymn wspaniały;
Niech żyje Jezus Chrystus Król
w koronie wiecznej chwały!
Niech, żyje Maria! Zagrzmi róg.
Tak nam dopomóż Bóg!

3. I taki triumf, taki cud,
powieje z Jasnej Góry
I z taką wiarą ruszy lud,
Synowie Polski, córy,
Że jak mgławica pierzchnie wróg.
Tak nam dopomóż Bóg!