Wrażenia z I Synodu Diecezji Sandomierskiej
Potrzebę Synodu odczuwaliśmy w diecezji dawno. Życie, zwłaszcza lat ostatnich, wysunęło dużo kwestii do omówienia i załatwienia; to też wiadomości o mającym się odbyć Synodzie przyjęliśmy radośnie.
Pośrednio całe duchowieństwo brało udział w przygotowaniach materiałów na przyszły Synod pisząc odpowiedz na ankietę, jak dziś pracować na parafii, jakie bolączki trapią życie duszpasterskie u nas, i wreszcie wypowiadając się o najważniejszych potrzebach życia parafialnego.
Bezpośrednie prace przygotowawcze do Synodu trwały dwa lata; zaangażowanych było w tej pracy kilkanaście osób, które opracowały materiał w odpowiednich referatach, brały udział w posiedzeniach przedsynodalnych (prawie co tydzień) i w komisjach.
Synod rozpoczął się uroczystym, procesjonalnym wprowadzeniem księży Biskupów do katedry o godz. 8 rano. Po Mszy świętej pontyfikalnej i kazaniu o. Hoducha, po odśpiewaniu Veni Creator, zaczęła się pierwsza uroczysta sesja.
Oczywiście największym ożywieniem odznaczały się sesje popołudniowe, dyskusyjne, na których wnoszono nowe projekty, albo poprawki do projektowanych ustaw.
Obrady synodalne wywarły głębokie, podniosłe wrażenie na uczestnikach Synodu. Własnoręczny list Ojca świętego Piusa XI z błogosławieństwem i serdecznymi życzeniami dla obradujących, ciepłe, nacechowane dobrocią i troską o dobro Kościoła i diecezji odezwania się Pasterza; poczucie ważności chwili i doniosłość obrad dla życia duszpastersko-kościelnego, prześliczne, pełne świeżych myśli, nabrzmiałe uczuciem szlachetnym gorliwości, kazania ks. Haducha o modlitwie i o wierze, gościnne i wygodne przyjęcie w seminarium – wszystko to zapewne po trochu wpłynęło na wytworzenie nastroju bardzo podniosłego.
Były to dni pracowite. Przeszło tysiąc punktów, tyczących się życia duszpastersko-kościelnego w diecezji było przedyskutowane; możliwe było to dzięki wielkiemu zapałowi obradujących, sprężystej organizacji i sumiennemu przygotowaniu materiałów przez Komisję Synodalną.
Przeżywaliśmy zaiste chwile historyczne, brzemienne w błogie następstwa.
W czasie tych trzech dni, doniosłych w życiu naszej diecezji słyszeliśmy z poważnych ust kilkakrotnie słowa nacechowane troską i obawą: „byle to tylko weszło w życie, żeby to miało exequatur”.
Tak! Oby Synod nam był zaczątkiem odrodzenia naszych stosunków duszpastersko-kościelnych, oby był potężnym impulsem i wytyczną do pracy na tym polu, by na małą skalę zadziałał w naszej diecezji, to co Sobór Trydencki w całym Kościele.
Ks. W.K.
Opracowano na podstawie Kroniki Diecezji Sandomierskiej z 1923 r.