Jaki Sandomierz? – Dominik Kacper Płaza

Krótko i zwięźle – mój na zawsze, bez względu na to, gdzie aktualnie przebywam. Z wszystkich miejsc na świecie, które lubię, które mnie fascynują, jest zawsze na pierwszym miejscu. Jaki jest lub powinien być dla innych? Taki jakie ludzie mają doświadczenia, wiedzę, horyzonty, lub  po prostu taki jaki zobaczą podczas wizyty. W tym tekście pozwolę sobie spojrzeć na Sandomierz subiektywnie – archeologicznie, historycznie, tradycyjnie ale i nowocześnie. Zastanowię się między innymi, jak na tak stawiane pytanie mogli by odpowiedzieć Sandomierzanie w przeszłości np.: około roku 1000, w roku 1240 roku, w 1650 roku, czy 1939 roku oraz jak możemy patrzeć dzisiaj.

Wszyscy zainteresowani historią miasta mają wiedzę lub przekonanie, że zasiedlenie Sandomierza naszego „sedes regni principales” trwa 1000 lat. To nieprawda! Osadnictwo w tym miejscu sięga co najmniej 12 tysięcy lat. Prawie bez przerw ludzie zamieszkiwali nadwiślańskie wzgórza od 7 tysięcy lat. Jednak dopiero książęta Mieszko I i Bolesław Chrobry oraz kolejni królowie i książęta z dynastii Piastów docenili to miejsce i mogli po raz pierwszy postawić pytanie „jaki Sandomierz”.

Z pewnością strategiczne położenie nad Sanem domierzającym do Wisły, do tego z unikalnym w tej części Europy klimatem, dały impuls do rozwijania nadwiślańskiego grodu w XI i XII wieku. Te czasy to rozbudowa miasta oparta m.in. o budowę kościołów pw. św. Mikołaja, św. Jana, św. Piotra, Narodzenia Najświętszej Marii Panny oraz św. Jakuba. Oprócz budowli sakralnych powstawała także infrastruktura świecka – gród, targ, zabudowa starego miasta. Część z tych obiektów w zmienionej formie funkcjonuje do dzisiaj.

Jaki miał być Sandomierz w następnym 1241 roku? Wydaje się, że miał być ponadregionalny, nowoczesny, europejski. Świadczą o tym kolejne działania z początku XIII wieku takie jak rozwijanie szkoły katolickiej, w której wcześniej wykładał błogosławiony Wincenty Kadłubek,budowa miejskiego klasztoru Dominikanów, którzy przybyli do Sandomierza kilka lat wcześniej z Italii, czy rozbudowujący się gród na wzgórzu z przebywającymi w nim władcami dzielnicowymi. Perspektywy były ogromne. Zdarzenia z 1241, 1259 i 1286 roku niestety przekreśliły marzenia o wielkim mieście. Po kolejnych kilku pokoleniach znów pojawiło się światełko w tunelu.

Tym razem związane z władcami z linii kujawskiej Piastów z Władysławem i Kazimierzem, Jagiellonami i pierwszymi królami elekcyjnymi. W latach 1350 – 1570/1656 miasto ponownie gwałtownie się rozwijało. Pierwsza data to rozpoczęcie budowy murowanego zamku i murów miejskich. Druga synod sandomierski, w czasie którego podpisano tzw. zgodę sandomierską oraz rok wysadzenia zamku. W tym czasie zabudowano wzgórze nowomiejskie z wodociągiem. Powstawały kolejne budowle, z których do dzisiaj jesteśmy dumni! Ratusz, Brama Opatowska, mury miejskie, kościoły. Czy Sandomierzanie w drugiej połowie XVI wieku stawiali sobie pytanie jaki Sandomierz? Tak! Mamy odpowiedź na tak postawione pytanie z 1585 roku pozostawione przez Stanisława Sarnickiego. W swoim tekście Sarnicki nawiązuje do historii oraz urody miasta. Piękno tworzyły winnice, sady a najlepsze owoce przyciągały polskich władców. Ta część pasuje do dzisiejszej sytuacji. Też mamy smaczne owoce. Jednak odnosząc się do dalszej części słów Sarnickiego jest nieco gorzej. Sandomierz słynął z ogłady obywateli i słynnych lekarzy, artystów. Jak jest dzisiaj?. O ogładzie nie będę się wypowiadał a znakomitych lekarzy, muzyków i artystów jest niewielu a do tego miasto nie otacza ich należytą troską. Również wesołość duchowieństwa mogłaby w dzisiejszych czasach być ryzykowną cechą i sposobem postepowania dla duchownych! Słowem w XVI wieku Sandomierz rozbudowywał się, był centrum, przyciągał. Czy obecnie odpycha? Gdzie podział się ten XVI wieczny magnetyzm? Kogo przyciąga? Czy jest nam potrzebny, czy ludzie chcą tu mieszkać lub przyjeżdżać?

Wracajmy do historii. Moda na Sandomierz stopniowo kończyła się w XVII i XVIII wieku. Po wydarzeniach z kwietnia 1656 roku na około 250 lat zahibernowała się całkowicie. Przez prawie 123 lata Sandomierz był nadgraniczną, prowincjonalną mieściną zapewne uroczą, ale jak napisał Oskar Kolberg w połowie XIX wieku „…znaczne niegdyś miasto, i dziś jeszcze mający z dala wejrzenie grodu obronnego i starożytnego, dąży ku upadkowi”. Czy dzisiaj też można tak powiedzieć? O tym później ponieważ w dziejach miasta jeszcze przynajmniej dwa razy ktoś zadał sobie pytanie „jaki Sandomierz”

Pierwszy raz w II Rzeczpospolitej, kiedy zdecydowano o budowie Centralnego Okręgu Przemysłowego. Większość osób zapewne wie, które miejsce wybrano na stolicę COP. Nie był to Rzeszów, nie Radom, nie Stalowa Wola, tylko właśnie Sandomierz! Zwróćmy uwagę, że ponownie była ogólnopolska wizja, i wielkie plany inwestycyjne, takie jak dworzec kolejowy w Kobiernikach, czy lotnisko na Rybitwach, a docelowo 150 tyś mieszkańców. Z dzisiejszej perspektywy „brak ogłady” i horyzontów myślowych mieszkańców Sandomierza z lat 30-tych, którzy bardzo wolno z pewną nieśmiałością wdrażali temat stolicy COP był zbawienny dla miasta. Być może opóźnienia w tworzeniu urzędów, budowie banków, lotniska i dworca uchroniło Sandomierz przed zniszczeniem w 1939 roku lub 1944 roku, kiedy toczyły się w tym rejonie aktywne działania wojenne.

Ale zastanówmy się dlaczego władze II RP stwierdziły, że Sandomierz jest perspektywiczny i może być jeszcze ważniejszy, lepszy, stołeczny, potrzebny. Czy decydowało o tym tylko dogodne położenie, szlak kolejowy na podkarpacie? Czy może to co urzekło, Sarnickiego, Kolberga, Iwaszkiewicza. Ten ostatni dostrzegał podobieństwa do toskańskich i sycylijskich krajobrazów. Kochał Sandomierz. Cień Katedry, łuk Wisły, smak owoców i warzyw. Brzmi podobnie do 1585 roku. Szkoda, że po 1944 roku historia dla Sandomierza znowu nie była łaskawa. Po II wojnie światowej Sandomierz  szybko wracał do swojego prowincjonalnego charakteru. Dopiero jedna z niekwestionowanych zalet Sandomierza ziemia lessowa i jej podatność na wypłukiwanie ponownie doprowadziły do zwrócenia uwagi na nasze miasto w Polsce i do kolejnego postawienia pytania „jaki Sandomierz”. Prace ratujące wzgórze sandomierskie oraz milenijne wykopaliska archeologiczne, w czasie których odkryto m.in. bierki szachowe wprowadziły Sandomierz do ekstraklasy polskich miast. Znowu szeroko mówiło się o Sandomierzu jako perełce architektonicznej, krajobrazowej i kulturowej.

Po zmianach administracyjnych w paradoksalnie trudnych latach 70-tych i 80-tych, Sandomierz, przyciągał artystów, malarzy znów stał się modny (tak jak Sandomierz z początków XVI wieku i z lat 20 i 30 XX wieku, kiedy chętnie przyjeżdżał tu np.: Leon Wyczółkowski). Po pracach zabezpieczających z lat 70- tych wzmacniających wzgórze ukształtował się dzisiejszy krajobraz miasta. Jeśli w II połowie XX wieku zadawano sobie tytułowe pytanie, to odpowiedź była prosta. W województwie tarnobrzeskim Sandomierz był niekwestionowanym leaderem w kulturze opartym o zabytki, sprzyjający artystom. Może umniejszano w tym okresie wpływ tradycji chrześcijańskiej w Sandomierzu oraz znaczenia jego zabytków sakralnych, a niewiele Polskich miast ma tak spektakularne obiekty z tej dziedziny, ale jaka była komuna wszyscy wiedzą i pamiętają.

Końcówka XX wieku to kroczące hibernowanie się Sandomierza i stopniowe przegrywanie np.: z modnym Kazimierzem Dolnym. Na początku XXI wieku coś się zmieniło. Miasto ponownie stało się popularne, zaczęło nadrabiać straty, odzyskiwało magnetyzm. Czy cezurą czasową może być konsumpcja środków unijnych i rozbudowa miasta (bulwar, piszczele)? Czy 2008 rok i początek nagrywania i emisji serialu o księdzu detektywie? Raczej to drugie. Regularne pojawianie się sandomierskiego ratusza między sportem a pogodą w telewizji publicznej do dziś przekłada się na bezcenną promocję. Co to przyniosło? Tłumy odwiedzających miasto. Wzrost frekwencji w instytucjach kultury: w Muzeum Okręgowym, w Muzeum Diecezjalnym w kościołach i atrakcjach turystycznych w Bramie Opatowskiej, Trasie Podziemnej, na statkach wiślanych małych i dużych. Przyniosło nam również meleksy wożące niepełnosprawnych, ale i leniwych turystów, na które tak chętnie narzeka się w Sandomierzu. Tak miasto to wygląda obecnie.

Teraz nadszedł czas na odpowiedź na postawione przez ks. Biskupa Krzysztofa Nitkiewicza pytanie. Jaki Sandomierz?

Zacznę od coming out dotyczącego mojej tożsamości lokalnej. Jestem „sandocjonalistą”. Z tego względu z jednej strony cieszy mnie popularność miasta, ale wolał bym trochę mniejszą liczbę turystów,  a do tego bardziej świadomych „gości” w Sandomierzu. Wielokrotnie również ja narzekałem na jakość „serialowych”, leniwych turystów z meleksów, którzy nie doceniają lokalnych malarzy, złotników, sztuki, zbiorów w muzeach, kościołów, całego sandomierskiego dziedzictwa tylko gonią za „Mateuszem”. Nie podoba mi się również zła jakość oferty jarmarcznych eventów. Jednak jeśli tego pragnie odbiorca? Może właśnie taki profil turysty, czy odbiorcy jest we współczesnym świecie. Masowa turystyka, człowiek podążający za tym co podają mu media społecznościowe, telewizja. Chyba nie da się tego powstrzymać.

Co do przyszłości miasta mam mieszane uczucia. Sandomierz wraz z okolicą, z dominującymi świętami, pieroga, czekolady i pomidora nie nastrajają optymistycznie. Przyciąga tłumy, ale czy o to chodzi. Szczypta optymizmu którą posiadam w sobie dzięki odkrytemu dla biżuterii krzemieniowi pasiastemu, może wynikać z dążenia człowieka do autentyczności czyli postępowania zgodnego z własnym dobrze ukształtowanym, wrażliwym sumieniem i wiedzą. Według mnie to właśnie w autentyzmie Sandomierza jest siła! „Homo Sapiens Sandomiriensis” powinien bacznie zwracać uwagę na hierarchię wartości. Co dla niego jest ważne, a co nie. Co jest prawdziwe, a co wykreowane, sztuczne. Dzięki właściwemu przekazowi możemy integrować ludzi i pomagać odbiorcom w zrozumieniu pojęć, historii, kultury, dziedzictwa i celów życiowych. Patrząc jaki przekaz, czy hasła reklamowe promują miejscowości w okolicach Sandomierza i w reszcie Polski, nie dziwię się, że niewiele osób tam dociera. Miast i zamków królewskich mamy kilkadziesiąt. Tak naprawdę miejsc związanych z siedzibą królewską może jest pięć. Sandomierz wraz z zamkiem był tylko rezydencją. Pojawia się nurtujące mnie pytanie. Czy jednak trzeba kreować świat, który nie istnieje, ale także czy trzeba obrażać się na twórców serialu o księdzu detektywie. Miasto pokazane jest w nim jako miłe, przyjemne miejsce, pomimo wielu przestępstw. Dla ludzi, którzy odwiedzają Sandomierz jako turyści, krajobrazy i spokój, który panuje pomimo tłumów jest autentyczny. Niech taki pozostanie.

Jaki jest dla mieszkańców?  Przypuszczam, że dla każdego inny. Pewnie dla niektórych denerwujący, hałasem, brudem, brakiem możliwości zaparkowania samochodu czy przejechania przez stare miasto rowerem w weekend. Ale dla mnie jest naprawdę uroczy.

O czym mówią nam na przestrzeni istnienia Sandomierza jego lepsze i gorsze okresy? Lepsze czasy naszego grodu ukazują wizję jaką mieli mieszkańcy miasta i ówczesne władze żyjący w poszczególnych okresach oraz konsekwentną realizację wytyczonych celów, dzięki czemu tworzyła się jego tożsamość, historia i niekwestionowana pozycja. Gorsze okresy wskazują na brak odwagi stawiania sobie ambitnych celów i ich realizacji oraz na skomplikowaną historię i sytuację geopolityczną, która często nie była łatwa zarówno dla miasta jak i całego kraju. Dlatego stawianie tytułowego pytania powinno być szczególnie istotne i częste dla decydentów i włodarzy naszego miasta. To oni kreując kolejne wizje prowadzenia miasta, mają ogromny wpływ na kierunki jego rozwoju, aktywizację społeczności lokalnej, postrzeganie oraz wizerunek. Żywię nadzieję, że pokusa przypodobania się lokalnemu suwerenowi nie będzie hamowała śmiałych wizji i ambitnych celów oraz konsekwencji w ich realizacji, a mądre wybory będą ograniczały napływ wszechobecnej tandety i chaosu nie tylko w naszym pięknym mieście. Sandomierz posiada wypracowaną przez poprzednie pokolenia wspaniałą historię, tkankę kulturową, artystyczną – „markę” oraz wspaniałych mieszkańców. Wiele miast tworzących swoje plany na przyszłość, chciałoby mieć te wszystkie fundamenty , dlatego nie wolno o nich zapominać i nie wolno ich zmarnować.

Ze zdziwieniem przyjmuję więc chęć, zresztą nie wyrażaną tylko w Sandomierzu, do kreowania czegoś zupełnie nowego, świeżego, w oderwaniu od historii, kultury, od tego co nas uformowało. Czegoś co zdefiniuje miasto na nowo. Pokazania nowej innej twarzy. To nie rewolucje przyciągały rodzinę Gomółków, Szermentowskiego, Iwaszkiewicza, Wyczółkowskiego, Łutowicza, Gancarza i innych artystów. To był autentyzm i uroda tego miejsca oraz coś co łączy wszystkie powyższe przykłady z przeszłości miasta. Był to rozwój, perspektywy na przyszłość oraz troska o te osoby. Było to powstawanie nowych budynków i nowoczesne zagospodarowanie przestrzeni miasta. Tworzenie przyjaznych warunków do kreowania i obcowania ze sztuka i kulturą oraz wzajemna tolerancja. Klimat polityczny i społeczny, w którym nie utrudniano pobytu Dominikanom, Stanisławowi Sarnickiemu, Jarosławowi Iwaszkiewiczowi przekładał się na zyski dla miasta w kolejnych latach. Do dzisiaj i jeszcze długo, będziemy czerpać z zasobów, które pozostawili nam wspominani powyżej oraz bezimienni sandomierzanie sprzed wieków. Co my pozostawimy? Rzeczywiście mamy zabytki i historie z każdego okresu niemalże od początków funkcjonowania miasta. Co pozostanie po XX i początkach XXI wieku. Na razie nie widać czegoś konkretnego i będzie o to bardzo trudno. Może łatwiej o coś niematerialnego. Dla mnie takim czymś mógł by być wpis dla Sandomierza lub któregoś z zabytków np.: Katedry na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Patrząc jakie miejsca i obiekty znajdują się na tej prestiżowej, światowej liście, Sandomierz bez wątpliwości zasługuje na obecność w tym gronie. Trzeba tylko o to zawalczyć. Nie zmarnujmy tej szansy.

 

dr Dominik Kacper Płaza – ur. w Sandomierzu w 1980 r. Archeolog, muzealnik, od 2018 r. kustosz dyplomowany. Absolwent II Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Sandomierzu, a następnie Uniwersytetu Łódzkiego;  dyplom w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego w 2005 roku. Praca doktorska obroniona w 2015 roku w Instytucie Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie pod kierunkiem Prof. dr hab. Zofii Sulgostowskiej. W okresie od 01.06.2018 do 20.10.2020 dyrektor Muzeum Okręgowego w Sandomierzu. Od 21.10.2020 roku dyrektor Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Członek Towarzystwa Naukowego Sandomierskiego.

PODZIEL SIĘ
Red.
Redakcja Diecezji Sandomierskiej w Internecie
Email: info@diecezjasandomierska.pl